Rozdział 69: Mira i jego dwa asy….czym są !? Furia Altaira !!!

Rozdział 69: Mira i jego dwa asy….czym są !? Furia Altaira !!!

Powrót do Capsule Corporation na szczęście był spokojny i nie przejawiał żadnego ataku ze strony Makaioshinki oraz Black’ów. Drake nie spodziewał się, że jego brat, jak i głupkowaty Helix także tutaj przybędą, a przecież im mówił że nie mogą tutaj być. Patrzył teraz jak jego brat cierpiał i starali mu się odratować ucietą rękę, choć wiedzieli że to nie będzie łatwe, ale bardziej niemożliwe. Altair złapał za fraki Blade’a, a potem od razu wypowiedział się:
-CZEMU NIC NIE ZROBIŁEŚ, CZEMU DO CHOLERY!? Nic bu mu się nie stało, gdybyś mu pomógł, co ci stało na drodze?! – po chwili wypuścił wojownika z uścisku i złapał się za czoło, był ostro wkurwiony. River tylko poprawił swoje podarte ciuchy, a potem spojrzał z powagą na swojego przyjaciela i mu zaczął wszystko tłumaczyć:
-Słuchał, to było bardzo skomplikowane, bo nie spodziewałem się, że Nasze złe klony dokonają Fuzji, a jeszcze przeżyła Black Ttuce, no i zapewne nie spoczną dopóki nas nie pokonają. Ja wraz z Innym Trunskem, Nekomi, Helixem i twoim bratem, zadaliśmy im porządny cios, ale raczej nie uciekną od tego jak tchórze. Coś czuję, że mogą niedługo zaatakować i będziemy musieli także dokonać fuzji. Poprosimy Shina o kolczyki czy coś, jeśli w ogóle nam ich udzieli. – skończył wreszcie mówić, ponieważ chciało mu się pić i zaczął doić butelkę z wodą. Starszy brat Severinusa nie mógł jakoś sobie tego wszystkiego poukładać, ale nad planem także nie mogli zbytnio się teraz zastanawiać. Poczuli naprawdę ogromne trzęsienie planety, które mogło oznaczać o porządny wybuch. Bezprzecznie Altair zacisnął pięść i szybko wybiegł z lecznicy, tak samo zrobił zaraz Ogoniasty. Kiedy znaleźli się w głównym holu, zobaczyli Sarę i TTuce gotową na dalsze walki. Oczywiście te zmieniły rozdarte i poniszczone łachy na świeże, które dostały od Bulmy. Kobieta miała dosłownie wszystko na głowie, ale dla obydwu Księżniczek miała chwilę czasu by nie walczyły jakby wyszły z jakiegoś burdelu albo skądś. Obydwie ustawiły się w pozycję do walki, a potem dawna przeciwniczka Yonana rzekła:
-Nigdzie sami nie idziecie, to jest moja walka, a raczej TTuce, bo jesteśmy wreszcie w jej świecie i to wy to wreszcie przenieśliście do nas. Mam rację Przyjaciółko?? – puściła w jej stronę oczko, a potem ta odpowiedziała:
-Tak, w istocie się z tobą zgadzam. Pokażemy tym całym Blackom i Mirze z kim zadarli. A teraz ruszajmy, nie ma czasu do stracenia !! – zacisnęła obydwie pięści, a potem wszyscy we czwórkę wyruszyli razem. Niestey jednak mieli jeszcze jednego towarzysza, czyli Hexa, który i tak mimo z rozkazu zostania w domu, nie miał zamiaru tego zrobić. Chciał pomścić rannnego kolegę, który niestety musiał teraz przechodzić operację, ale zapewne i tak wiedział że potem go wrzucą do komory regenerującej. Kiedy tak lecieli w czworo osób, usłyszeli za sobą dodatkowy świst, a zaraz po chwili rzekła TTuce do wszystkich:
-Mamy na ogonie znajomka twojego Brata Altair. Zgadzasz się by tutaj był, czy mam mu uświadomić pięścią, że złamał jego zadanie?? – z uśmiechem na twarzy, walnęła w otwartą pięść inną pięścią, ale niestety zaraz odpowiedź bardzo szybko przyszła:
-Nie, niech już leci. Jeśli chcę pokazać co potrafi i pomścić mojego brata, niech i tak będzie. Skręcę kark temu śmieciowi Mirze i Black’om!!! – W swojej wielkiej złości, gnieździącej się w środku jego duszy, przemienił się w Super Saiynina Blue.

Przyśpieszył lotu, zaś jego towarzysze zrobili tak samo, lecz jeszcze się nie przemienili. Po doleceniu na miejsce, widzieli że jednego z tutejszych miast zostaję zdezintegrowane na zawsze. Kiedy to Drake spojrzał w górę, mógł widzieć Mirę testującego swoje nowe moce i z jaką radością aż to robił. Brat Severinusa od razu zaszarżował w jego stronę, zaś Blade i reszta chcieli zająć się złą fuzją jego i jego brata krwi. Black Altade od razu olał Drake’a, a potem śmignął w stronę Rivera i obydwu dziewczyn. Zaczęła się szybka wymiana ciosów, trójka bohaterów starała się trafić złego Altade, lecz nic z tego. Blokował wszystkie ich ataki, no i oczywiście unikał, nawet nie przemieniając się w Super Saiyanina Rose. Stworzony przez Towę Wojownik unikał tylko pięści niebieskowłosego, a potem zamachując wysoki wykop, trafił w bark saiyanina i posłał go na rozwaloną ziemię. Wszędzie było wszystko przysmalone i stało w chaosie, lecz Altair powstrzymał rozbicie głowy o glebę planety i z aktywowaną aurę, ruszył za plecy przeciwnika. Wróg musiał szybko nadrobić by nie dostać ciosu, lecz o kilka sekund za późno, ponieważ Drake już był tuż za nim i zasadził mu porządną zamkniętą dłoń w okolice nerek, przez co ten wypluł trochę śliny. Mira wreszcie zamachnął się prosto ręką, by zrobić sobie miejsce z dale od oponenta, by ten uniknął i sie cofnął. Niestety tak się nie stało, gdyż Brat Severinusa po prostu schylił głowę, by nie otrzymać ciosu i wbił kolejną pięść, tym razem już w żebra. Po prostu masowo atakował go po tych częściach, które to najbardziej były delikatne i chciał jak najszybciej pokonać wroga. Stworzony z niczego twór wreszcie przeniósł się i zrobił sobie trochę wolnego miejsca, lecz z aurą na sobie, Drake ponownie zamachnął się i z dość oddaloną ręką, zadał cios. Jego Furia nie znała granic, nie chciała darować ani mu ani Black’owi Altade tego, że jego brat musiał cierpiać. Moc w nim się podniosła gwałtownie, gotowało w nim się jak w czajniku. Wreszcie zadał kolanem cios na brzuch Miry, gdy ten na nowo wypluł trochę śliny. Nie zauważył jednak, że Starszy Brat Severinusa odchylił bardzo daleko jedną całą rękę i wykrzyknął:
-GODLY MAXIMUM FLASHER!!! – Potężna Niebiesko-złota łuna energii zderzyła się z ciałem tworu. Białowłosy nie miał nawet czasu na zrobienie uniku, powstała ogromna eksplozja, która zwróciła uwagę wszystkich tych którzy teraz walczyli z Blackiem. Kurz unosił się tak przez ten czaś, aż wreszcie można było dostrzec coś bardzo niebezpiecznego ze strony Miry. Na jego torsie pozostała tak jakby rana/blizna po ataku, lecz to nie było straszne, jego włosy uniosły się i gdy tak stały, były w kolorze różowym. Jeden z asów Tworu Makaioshinki właśnie się ukazał, on także potrafił przemieniać się w super Saiyanina Rose. Zły Altade tylko zrobił złowieszczy uśmieszek, a potem kopnął w twarz Helixa, posyłając go na kilka skał. Sara wkurzona tym co ujrzała, od razu przeszła na Super Saiyanina Blue i oddała podwójne za tamto, co zrobił Helixowi. Black tylko otrał twarz po ciosie dziewczyny i zaśmiał się głośno, ponieważ nie mógł uwierzyć że musi walczyć z czterema osobami. Nie miał zamiaru się już dłużej z nimi bawić, dlatego wydał z siebie ryk, a gdy tak się stało, jego włosy zmieniły barwę na różową. Rozłożył ręce na boki, tak jakby był jakims bogiem czy czymś innym i był gotowy na dalszą walkę. Sarę bardziej to wkurzyło i ruszyła na niego jak na mięso, które zostało bardzo dobrze przygotowane. Zły Altade tylko dziko prychnął i z dzikim uśmiechem unikał każdego nowego ciosu, jaki był kierowany w jego stronę. Dawna rywalka Yonana chciała pokazać co potrafi, wreszcie nie dawno nauczyła się tej formy, tak samo jej przyjaciółka TTuce, która także zbytnio nie wiedziała o co chodzi z boską formą. Dziewczyna nie dawała za wygraną, lecz Black podchodził do tego delikatnie i wreszcie złapał za jedną pięść, która prawie go trafiła. Koleżanka TTuce chciała się wyrwać, lecz nie mogła. Aktywowała trochę mocniejszą aurę, a potem ryknęła dziko by odepchnąć od siebie swojego przeciwnika. TTuce patrzyła z dołu, a potem aktywując Boskiego Super Saiyanina, ruszyła przed siebie i trafiła kopniakiem w brzuch złej fuzji.

Mroczny Altade tylko otarł ślinę, która ściekała mu z ust, a potem stworzył z rąk młot i pozbył się szkarłatno-włosej. Kobieta jednak po tym ciosie, szybko stworzyła za swoim ciałem wybuch czerwonej energii, a potem pojawiając się za wrogiem, używając błyskawicznej transmisji, walnęła go porządnie w plecy. Sara tylko uśmiechnęła się do przyjaciółki, a potem nadlatując, nadziała lecącego nieokiełznanie oponenta na swoje kolanko, a potem zaciśniętą dłonią wbiła go w już ponownie zniszczone budowle. Złowrogi Altade wstał i potem potrząsając głową, nie mógł uwierzyć że dostawał łupnia od dwóch kobiet, zastanawiał się też gdzie to może być Black Sara, wreszcie była z nim i Mirą jakiś czas temu, a teraz nagle ni stąd ni zowąd, zaginęła. Nie chciał przejmować się tą laleczką, dlatego też otrzepał swój fuzyjny uniform i uniósł się na wysokość dziewczyn. Strzelił knykciami, a potem jeszcze szyją i był gotowy na dalszą walke. Tymczasem Altair jako tako trochę się zdziwił, że twój Towy może osiągnąć Super Saiyanin Rośe. Drake zastanawiał się przez chwilę, aż wreszcie już wiedział o co tutaj chodzi. Makaioshinka po prostu przy każdej walce ze złem, dawała coraz więcej złej energii, jak i po części kradła DNA by jej twór był coraz potężniejszy. Starszy Brat Severinusa nie mógł uwierzyć w to co odkrył, dlatego też dostrzegł że obok niego pojawia się Blade i chcę mu pomóc.
-To moja walka Blade, leć pomóż dziewczynom, bo widzę że Helix leży nieprzytomny pod gruzowiskiem… – powiedział w jego stronę, a ten jednak tylko pokręcił negatywnie głową. Altair westchnął cicho, a potem jeszcze dodał:
-Towa ulepszyła Mirę, możemy mieć z nim nie lada problemów, ale chyba damy radę, co n ie?? – zapytał i uniósł jedną brew do góry. River tylko podrapał się pod nosem, a potem odpowiedział:
-Tak, nie możemy się z nim patyczkować, dlatego też musimy od razu przystąpić do fuzji!!! – Mira kiedy to usłyszał, bardzo błyskawicznie pojawił się przy Czarnowłosy i wbił mu piąchę w splot słoneczny. Ten prawie po tym ciosie zwymiotował, bo jeszcze jego ciało było wyluzowany i nie przygotowane do walki, przez co zaczął szybować nieopanowanie w dół. Drake rozszerzył oczy i musiał przyznać rację bratu krwi, przeciwnik jest dla nich zbyt potężny, lecz przez eskcytację i bycie saiyaninem, każdy by chciał walczyć jeden przeciwko jednemu. Starszy Brat Severinusa nie czekając ani chwili dłużej, zaatakował Różowowłosego, ale ten nic sobie z jego ataków nie robił. Przyjmował wszystko, tak jakby jego ciało było ze stali, nawet nie miał żadnego zadrapania. Po chwili, kiedy to dość twardo ogoniasty wylądował na rozwalonym asfalcie, usłyszał że gruzy zaczęły się ruszać. Hex wyleciał z nich, a potem gdy zjawił się obok swojego kolegi, powiedział w jego stronę:
-Kupię wam trochę czasu, ale to co teraz zobaczysz…..nie mów tego Severinusowi, dobrze?? – Blade tylko kiwnął głową, a potem zobaczył jak saiyanin ruszył przed siebie i wyprzedził Starszego Drake’a. Altaira trochę to zdziwiło, bo wojownik był w zwykłej formie. Kiedy Helix wzleciał na ich wysokość, Mira go tylko wyśmiał i powiedział:
-Chyba naprawdę chcesz szybko umrzeć, skoro się tutaj zjawiłeś, chłopcze…- powiedział, a potem podmuch energii trochę go przesunął, kiedy to właśnie ów czarnowłosy zaczął się przemienić.

Nawet trochę Altair popchnęło do tyłu, ale nie tak bardzo by zobaczyć to co się właśnie dzieję. Helix swoim rykiem, ze złotymi włosami, zaczął je po prostu przedłużać, właśnie w tej chwili po raz pierwszy pokazywał swoje trzecie stadium super saiyanina. To o to chodziło jemu, River już wszystko wiedział, przeczuwał że Severinus zapewne jeszcze nie osiągnął tego poziomu, ale i tak jak na takich saiyanów, bardzo daleko zaszli. Po krótce, Hex wreszcie osiągnął to co zamierzał, a potem ułożył ręce przy głowie i wypowiedział głośno te słowa:
-SOLAR FLARE!!! – potężne oślepiające światło zmusiło wroga do chwilowego nic nie widzienia. Drake to wykorzystał i szybko poleciał w stronę Ogoniastego. River wybił się z ziemi i szybko uciekli, by móc dokonać fuzji. Tymczasem Black Altade widział co się szykuję, więc chwycił jedną z kobiet, bardzo mocno za przedramię i nogę i rzucił w tą drugą dziewczynę. Po chwili, gdy jedna wleciała na drugą, wpadły na jakiś jeszcze nie zawalony wieżowiec, lądując w biurach i przez chwilę obydwie były dość mocno oszołomione. Mroczny Black kierował się w stronę swoich dobrych sobowtorów, bo nie chciał pozwolić na to co chcieli zrobić, czyli dokonać fuzji. Po dogonieniu ich, wreszcie posiadali boską energię, jak i część duszy głównego wroga, czyli Zamasu. Unieśli wpierw rękę, a potem palec ku górze i nad ich głowami tworzyły się metaliczne sześciany. Przyjaciele poczuli złowrogą moc, a potem gdy spotrzegli co jest za nimi, otworzeli buzie ze zdziwienia. Lewitujące nad Black Altade Katchinki właśnie zmierzały w ich stronę, by ich zgnieść albo po prostu rozstrzaskać. Nie spodziewali się czegoś takiego, że ktoś taki jak on, moze to zrobić. Nie mieli innego wyboru jak zacząć robić uniki, ponieważ to był ich jedyny sposób na przetrwanie tak niesłychanej nawałnicy potężnych sześcianów. Używali swoich zanzokenów, ale nie wiedzieli jak bardzo długo będą się tak utrzymywać. Helix skierował swoje spojrzenie w tamtą stronę, lecz niestety nie miał zbytnio czasu, gdyż perfekcyjny Mira musiał rozwikłać z nim porachunki. Unikał jego ataków, ale nie było mu łatwo, wreszcie ten posiadał praktycznie boskie moce wraz z wchłoniętym jajkiem jak i jego mistrzynią. Białowłosy tylko perfidnie się uśmiechną, a potem walnął plaskacza wojownikowi, przez co ten rąbnął porządnie o ulicę i zniszczył trochę jezdni. Kiedy starał się szybko podnieść, wróg pojawił się przed jego obliczem, chwytając dość mocno za szyję i zaczynając go dusić. Ten starał się wyrwać, lecz to nie było takie łatwe, walczył naprawdę z kimś potężnym, ktoś go przerastał praktycznie dziesięciokrotnie. Jego krtań praktycznie już była miażdżona, lecz jakaś potężna noga kopnęła w twarz twór dawnej Makaioshinki, przez co ten odleciał i przeleciał przez kilka większych budynków. To była wkurzona TTuce, która znowu przebywała na czerwonowłosej formie. Oszczędzała energie, gdyż przypomniała sobie, że forma super saiyanina blue strasznie dużo zużywa wytrzymałości. Odetchnęła porządnie, a potem strzeliła z karku i rzekł w stronę chłopaka, który powrócił na formę super saiyana dwa:
-Słuchaj młody, naprawdę nie spodziewałam się, że ty albo twój kolega zajdziecie tak daleko, ale nie dziwię się, tamtemu co się oberwało, podobnie jak mnie dawno temu, ale nie istotne. Przytrzyma Mirę tutaj tylko chwilę, a ty szybko leć pomóz chłopakom, zwłaszcza Blade’owi…. – Po tych słowach delikatnie zaczerwienienie pojawiło się na jej policzkach, lecz ciężko było to dostrzec, no bo ognisto-czerwona aura i włosy. Pofrunęła bardzo szybko w stronę przeciwnika, który to właśnie się wynurzał ze zdewastowanych budowli. Otrzepał się i spojrzał na kobietę, rozłożył ręce na boki, tak jakby chciał ją przywitać.

Niestety, tylko pokazał swoją potegę ze swoimi różowymi włosami, które powiewały na wietrze i wydobywały z siebie potężną moc. Mira wreszcie tylko parsknął w jej stronę i uśmiechnął się, a potem dopiero zaczął sparować wszystkie ataki dziewczyny. Ta nie mogła w to uwierzyć, a potem strzeliła szybko ki blastem pod ziemie, by ośepić widok nieprzyjaciela. Białowłosy nie wiedział co ta planuje, przez co szybko odleciał w przeciwną stronę, żeby niechcący nie zostać zaskoczony. Trochę za późno obudził się z tą reakcją i dostał porządnie w mordę, a potem w brzuch i na koniec został podcięty. Zaskoczony tym wszystkim, swoją dłonią odbił się od zrujnowanej gleby, wybijając się dość na sporą odległość w górę. Saiyanka nie miała zamiaru zaprzestać, więc poleciała w pogoń za oponenetem, aż wreszcie kopniakiem wleciała w jego splot słoneczny, przez co ten wypluł trochę krwi zmieszaną ze śliną. Kiedy to przyjaciółka Sary dawała łupnia jednemu w tej chwili z bardzo potężnych wrogów, Helix szybko leciał w drugim stadium super saiyanina w stronę swoich znajomych. Po przeleceniu dość sporej odległości, zobaczył coś w co nie mógł uwierzyć, wielkie sześciane kostki, które rujnowały już w sumie praktycznie zniszczone miasto. Black Altade bardzo dobrze się bawił, można go było słychać w wielu przecznicach, a nawet na połowie tej planecie. Hexowi błysnęło w jego oczach, pochylił się do tyłu, skupił energię i ryknął z całym swoim impetem, przez co stworzył falę podmuchu, która powstała w użyciu zbyt dużej energii. Przez to co stworzył, mroczna fuzja została trochę popchnięta przed siebie, a potem gdy się odwróciła, zobaczyła złotowłosego, który właśnie wymierzył cios i trafił policzek złego gracza. Black trochę się zdziwił, gdyż nie przypominał sobie, żeby jeszcze kiedykolwiek walczył z takim smarkiem, a na dodatek zadziwił go tą formą. Dawny żołnierz z pod rozkazów Frizera nie zaprzestawał swoich ciosów, dzięki czemu odwrócił chociaż na chwilę uwagę od Blade’a i Altaira. Dwóch przyjaciół wreszcie wykaraskało się z pod gruzów, jak i kachinków. Złapali porządne oddechy, a potem szybko zaczęli biec w przeciwną stronę. Oczywiście ich zła kopia to doskonale słyszała, więc uniknęła kolejnego ciosu młodego wojownika, pojawiając się za nim i uderzając go ciosem-młotem. Helix dostał porządnie w tył głowy, lecz na szczęście jego wróg nie trafił w potylicę, więc ten był nadal przytomny i gotowy na dalsze starcie. Stworzył kilka swoich widm, po czym pojawił sie na nowo obok swojego przeciwnika, lecz ten zostawił już dawno po sobie swojego holograma. Hex się tego zupełnie nie spodziewał, dlatego też porządnie zacisnął pięść i wkurzony starał się namierzyć jego energię. Nie było to dla niego takie proste, odczuwał także że jego moc strasznie szybko się kurczy i maleje coraz bardziej, więc przeszedł na poprzednią formę. Zamknął na chwilę oczy, lecz także to było błędem, został zaskoczony przez swojego oponenta, bo ten zaczaił się na niego i wyczekiwał właśnie tej chwili.

Na szczęście, gdy Black chciał już chwycić na nowo za szyjkę chłopaka, promień energii przeleciał w miejscu tam, gdzie miał go złapać. Zły Altade cofnął szybko dłoń, mógł stwierdzić że jest delikatnie przysmalona, ale nie zwracał na to faktów, ponieważ widział kobietę w oddali. Sara także przeszła na czerwone stadium boskiego saiyanina, ponieważ dowiedziała się potem od TTuce że forma Blue zjadała zbyt dużo wytrzymałości ich ciała. Dawna rywalka Yonana szybko poleciała z ognistą aurą na wroga, lecz ten tylko pokazał jej swój wredny uśmieszek i znów użył zanzokena, by uniknąć jej ciosu. Ta niespodziewanie szybko obróciła się o sto osiemdziesiąt stopni i trafił kolanem w podbródek wroga, przez co ten się trochę zdziwił, ale można było to także określić jako przerażenie. Zła Fuzja odleciała troszkę do tyłu, a potem zatrzymując się, posyłała w stronę dziewczyny mnóstwo pocisków ki, które były różowo-czarne. Saiyanka bardzo szybko zaczęła je odbijać, zaś nie domyśliła się że może otrzymać pomoc ze strony dawnego Kapitana jednego z oddziałów Friezy. Hex zaryczał dziko niczym wielki Oozaru, a potem bił po plecach swojego przeciwnika, przez co ten zbytnio nie miał jak skupić sie na dwóch jednostkach na raz. Black Altade wreszcie tylko szybko zamachnął łokciem, rozwalając nos saiayanina, aż ten cofnął się troszeczkę w tył. Sara tylko uśmiechnęła się sama do siebie, gdyż to była idealna okazja do zaatakowania. Ruszyła bardzo szybko w jego stronę, tworząc energetyczny pocisk w dłoni i wbijając w brzuch różowowłosemu, przez co ten wypluł trochę śliny. Powstała dość spora eksplozja, odrzucając od siebie bohaterkę i nikczemnika. Helix patrzył z podziwem jak dziewczyna walczy, dla niego ona była wspaniała. Nie zaprzątając sobie tym głowy, spojrzał w dół i widział wreszcie jak dwójka najlepszych kumpli zwiewa stąd jak pieprz rośnie, ale nie dlatego że się bali, tylko dlatego że chcieli stworzyć inną fuzję. Drake i River szybko miegli, znaleźli się w jakimś dawno już po części zawalonym centrum handlowym. Musieli bardzo szybko odpoczywać, gdyż trochę się zachętali tym całym bieganiem. Kiedy wreszcie zdążyli chwilkę odsapnąć, popatrzyli się po sobie, aż wreszcie Starszy Brat Severinusa rzekł:
-Niestety nie mamy Potara, dlatego też musimy odtworzyć taniec fuzyjny, mam nadzieję że nie zapomniałeś niczego?? – zapytał i uniósłowszy jedną brew ku górze, skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Jego brat krwi tylko kiwnął głową i jeszcze dopowiedział kilka zdań:
-Spokojnie, tego od tak się nie da zapomnieć, teraz tylko musimy wyrównać moc, a to oznacza jedno, bardzo szybko nas wykryją i będą chcieli nas powstrzymać. Teraz gdy się ukrywamy z ki, nie wiedzą gdzie jesteśmy, masz jakiś pomysł?? – zapytał się i rozglądał się i tu i tam, by sprawdzić czy na pewno nikt się na nich nie zaczaił, albo nawet czy nie są osaczeni. Po dłuższym sprawdzaniu terenu, wreszcie Altair zamknął na chwilę oczy, a potem odpowiedział mu:
-No dobra, musimy to zrobić bardzo szybko, bo inaczej będzie koniec. Dobra, ustawmy się i miejmy to z głowy, ehh… – nie lubił używać tańca fuzyjnego, wolał sam walczyć z Blackiem i Mirą, lecz niestety nie mieli innego wyjścia. Jego wierny druh czuł dosłownie to samo, ale gdyby nie fakt, że nie dorastają im teraz do pięt, na pewno by dalej przedłużali walkę. Wojownicy zrobili od siebie kilka kroków, ustawili się szybciej w pozycjny fuzyjnej, a potem zaczęłi wyrównać energie. Sara i Helix niestety mimowolnie odwrócili się w tamto miejsce, pokazując tylko podpowiedź ich wrogowi, który przez całe zamieszanie z podnoszeniem energii, dawno się ulotnił. Czerwonowłosa kiedy spojrzała znów tam gdzie był wróg, już go tam nie było.

Syknęła pod nosem i aktywując ognistą boską aurę, ruszyła w pogoń za szczurem, który prześlizgnął się kanałami. Hex nie miał zamiaru ustępywać, zrobił dokładnie identycznie jak dziewczyna i pofrunął za nią bardzo szybko. W tym samym momencie, Ttuce tylko delikatnie zerknęła w tamtą stronę, A Mira uśmiechnął się do siebie, bo wiedział że mroczny Altade już zmierza wykończyć śmiertelników. Różowowłosy szybko pojawił się obok kobiety, dotykając ją tak jakby w klatkę piersiową i wystrzeliwując jednocześnie potężny podwójny promień, który bardzo szybko zmiótł ją z tego miejsca, gdzie się teraz znajdowała. Ze zniszczonym w połowie uniformie i widocznym cyckiem na wierzchu, rozbiła się o kolejną z ulic, niszcząc tym dalszy ciąg asfaltu. Powróciła do swojej poprzedniej formy, a kiedy chciała stanąć na nogi, ktoś przydeptał jej plecy i przygniótł do gleby jak robaczka, który miał zaraz zostać nadziany na haczyk. Wojowniczka nie miała nawet siły by wstać, Noga tworu Makaioshinki była zbyt potężna, więc ten jeszcze bardziej dopchnął leżącą saiyankę, przez co ta prawie zaglębiła się w ulicy. Krzyknęła głośno z bólu, a potem rozszerzając mocno oczy, aktywowała moc Super Saiyanina Blue. Różowowłosy tylko dziko prychnął, a potem jeszcze bardziej nacisnął swoją stopą, lecz tym razem wojowniczka nie zagłębiła sie bardziej w dół. Nie wiedział o co może chodzić, ale już chyba domyśłał się co jest nie tak, ta forma jej pomagała się podnosić coraz wyżej i wyżej. Wreszcie dawna służąca Saku stworzyła wokół swojej osoby wybuch, który na szczęście wreszcie odrzucił Mirę do tyłu. Twór bardzo szybko opanował nieopanowany lot, wylądował na nogach i widział wkurwioną kobietę, która ma ochotę rozstrzaskać go na strzępy. Powracając do przyjaciół, którzy już mieli stykać się palcami, usłyszeli za sobą świst i widzieli tylko jak długi różowo-czarny promień leci w ich stronę. Niestety Sara przybywał zbyt wolno by odbić złą energię, więc druhowie musieli zrobić bardzo szybki unik, odbijając się w dwie różne strony stopami. Black Altade tylko złowrogo przekręcił głowę, a potem zaśmiał się i rzekł:
-Nic z tego cholerni śmiertelnicy, nie pozwolę wam pokrzyżować naszych planów, skończe z wami bardzo szybko, gdyż nie mam nastroju na dalsze zabawy. – Po tych słowach, na jego wyprostowanej dłoni powstało długie energetyczne ostrze, które miało siać zamęt i strach. Czerwonowłosa po przybyciu tutaj widziała jak przyjaciele unikają ostrza oszalałego fuzyjnego potwora, który nie ma zamiaru się powstrzymywać, gdyż bardzo dobrze się przy tym bawi. Helix zaraz doleciał po niej, a potem odsapnąwszy chwilę, zaczął posyłac złote pociski w stronę wroga, który tylko zwrócił na chwilę uwagę kątem oka i bardzo szybko rozciął kule mocy na pół. Zaśmiał się tylko cicho, a potem znowu powrócił wzrokiem na dwóch braci krwi, którzy ledwo się już utrzymywali na nogach, a na dodatek byli w podstawowych formach. Wreszcie dawna rywalka Yonana wylądowała przed nimi, a potem przybrała pozycję do walki. Odwrócił się delikatnie kątem i rzekła w ich stronę:
-Zróbcie to szybko, ja go spróbuje powstrzymać jak najdłużej, nie macie czasu, JAZDA!!! – Krzyknęła, a potem rycząc głośno niczym wielki orangutan, stworzyła mocne oślepiające światło, które dążyło do jej kolejnej przemiany. Weszła bardzo szybko na Super Saiyanina o niebieskich włosach, która potem pognała w stronę Blacka i trafiła go w podbródek, a jeszcze zaraz w brzuch z kolanka. Bracia krwi popatrzyli na sobie i ustawili się w pozycji do fuzji, ponieważ musieli ją znowu powtórzyć. Wyrównali szybko energie, a potem zaczęli odtwarzać to co im ktoś nieuprzejmie przerwał. Kiedy już mieli zamiar skończyć, różowe ostrze zmierzało w ich stronę, gdyż wojowniczka została odrzucona przez silny podmuch złej fuzji.

Na szczęście był jeszcze Helix, który dosłownie stanął na drodze wrogowi i dał się nadziać na energetyczny miecz, przez co plunłą krwią w twarzyczkę złego Altade. Hex tylko perfidnie się uśmiechnął, gdyż za jego plecami powstało potężne światło, jak i można było jeszcze przez chwile dostrzec styknięcie palców wskazujących obydwu przyjaciół. Potęzny podmuch odrzucił wszystkie trzy osoby które znajdowały się w tej placówce, dzięki czemu złotowłosy jakoś wyrwał się z różowego ostrza i przeturlał się w bezpieczne miejsce. Młodzieniec jeszcze troszeczkę popluł krwi na glebę, a potem wstał chwytając sie od razu za ramię, gdyż miał problem, musiał się szybko udać po jakieś bandaże. Kiedy wreszcie natrafił na pokój medyczny, chwycił pierwszy lepszy materiał medyczny i zaczął sobie owijać tors, lecz najpierw musiał zdjąć zbroje i kombinezon z górnej części ciała. Po zrobieniu tego, delikatnie przykucnął, gdyż wrażenie jakie na nim zrobiła moc fuzji jego znajomych, zamurowała go. Po powstaniu i nałożeniu na siebie z powrotem swoich urań bojowych, pokierował się w stronę światła, które właśnie zniknęło. Po dotarciu na miejsce, widział kamizelkę, której kołnierz był Czerwony, jak i pas który był tego samego koloru. Reszta zaś ustrojenia posiadała czarną barwę, a Helix nadal nie mógł dowierzyć że wreszcie im się to udało. Bladair popatrzył w górę na Black Altade, który tylko zaciskał zęby ze wściekłości, gdyż niestety zawiódł z powstrzymania dokonania fuzji. Zły klon tylko dziko prychnął, a potem trochę pomachał swoją głową i rzekł:
-Phi, mieliście szczęście że te wścibskie dzieciaki mi przeszkodziły, tak to wszystko by poszło po naszemu i plan zero śmiertelników by się udał…. Teraz nie mam wyboru, ale będę musiał was wypatroszyć, nawet jeśli jesteście połączeni raz……- niestety, ale wróg nie skończył wypowiedzi, gdyż został chwycony dosłownie za usta, albo można było rzec, za całą twarz. Dłoń Bladaira mocniej zacisnęła się na buzi i wylecieli z przytułku medycznego bardzo szybko, zostawiając za sobą Ognistowłosą Sarę i złotowłosego Helixa. Obydwoje tak spojrzeli po sobie, a potem tylko kiwnęli głowami i wyruszyli szybko pomóc TTuce, bo wyczuwali jak jej wytrzymałościowa energia coraz bardziej opada. W innym miejscu, wreszcie Scalony osobnik wypuścił z uścisku złego oponenta i rąbnął nim porządnie o glebę, robiąc tym sporą zaspę dymu i kurzu, która uniosło się hen wysoko w góre. Kiedy tak chmura brudu unosiła się w powietrzu, Bladair tylko skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej, a dopiero później wylądował na zniszczonym chodniku. Po dotknięciu dawnego asfaltu, zadarł tylko głowę lekko ku górze i patrzył na swojego przeciwnika. Uśmiechnął się perfidnie w stronę Miry, który tylko zasyczał pod nosem i od razu, szybko wstając, gdzie jego dolna część szaty szybko powiewała na wietrze, znalazł się tuż przy saiyanie. Fuzja tylko i wyłącznie blokowała wszystkie jego ataki, a różowowłosy był w potrzasku gdyż nie dorównywał zbytnio mocy wojownikowi dobra. Bladair wreszcie nie mógł dłużej się z nim bawić, ponieważ część Altaira tak jakby przejmowała kontrolę nad połączonym scaleniem, dlatego że chciał zemścić się za swojego brata. Zacisnął pięści, po czym osiągnął ognistą formę boskiego saiyanina. Przyjaciele już dobrze wiedzieli, że niebieska kosztuje zbyt dużo wytrzymałości, jak i energii, dlatego woleli się oszczędzać, tak na zaś. Czerwonowłosy od razu poszybował ku swojemu oponentowi, który zablokował pierwszy atak, lecz drugiego ciosu już nie dostrzegł, co go bardzo zdziwiło. Twor Makaioshinki zaczął przyśpieszać swoje ataki kontrujące, lecz saiyanin był niestety od niego szybszy, przezwycieżał go i miał nad nim sporą przewagę. Wściekły Różowowłosy nie wiedział co ma na nich poradzić, gdyż doskonale zdawał sobie sprawę ze swojej porażki. Nie mniej jednak, nie miał zamiaru od tak się wycofać, dlatego też zaryczał dziko niczym stworzona jednostka, która miała być coraz potężniejsza z mrocznej energii i ruszył ku Fuzji. Bladair tylko odchylał się na lewo i prawo, unikał i blokował ciosy swojego oponenta. Wreszcie scalony wojownik zaczął się troszeczkę nudzić, więc po prostu chwycił za nadchodzącą pięść i wygiął ją w przeciwnym kierunku, skręcając ją o stop osiemdziesiąt stopni. Mira nie wytrzymywał przez chwilę bólu, dlatego też upadł na jedno kolano i trzymał uszkodzoną dłoń. Popatrzył na Saiyanina, a potem dostał porządny cios w twarz, wpadając na jakieś wystające kamienie i części budynków już dawno zawalonych. Kiedy przelatywał tak przez wszystkie budowle, nie spodziewał się ze strony czerwonowłosego kombinacji ataków. Bladair pojawił się tam gdzie właśnie w nieopanowanym locie szybował jego wróg, po czym kopnął go ku górze, pojawiając się tam gdzie go dokładnie wykopał.

Fuzja bardzo szybko znalazła się na tej trajektorii, łącząc obydwie dłonie, tworząc tak zwany młot i trafiająć nim w różowowłosego , przez co ten stworzył porządny krater w ulicy. Po powstaniu dość solidnego kurzu i dymu, który przez jakiś czas się unosił, dobry bohater nie miał zamiaru się dłużej patyczkować ze swoim przeciwnikiem, dlatego też zacisnął dłonie w pięści i głośno się wydarł. Szkarłatne kłaki zaczęły delikatnie stawać, a potem dopiero zamieniły się na niebieski kolor, tak samo było z aurą. Rozłożył przedramiona na maksymalną szerokość, po czym je bardzo szybko odchylił za plecy i wypowiadał powoli słowa:
-Final….KA…..Me……Ha…….Me……. – nie dokończył tego zdania, gdyż zbierał jak najwięcej energii do wystrzelenia. Kiedy Twór Makaioshinki zaczął zbierać się z gruzowiska, jak i ogólnie z gleby, wyczuł potężną moc, która właśnie była kumulowana nad nim. Nie mógł uwierzyć właśnie w to co czuje, jak i widzi bo gdy wreszcie się wyprostował, mógł dostrzec co się tam w powietrzu wyczynia. NIe mógł pozwolić sobie na porażkę, dlatego też przygotował jeden palec w jednym ręku, po czym zaczął ładować swoją technikę. Bladair dostrzegł zmianę pozy swojego przeciwnika, dlatego też napiął się bardziej i zbierał coraz szybciej swoją energię ki. Mira nie chciał być gorszy, więc on także starał się dorównać w bardzo szybkim ładowaniu swojej mocy, by nie zostać niechcący unicestwionym. Fuzja nie mogła już bardziej naładować tej techniki, więc wreszcie wykrzyknęli słowa takie jak:
-FINAL GOD KAMEHAMEHAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!! – Potężna złoto-niebieska energia pomknęła w stronę oponenta, który także nie bawił się z czasem i wykrzyczał swoją nazwę techniki:
-HOLY WRATH!!! – Potężna ognista sfera pomknęła ku fali uderzeniowej , a jak było wiadome, obydwoje nie byli zbyt oddaleni od siebie. Po dość szybkiej chwili, dwie technik zderzyły się i nastało na chwilę oślepiające światło, a potem można było dokładnie zobaczyć jak Boska Kamehameha siłuje się z ognistą kulą mocy, która to miała zamiar powstrzymać drugą technikę. Scalony wojownik jeszcze bardziej napiął swoje muskuły, a potem wydarł się głośniej, by pokazać co potrafi. Czas uciekał i oni nie chcieli tego spalić, dlatego też musieli jak najszybciej pozbyć się Tworu Makaioshinki, by wreszcie mieć tylko jednego wroga, Blacka. Różowowłosy jednak także napiął swoje bicepsy, tak że aż mu żyły w niektórych miejscach powychodziły i potem jeszcze korzystając z drugiej wolnej dłoni, wypchnął obydwie tak by starać się przepchać swoją umiejętność i pokonać cholernego saiyanina. Scaleni przyjaciele jednak nie mieli zamiaru tak łatwo odpuścić, więc nie mieli innego wyboru, chcieli użyć stu procent swojej mocy, bo raczej nie mieli innej opcji, więc wreszcie postanowili wydać z siebie jak najbardziej najgłośniejszy krzyk. Mira rozszerzył oczy, bo nie spoidziewał się aż tak dużej dawki energii ze strony saiyanina, dlatego też zacisnął mocniej zęby i zaparł się dość porządnie nogami, lecz czuł jak coraz głębiej zapada się pod ziemie, gdyż jego technika właśnie przegrywała.

Nie mógł sobie na to pozwolić, nie wiedział co pomyśli o nim Black, ale wyparł to bardzo szybko z siebie i jak prawdziwy złoczyńca i nie poddawał się nawet o mili sekunde. Niestety, jego nogi same zapadały się coraz niżej i niżej, aż wreszcie mógl zobaczyć, że jego kolana już są na poziomie gleby. Zasyczał dziko pod nosem, a potem tylko głośno zączał wyklinać przeklętego niebieskowłosego, ponieważ nadal nie wierzył w to, że dostaje porządnego łupnia. Twór Towy jeszcze na sam koniec głośno ryknął niczym dzika bestia, a potem dopiero jego własna technika przywaliła mu w twarz z nawiązką fali uderzeniowej o sile Boskiej mocy. Bladair już się nie patyczkował, ponieważ t o było jego ostatnie dociśnięcie swojej umiejętności na swojego przeciwnika. Wreszcie powstała potężna eksplozja, która stworzyła jeszcze dziesięciokrotniejszy większy krater niż był przedtem, praktycznie można było rzec, że jedna czwarta miasta została doszczętnie zniszczona, mimo iż tak znajdowały się tutaj same zgliszcze i zawalone budowle. Fuzja wreszcie złapala oddech, mimo iż dzięki ich scalonej sile, nie byli aż tak bardzo zmęczeni, lecz niestety nadużyli zbyt dużo energii i po chwili obydwoje ponownie byli osobno. Blade zdziwił się trochę tym faktem, ale pstryknął palcami i rzekł w stronę druha:
-Co się stało, czyżbyśmy użyli za dużo mocy??? – zapytał go, a potem ten przez jakiś czas rozmyślał, nadal tak jakby lewitując w dół, aż wreszcie dwój kumpli wylądowała na gruzowisku. Drake z poważną miną nie zastanawiał się czemu tak to szybko wyszło, czy raczej udało im się pokonać ich wroga. Westchnął cicho pod nosem i kątem oka dostrzegł, że Blade nadal czeka na jego odpowiedź, więc odwrócił się całym tułowiem w jego stronę i odpowiedział mu:
-Hmm, myślę że możesz mieć co do tego rację, ale przecież wcześniej nie mieliśmy takich problemów. Nie mniej jednak, nie wyczuwam ki Miry, ale to nie oznacza że go pokonaliśmy. Mógł ukryć ki i się ukryć albo co gorsza, ktos go uratował, a wiemy że tylko nasza zła fuzja jeszczze żyje, ponieważ można ją stąd wyczuć. – skonczył wreszcie swój niedługi monolog, po czym przysiadł sobie na jakims kawałku betonu. Jego brat krwi postanowił też tak uczynić, a gdy tak odpoczywali, poczuli niestety trzęsienie ziemi. Nie podobało im się to, dlatego też szybko powstali i przemienili się w pierwsze formy super saiyanina. Chcieli zaoszczędzić boskiej energii na wrazie czego, bo nie wiadomo co ich czeka. Obydwoje dostrzegli unoszące sie większe kamienie obok ich sylwetek, po czym wyładowania elektryczne zmierzały ku wielkiemu kraterowi w którym prawdopodnie leżał martwy twój Makaioshinki, było zupełnie inaczej. Wreszcie wyleciał z dziury do której został wbity, lecz już w swojej zwykłej formie, bez różowych włosków. Wojownicy szybko ustawili się w pozycję do walki, bo nie wiedzieli co może ich czekać z jego strony. Widać było po nim, że w niektórych miejscach dochodziło do krwawienia, miał sporo siniaków i zadrapań, oraz to, że jego szaty praktycznie się całkowicie podarły. Mimo iż tak nie miał górnej części ubrań, a tylko dolną, nie przejmował się tym, gdyż był potworem stworzonym do siania zniszczenia w różnych wsześchświatach. Mira wreszcie wylądował po drugiej stronie ogromnej czeluści, gdyż jeszcze nie chciał tak szybko walczyć ponownie. River i Altair wreszcie nie mieli innego wyboru, ale tym razem oni musieli zacząć pierwszy atak. Aktywowali drugie stadia swojej przemiany, po czym ruszyli na wprost swojego wroga. Białowłosy obejrzał się bardzo szybko w ich stronę, a potem tylko zaśmiał się pod nosem i wokół niego powstała złota aura.

Saiyanie zbytnio nie mogli wiedzieć co się z nim dzieję, ale teraz wiedzieli jaki mają cel, nie dopuścić do kolejnej metamorfozy swojego oponenta. Dwójka bohaterów wreszcie doleciała do niego, jeden zaatakował z lewej, a drugi z prawej. Kiedy zapadły ich ciosy, Twór Towy tylko chwycił za ich dłonie, lecz nadal światło nie znikało i zaraz miała być kompletna jego tranfsormacja. Przyjaciele nie mogli mu się wyrwać z jego stalowego uścisku, nie wiedzieli co mają ze sobą począć, dlatego też obydwoje głośno ryknęli i starali się stworzyć wybuchy wokół swoich ciał, by się móc uwolnić. Mimo iż wreszcie udało im się stworzyć dosć niezłą eksplozje i poturbować siebie nawzajem, to i tak Białowłosy nadal trzymał ich za piąstki i nie chciał wypuścić. Chciał im pokazać nową formę jego ewolucji, która miała raz na zawsze ich pokonać i w której wspomoże Blacka by osiągnąć Plan Zero śmiertelników. Po ostatecznej fazie oślepiającego błysku, wreszcie światło zaczęło przygasać, a dopiero potem mogli ujrzeć kolejny as Miry, czyli jego złotą formą. Teraz już dla Starszego brata Severinusa wszystko było logiczne, wiedział teraz że Towa także pobrała próbkę mocy od Złotego Friezy i umieściła ją w ciele swojego projektu. Altair tylko zasyczał i wraz ze złotowłosym poczuli naprawdę nieprzyjemny ból, gdyż Złoty Mira, bo tak powinni się do niego zwracać, wyłamywał im właśnie ręce w przeciwną stronę. Saiyanie nie mieli innego wyboru, ale jeden i drugi odchylili jak najbardziej drugie dłonie i zaczęli ładować techniki. Nie podobało się to w ogóle Złotemu tworowi Makaioshinki, więc szybko ich wypuścił i obydwu na raz odkopał od swojej osoby. Bracia krwi polecieli w przeciwne strony, Blade natrafił na kilka zawalonych budynków, aż wreszcie znalazł sie na jakimś placu albo dziedźincu. Natomiast Altair wpadł do jakiejś budowli, które tak naprawdę było dawną szkołą dla dzieci tej planety i mógł dostrzec wszystko w katastroficznym stanie. Przez to, jeszcze bardziej się zmotywował i chciał ich pomścić, tak samo jak jego brata. Powstał z ziemi, wypuścił parę z ust, a potem zaszarżował dziko na Białowłosego. Tym razem już bardzo szybko przeszedł na trzecie stadium super saiyanina i porządnie przypierzył wrogowi w twarz, przez co ten nawet nie zorientował się, że wojownik zmienił formę. Złoty Mira zatrzymał sie dosłownie przed jakimś zrujnowanym budynkiem, odetchnął bardzo szybko i widział że znowu przyjaciel Blade’a na niego leci. Wydał tylko jakiś dziwny dźwięk pod nosem, a potem pozostawił po sobie swoje widmo, przez co Drake wpadł na zanzokena defensywnego. Na szczęście, teraz Altairowi było zupełnie łatwiej, gdyż wyczuwał złotą energię swojego przeciwnika, więc od razu wystrzelił tam swoją technikę:
-BIG BANG ATTACK!!! – Potężna niebieska kula pomknęła w stronę, gdzie właśnie przeniósł się twór Makaioshinki. Złoty Mira nie spodziewał się, że złotowłosy się tak szybko poruszy, ale nie miał innego wyboru, więc tak jakby po części odchylił swoją rekę i kiedy już umiejętność była przy nim, od tak po prostu ją odbił. Zaraz po tej akcji, do walki znowu wkroczył Blade, który to przyleciał w zwykłej formie. Na jego nieszczęście, otarł kącik ust z krwi, a potem przeszedł na stadium super saiyanina blue. Drake’a to trochę zdziwiło i kiedy chciał wypytać o szczegóły, ten nie czekał na reakcje przyjaciela i od razu poszybował ku wrogowi.

Złoty Mira także się zdziwił czemuż to drugi saiyanin ujął inaczej swoją taktykę, ale nie musiał się tego domyślać, po prostu chcieli bardzo szybko chciał go zniszczyć. River wreszcie zrobił kilka szybkich widm, po czym trafił w splot twór Towy. Ten wypluł trochę krwi, lecz oddał mu z dwa razy mocniejszą nawiązką, przez co musiał aż odwrócić twarz po ciosie. Niebieskowłosy jednak tylko i wyłącznie warknął i atakował gdzie tylko popadnie, by zadać jak najwięcej obrażeń swojemu przeciwnikowi, lecz on powtarzał praktycznie to samo. Białowłosy raz uderzał, raz przyjmował cios, tak samo było z ogoniastym. Starszy brat Severinusa tylko mógł w oddali oglądać walke, lecz miał ochotę także włączyć się do gry i pomścić swojego brata. Zacisnąwszy obydwie pięści, także już teraz nie miał zamiaru się oszczędzać, dlatego głośno krzycząc, jego sylwetka otoczyła się błękitnym światłem. Bohater i złoczyńca na chwilę zaprzestali by zobaczyć co się dzieje za ich osobami i dostrzegli Altaira w formie Blue, który zmierzał w ich kierunku. Blade zbytnio nie wiedział o co może chodzić, więc tylko zostawił po sobie zanzoken, unikając kolejnego ciosu i pozwalając teraz Drake’owi zadać dość porządnego kopniaka na twarz ich wroga. Złoty Mira nie spodziewał się takiej zagrywki ze strony przyjaciół, lecz czego miał się spodziewać, że będą walczyć fair? Na pewno nie odpowiedział sobie twór Makaioshinki, a potem musiał sobie zrobić trochę miejsca i przenoszcząc się po części w przeciwną stronę, złapał oddech. Dwójka braci krwi znalazła się obok siebie w boskich formach, po czym jeden zaczął mówić:
-Altairze, wiem że ponoszą cie emocje, ale nie możesz tak agresywnie do tego podnosić. Tak, wiem że obwiniasz mnie że nadal nie pomogłem twojemu bratu, ale….zostałem porządnie znokautowany i tylko mieliśmy fart, że Trunks był w pobliżu… – powiedział i chciał złapać dłonią za bark wiernego kumpla, lecz ten tak jakby uniknął jego dłoni i odpowiedział:
-Już to zaakceptowałem, po prostu doszedłem do wniosku, że robiłeś co mogłeś by wspomóc mojego braciaka. Natomiast ja jestem bardzo spokojny, dlatego daj mi dokończyć naszego wspólnego dzieła i załatawienia tego drania, tak przynajmniej będę miał jeden kamień z serca. – skończył jak zawsze swój monolog, po czym przybrał pozę do walki. Złoty Mira wszystko oczywiście obserwował i uśmiechnął się, pokazując swoje dzikie kły. River przez chwile był w zadumie, lecz tak naprawdę szybko z niej wyszedł i odpowiedział:
-No dobrze, skoro tak bardzo tego pragniesz, ale w razie czego, ubezpieczam twoje tyły i pamiętaj….nie daj się zabić. – odpowiedział mu i zlatując na dół, wyszedł ze swojej formy, znajdując sobie jakieś wygodne miejsce do oglądania walki. Białowłosy wszystko to obserował i już miał ochotę potrzeć o dłonie, gdyż sprawa z pokonaniem saiyanów wydawała się jeszcze bardziej łatwiejsza niż przedtem. Drake miał teraz okazje by sprawdzić czy trening tej formy się opłacił, więc zamknął oczy, skupił się porządnie i zaczął tak jakby pochłaniać boską aurę do ciała. River rozszerzył swoje ślepia, gdyż dostrzegł coś czego on tak samo w tajemnicy trenował, nie spodziewał się że jego brat krwi potrafi to samo. Oczywiście obydwoje nie wiedzieli, że Goku i tak był pierwszy z poznaniem tego sposobu, ale nie obchodziło ich, bo i tak o tym nie mieli pojęcia. Starszy Brat Severinusa wreszcie pochłonął całą aurę do ciała i osiągnął skoncetrowany poziom Super Saiyana Blue, czyli Perfekcyjną kontrolę tej formy. Wreszcie Altair otworzył oczy i mimo iż jakby użył okrzyku czy czegoś innego, jego aura by się na nim nie pojawiła, lecz teraz był ciekaw ile tak wytrzyma. Drake tylko i wyłącznie raz był na tej formie, kiedy samotnie trenował w górach, gdzie pogoda była idealna do trenowania, no i oczywiście było na minusie. Wojownik wyprostował głowę i przybrał swoją pozycje do walki, po czym zobaczył że Złoty Mira zrobił dosłownie to samo, w sensie swoją pozę. Obydwoje ruszyli na siebie, oczywiście doszło do zderzenia pięści, a potem już tylko przez dłuższy czas, spora wymiana ciosów, robienie uników, blokowanie jak i kontrowanie.

Blade miał nadzieję, że osiągniecie perfekcyjnej formy pomoże jego bratu krwi w pokonaniu ich wroga i pomszczenia Severinusa. Drake wreszcie odchylił się plecami, tak by nie dostać w twarz, po czym wypchnął swoje nogi w stronę mordy jego oponenta i pięknie mu przywalił. Białowłosy tylko poczuł to, wypluł trochę krwi ze śliną, a potem wystrzelił ki blasta w stronę saiyana, lecz ten zbyt szybko się przeniósł by nim oberwać. Starszy Brata Severinusa pojawił się za plecami przeciwnika, a potem trafił pięścią w jego tył. Twór Makaioshinki nie spodziewał się takiej zagrywki ze strony bohatera, ale wreszcie miał do czynienia z najbardziej brutalną rasą jaka istniała chyba w tej galaktyce. Kiedy tak leciał wypchnięty samą pięścią od tyłu, wreszcie stworzył wybuch ki, zatrzymując się i obracając, lecz to był zły pomysł, bo znowu dostał, lecz tym razem w twarz. Jego nosek chrzęknął bardzo mocno, ponieważ chyba najwyraźniej został złamany, jak i ułamał mu się jeden z kłów, co bardzo go zirytowało. Altair znów miał poważną minę, a potem robiąc w różnych miejscach swoje wersje widmo, pojawił się pod wrogiem i zadal atak podbródkowy, posyłając go w górę, aż ten musiał zadrzeć szyje po ciosie. Złoty Mira, wreszcie jakby obydwoma przedramiona zrobił tak jakby zamach i się zatrzymał, ponieważ już irytowało go, że został pomiatany przez jakiegoś dzieciaka. Nie miał zamiaru tak dłużej się bawić, dlatego też wymierzył palcem w stronę niebieskowłosego i wystrzelił złotawy cieńki strumień energii w jego stronę. Drake rozszerzył oczy, gdyż wiedział że ta technika jest przerażająca i należała tylko do jednej osoby, Freezera. Na szczęście, w ostatniej kulminacyjnej chwili jej uniknął, ale tego nie było mało, gdyż wróg teraz użył jednej z umiejętności changelinga. Złoty Mira znów wypchnął całą dłoń w przód i wystrzeliwał jak oszalały promienie śmierci. Starszy Brat Severinusa robił uniki, pozostawiał po sobie zanzokeny, gdyż nie wiedział jak długo jeszcze jego oponent będzie mógł to wystrzeliwać. Niestety, wreszcie nawet i Białowłosy przyśpieszył, gdyż ze złowieszczym uśmiechem dostrzegał fakt, że na pewno jego niebieskowłosy przeciwnik nie zdąży w stanie uniknąć wszystkich promieni. Podwoił, a nawet potroił ich dawkę, przez co faktycznie nawet Blade dostrzegł, że jego brat krwi dostał z dwa albo trzy razy. Drake nie spodziewał się, że wpadnie w takie tarapaty, dlatego też wykorzystał to czego go nauczył jego najlepszy druh, błyskawicznej transmisji. Ułożył szybko dwa palce na czole, przenosząc się za plecy swojego oponenta, który to nieświadomie nadal wystrzeliwał promienie i dopiero po krótkim momencie, zajarzył że saiyan już jest za nim. Tym razem był ruch Altaira, który miał ze cztery mini dziurki w swoim ciele, lecz mimo tego, nie ustępował i walczyl dalej, a to dzięki perfekcyjnej formie boskiej transformacji. Wojownik trafił w okolice nerek  swojego wroga, przez co ten zajęczał z bólu, lecz tego nie było koniec, gdyż powtórzył tą sekwencję kilkukrotnie. Złoty Mira tak jakby zamachnął się całym przedramieniem za swoje plecy, lecz Saiyanin zniknął stamtąd i pojawił się przed jego osobą, trafiając kolanem w podbródek. Szybko doleciał do wybitego do tyłu przeciwnika, by zadać mu kolejne ciosy takie jak atak w splot, pomiędzy oczy i żebra. Wykorzystywał wszystkie słabe punkty na ciele oraz bardziej te wrażliwe, oczywiście pominął tylko krocze, bo wiedział że to cios poniżej pasa i nie miał zamiaru tam zaatakować. Ponownie Białowłosy był przezwyciężany, lecz River dostrzegł że w którymś momencie zamachnięcia jego przyjaciela, zobaczył że przy jego pięści niewielka niebieska aura na chwilę się pojawiła. Twór Makaioshinki chyba też to dostrzegł, lecz nie miał dokładnych pewności czy saiyan osiąga limit czy nie. Drake akurat doskonale rozumował to, że jego limity już zaczynają się kończyć, lecz nie przestawał i napierał coraz mocniej i mocniej. Musiał wykorzystać swój czas, bo gdy wreszcie wypuści z ciała całą tą formę, będzie o wiele słabszy.

Miał tylko nadzieję, że nie wybuchnie od środka, gdyż boska moc naprawdę mogła go rozsadzić, przez to że utrzymywał ją wewnątrz. Cios, blok, kontra i tak dalej, walka sie przedłużała i przedłużała, aż wreszcie wojownik porządnie się zamachnął na swojego oponenta i trafił go w szczękę, posyłając na grunt. Złoty Mira rozbił się od góry przez jakiś zawalony wieżowiec, natomiast saiyanin szybko rozłożył ręce na bok, ponieważ miał dość tej zabawy z potworem. Szybko potem niebieskowłosy złączył dłonie w nadgarstkach i kumulował energie, a River już wiedział o co w tym wszystkim chodzi. Nie wiedział jednak czy na pewno to wypali, gdyż jeśli Drake w takiej pozycji wystrzeli technikę, dojdzie do zniszczenia całej Ziemi. Ogoniasty musiał działać szybko, więc chciał się do niego przenieść, lecz dostrzegł spojrzenie druha i ten tylko potrząsnął głową, żeby tego nie robił. Zapewne wiedział, że ma wszystko pod kontrolą, ale Blade i tak obawiał sie najgorszego, wzruszył więc ramionami i został na miejscu. Jeśli jego brat krwi wiedział co robi, to na pewno wiedział co robi. Po chwili, z pod gruzu wyłonił się Złoty Mira z miną szalonego mordercy, który jest ostro wkurwiony. Poczuł, że ktoś zbiera nad nim energie, a kiedy dostrzegł o co w tym chodzi, wiedział że może tego nie przetrwać. Po skumulowaniu już naprawdę solidnej energii, bo oczywiście Starszy Brat Severinusa starał się to zrobić jak najszybciej, nie miał innego wyboru jak ją wypuścić. Złoty Mira nie mógł na to pozwolić, dlatego też wymierzył wyprostowaną dłoń jego stronę i chciał wystrzelić pocisk energii. Niestety Drake nie miał zamiaru tym oberwać, bo wszystko pokrzyżowało by jego plany, dlatego też zrobił to samo co niegdyś Goku na turnieju Cella, wykorzystał błyskawiczną transmisję bez układania dwóch palców na czole. Zniknął z toru lotu morderczego pocisku ki i przeniósł się pod sylwetkę Białowłosego. Twór makaioshinki nie spodziewał się takiego obrotu akcji i że ta osoba wystrzeli technike z tak bliskiej odległości. Zrobił przerażoną minę, ponieważ naprawdę się bał że to może być jego koniec, a następnie usłyszał krzyk Saiyana:
-FINAL GOD FLAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAASH!!! – Potężny Złoto-Niebieski promień o destrukcyjnej mocy wyłonił się z obydwu rąk wojownika. Niebieskowłosy był praktycznie w epicentrum, więc wiedział że to może trochę go przysmalić, albo także zranić. Ogoniasty spoglądał i trochę bardzo szybko się cofnął, gdyż wybuch był niesamowity, a wielgachny promień pomknął ku stratosferze, a potem atmosferze gdzieś w kosmos i poza orbitę Planety. Erupcja była niesamowita, była tak potężne światło, że Blade nie wiedział co się stało z ich wrogiem, jak i jego przyjacielem. Nie wyczuwał obydwu przez bardzo długi czas, dlatego bardzo się martwił. Po zaniknięciu mocarnego blasku, River szybko pomknął ku epicentrum tego wszystkiego i dostrzegł potężny krater, gdyż moc była tak silna, że tak jakby szerokość fali zrobiła za plecami twórcą ogromny bezmiar, który to może nawet był większy od tego drugiego. Czarnooki podnosił wszystkie gruzy, odrzucał kawałki ścian z dawnych budowli na inną stronę, lecz ani śladu ani jednego, ani drugiego. Westchnął sam do siebie, po czym ułożył palce na czole i starał się wykryć go w taki sposób by dowiedzieć się czy nic mu na pewo nie jest. Presja narastała coraz bardziej, nie chciał stracić przyjaciela w taki sposób, nie darował by sobie tego że nic z tym nie zrobił. Zleciał do otchłani, która została po technice jego brata krwi, także poszukując go tutaj, lecz zero śladów. Jeszcze kilka razy starał się wykryć swojego wiernego druha, lecz bez skutku. Kleknął trochę podłamany na duchu, ponieważ nie mógł wytrzymać z tym faktem, że stracił jedynego przyjaciela.

Walnął pięścią o glebę, po czym krzyknął i wokół swojej osoby stworzył wybuch, odrzucając niektóre z większych zawalonych kawałków budowli. Niebieska aura rosła coraz bardziej i bardziej, włosy już się dawno najeżyły, popatrzył przed siebie i zaczął niszczyć wszystkie gruzy, które się tutaj znajdowały. Wreszcie, gdy zniszczył ich większą część, poczuł jakiś słaby sygnał, dlatego też uspokoił się po części, lecz nadal będąc spiętym udał się w tamtą stronę normalnym lotem. Po znalezieniu bardzo słabego źródła ki, wylądował i zaczął odrzucać szczątki budowli, tak by dostać się jak najbardziej pod nie i dowiedzieć sie kto się tam znajduje. Wreszcie udało mu się dostrzec wystającą dłoń, która delikatnie się trzęsie i na jego fart, to była ludzka ręka. Chwycił za wielki kawał betonu i po prostu wywalił go gdzieś na bok, uwalniając z pod rumowiska przyjaciela. Widząc w jakim jest stanie, czyli cały pokrwawiony, poobijany z mnóstwem siniaków, jak i krwawiącym czołem i jednym podbitym okiem, no i na domiar tego, stracił swoją górną część ubrania. Został w samych pantalonach, ale na szczęście, żył i miał się jako tako.
-W-widzisz…..m-mówiłem…ci….ż-że b-będzie….d-d-dobrze…. – uśmiechnął się jeszcze i trochę się pośmiał. Niestety River nie miał żadnych senzu ze sobą, dlatego też będzie musiał zabrać swojego kumpla do Bulmy, by tak go umieściła w maszynie. Wojownik uwolnił jeszcze nogi Drake’a z pod tłuczeń, a potem przełożył go sobie przez bark i zabrał go z tego miejsca. Wyczuwał tylko, że Sara,Ttuce jak i Helix po części są zmęczenie, ponieważ mieli do czynienia z jego mroczna fuzją i jego przyjaciela. Wiedział, że potem będzie musiał im pomóc, chyba że z dwojga złego, dadzą sobie radę sami. Nie obchodziło go to teraz, musiał szybko zabrać Altaira do lecznicy i niezwłocznie musieli go wyleczyć, był wreszcie drugą najsilniejszą tutaj osobą. Co będzie dalej?? Czy Mira przetrwał tak destrukcyjny atak?? Czy Helix Ttuce oraz Sara sobie poradzą z Black Altade?? Jakie dalsze plany ma Blade?? Dowiecie się w następnym rozdziale.

Rozdział 68: Nowa Fuzja. Mira wkraczający na nowe stadium.

Rozdział 68: Nowa Fuzja. Mira wkraczający na nowe stadium.

Kilka dni upłynęło w spokojnym Capsule Corporation. Ludzie starali się nadal odbudować miasto, ale nie było to takie proste. Wojownicy myśleli nad tym, co ich czeka. Musieli wreszcie powstrzymać raz na zawsze Towę i Miirę przed niszczeniem czegokolwiek. Blade zdumiony z ręką opartą na podbródku, zastanawiał się czy aby na pewno pokonali Black TTuce i Sarę. Nie wiedząc czemu, przeczuwał że tak jakby zostały przez coś uratowane, choć pewności nie miał, tak samo myślał jego wierny druh, Altair. Kiedy Saiyanki były zajęte rozmową z Bulmą, przyjaciele wyszli na balkon i obydwoje w głębokim zamyśleniu, chcieli wreszcie żeby nadszedł czas pokoju. Dopóki wróg czuwa, oni także muszą wyczekiwać na ich kolejne brudne zagrania. River wpierw zacisnął zęby, jego mięśnie na przedramieniu powiększyły się, przez co Drake to zauważył. Wiedział, że brat krwi się tym wszystkim denerwuje i nie chciałby żeby ktokolwiek musiał cierpieć, albo co gorsza, umrzeć. Brat Severinusa położył kumplowi rękę na ramieniu i przemówił:
-Spokojnie, musimy teraz czuwać dopóki znowu się nie zjawią. A teraz odpocznijmy trochę, sen nam się przyda, wreszcie walczymy już naprawdę długi czas. Dołącz potem do nas w środku, będziemy omawiać dalsze plany co do naszych wrogów. – powiedział, po czym puścił ramię druha i wrócił do pomieszczenia. Czarnowłosy tylko westchnął, a potem zacisnąwszy obydwie dłonie w pięści, nie wiedziąc czemu, instynktownie wybił się w powietrze i poleciał przed siebie. Kiedy tak leciał, coś odczuwał, nie wiedział co to dokładnie jest, ale chciał tam lecieć, a nawet to coś mówiło mu, że musi tak być.

Czarnooki pokręcił głową, a potem kiedy zjawił się na miejsce, wiedział że się nie mylił, kolejny mroczny fioletowo-czerwono-czarny portal się otworzył w środku innego odnawianego miasta. Przemienił się wpierw w Super Saiyanina i dłużej nie czekając, ustawił się w pozycji bojowej. Po chwili, przez tunel czasoprzestrzenny przeszedł nikt inny jak jego zła wersja, no i Black Altaira. Tuż za nimi przeszła Black TTuce i Sara, które w niektórych miejscach miały na sobie bandaże, a nawet jeszcze kilka zadrapań oraz plastrów. Na końcu dopiero, zjawiła się osobiście sama Towa i Miira. Ogoniasty nie spodziewał się ich wszystkich, ponieważ myślał że tylko przybędą dwie osoby. Nie mógł się już dłużej zastanawiać, od razu zaryczał dziko niczym Oozaru i przemienił się na trzecie stadium super saiyanina. Z długimi włosami za plecami, zaszarżował na nich, a ci dopiero po chwili zorientowali się, że ktoś ich atakuje. Jego zły sobowtór zablokował Towę, która by zaraz otrzymała cios w twarz. Na szczęście Black miał lepszą reakcję niż jego dobra kopia, więc odkopał złotowłosego w tył. Blade chwycił się za brzuch, a potem szybko wystawił rękę do przodu, by zablokować przedramieniem cios Black Altaira. No cóż, walka najwyraźniej miała być od początku nieczysta, ale nic nie mógł na to poradzić. Czarne sługusy nie dawały za wygraną niebieskookiego, dlatego też odpychali go coraz dalej i dalej od jego celu, czyli Towy. Wreszcie River przestał się bronić, zrobił wybuch wielkiej energii wokół swojej osoby, odrzucając swoją złą kopię oraz złą kopię jego brata krwi. Ułożył szybko dwa palce na czole i potem znów pojawiając się przed Makaioshinką, wymierzył dosłownie prosto w jej twarz i wykrzyczał następujące słowa:

-BIG BANG ATTACK!! – Potężna niebieska kula ki pojawiła się przed jego otwartą dłonią i zderzyła się z twarzą Białowłosej. Miira wraz z Black Ttuce i Sarą nie zdążyli zareagować i ta eksplozja odrzuciła ich od swojej Pani. Zła czarownica runęła ku ziemi i rozbiła się dość mocno o asfaltową ulicę, orając ją swoim ciałem i zostawiając dośc spory ślad. Twór rozwścieczony tym, że jego Pani dostała porządnie w nosek, pojawił się za Saiyaninem i założył mu szybkiego Nelsona. Założywszy dźwignię ogoniastemu, ten nie mógł się wyrwać, a najdziwniejsze było to, że nie przeszkadzało mu to iż jego przeciwnik miał bardzo długie włosy. Złe kobiety zbliżyły się do bezsilnego Rivera, który patrzył na nie złowrogo, lecz te, jedna po drugiej waliły mu z liścia w twarz i tak na zmianę. Na dodatek jeszcze śmiały mu się w twarz, aż wreszcie Black TTuce powiedziała pierwsza:
-A masz…To za to, że zniszczyłeś nasze kolczyki i nasza fuzja się rozpadła!!! – kolejny cios był w brzuch, przez co wojownik plunąl śliną. Potem znowu Black Sara go obijała, a on nadal był na trzeciej formie i starał się przyjmować wszystkie ciosy. Kiedy Makaioshinka się ocknęła, Black Altair pomógł jej wstać, a potem we troje powrócili do uwięzionego złotowłosego, któremu Mirra robił dźwignie. Towa pstryknęła palcami i obydwie złe kopie saiyanek uspokoiły się, aż wreszcie zrobiła ten swój złowrogi zboczony uśmiech i rzekła:
-No proszę, jakaś samotna dusza się tutaj niepotrzebnie zaplątała. Zawsze jesteś dość przebiegły i porywyczy, oraz szybko nas znajdujesz. Nieistotne, Black Altair, Blade, róbcie co trzeba, Mój Miira musi stać się jeszcze silniejszy. – Na tą komendę dwie złe kopie dobrych bohaterów wylądowały na ziemi, a potem jeden z nich przełożył kolczyk z lewego ucha na prawe. Obydwa błysnęły zielonym światłem, aż wreszcie dwie jednostki zaczęły na siebie wlatywać, by powstała jedna osoba. Potężne światło i moc jaka się pojawiła znowu w świecie TTuce, spowodowała że wszyscy Wojownicy Z to poczuli i od razu zauważyli, że coś jest nie tak, bo Blade miał przyjść na naradę. Oślepiony ogoniasty przez chwile nic nie widział, tak samo Miira, dlatego też wykorzystał fakt, zrobił tak jak fikoł w powietrzu i kolanem trzasnął Białowłosy twór w twarz, uwalniając się. Nie czekał także z zadaniem ciosów Black Sarze i TTuce, więc jedną zdzielił w twarz, a druga dostała kopa w splot i rąbnęła o ulicę, przy okazyjnie niszcząc jedną z tutejszych latarń.

Wreszcie oślepiające światło zniknęło i pojawiła się nowa fuzja. Nosili identyczne ciuchy, więc zbytnio się nie zmienili, potem dopiero zaczęli tak jakby rozgrzewać swoje ciało, atakując powietrze i robiąc także wykopy. Wreszcie nowa fuzja zaprzestała tego i popatrzyła na niebieskookiego, który nie chciał by do tego doszło, ale musiało. Black Altade był w pełni gotowy do walki i po rozgrzewce, chciał jeszcze dać większy upust i wykorzystać nowo zdobytą siłę na przeciwniku. Brat krwi Altaira wyszedł z trzeciego stadium i wszedł na Super Saiyanina Blue, jedną z boskich form, które w ogóle mogły się mierzyć z Blackami. Nie miał teraz czasu na dłuższe przemyślenia, dlatego też od razu ruszył przed siebie i zderzył się z fuzją jego złego sobowtóra, jak i wrogiego klona, który wyglądał przedtem jak Altair. Zły Altade tylko pokazał swoje złowrogie ząbki, po czym nie zastanawiając się ani chwili dłużej co ma począć, zrobił obrót i odkopał od siebie niebieskookiego. Ogoniasty tylko dziko charknął, a potem szybko hamując na twardym asfalcie, zatrzymał się lecz niestety nie na długo. Złowroga fuzja była niesamowicie szybka, sądząc po tym że zaraz pojawili się obok wojownika i walnęli go z całej siły w jeden z jego policzków. Przyjaciel Drake’a nie spodziewał się takiej siły, jak i energii jego przeciwnika, przez co nie myśląć przez chwilę o niczym, wpadł do jednego z odremontowywanych wieżowców, robiąc w nim świeżą dziurę po jego ciele. Kiedy obudził się w jakimś wielkim biurze, gdzie było mnóstwo stanowisk pracujących, lecz na szczęście nikogo nie było, wstał i przygotował się na dalszą walkę. Nie mógł niestety określić tego jak bitwę, bo teraz toczyły się na nowo losy świata TTuce, który tak bardzo chciał uratować. Nie dość, że musiał walczyć o jej świat, to wiedział co się dzieję także u niego w świecie. Zacisnął obydwie pięści, po czym wyleciał bardzo szybko na boskiej błękitnej aurze, taranując mroczną fuzję. Altade tylko coś mruknął w stronę młodego saiyanina i zrobił mu cios z liścia, dosłownie wbijając go w tym w glebę. Po solidnym uderzeniu w ziemie, River ledwo się podniósł, lecz zaraz poczuł na sobie nogę jego wroga, który przygniatała mu lewą część klatki piersiowej, przez co nie mógł się ruszyć. Zła fuzja spojrzała wpierw gdzieś dal, zaczęła się po troszku rozglądać, aż wreszcie mroczne ślepia zatrzymały się na niebieskowłosym. Można było także usłyszeć jak ktoś strzela sobie z karku, a było wiadome że to jest złowrogie scalenie dwojga osób. Zła fuzja Blacków wreszcie szepnęła w stronę Blade’a:

-No no, chyba nasz Zerowy Ludzki Plan idzie jak spłatka, nie uważasz nasz niebieski towarzyszu…Jaki to żałosny widok ale ja to widzę, przsyzłośc tej ziemi, jaśniejąca, pozbawiona szkodników znanych jako śmiertelników. Czy tak by nie było lepiej?? Moja Utopia, jak i Towy jest prawie ukończona…Ludzie teraz otrzymają orzeczenie od Niebios!! – kilka kropli łez spadło na twarz saiyanina, który nie wierzył w to co słyszy od swojego oponenta. Starał się mu wyrwać spod przygniatanego buta, lecz niestety nie miał szans, najwyraźniej nie docenił, że ci będą mogli się scalić. Nie było jednak za późno, Black Altade kiedy zagalopował się zbytnio, nie zauważył nadlatującego miecza, który prawie obciął by mu głowę, lecz w odczuciu szybkiej reakcji, zrobił salto w tył i uniknął przy tym ostrego ostrza. Po wylądowaniu stopami na twardym asfalcie, dostrzegł zupełnie nowe twarze, ale po chwili domyślał się kto to może być. Nikt inny jak Trunks i Nekomi, która była teraz prawowitym członkiem patrolu. Obok nich znajdowały się także inne osoby, które miały nie opuszczać swojego czasu, ponieważ Przyjaciel Blade’a im zakazał. Dwóch osobników, którzy zaraz zdjęli swoje płaszcze, byli to sam Helix oraz Severinus. Młodziki patrzyły się na wroga, który to tylko wskazywał w ich stronę delikanty uśmieszek, a zaraz po tym pojawiły się TTuce i Sara, oczywiście te z mrocznej strony. Towa i Mira obserwowali wszystko z góry, tak by nie zostać zauważeni, lecz ich energie były dość mocno wyczuwalne tym razem. Saiyanin w zbroi powiedział do swojego towarzysza, który był młodszym bratem Drake’a, tym razem ich krew była taka sama:
-Słuchaj Severinus, Goku walczy teraz ze swoją złą kopią w naszym świecie i pilnuje go z Vegetą, my musimy pomóc w tym wymiarze, gdyż nasi przyjaciele, jak i twój brat są tutaj. Mam nadzieję, że to rozumiesz i się nie gniewasz, wiem też że twój brat nie będzie zadowolony, kiedy nas tutaj zobaczy. Nie ważne, przygotujmy się!! – powiedział i walnął w otwartą pięść swoją drugą zamkniętą pięścią. Młodszy brat Altaira delikatnie zaciskał zęby, gdyż wiedział jakie czekają go konsekwencje, lecz też już miał dość tej całej masakry, która została stworzona przez Black’ów włącznie z Makaioshinką. Wojownicy od razu nie czekali zbyt długo, przemienili się w super saiyaninów drugiego poziomu i zaszarżowali na swoich wrogów.

Black TTuce zajęła się Helixem, zaś Black Sara zajęła się Severinusem. Trunks natomiast pomknął ku Towie, lecz ta od razu została zasłonięta przez Mirę, który odkopał syna Vegety w dół. Nekomi jednak już nie miała zamiaru robić za miłą kobitkę, która to lubi wszystkich tuląc do swoich dużych walorów na klatce piersiowej. Ryknęła dziko, wkurzona tym co się stało Trunksowi, a potem przemieniła się w super saiyankę drugiego stadium. Poszybowała bardzo szybko, mknąc przez ciebie chmury, które przysłaniały tą mroczną krainę, wywołaną przez walkę, jak i wojnę. Robiła szybkie manewry, gdyż Mira bardzo szybko znajdywał ją i wystrzeliła to coraz nowe pociski ki, lecz ta przewidywała w pewnym sensie gdzie akurat kulka poleci i starała się z nią nie kolidować. Nekomi wreszcie dziko machnęła ręką, która tak jakby stworzyła coś ala pół księżyć czystej enegii, wysyłając go na swojego wroga. Białowłosy twór tylko skrzyżował szybko ręce, ponieważ nie chciał tym dostać dosłownie twarz, a zaraz po chwili odczuł moc wojowniczki, przez co jej pół ostrze wybuchło na jego obronie. Mira odsłowniwszy się, szybko dziko machnął dłonią na bok, by roznieść stworzony dym przez wybuch i szybko znaleźć swój cel, który leciał w jego stronę. Niestety, kiedy usłyszał kobiecy krzyk, bardzo szybko zareagował i obrócił się do tyłu, widząć że towarzyszka syna Vegety właśnie wbiła ostrze w brzuch Towy. Makaioshinka nie mogła w to uwierzyć, plunęła krwią w twarz saiyanki i starała się wydostać, lecz niestety nie miała jak. Nekomi szybko obracając się z wbitym mieczem Trunksa, zrobiło bardzo taktyczny manewr, tak by obrócić nadzianą Towę, gdy Mira chciałby na przykład wystrzelić coś w ich stronę.
-Nie radzę potworze, albo inaczej twoja Pani zginie….Tym razem nie będzie już więcej miłej mnie, teraz zapłacicie za wszystko co nam wyrządziliście i chcieliście wyrządzić. – mówiąc to, wgłębiła broń w ciele mrocznej czarnoksiężniczki. Białowłosa jęknęła jeszcze głośna, zwracając uwagi wszystkich trzech blacków, a nawet dobrych bohaterów, nie mogli uwierzyć w to co dokonała ich towarzyszka. Syn Bulmy także był zadowolony, dlatego też powstał z kolan i przemieniając się w super saiyanina drugiego poziomu, pofrunął i zatrzymał się na tej samej wysokości co Mira, Towa i Nekomi. Trunks złapał za ramię białowłosego, a potem przyciągając go do siebie, nadział go na jedną ze swoich pięści, trafiając go dokładnie w splot. Twór wypluł trochę śliny, lecz szybko się ocknął z transfu w jakim widział swoją Panią i bez chwili wahania, rąbnął z dyńki złotowłosego, odrzucając go od siebie.

Otarł ów swoje usta, a potem spoglądając swoimi czerwonymi ślepiami na wswoją Mistrzynię, a potem tworząc wybuch swojej energii, stworzył mroczną aurę, która go otoczyła. Czerwona energia złowrogo wydobywała się z jego ciała, a potem chciał poszybować ku swojej Stwórzyczni, lecz Nekomi pokręciła głową i wskazywała oczkami ostrze wbite w ciało Makaioshinki. Mira zatrzymał się na ten widok, a potem tylko rozłożył ramiona na bok i wyglądał tak jakby miał zamiar przybrać postawę Freezera. Koleżanka Trunska nie wiedziała o co zbytnio mu chodzi, dlatego też delikatnie zmieniła pozycję miecza, tak by ten mógł rozciąć białowłosą na pół. Towa znów boleśnie jęknęła, nie spodziewała się, że w ogóle znajdzie się w takiej sytuacji. Kiedy Blade na to wszystko spoglądał, nie mógł uwierzyć, że to ta sama Nekomi i dzięki synu Vegety, tak bardzo zmieniła się jej cała osobowość i jej charakter, lecz tylko delikatnie. River chciał się podnieść, lecz Black Altade ruszał palcem i kiedy odwrócił się bokiem w stronę całego zajścia, zaśmiał się bardzo głośno. Teraz wszyscy spoglądali na niego, a potem ponownie na Makaioshinkę i złotowłosą, która miała w dłoniach niebezpieczne narzędzie, dzięki któremu to wszystko mogło się zakończyć. Zła fuzja jeszcze przez chwilę była w zamyśleniu, lecz to do czego dążyła było dość proste, nie miał innego wyboru jak zrobić to co musi. Wyprostował swoją drugą dłoń, tak jakby miał zamiar stworzyć ostrze i nie była tu mowy o czym innym, zamierzał to zrobić. Ogoniasty nie chciał wiedzieć co zły jego klon wraz z klonem Altaira, którzy zrobili scalenie planują, ale to będzize coś bardzo podłego. Wreszcie przemówił, tak by wszyscy go słyszeli głośno i wyraźnie:
-Ty chyba nie sądzisz, że coś z tym zdziałasz. Ja jak i moje siostrzyczki jesteśmy praktycznie niepokonani, a Mira wzmacnia się przy każdej walce, naszą mroczną energią. Wytępimy całe dobro, jak i ludzkość, aż wreszcie zapanuje pokój na tej bezkresnej planecie. – Po tych słowach, nie czekając ani chwili dłużej, z jego dłoni wystrzelił fioletowo-czarne ostrze, które pomknęło ku Nekomi i Towie. Białowłosa chciała to zablokować swoją magiczną tarczą, ale niestety, obydwie kobiety zostały przedziurawione. Twór Makaioshinki głośno zaprotestował, że tamten zrobił błąd i poleciał ku swojej Pani. Obydwie zaczęły bardzo szybko spadać, ale na szczęście za chwilę Trunks chwycił swoją towarzyszkę, jak i ostrze które idealnie wleciało w jego pokrowiec na plecach.

Wylądowali spokojnie na zniszczonej ulicy, a potem saiyanka powiedziała z dziurą w klatce piersiowej, najwyraźniej tam gdzie znajdowało się serce:
-Prze-przeszam….Trunks…n-nie wi-wiedziałam…..że….tak…to….w-wszystko…wyjdzie… – to były jej ostatnie słowa, ponieważ nie minęła długa chwila, a jej oczy samowolnie się zamknęły. Rowścieczony syn Bulmy trzymał nadal ją na rękach, aż wreszcie położył ją na zdezelowanym asfalcie i ryknął niczym dzika małpa. Jego krzyk mogli usłyszeć wszyscy w Capsule Corporation, gdzie przebywał Altair wraz z resztą, ponieważ nadal starali się wymyślić jakiś plan, choć już powinni dawno tutaj przybyć i pomóc Riverowi. Tymczasem Mira nie przejmując się furią patrolowca czasu, chwycił szybko swoją ledwo żyjącą Panią i przeniósł się tam gdzie nie powinien mieć w ogóle dostępu. Z powrotem w czasie, gdzie właśnie Syn Vegety przechodził w kolejne stadium, które zadziwiło wszystkich Blacków, bo wiedzieli z dawnych informacji, które kiedyś otrzymali że on nie powinien tego posiadać. Wreszcie saiyanin pochylił się delikatnie do przodu i w swojej całkowitej złości, jego włosy zaczęły się wydłużać. Niestety tym razem wszystkie Black’i były zdane na siebie, ale żaden z nich nie mógł powstrzymać jego przemiany, gdyż walczyli ze swoimi przeciwnikami. Przyjaciel Altaira musiał wykorzystać okazje, kiedy to zła fuzja była zapatrzona w transformacje syna Vegety, dlatego też głośno krzyknął, chwytając za nogę w okolicy zgięcia przy kolanie, wykręcił ją tym samym, wywalając swojego oponenta. Black Altade zdziwił się niesamowitą reakcją, jak i siłą która powróciła do niebieskowłosego, więc szybko zrobił wyskok w tył i znów stał na nogach. Tak samo poczynił młody saiyanin, który wylądował z przy kucem na zrujnowanej jezdni i po powstaniu, spojrzał prosto w oczy jego wroga. Jego obydwie pięści zaciskały się, nie mógł sam wytrzymać tego faktu, że Nekomi oddała życie, lecz także prawie jedno całkowicie też odebrała, aczkolwiek on nie miał niestety pewności czy tak było. Niebieskooki zakrzyknął, a potem jego aura była dwuznacznie większa niż przedtem, tak samo było z Goku, wpadł w furię gdy dowiedział się że jego zła kopia w innym czasie i przestrzeni zabiła Gotena i Chi Chi.

Wojownik nie miał ani chwili dłużej robić sobie przerwy, szybko przeniósł się pod samą twarz złowrogiej fuzji, trafiając ją w podbródek i wybijając dość wysoko w górę. Kiedy to pomknął za wybitą osóbką w tą samą stronę, zamachnął się po raz kolejny i tym samym, trafił jeszcze mocniej w ciało, jak i twarz mrocznej fuzji potary. Black tylko zarechotał niczym szaleniec i przyjmował ciosy z wielką przyjemnością, gdyż te praktycznie go łaskotały. River nie zamierzał się ani trochę powstrzymywać, także był w wielkim gniewie, przez to że zobaczył śmierć jednej ze swoich towarzyszek. Po chwili kolejny cios, który otrzymał Black, odrzucił go na pewną odległość, ale także wojownik powstrzymał się przed zadaniem kolejnego. Odczuł silną energię bijącą od strony Syna Bulmy, gdyż po zobaczeniu co się tam dzieję, mógł dostrzec tylko jedno. Syna Vegeta w trzecim stadium super saiyanina, nic bardziej mylnego. Trunks, który teraz teoretycznie nie miał brwi, a włosy które sięgały mu poza jego tyłek i prawie przylegały do ziemi, spojrzał złowrogo na swoich przeciwników. Było już ich tylko troje, gdyż czasoprzesrzenni kriminaliści ulotnili się, przez to że Towa otrzymała dość solidne obrażenia. Patrzył na każdego z nich z wielką złością, aż w końcu bez pohamowań, zacisnął obydwie dłonie w pięści i pomknął ku pierwszemu, który dopuścił się do tej zbrodni. Black Altade trochę zdziwiony, nie spodziewał się takiej szybkości w tym wojowniku, myślał że jest wolniejszy, ale jednak się mylił i to bardzo. Złotowłosy szybko wyciągnął nogę do przodu, zadał porządny wykop w brzuch złej fuzji, przez co ta uroniła trochę śliny. Nie spodziewał się tak wielkiej zmiany wśród tego młodzieńca, lecz bardzo go to cieszyło, że jedna z owieczek przebudziła w sobie coś więcej, coś co bardzo rzadko można było osiągnąć poprzez sam trening. Przyjaciel Drake’a nie chciał żeby Trunks ingerował, gdyż raczej nie był w stanie wygrać z przeciwnikiem, którego siłą jest boska moc. Niebieskowłosy szybko poszybował w jego stronę, lecąc łukiem wystrzelił kilka promieni energii w stronę swojego wroga, który przez chwilę zajęty był spoglądaniem na długowłosego. Syn Vegety kiedy zobaczył lecące promienie, bardzo prędko się ulotnił dzięki czemu ataki dotarły do celu i trafiły go. Black Altade tylko zaśmiał się jak psychopata, a potem tworząc energetyczny miecz, którego nauczył się od pierwszego z Blacków, czyli złego sobowtóra Goku, pomknął wraz z nim ku niebieskookiemu. Ogoniasty nie spodziewał się, że energetyczne ostrze będzie tak długie, gdyż zawsze było mniej więcej zwyczajnych rozmiarów, dlatego też musiał teraz przejść do obrony. Skrzyżował szybko dłonie w kształt X, a potem zauważył że z ostrza wylatują jakieś energetyczne rury, czy tez można było je nazwać okrągłymi prętami. Te zaś zaczęły się wbijać w ciało wojownika, który to przy każdym otrzymaniu ataku, krzyczał z bólu i nie wiedział ile jest jeszcze w stanie wytrzymać. Po chwili zła fuzja przybrała tak jakby pozycję z ostrzem nad głową, a potem wszystkie te pręty po prostu wybuchły i po minięciu niedługiej chwili, z chmury po eksplozji wyleciał w zwykłej formie Blade.

Nie spodziewał się tak silnej energii, która dominowała wśród jego fuzji i fuzji złego klona jego brata krwi, więc po prostu na chwilę zapomniał tego co musi zrobić. Nie czekał ani chwili dłużej, ponieważ ciągle opadał na ziemie, więc zatrzymał się i tworząc wybuch za sobą, na nowo przemienił sie w boską formę, którą zwą super saiyan Blue. Trunks natomiast chwycił wreszcie za swoje ostrze i starał się zranić nim swojego wroga, który to bronił się swoim czarno-fioletowym ostrzem. Iskry tu i ówdzie mogły zostać zauważone, jak i wybuchy delikatnej energii na obydwu narzędziach do wyrządzania szkód. Kiedy oni się tak wymieniali atakami i nie zwracali faktu, że niszczą wszędzie praktycznie otoczenie, które już prawie zostało odbudowane, w tym samym czasie Black Sara walcząc z bratem Altaira, nie dawała mu w ogóle fory. Z uśmiechem na ustach, nie powstrzymywała się i także grała nie fair, używając oczywiście do tego swojego delikatnie różowego ostrza. Severinus wreszcie zrobił przeskok nad swoim wrogiem, a potem łapiąc perfidnie damską wersję Blacka, rzucił nią w stronę jednej z ulic, która prawie się rozpadła. Zła Sara zatrzymała się z pół uśmieszek na twarzy, a potem zaczęła posyłać pociski energii w stronę wojownika. Młody Saiyanin z krwi Drake’ów bardzo szybko zrobił kokrociąg i manewrował w powietrzu, tak że kulki mocy nie trafiały w niego. Niestety zaś, pociski dosięgały do obdubowywanych budynków i wieżowców, które na nowo zaczęły się zawalać. Sev nie mógł tego wytrzymać, dlatego też ryknął głośno, a potem zakrzyknął jeszcze raz w stronę kobiety:
-ZAPRZESTAŃ TO, ALE JUUUUUUUUUUUUUUUŻ!!! – Zaryczał wściekle, a potem robiąc wyskok, trafił stopą w bark kobiety, przez co ta praktycznie się zapadła pod ziemie, metaforycznie. Klęknęła i nie spodziewała się, że otrzyma aż taki cios, ale jakoś sie tym nie przejmowała, ponieważ chwyciła bardzo szybko jedną nogę brata Altaira i zrobił nim wiele piruetów, aż wreszcie zasadziła mu mocny cios w splot słoneczy, gdzie najbardziej miało zaboleć. Severinus plunął krwią, ale nie przejął sie tym, wiedział że jest jeszcze nie tak bardzo doświadczony jak jego brat, ponieważ nie tak dawno odkrył że w ogóle należy do rasy wojowników. Nie chciał do tego wracać, to były dla niego ciężkie chwile, gdy to musiał spędzać dużo czasu ze straszym Drake’iem, ponieważ musiał go trenować i nauczyć przemieniać się w Super Saiyanina. Sev wiedział, że Altair robi to dla jego dobra, ta przemoc i agresywność była potrzebna, by osiągnąć to do czego tak wszyscy mierzą, do siły która przychodzi ze złością. Złotowłosy wreszcie wstał, a potem walnął równocześnie obydwiema pięściami o siebie i ruszył na dalszą walkę. Zderzył się równą z kobietą, która tylko uniosła wysoko nogę ku górze i kopnęła w bok, można było po chwili usłyszeć trzask żeber wojownika.

Młodzieniec trochę jęknął, a potem usłyszał z jej strony kilka słów:
-Zabolało, mam nadzieję, że to będzie boleć tak jak bolało przedtem twojego braciszka, sądząc po rysach twarzy, na pewno jesteście rodzeństwem….Będę miała wielką przyjemność, kiedy będę się tobą bawiła, niczym martwą marionetką, która nic nie może zrobić i tańczy na każde moje zagranie… – po tych słowach, delikatnie Severinus przeraził się tym co krążyło w jej myślach, ale zaraz walnął sobie samemu liścia w twarz i odzyskał zimną krew. Od razu tylko rzucił w jej stronę uśmiech, a potem podskoczył troszkę, robiąc obrót i kopiąc w twarz różowowłosej. Ta tylko odchyliła troche głowę, ale zaraz mocno się zamachnęła i wymierzyła cios sprawiedliwości młodemu saiyaninowi, który myślał że wygra z nią tak łatwo. Tym razem on zrobił coś, czego kobitka się nie spodziewała, uniknął jej ataku, przeniosąc się za nią i wyłamując jej jedną z rąk. Ta tylko dziko spojrzała bokiem w jego twarz, która sugerowała „Ja nie przegram z tobą, to będzie twój koniec, nie mój”. Ona zrozumiała to wszystko bardzo dosłownie, dlatego też wolną prawę ręką, trafiła swoim łokciem w twarz wojownika, który teraz miał podbite oko i trochę odszedł od swojego celu. Black Sara zachichotała niczym jakiś szaleniec, a potem tworząc na nowo miecz, chciała dźgnąć nim brata Altaira. Ten natomiast, szybko przykucnął i chwytając przedramię dziewczyny, przerzucił ją przez siebie i robiąc jej dźwignie, mógł jej teraz w praktyce wyłamać bark kiedy tylko chciał. Zła kobieta siłowała się z nim przez chwilę, a potem aktywując aurę przez skupienie energii, chciała tym samym odrzucić młodzieńca od siebie. Ten jednak nie dał sobą pomiatać jak przedtem, więc po prostu trochę się nasiłował, aż wreszcie można było usłyszeć bardzo nieprzyjemny trzask w barku złej Sary. Black kobieta ryknęła z bólu, tym razem wkurzona tym, że cokolwiek stało się jej doskonałemu ciału. Nie czekając ani chwili dłużej, wyciągnęła bardzo szybko stopę do przodu i odkopała od siebie Seva, który odleciał z jej oderwaną ręką. Młodszy Brat Drake’a był roztrzęsiony, gdyż nie spodziewał się że urwie kobiecie całą rękę. Różowowłosa powstała, z jej rany sączyła się krew. Natomiast tam gdzie powinna być czerwona rana, była mocne światło, które już sugerowało, że ta osoba z którą walczy Severinus nie jest prawdziwa, tylko stworzona poprzez złe życzenie Towy, jak i prawdziwego Zamasu. Sev jeszcze przez chwilę trzymał w swoich dłoniach rękę dziewczyny, a ta wreszcie stworzyła ostrze i zamierzała się do wbicia go chłopakowi. Blade natomiast chciał już lecieć na Black Altade’a, lecz dostrzegł że Sev stoi tak jakby i śni, albo jest w jakiejś dziwnym transie z którego nie może wyjść. Szybko ułożył dwa palce na czole i używając błyskawicznej transmisji pojawił się tuż obok brata Drake’a i popchnął go na glebę.

Black Sara to zauważyła i chciała się wycofać, lecz jej różowe ostrze przecięło pustą przestrzeń, dzięki czemu River mógł to wykorzystać, więc szybko podciął jej nogi, chwytając ją za jedną z nich. Rozkręcił ją do granic swoich wytrzymałości, aktywując przy tym aurę i wyrzucając bardzo wysoko w górę. Z raną na wierzchu, ogoniasty miał okazję wreszcie wykończyć jednego z wrogów, więc szybko przybrał pozycję do wystrzelenia techniki. Odchylił sie delikatnie, z obydwiema rękoma, które tak jakby wyglądały jakby trzymały kulę śnieżną. Można było usłyszeć następujące słowa:
-Kaaaa…Meeee….Haaaa….Meeee….HAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!! – Potężna niebieska energia pomknęła po niebie. Black TTuce była tak zajęta walką z innym młodzikiem, a nawet nie zorientowała się, że energia tak jakby jej złej towarzyszki właśnie gaśnie. Brat Krwi nie miał zamiaru powstrzymywać ani chwili dłużej swojej, więc jego ryk wzmocnij się na bardzije mocniejszy, donośny aż jego fala energetyczna powiększyła się dwuznacznie. Zła kobieta odkopała na chwilę Hexa, który to wbił się na kilka latarń i jakieś opuszczone dawny samochód. Kiedy tak spoglądała jak właśnie Black Sara rozpada się na atomy, a konkretniej jest dezintegrowana. Severinus po dłuższej chwili wreszcie obudził się z dziwnego bezwładu w jakim panował i stwierdził, że nadal trzyma oderwaną rękę kobiety. Szybko ją wyrzucił na bok, lecz zrobił największy błąd, gdyż Black TTuce to usłyszała i zobaczyła co teraz leżało na rozwalonej jezdni. Po chwili, wreszcie niebieskowłosy przepchnął swoją falę uderzeniową i ciało różowowłosej dziewczyny zaczęło znikać, krok po kroku, aż po chwili nic po niej nie zostało. Złowroga wojowniczka padła na chwilę bezsilnie na kolana, gdyż mimo iż one są stworzone z niczego, są tylko klonami innych dobrych bohaterek, to jednak jedna z drugą bardzo się zaprzyjaźniły. Walnęła kilkukrotnie z ziemie, niszcząc ją jeszcze bardziej, Po tym jak nie mogła znieść tego, że Black Sara została dosłownie stąd wymazana. Po powstaniu, dostrzegła młodszego Brata Drake’a, który to jeszcze chwilę się zastanawiał co się własnie stało, bardzo długo zajęło mu dojście do siebie. Ta ruszyła w jego stronę, zaś brat Krwi Altaira właśnie musiał chwilę odsapnąć od wystrzelonej techniki. Kątem oka dostrzegł jak jakieś różowe włosey ruszają w stronę młodego Seva, który to poklepał się po twarzy, lecz za wolno uniknął wrogiego natarcia. Zła TTuce dziko ryknęła i z energetycznym ostrzem w gotowości, zamachnęła się i cięła w przedramię saiyanina. Severinus zacisnął zęby, delikatnie się mógł przerazić, nadal był w tym wszystkim świeży, musiał teraz szybko uniknąć nieuniknionego.

Wreszcie Kobieta popatrzyła złowrogo swoimi oczami, a potem przybliżyła się jeszcze bardziej do chłopaka, aż wreszcie niestety go cięła. Sev zobaczył tylko jak jego lewe przedramię właśnie odpada. Wkurzony tym, że dał się tak bardzo porobić i został ostrzeżony za późno, nigdy by nie doszło do tej sytuacji. Teraz Młodzieniec upadł twardo na ziemie, krwawiąc dość obficie, gdyż nie miał jak zbytnio zatamować krwawienia. Miał jednak pewien pomysł, dlatego też młody wojownik stworzył niewielką kulkę i tak jakby swoim koniuszkiem, resztką ręki w skrócie nadział ten energetyczny pocisk by przysmażyć sobie ranę i ją zamknąć. Na szczęście udało mu się to, lecz nad nim znowu pojawiła się mroczna dama by zakończyć jego żywot. Wreszcie, po długiej naradzie, która jednak trochę trwała, właśnie leciały w ich stronę posiłki. Altair leciał jak dziki, ponieważ poczuł utratę żywotnej jego własnego brata, a nikt nie zna lepiej jego energii niż sam on. Wjechał prosto kopniakiem w twarz Black TTuce, która właśnie chciała przedziurawić jak ser leżącego i podpierającego sie łokciami wojownika, lecz ten został uratowany. Drake z gniewem w oczach i w formie Super Saiyanina Blue nie oszczędzał kobiety, masakrował ją niemiłosiernie, wreszcie nie po to trenowali w mistycznej mgle i w komnacie ducha i czasu, by wszystko poszło się chrzanić. Niebieskowłosy trafił ją kilkukrotnie w splot, potem z dyńki w twarz, a jeszcze na zakończenie tego wszystkie, wbił jej kule mocy w brzuch, posyłając ją na szczęście na jeszcze jakieś nienaruszone ruiny innej części tego miasta. Black Altade chciał pomóc dziewczynie, lecz widząć że bohaterowie się jakiś dziwnym trafem wzmocnili od ostatniego razu, postanowił się jak na razie ulotnić. Użył błyskawicznej transmisji i udał sie do tak jakby swojej Pani, Towy. Grupa Z zebrała się, tak samo bardzo szybko Starszy Brat Severinusa nie był zadowolony z tego faktu, że widział tutaj swojego braciszka. Wziął go w swoje wielkie ramiona i zaniósł jak najszybciej do capsule corporation, Blade natomiast po tym, że zawiódł i nie pomógł młodziakowi, trochę się podłamał na duszy, lecz to i tak nie było najgorsze. Najstraszniejsza dla niego rzecz była w tym, że zobaczył jak jego znajoma umiera, znowu musiał widzieć śmierć i miał tego dość. Nie chciał się z tym pogodzić, ale jednak nie miał innego wyboru, więc westchnął i także zaczął wracać do ich głównej bazy. Był tylko ciekaw gdzie teraz znajdywali sie przestępcy czasu i co zamierzają.

Niestety Syn Vegety także musiał odpocząć, gdyż po raz pierwszy w życiu, wszedł na stan super saiyanina trzeciego poziomu. Fioletowłosy powrócił do swojej pierwotnej formy i wraz z Blade’em zaczęli lecieć do Capsule Corporation, dopiero po chwili zorientował się, że jest patrolowcem i nie może tam wrócić. Zdjął sie z objęć Rivera i po chwili dodał:
-Nie mogę wrócić, należę do patrolu, nie może być w tym czasie dwóch Trunksów, na pewno nie. Muszę wracać do siebie, ale i tak, dzięki Nekomi, odkryłem w sobie dawno zapomnianą energię. W takim razie, jeszcze raz dziękuje za pomoc i żegnaj, zapewne do zobaczenia… – powiedział to, po czym kiedy chciał udać się z powrotem do Gniazda Czasu, nie mógł dziwnym trafem wrócić. Nie rozumiał dlaczego, ale chyba zbyt długo nie musiał się zastanawiać, przestępczy czasu włamali się tam i ukradli jajko Toki Tokiego. Syn Bulmy już wiedział co się kroi, starał wykalibrować swój sprzęt, tak aby jednak ten zadziałał i przeniósł go tam gdzie jest jego miejsce pracy. Niestety cały jego wysiłek szedł zbyt wolno, a Czarnowłosy nie wiedział o co chodzi, ponieważ już chciał odlatywać, ale jednak zatrzymał się jeszcze na troszkę i został z halfem. Syn Vegety spojrzał na niego, a potem na maszynę, aż wreszcie mogli zobaczyć portal, który pojawił się w asfalcie z którego wyleciał sam Mira. Wyglądał zupełnie inaczej, jego włosy strasznie były długie, sięgały aż poza jego pas, także jego ubranie bardzo solidnie się zmieniło. Na nadgarstkach miał aż prawie na niewielkiej części swoich rąk, złote zakończenia i czarne tak jak długie opaski. Miał także futro na prawie całym jego ciele, prócz klatki piersiowej i jego sześciopaku. Także posiadała speficzyną suknię, no i spodnie, która robiła za dolną część jego ubioru. Nie wiadomo co stało się, żeby osiągnął taką formę, ale Trunks i Ogoniasty przeczuwali, że to są właśnie kolejne kłopoty.

Wreszcie fioletowłosy uzyskał z powrotem połączenie z gniazdem czasu, gdzie przebywała Kaioshinka Czasu, która powiadomiła go o tym, że Mira wchłonął swoją stwórczynię, jak i jajko Toki Toki. Teraz nie wiedzieli zbytnio jak go powstrzymać, ale Brat Krwi Altaira jak i Syn Vegety nie mogli się teraz wycofać, musieli go powstrzymać, bo wiedzieli że jeśli tego nie zrobią, może to skończyć się zagładą. Przybrali się w pozycję do walki, po czym obydwoje weszli na stadia super saiyanina drugiego poziomu, gdyż nie uważali Perfekcyjnego Miry za jakiś tam problem. Gdyby jednak okazało się inaczej, musieli by pokazać swoją pełnie możliwości, a wiedzieli że będzie tak prędzej czy później. Dwójka bohaterów zacisnęła mocno zęby, a potem musieli się przygotować na najgorsze. Kiedy już mieli zaatakować, usłyszeli głos Tworu Towy:
-Ta moc mnie przepełnia, czuję się jak jej limity rosną w nieskończoność….Dzięki nowym analizom mojej Pani, mam jeszcze dwa Asy, których wam tak bardzo szybko nie pokażę, żeby rozkręcić trochę zabawę, pokażcie na co was stać….ludzie…. – rozłożył ramiona na bok i normalnie wskazywał na to, że wita ich w ciepłym geście, lecz oni wiedzieli że to tylko pułapka i blef. Nie wiedzieli co teraz będzie, dlatego też nie mogli się wycofać, musieli dać trochę czasu Drake’owi, zanim ten odstawi swojego brata do lecznicy u Bulmy. Co teraz będzie??? Jakie niespodzianki ukrywa Mira?? Czy Drugi Trunks zobaczy starszego siebie?? Czy Altair zdąży na czas??? Dowiecie się w następnym rozdziale.

Rozdział 67: Złowieszczy Plan Makaioshinki!? Przybywa odsiecz !!

Rozdział 67: Złowieszczy Plan Makaioshinki!? Przybywa odsiecz !!

Czarnowłosy stanął bokiem do rywalki, gdy ta wściekała się że jakimś sposobem, był prawie w pełni wyleczony i udało mu się obronić zranione TTuce i Sarę. Blade uśmiechnął się tylko, a potem zobaczył jak naciera na niego przeciwniczka. Saiyanin szybko odbił jej pięść w inną stronę, a potem podskakując tak by trafić wroga, oddał cios i wycelował w podbródek kobiety. Niestety różowowłosa oberwała, przez co trochę poleciała do tyłu, lecz zaraz nad nią pojawił się czarnooki i złączonymi rękoma, wbił ją w glębe, jak i przebił ją przez kilka budynków. River zaraz po tym wylądował przed miejscem, gdzie właśnie na jego oczach doszczętnie budowla idzie w ruinie, gorszą niż przedtem. Ogoniasty tylko podskakiwał od czasu do czasu, by pozostać ciągle w ruchu, aż wreszcie widział że jego białoooka zła księżniczka wyłoniła się z zawalonych kawałków wieżowca. Nie była najwyraźniej szczęśliwa, ani też chyba nie chciała paktować z czarnowłosym. Przyjaciel Altaira tylko pokazał jej ząbki, a ta jeszcze bardziej wkurzona ruszyła na niego. Trafiła w jego policzek, przez co przesunął się kilka i nadal miał jej zgiętą dłoń na twarzy. Wreszcie Brat Krwi Drake’a zacisnął mięśnie, a potem odpychając mocą swoją rywalkę, przemienił się w super saiyanina blue. Oczywiście River nie powiedział prawdy swoim koleżankom, gdyż jego brat Severinusa tak naprawdę już wcześniej przed nim opuścił maszynę regenerującą, ale nie chciał zdradzać swojej słabości. Niebieskowłosy popatrzył poważnie na swoją przeciwniczkę, która najwyraźniej chciała uciec, lecz jej ciągle ktoś nie pozwalał, a tą osobą był właśnie niebieskooki. Ogoniasty pojawił się przed nią, zadał jej kilka mocniejszych ciosów i potem zadał jeszcze mocniejszy atak w nos. Ta zaczęła krwawić, nie spodziewała się tak wysokiej mocy ze strony saiyanina.

 

Wreszcie przez to, że ten jak i jego przyjaciel zostali dość mocno obici, prawie do śmierci, ich pasywna rzecz czyli zenkai uaktywnił się i pokazał co to jest być prawdziwym kosmicznym wojownikiem. Wojownik tylko westchnął, pokręcił głową a potem znów wybijając się z gleby, podleciał do swojej przeciwniczki, zadając jej masywny opór ciosów. Dostała parę razy po policzku, a potem mocno chwycona za górną część czupryny, uderzył ją z główki i posłał jeszcze mocniejszym odchylonym ciosem z pięści do tyłu, rozbijając ją o jakąś budowlę. Black Sara wykaraskała się jako tako, ale to nie był koniec dla jej męczarni, najwyraźniej wyglądało że to będzie jej koniec. Tymczasem w innym miejscu, Drake z uśmiechem ładował Final Flasha, który poślę mroczną kobietę daleko na słoneczko. Taki był oczywiście plan braci krwi, ale czy im się to uda, to się jeszcze okaże. Zła wojowniczka dziko warknęła, a potem aktywując różowo-bordową aurę, poleciała ku Blade’owi. Ten tylko prychnął i zaczął unikać wszystkich ataków, aż wreszcie pochwycił obydwie pięści dziewczyny i zaczął ją przepychać na podłożu. Zrobił delikatnie wokół siebie i niej tak jakby aury wiatru, aż wreszcie uniósł wysoko nogę i kopnął ją w brzuch. Black dziewuszka nie zdawała sobie sprawy w jakim teraz kompocie utknęła, musiała przecież uciekać jak najszybciej, albo zostanie zgładzona. Na szczęście, nie wiedziała że Towa planowała co do niej jeszcze jedną mroczną kwestię. River wreszcie zbliżył się do niej powoli, zewnętrzną stroną dłoni walnął jej liścia na policzek, przez co ta odleciała do tyłu i rozbiła się na glebie. Zaryła trochę ziemi, a potem kiedy chciała się podnieść, widziała nad sobą błętkitny pocisk ki, który miał świadczyć o jej zagładzie. Niestety przyjacielowi Altaira coś przeszkodziło, a konkretnie długie różowe ostrze, które zagrodziło mu drogę. Był to Black Altair, który z szaleńczym uśmiechem na twarzy zarechotał i wystrzelił jeszcze kilka ciemno czarno-zielonych pocisków ki w stronę wojownika. Na szczęście niebieskowłosy tylko odbił je za siebie, niszcząc nimi terenu, który był za nim.

Zły Drake dziko warknął, a potem widząc że jego sojuszniczka nie jest w najlepszym stanie, zagwizdał dwa razy palcami i czekał. Niebieskooki nie wiedział o co tutaj chodzi, dlatego też krzyknął głośno, powiększając swoją aurę i wyruszył na przeciw oponentowi. Pojawił się przed kolesiem, który wyglądał jak jego brat krwi, a potem zamachnął się dość porządnie, a potem posłał go na jakiś budynek. Black brat Severinusa zatrzymał się, wypluł trochę krwi, a za chwilę pojawił się przy ogoniastym i zadał mu mocniejszy cios w splot. Ten trochę się zgiął, wypluł trochę śliny, lecz nie miał zamiaru się tak łatwo wycofać, pojawił się szybko nad różowowłosym i kopnął go w kark. Black Drake runął w dół, lecz stworzył wybuch ki i szybko wrócił do pionu. Wylądował twardo na ziemi, a za moment ułożył dość specyficzne ręce i zbierał energie do wystrzelenia energii. Wojownik wiedział, że to będzie kamehameha, dlatego też pojawił się przed nim, zanim ten w ogóle zdążył zareagować, podskoczył i zadał kopnięciem cios w twarz wroga. Oponentowi z nosa poleciała krew i runął na plecy, wystrzeliwując ciemno-fioletową falę uderzeniową w górę i ni trafiając w nic. Black Altair nie miał zamiaru się poddać, musiał kupić trochę czasu swojej towarzyszce, dlatego też podniósł się na dłonie i chciał wstać. Niestety pod jego głową pojawiły się stopy niebieskowłosego, który nie był zadowolony, że ktoś wyglądał jak najlepszy przyjaciel. Wróg widział jak noga tego dobrego unosi się do góry i trafia go na nowo w twarz i wybija gdzieś w powietrze, a potem pojawia się nad nim i wbija go w glebę. Przez to wszystko, zawalił się jeden z tutejszych budynków, który to i tak chyba miał iść do rozbiórki. Black brat Severinusa wreszcie powstał, chciał złapać dech, ponieważ nie spodziewał się, że przez to iż inny Black porani tak mocno oryginały, stanął się tak silne. Zły Drake popatrzył na ogoniastego, który wylądował przed nim i tak patrzyli przez chwile na siebie.

Wreszcie Blade wypuścił powietrze i powiedział w jego stronę:
-Wiesz w czym nigdy nie będziesz lepszy. W tym, że to ciało które posiadasz, nie znasz go w ogóle. Wszystkie potyczki które przeszło, wszystko to co miało za sobą, nie znasz nic i nigdy nie będziesz panował nad pełnią jego mocą. Ja jestem niskiej klasy wojownikiem, ale nie obchodzi mnie to i zniszczę cię tu i teraz!! – wykrzyknął to, powiększając swoją błękitną aurę, a potem wybił się z nogi i leciał w stronę swojego wroga. Black oponent nie spodziewał się tego, dlatego też skrzyżował ręce na wysokości twarzy, by zbyt mocno nie oberwać. Niestety niebieskooki pojawił się za swoim przeciwnikiem, robiąc mu to samo co jego kopia w ich świecie, czyli po prostu przebił się przez jego tors zamkniętą ręką. Mroczny Altair wypluł dość sporo krwi, ponieważ no miał przebitą klatkę piersiową. Chciał się uwolnić, lecz niebieskooki przez chwilę trzymał jeszcze wbite przedramie w nim i nie chciał go tak szybko uwalniać. Chciał mu dać to samo uczucie, co on wtedy poczuł jak jego zły klon robił to samo jemu, no i jego bratu krwi. Wreszcie, po chwili, wyciągnął całe przekrwawione ramie plus pięść, a potem wytarł o swój bandaż i odkopał mocno poranionego przeciwnika. River musiał chwilę odsapnąć, bo przez to że tak bardzo był zajęty zemstą, to nie zauważył kiedy to zła Sara się już stąd ulotniła. Tym razem prawdziwe siostry krwi wylądowały w maszynach regeneracyjnych, gdyż były mocno zranione. Gohan był pod ręką, więc wszystkim się zajął i mógł zostawić resztę Drake’owi oraz jego wiernemu druhowi. Ogoniasty nie mógł niestety pilnować koleżanek, dlatego też odetchnął troszkę, a potem wzbił się w powietrze i starał się znaleźć energie jej oponentki. Po jakimś czasie, udało mu się to, choć nie było to takie łatwe, gdyż moce Blacków należały do tych boskich i ciężko było coś takiego wyczuć. Blade przeniósł się wreszcie, aż dostrzegł dziwny portal który już dobrze znał, widział przy nim mocno zranioną złą Sarą, jak i Towę. Nie mógł pozwolić na nic, więc aktywował swoją aurą, powiększając ją i poleciał w ich stronę.

Makaioshinka zauważyła to i z uśmiechem na twarzy, pstryknęła palcami, po czym dwóch osobników wynurzyło się z dziury czasoprzestrzennej. Jeden wyglądał jak saiyanin, a nawet był podobny do Goku, tylko w jakiejś dziwnej granatowo-czarnej zbroi z naramiennikami. Jego towarzysz także zaciekawił Rivera, gdyż tamten był Nameczaninem, ale to chyba nie byle jakim. Nie miał zamiaru zbyt długo im się przyglądać, wyglądało na to, że będzie musiał się z nimi zmierzyć. Na domiar tego, dwójka złoczyńców miała dziwne czerwone owoce z kolcami, które po jednym ugryzieniu, dały im natychmiastowy dopalacz, który otoczył ich mrocznymi aurami. Niebieskowłosy jednak tylko złowrogo prychnął ,a potem wyruszył na nich, zderzając się z obydwoma przedramieniami. Nie było to łatwe zadanie, gdyż musiał walczyć z dwójką nowych wrogów. Starał się przez nich jakoś przebić, lecz nie przepuszczali go do mrocznych kobiet, które to były bezpieczne przy portalu. Najwyraźniej na coś wyczekiwali, na coś bardzo złego. Na szczęście, za chwilę przybył Gohan który odkopał Turlesa gdzieś dalej, a potem spojrzał po sojuszniku i powiedział:
-Sarze i Ttuce nic nie będzie, lecz nie podoba mi się to co się tutaj dzieję. Widzę, że dawni wrogowie Ojca znowu powrócili i musimy się z nimi mierzyć. Niech i tak będzie, pozostawiam ci Sluga, a ja się zajmę Turlesem. – pokazał potem kciuk do góry, a zaraz po tej czynności, ruszył na złego saiyanina. Młody Saiyan wzruszył tylko ramionami, a potem chciał zająć się tak zwanym Slugiem, lecz niestety nie mógł go uderzyć, ponieważ ni stąd ni zowąd pojawiła się dziewczyna, która już mu była bardzo dobrze znana. Nekomi z super saiyaninem drugiego poziomu właśnie katowała twarz antycznego nameczanina, który chyba zaraz będzie prosił o litość. Wojowniczka tylko zaśmiała się, gdyż najwyraźniej miała z tego wszystkiego ubaw, a potem odwrócona plecami do ogoniastego, powiedziała w jego stronę:
-Nie przejmuj się tym całym zielonym gościem, zajmij się głównymi złończymami z Trunskem. – zachichotała, a potem odkopała namka gdzieś daleko poza widok oczu niebieskookiego. Blade nie spodziewał się ich pomocy, ale cóż, cieszył się czasami że spotkał takich przyjaciół. Zacisnął teraz obydwie ręce i poleciał w stronę portalu, bo wyglądało na to, że Towa nie mogła się już nikim zasłonić. Zaszarżował na nią dziko, aż tu nagle przed nosem wyskoczył mu jednak Mira, który zblokował pięść wojownika. River dziwko warknął, a potem odkopał stworzone dzieło makaioshinki daleko od niej, bo to nie był jego cel. Nie mógł przecież z nim teraz walczyć, ponieważ musiał szybko się pozbyć Black Sary, która to była regenerowana. Nigdy by się nie spodziewał, że Makaioshinka może mieć moce leczenia, a co dopiero jakakolwiek zła istota. Odchylił jedną rękę do tyłu, po czym skupił w niej energie, dlatego że nie chciał się z nimi długo bawić. Kiedy wystarczająco skumulował mocy, po chwiili wykrzyknął takie słowa jak:
-MAXIMUM FLASHER!!! – Złota energia pomknęła wystrzelona z jednej dłoni w stronę czarnoksiężniczki, aż wreszcie powstał wybuch i sporo kurzu uniosło się ku górze. Nie wiadomo co przez chwilę działo się z Tową, jak i Black kopią jego przyjaciółki, dlatego musiał chwilę odczekać albo ostrzelać cel ki blastami.

Jednak powstrzymał się na tą chwilę, a potem złapał chwilę tchu i nadal czekał. Po opadnięciu dymu, mógł zobaczyć że przez portal wydobyła się istota taka jak Black TTuce. Brat Krwi Drake’a nie spodziewał się zobaczyć tutaj tej istoty, dlatego też zacisnął obydwie pięści i był gotwy do walki. Mira po chwili powrócił i dostał po łbie, za to że dał sobie pozwolić odrzucić aż tak daleko. Towa tylko zachichotała złoworogo, a potem dała jakiś znak obydwu kobietom, przez co te aktywowały aury i gdzieś odleciały. Blade nie mógł na to pozwolić, więc aktywował aurę i wyruszył za nimi, lecz znowu przed nosem wyskoczył mu Mira. Na szczęście, Trunks pojawił się w formie super saiyana drugiego poziomu i wybił gdzieś daleko twór Towy, wbijając go w ziemie. Kiwnął tylko w jego stronę, nie odzywając się ani słowiem i dając wolną rękę swojemu towarzyszowi. Ogoniasty tylko podziękował tym samym i ruszył wreszcie za złymi dziewczynami, bo musiał wiedzieć co takiego planują. Altair oczywiście chciał dołączyć, lecz nadal zbierał energie do Final Flasha, lecz nie spodziewał się że zaraz zauważy u swojego boku TTuce, która już była w pełni zregenerowana. Ona przez ten czas kumuluje moc do Galick Guna, który będzie wystrzelony w boskiej formie. River przez ten czas, dotarł tam gdzie chciał, widział że obydwie kobiety Blacki rozmawiały, tylko niestety nie wiedział o czym. Dostrzegł, że to ma związek z potarami, dlatego też domyślał się o co może z tym wszystkim chodzić. Nie mógł już dłużej zwlekać, nie chciał by jego towarzysze i przyjaciele umarli, dlatego też napiął mocno wszystkie mięśnie i wykrzyczał takie słowa jak:
-KAIOKEN!! – czerwona aura naszła na tą niebieską, obydwie złączone łuny energii razem współdziałały i równocześnie nadleciał na wrogów. Oponentki zaskoczone zbliżeniem się kogokolwiek tutaj, myślały że są bezpieczne, lecz niestety było inaczej, przez co obydwie zostały odrzucone potężnymi uderzeniami. Niebieskowłosy z czerwoną dodatkową mocą, kopnął jedną porządnie po nerkach, a potem plecach, a zaraz potem przeniósł się do drugiej osóbki zadając jej cios w splot, a potem na twarz i posyłając na tutejsze rubieże. Obydwie kobiety teraz chciały stąd uciec i dokonać tego w czym właśnie zaprzestał im robić wojownik. Młody Saiyanin pochwycił ogonem najbliższą wojowniczkę, która to chciała podnieść, lecz nie mogła. Machał nią na lewo i prawo, a potem posłał ją na kilka skał i wystrzelił za nią kilka pocisków ki. Nie przejmując się po eksplozji, pojawił się przy Ttuce, która została gdzieś tam dalej porzucona, chwycił ją za gardło i kiedy ją tak dusił, przebił się prostą dłonią przez jej bark, rozwalając go całkowicie. Black kopia dawnej rywalki Czarnego Wojownika zawyła z bólu, a potem została odkopnięta w ścianę jakiejś skały. Blade wyłączył kaiokena, musiał chwilę odsapnąć, mimo iż był to pierwszy poziom, ale przez to że nadal był w boskiej formie, także go to męczyło. Po złapaniu chwili wytchnienia, nadal jednak wolał przykucnąć, a potem dopiero wstał i poleciał w kierunku tam, gdzie została posłana zła Sara. Kiedy ta podnosiła z siebie jakieś gruzy, zauważyła czyjeś znajome stopy, więc szybko uniosła tą wielką część skały i rzuciła w stronę niebieskookiego. Na szczęście, ogoniasty pozostawił po sobie widmo, a potem znowu pojawił się przed dziewczyną i podbijając ją palcami u stóp, leciała przez chwilę w górę, a potem w dół. Blade jednak złapał ją za nogę i wbił ją ponownie w powierzchnie planety, robiąc jej ciałem mini dziurę. Po chwili, niestety poczuł on nieprzyjemny ból na swoich plecach, gdyż zła Ttuce kopnęła go właśnie w plery i posłała na kilka zabudowań, jak i skał. Kiedy wreszcie River zatrzymał się, wybuchł aurę kaiokena i kiedy powrócił na miejsce tam gdzie były kobiety, już ich tam nie było.

Poczuł, że ich dwie energie się oddalają i po użyciu błyskawicznej transmisji, pojawił się przy nich i właśnie jedna z nich zdjęła jeden potara. Młody Saiyanin szybko wystrzelił pocisk ki, który oddzielił dziewczyny, lecz to nic nie dało i mimo tego, zaraz powstało oślepiające światło i silna energia odrzuciła niebieskowłosego do tyłu. Na szczęście, rozłożył ręce na boki, tworząc wybuch ki i zatrzymując sie na miejscu, spoglądał w straszliwe arcydzieło, które miało nigdy nie powstać. Brat Krwi Altaira wylądował, a potem kiedy mocny błysk oślepienia już zaniknął, zobaczył to czego nie chciał zobaczyć. Dwa Blacki stworzyły jednego potężnego Blacka, którym była Black Sace. River tylko delikatnie wzdrygnął, a potem wyłączając czerwoną moc, przygotował się do dalszej walki. Niestety, jego ciało delikatnie już odmawiało posłuszeństwa, nie wiedział ile jeszcze wytrzyma, ale musi pokazać, że jest boskim super saiyaninem i że nie boi się niczego. Jego pech był taki, że gdyby nie użył teraz mocy Kaiokena, jego ciało nie byłoby tak zdewastowane, ale musiał sobie jakoś poradzić i wyczekać, aż jego znajome odzyskają siły w komorach regeneracyjnych i jak Altair upora się z załadowaniem porządnie swojej techniki. Przybrał pozycję do walki, a potem poczuł tylko na swoim policzku mocnego kuksańca, który go mocno odrzucił, przez co zaorał trochę tutejszej gleby. Kiedy starał się wstać, poczuł ciężki uchwyt na swoim gardle, szarpał się zaciekle, lecz nic to nie dawało. Patrzył teraz na nowego Blacka stworzonego z dwóch klonów jego przyjaciółek. Kobieta tylko delikatnie pochyliła łebek na bok, a potem wrednie się uśmiechając, zacisnął ucisk jeszcze mocniej. River miał w tej chwili nie małe kłopoty, ponieważ tracił coraz więcej tlenu i zaraz jego gardło zostanie zmiażdżone. No cóż, najwyraźniej jego los miał taki być, ponowna śmierć, ponownie wyląduje w zaświatach i nie będzie mógł wspomóc swoich towarzyszy. Wojowniczka tak patrzyła na niego, aż wreszcie przemówiła:
-To wspaniałe ciało mnie wzmocniło, teraz nie jesteśmy słabeuszkami, a najpotężniejszymi Blackami w tym wszechświecie. Dzięki temu, pozbędę się niepotrzebnego robactwa, no i także Towy, nawet ten jej stworzony sługusek pożegna się ze swoim istnieniem. Nic nam nie stanie na drodze do zniszczenia wszechświatów, jak i tej cholernej makaioshinki. – skończyła mówić, a potem zaśmiała sie złowieszczo. Niebieskowłosy powrócił do swojej starej formy, osłabiony mocnym zaciskiem na krtani, która praktycznie już była maksymalnie zaciśnięta. Black się nie opierał, lecz na szczęście, ktoś pamiętał o wojowniku i chciał zamiar mu pomóc. Przebijający promień leciał w kierunku potworzycy, która to obróciła się zbyt późno i otrzymała dość solidne obrażenie. Odrzucona od czarnookiego, nie mogła dokończyć tego czego zaczęła, ale wiedziala że na pewno sobie poradzi. Rozmasowała szybko delikatnie przebite ramię i morderczym spojrzeniem zerknęła kto jej przeszkodził. Był to nikt inny jak nameczanin, który nie chciał się mieszać do walki, ponieważ wiedział że nic tu po nim. Niestety, nie mógł sobie darować tego, że jego uczeń Gohan cierpi, dlatego postanowił przybyć z odsieczą. Ogoniasty rozmasowywał sobie właśnie szyję, gdzie zaraz po chwili przy nim znalazł się Piccolo. Zielonoskóry ustawił się w pozycji do walki, a potem zerknął szybko na osłabionego towarzysza:
-Blade, czasu jest niewiele. Postaraj się znaleźć Krilina albo Żarłomira, jeden z nich ma nowe senzu od Korina. Ja postaram kupić ci trochę czasu, ale wiem że tak naprawdę tylko zawadzam. A teraz rusz się, zanim zmienie zdanie!! – Namek ułożył obydwie swoje dłonie, stykając je tylko wszystkim palcami, tworząc tak jakby kopułę. Kobieta tylko zaśmiała się, a potem aktywując aurę specjalnie czekała na pocisk,

Wreszcie Nameczanin głośno zaryczał, otoczył się swoją białą aurę, przez co złota kula zaczęła formować się w jego ułożonych dłoniach. River patrzył do tyłu, gdy odlatywał, ponieważ jego znajomy stawiał bardzo dużo dla niego, stawiał swoje życie. Wreszcie Mistrz syna Goku spojrzał gniewnie na wojowniczkę i wykrzyknął:
-LIGHT GRENADE – Złota energia ki w kształcie kuli pomknęła ku damskiemu wrogowi. Różowowłosa nie mogła uwierzyć, że naprawdę zielony wystrzelił swoją technikę w jej stronę. Ona tylko perfidnie się uśmiechnęła, po czym odbiła umiejętność za siebie, tworząc wybuch i niszcząc przy tym kilka budynków pagórków. Black Sace wreszcie delikatnie podniosła głos, krzyknęła i po chwili pojawiła się tuż przy Piccolo. Ten nie miał jak się bronić, ale mimo tego skrzyżował ręce przed sobą. Zła kobieta trafiła go w splot, potem w twarz i jeszcze kilka razy po torsie. Za chwilę go podcięła, chwyciła mocno za nogę i rozkręcając bardzo szybko, wyrzuciła Nameka wysoko w górę. Ten jednak stworzył wybuch ki, zatrzymał się w przestrzeni powietrznej, lecz różowowłosa pojawiła się nad nim z ułożonymi dłońmi w kształcie młota i przyszpiliła go mocno w stronę gleby. Nameczanin bardzo szybko runął ku planecie, aż wreszcie zaorał trochę gruntu i leżał twarzą do ziemi. Nie ruszał się przez chwilę, miał nadzieję że niedługo wróci tutaj Brat Krwi Altaira i go wspomoże. Niestety Drake sam nie mógł się ruszyć mu z pomocą, gdyż ładował ciągle Final Flash’a, który miał posłać Black Sace w cholerę. Czarnowłosy starał się namierzyć energię łysego mnicha, albo grubasa który lubił łapczywie się zajadać. Wreszcie wojownik wyczuł przyjaciela Goku, dlatego też darował sobie lot i ułożył dwa palce, używając błyskawicznej transmisji. Zaraz po użyciu techniki, pojawił się obok Wojownika Z, który to ewakuował wszystkich ziemian z najbliższych miast, które by to mogły ucierpieć.

Przez to, że to był świat TTuce, większość osób pamiętała nie dawno wydarzenia wywołane przez Czarnego Wojownika, dlatego u niektórych traumy wróciły i cięzko im było uwierzyć, że wszystko zaczyna się od początku. Blade wyprostował się przy ziemianinie, a ten wreszcie go dostrzegł i chyba wiedział o co chodzi. Krilin podszedł do czarnookiego i rzekł:
-Słuchaj Blade, mam jeszcze trzy senzu, ponieważ wiele się wydarzyło. Było ich więcej, ale co poniektórzy od nas ucierpieli, co mogę więcej rzec, bądźcie ostrożni. – pokazał kciuka do góry, a potem zajął się pomocą innym ludziom. Czarnowłosy westchnął, a potem odwrócił się szybko by wyczuć ki Nameka i się do niego przenieść. Kiedy pojawił się tam gdzie chciał, widział że nameczanin został przebity ręką złej wojowniczki. Przyjaciela Brata Severinusa wściekł się, widząc ten widok, dlatego też przemienił się w super saiyanina trzeciego poziomu. Wybił się szybko z gleby w stronę przeciwniczki, która to wyjęła dłoń z ciała Piccolo i rzuciła w stronę złotowłosego. Ten chwycił jego ledwo żywe cielsko, po czym dostrzegł że Black Sace chcę wykonać jakąś technikę. Nie wiedział co to może być, dlatego też szybko wystrzelił wolną ręką kilka pocisków w jej stronę. Ona z uśmiechem psychopaty tylko pozostawiła po sobie kilka widm i nadal zbierała moc do wystrzelenia w stronę Wojownika. Seledynowooki parsknął, a potem chciał szybko porzucić gdzieś Piccolo, lecz nie miał zbytnio gdzie. Nie miał czasu, ułożył palce na czole, a potem zniknął, mimo iż zła sobowtórka jego koleżanek podążała za nim. Ogoniasty pojawił się w pomieszczeniu gdzie znajdowała się komora regenerująca i gdzie Ttuce z Sarą właśnie brały swoje kąpiele. Patrząc na ich nagie ciała trochę się zaczerwienił, ale nie to było najważniejsze, ponieważ odłożył nameka na medyczne łoże i szybko się stąd ulotnił, gdyż nie chciał by to miejsce zostało zniszczone. Pojawił się tam gdzie wcześniej, gdyż pozostawił trochę cząstki ki w tym obszarze, więc miał po prostu łatwiejszy powrót. Kiedy zaczął się szybko rozglądać, starał się znaleźć swojego wroga, który zapewne się gdzieś czaił. Wreszcie Blade namierzył ów fuzje Blacków, która to zniżyła lot i wykrzyknęła:
-SAROTU SHADOW BLAST !!! – Ciemno różowo-czarny promień silnej energii pomknął w jego stronę. Nie mógł pozwolić na to, by zniszczył choć trochę obszaru za nim, dlatego też wysunął dłonie przed siebie i starał się przyjać całą energię na siebie. Wreszcie technika zderzyła się z jego oporem i cofała go przez jakiś czas do tyłu. Napiął jeszcze mocniej mięśnie, a potem głośno ryknął i wypychając ciągle przedramienia ku górze, wyrzucił umiejętność Sace’y w powietrze nad sobą, przez co ta eksplodowała. Fuzja mrocznych kobiet wściekła się i aktywując aurę, natarła na wojownika, który to zaczął się zaciekle bronić. Jego trzeci poziom już powolutku zaczął go zamęczać, dlatego też musiał przejść do kontrofensywy, dlatego też przyjał jeszcze kilka ciosów na twarz i tors. Zaczął wymachiwać i robić wykopy tak aby chociaż trochę poturbować niepokonaną wojowniczkę. Ta tylko zaśmiała mu się prosto w twarz i ciągle z niego szydziła, przez co jeszcze bardziej się denerwował. Nie miał lekko, musiał długo ją powstrzymywać, ponieważ wreszcie była teraz jedną z najpotęzniejszych istot w świecie TTuce. Różowłosa po chwili uniknęła kolejnej piąstki złotowłosego, po czym zostawiła widmo i pojawiając się za celem, trafiła go gdzieś w okolice nerek, a potem kolejny cios wylądował na jego żebra. River wypluł trochę krwi, dlatego też szybko musiał się wycofać, więc używając zanzokena przeniósł się troszeczkę dalej, łapiąc ciężko oddech. Odmienił się do poprzedniej formy, przez co znowu miał czarne oczy. Przyjaciel Altaira znów jeszcze troszkę wypluł czerwonej mazi ze śliną, a potem otarł usta i widział jak pojawia się przed nim mroczna babka. Black Sace walnęła plaskacza w twarz ogoniastego, przez co ten runął na glebę i zrobił niewielki krater.

Wyginając się z bólu, próbował w stać, lecz zaraz znowu wredna kobieta mu na to nie pozwoliła i przeniosła się obok niego, kopnęła go w brzuch. Ten nadal leżał i cierpiał niemiłosiernie, chciał żeby to wszystko się skończyło, dlatego też ułożył dłonie przy czole i zakrzyknął:
-SOLAR FLARE – oślepiający blask na chwilę zaćmił widok wojowniczce, dlatego też mógł się trochę od niej oddalić. Zrobił kilka salt do tyłu, aż wreszcie wylądował prosto na swoich nogach i przybrał pozycję do walki. Białooka przetarła swe ślepia, a potem widziała w pozycji bojowej swojego oponenta. Uniosła brew ku górze i z uśmieszkiem w jego stronę, wyczekiwała co tym razem wymyśli. Ten wypuścił tylko powietrze, a potem krzycząc donośnie, przemienił się w super saiyanina Blue. To było dla niego jedyne wyjścia, żeby jako tako bić się z przeciwniczką ramie w ramie. Wybił się z nogi, a potem kiedy szybował w jej stronę, ta tylko dziko prychnęła i uniknęła pierwszego ataku. Kolejne także wymijała w lewo, w prawo w dół i w górę. Przewidywała wszystkie ruchy niebieskowłosego, przez co ten czuł się niekomfortowo. Zaklął pod nosem, a potem usłyszał chichot różowowłosej wariatki, która to chcę zniszcyć tak naprawdę wszystko, nie wiedział co jest gorsze, jego prawdziwe przyjaciółki czy to zło wcielone. Ogoniasty wreszcie musiał wziąć się w garść, nie mógł zawieść przyjaciel, swoich koleżanek oraz pozostałych, jak i całej planety. Napiął całe swoje ciało, po czym wyciągnął jak najbardziej głośny ton ze swojego gardła, podnosząc moc do maksimum. Jego niebieska aura zwiększyła się dwu, praktycznie trzykrotnie niż przedtem i dopiero teraz mógł mieć coś do powiedzenia. Przyjaciel Drake’a popatrzył poważnym wzrokiem w stronę kobiety, a potem on pojawił się przed nią, gdy ta nawet nie zorientowała się kiedy to zrobił. Walnął jej porządnego liścia, jak ona przedtem jemu i delikatnie ją to zaszokowało. Nie miał zamiaru na tym kończyć, dlatego zrobił obrót w powietrzu, kopiąc po brzuchu swoją przeciwniczkę, która zgięła się na misjonarza. Potem szybko wysunął kolejną pięść i trafił ją w podbródek, podbijając ją przy tym ku górze. Zabawa w pomiatanie nim się skończyła, teraz role się odwrócą. Chwycił ją solidnie za nogę, rozkręcił jak diabelski młyn, lecz z dziesięciokrotną szybkością, po czym miotnął w stronę gruntu, lecz dalej by niechcący nie zniszczyć laboratorium Bulmy. Posłał ją hen daleko od ów tego miejsca, by nie zostało jeszcze bardziej uszkodzone. Wreszcie Black Sace wkurzona była tym wszystkim, dlatego też zatrzymała się swoją energię i wyczekiwała na przylot wojownika. Ogoniasty oczywiście nie miał zamiaru dać jej czekać, więc łokciem przywitał się z jej twarzą, a potem jego kolano zawitało znów, tylko na jej nosie. Słychać było mocne chrzękniecie, mroczna dama zawyła z bólu i z nieprzyjemnym grymasem na buzi, wystrzeliła pocisk energii w jego stronę.

Ten szybko ulotnił się z jego toru, a potem złączonymi dłoniami, które były młotem, wbił kobietę ku planecie, przez co ta stworzyła ciałem trochę większy krater niż on przedtem. River wzniósl się trochę wyżej i zaczął wystrzeliwać pociski ki, a potem chwycił jedną dłoń u nadgarstka i zbierał energię na ostatnią kulę. Kiedy ta była gotowa, krzyknął głośno i zamachnął się:
-SUPER METEOR MASENKO !!! – złota kulista moc pomknęła do wybuchu innych pocisków ki i zwiększyła kopułę energii wybuchu, przez co spore światło oświetliło ów teren walki. Blade nadla obserwował to miejsce, bo wiedział że tak łatwo na pewno by sobie nie poradził z fuzją dziewczyny. Ona nadal nie miała dość, dlatego też zauważył, że widzi wszędzie unoszące się głazy i kamienie. Pomyślał sobie, że ktoś tutaj solidnie się wkurzył i to nie na żarty. Ogoniasty tylko wzdrygnął ramionami, a potem przybrał pozycję do obrony. Teraz swoim nie sokolim wzrokiem zobaczył tą dużą ciemno różowo czarną aurę, stwierdził że Black’owi chyba popuściły nerwy. Ziemia zaczęła się trząść w tej okolicy, nawet Brat Severinusa porządnie to odczuł i nie tylko on. Jedna z maszyn, które leczą rany właśnie zaczęła pikać i zaczęła dodatkowo spuszczać wode. Dawna służka Boga śmierci właśnie opuściła urządzenie do leczenia, strzeliła raz tutaj palcami, raz tutaj szyjką i zaczęła szukać swoich ubrań. Przez chwilę była zarumieniona, ale od razu zaczęła wracać umysłem do tych ważnych rzeczy. Kiedy ubrała się, opuściła tą lokację i wpierw odczuła energię Drake’a. Postanowiła się tam przenieść, dlatego też od razu ułożyła palce i przetransportowała się do niego. Po pojawieniu się obok niego, Altair delikatnie wzdrygnął, gdyż myślał że to któryś z Blacków.
-Kobieto, nie strasz mnie tak, czyś ty oszalała!? Ja tutaj spróbuję ładować technikę, więc proszę mi wreszcie nie przeszkadzać… – zatrzymał na chwilę i potem zaczął dalej mówić:
- A tak w ogóle co z Sarą?? Chyba jej stan był gorszy niż twój, ta?? – powiedział, a potem przełknął ślinę, bo nie wiedział czy powinien zjeżdżać na ten temat. Wojowniczka gniewnie na niego popatrzyła, a potem odpowiedziała:
-Ahh tak, od razu moja wina, że ktoś tutaj jest strachliwą dziewczynką, wielkie mi halo… Jeśli chodzi o Sarę, kiedy mnie obroniła, no cóż, jej ręka była w najbardziej płaczliwym stanie, więc na pewno maszyna będzie ją trochę dłużej męczyć regenerującymi płynami. Ogólnie jaki macie plan?? – zapytała, a potem Drake tylko westchnął, bo już miał dość rozmowy z kobietą. Była długa pauza, a potem Brat Severinusa zebrał myśli i jej odrzekł:
- Wychodzi na to, że jak na razie jesteśmy w wielkich tarapatach. Twój klon i sobowtór Sary zrobiły fuzję potara i nasza idea jest wysłanie ich wprost na słońce, wreszcie są tak jakby pół-bogami, więc lepszego sposobu nie ma. Jeśli masz coś lepszego, to podziel się tym, ja z chęcią wysłucham, aczkolwiek nie, bo staram się być skupiony na zbieraniu energii do Final Flasha… – powiedział i kilka wielkich złotych błyskawic od czasu do czasu pojawiało się wokół jego osoby. Ttuce przez chwilę układała sobie wszystkie otrzymane informacje w głowie, aż wreszcie wypuściła powietrze z nosa i powiedziała:
-No dobrze, w takim razie ja będę robić to samo co ty, zatem do dzieła!!! – Wojowniczka szybko przeszła na trzeci stan super saiyanina i układając jedną dłoń na drugą, zaczęła kumulować moc do użycia swojej umiejętności. Przyjaciel Blade’a tylko na nią zerknął kątem oka i się zdziwił, czemu właśnie akurat Galick Gun’a sobie obrała za technikę do wystrzelenia.

Nie obchodziło go to jakoś, dlatego też wyprostował zwrok i patrzył tam gdzie jego przyjaciel dostawał solidne baty. Tymczasem na polu bitwy, niebiesooki właśnie przebił się przez kilka prawie odrestaurowanych budowli, lecz te na nowo się zawaliły, przez to że jego ciało się tam przebiło. Wreszcie ogoniasty zatrzymał się na jakimś piętrze, leżał plecami na jakimś ładnym dywanie i miał farta, że nie znajdowali się tutaj żadni ludzie. Wieżowiec był pusty, a kiedy on już wstał, widział w dłoniach mrocznej kobiety dwie kule mocy. Z psychicznym uśmieszkiem, Black Sace uniosła tylko po jednym palcu w każdej dłoni i w czarno-fioletowych kulach, które to miały wyładowania elektryczne, pojawiły się dziwne trójkąty. River przeraził się, ponieważ wiedział że ta technika była używana przez Freezera, a trójkątne kształy miały związek z jakąś umiejętnością TTuce. Nie podobało mu się to wcale a wcale, dlatego też wystrzelił kilka pocisków ki by zniszczyć szybę i narobić trochę hałasu. Niestety jego kule mocy trafiły już w niewidok zostawiony przez dziewczynę, która pojawiła się z drugiej strony budowli. Ta nie miała zamiaru długo czekać i po tym, kiedy zobaczyła że ogoniasty się wreszcie zorientował, wykrzyknęła nazwę swojej śmiercionośnej techniki:
-DEATH CHAOS ATTACK BALLS! – Czarno-fioletowe kule otoczone przez różowe trójkąty, pomknęły w stronę wojownika. Przyjaciel Altaira nie wiedział za bardzo jak tego uniknąć, ale nie miał innego wyboru, na domiar tego przypomniał sobie co technikę jego koleżanki robiła. Jeśli to coś będzie miało z nim styczność, zostanie sparaliżowany, zaś druga umiejętność wymarzę jego ezgystencje. Nie miał innego wyboru, aktywował pełną moc swojego super saiyanina blue, po czym przeszedł szybko do formy obronnej. Wciągnął trochę powietrze, zachłysnął się nim delikatnie, potem je wypuścił i wypowiedział głośno słowa takie jak „KAIOKEN”. Niebiesko-czerwona aura otoczyła jego ciało i teraz widział że dwie kule już są coraz bliżej i chciał to zrobić, chciał to przyjąć na siebie, by planeta niechcący bardziej nie ucierpiała. Wreszcie technika Black Sace dotknęła ciała saiyanina, który to poczuł jak tak jakby trójkąty wchłaniają mu sie pod skórę, a reszta tworzy wielką eksplozje. Fuzja kobiet umknęła epicentrum wybuchu, ponieważ nie chciała być zraniona przez własną umiejętność. Fala uderzeniowa zniszczyła cały budynek i jeszcze kilkanaście, które tutaj były. Całe miasto poszło tak naprawdę w zapomnienie, lecz jego resztka drugiej połowy nadal się trzymała. West City było zniszczone w 3/4 jego części, dlatego też nadal posiadłość Bulmy stała i miała się dobrze. Zła Dziewczyna teraz wzrokiem szukała tego co otrzymał technikę na klatę, gdyż by tego nie zrobił, skutki mógłby by być zapewne gorsze niż jakby jej nie przyjął. Wojowniczka nie chciała go szukać ślepiami, dlatego też wzruszyła ramionami i zamknęła oczy, namierzając jego energie. Co ją najbardziej zdziwiło, wyczuła jeszcze za swoimi plecami dwie wielkie zwiększające się niebezpiecznie poziomy mocy, nie podobało się jej to wcale a wcale. Po wyczuciu ich, chciała się tam niezwłocznie udać, lecz otrzymała pociskiem ki w ramię. Kiedy już kobiecina była odwrócona, odchyliła za siebie głowę i zobaczyła leżącą na ziemi sylwetkę. Po odwrócieniu się już całkiem w tamtą stronę, mogła dostrzec leżącego praktycznie prosto ogoniastego, który miał jedną rękę wyciągniętą w jej stronę. Miał przymknięte oczy, był cały obolały i sparaliżowany, nie mógł w ogóle się ruszać. Jego ubranie było zniszczone, miał tak naprawdę jeszcze w połowie zniszczone spodnie i wszędzie nowe blizny oraz rany i świeżą krew. Blade uniósł delikatnie głowę, lecz nie czuł że to robi, jej technika naprawdę była niebezpieczna i musiał wiedzieć, żeby na następny raz nie brać wszystkiego na siebie. Fuzja jego przyjaciółek pod względem złego światła zaczęła lądować i przechadzać się w jego stronę. River jęczał z bólu, nie mógł tego wytrzymać, ale nie mógł się poddać, wreszcie robił to dla swoich towarzyszy i przyjaciela. Uniósł jedną rękę ku górze, sprawną praktycznie wcale i zaczął zbierać energię. Wojowniczka wreszcie zbliżyła się do niego, a potem specjalnie zdejmując buta z jednej nogi, przygniotła głową stopą jego twarz bardziej do gruntu.

Teraz on był robaczkiem, a ona sprite, była zwycięską królową która mogła sobie pomęczyć robaka. Wojownik starał sie jakoś zrzucić gołą nóżkę ze swojego policzka, lecz nie było takiej możliwości, był całkowicie sparaliżowany i podatny na cokolwiek z jej strony. Mimo tego, zbierał jako tako trochę energii u uniesionej prosto dłoni, więc miał nadzieję że to wypali. Mroczna fuzja zachichotała, po czym przycisnęła jeszcze troszkę sprawne przedramię, przez co czarnowłosy zawył z bólu i to dość głośno.
-Boli?? I tak powinno być, trochę się z tobą pobawię, nie wiem co kombinowałeś, lecz nie pozwolę ci na nic co by mogło pokrzyżować moje plany. A teraz będziesz moim pieskiem i będziesz skomlał, ponieważ nie dałam ci jeść i nie wyprowadziłam na SPACER !! – po tych słowach, jej naga stopa zaczęła zadawać ciosy w jego żebra. Można było usłyszeć delikatnie chrzęst i juź było wszystko jasne, ogoniastemu coś się połamało i to nie mogło dobrze się skończyć. River pluł krwią i kiedy trochę zalał czerwoną cieczą stópke kobiety, ta przybliżał swoje śródstopie i wyczekiwała aż ten zliżę to co zostawił na jej nóżce. Saiyanin naprawdę był bezradny, nie mógł nic zrobić i musiał teraz czekać aż wreszcie jego znajomi zakończą to co robią. Black Sace nagle znudziło sie to co robiła, nawet nie chciała by jej goła nóżka była czysta, dlatego też chwyciła mocno za włosy bohatera i trzymała go tak w tej pozycji. Wpadła na genialny pomysł, ponieważ jej grymas zapowiadał że to będzie coś okropnego. W drugiej wolnej dłoni stworzyła energetyczny miecz, aż wreszcie uniosła się w powietrze, ciągle trzymając za kudły wojownika. Czarnooki był bezsilny i jego dłoń, która zbierała energie, opadła bezsilnie na dół. Po chwili, kiedy nabrali już obydwoje sporej wysokości, Sobowtórka jego przyjaciółek powiedziała:
-No i jesteśmy praktycznie teraz nad stratosferą. Tutaj będzie idealnie miejsce do zażynania cię jak dziką świnie. Zobaczymy ile mogę zrobić ci dziur i jak długo będziesz się wykrwawiać. – Po tych słowach wbiła swój mroczny energetyczny miecz w okolice nerek saiyanina. Czarnowłosy ryknął z bólu, chciał się zamachnąć, lecz nie miał na to siły i nie czuł swojego ciała nadal. Kiedy ostrze wreszcie opuściło jego ciało, ta zrobiła nie fajną minę i powiedziała:
-Cholera, zapomniałam że to nie prawdziwe ostrze i nie będziesz się mógł wykrwawić, masz szczęście. No to zobaczymy jak długo przeżyjesz i z jaką ilością dziur w torsie, no i ogólnie na całym ciele. – zarechotała jak jakiś szaleniec, bo tak naprawdę kimś takim, tylko w damskim formacie. Tym czasem w innym miejscu, wreszcie po upływie pół godziny, druga maszyna zaczęła się dezaktywować i spuszczać wodę. Kobieta zdjęła maskę z twarzy, wyszła mokra i naga z urządzenia, po czym znalazła szybko ręcznik i zaczęła się wycierać. Poczuła niski poziom mocy i już jej się to nie spodobało, dlatego też po znalezieniu ubrań, wyleciała do swoich towarzyszy których to bardzo bardzo dobrze czuła. Musiała niestety tam polecieć, bo jakoś tak było jej wygodnie, chciała się rozruszać, potem pomyśli o używaniu błyskawicznej transmisji. Po upływie kolejnych dziesięciu minut, gdzie w innym miejscu jej kolega miał kilka dziur więcej na ciele, dotarła tam gdzie chciała. Widziała, że ci zbierają energię dlatego też chciała coś powiedzieć, lecz Ttuce wystrzeliła pierwsza z tekstem:
-Czemu nie użyłaś błyskawicznej transmisji?? A zresztą, twoja sprawa, jak ramię i czy już dobrze się czujesz?? – zapytała, a potem od razu usłyszała pozytywną i trochę negatywną odpowiedź:
-O wiele lepiej, dzięki. Tylko jestem trochę głodna, że zjadła bym konia z kopytami, Hehe… – podrapała się po tyle głowy, po czym walnęła się obiema rękoma w policzki i spoważniała od razu.
-Dobra, to na czym stoimy, czuję że moc Blade’a nie jest zbyt normalna, jest za niska…. Czyżby on… umierał?? – nie chciała tego mówić przy najlepszym przyjacielu, lecz nie mogła dobrać do tej sytuacji lepszych słów. Brat Severinusa zmarszył delikatnie nos, a potem odpowiedział:
-Nie pozwolimy na to by właśnie on zginął, dał nam kupę czasu byśmy wykończyli raz na zawsze to ścierwo….znaczy się wasze złe klony…..znaczy….do cholery nie ważne. Szybko zacznij zbierać energie, nie zawracaj głowy rozmową. – burza złotych piorunów pojawia się przy wojowniku oraz TTuce, gdyż ta tak naprawdę miała fioletową rosnącą aurę.

Sara kiwnęła głową i ustawiając się tak, że Drake był po środku dziewczyn, zaczęła zbierać moc na fale uderzeniową. Cała trójka była na trzecim stadium super saiyanina i czekała aż jeszcze dawna rywalka Yonana zbierze odpowiednią ilość mocy. W innym oddalonym położonym miejscu, trzynasta dziura była dodatkiem do pozostałych dziur, które to były na ciele młodego saiyanina. Blade już zwisał ledwo żywy, nie miał siły by cokolwiek powiedzieć albo zarzucić jakąś ciętą ripostą by zgasić na chwilę zapał Black Sace’y. Różowowłosa wreszcie ziewnęła i wypuściła kłaki ogoniastego przez co ten zaczął spadać w dół, a że byli ponad stratosferą, zamienił się w ognisty pocisk, który mocno przywali w glebę. Mroczna fajterka skrzyżowała dłonie na swojej klatce piersiowej i wyczekiwała aż wreszcie ten rąbnie, lecz nie chcąc by to długo trwało, wysłała za nim dwa pociski, które mu pomogą. Długo one nie leciały, trafiły w cel i ten zaczął jeszcze szybciej opadać na ziemie, aż wreszcie zamienił się w ognistą kulę, która to stworzyła dość mocny wybuch i krater. River teraz leżał w pozycji ala „Yamchy pokonanego przez saibamena” i nie mógł zmienić tej pozy. Jedno oko było zmasakrowane, drugie ledwo otwarte, chciał się przełożyć na plecy, lecz nie miał siły na wykonanie czegokolwiek. Nawet nie mógł dosięgnąć jakiejkolwiek fasolki senzu, którą otrzymał od Krilina. Teraz wszystkie momenty z życia przelatywały mu przed oczami: „Pierwsze nauki walki mieczem w lodowym królestwie”, „reinkarnacja i Elayne, kobieta która mu pomagała i chyba była w nim zakochana”, „przejście przez portal i zreinkarnowanie się z ciałem człowieka”, „pierwsza walka z Sizzle i Dizzlem na Ziemi jako postać człowieka”, „poznanie Helixa” i tak dalej i tak dalej. Wiedział, że koniec jest bliski, dlatego też chciał zamknąć oko, a nawet na to nie miał siły, ponieważ odczuwał silny paraliż. Wreszcie zmieniając bardzo powoli pozycję, dostrzegł okiem zniżającą się mroczną damę, która jednak zatrzymała się i zaczęła w zamkniętej dłoni zbierać moc. W innym miejscu, Drake szybko myślami zaczął porozumiewać się z Kaito i na chwilę do nich przeniósł się Shin, jeden ze wschodnich kaioshinów. Kiedy zbliżył się do nich, Altair powiedział w jego stronę:
-Już czas, dzięki że nam pomagasz, mimo iż to nie twoja walka… – powiedział i zaśmiał się, a burza piorunów nadal narastała z jego zebranej mocy.
-Nie ma problemu, wreszcie my też chcemy walczyć w słusznej sprawie, a mój KaiKai pomoże wam się dostać do waszego przyjaciela, gdyż wyczuwam zapewne jak wy, że wróg szykuje coś niedobrego. No dobrze, gotowi…. trzy….dwa….jeden….KAIKAI!!! – Sara tutaj wyjątkowo zbliżyła się do Brata Severinus i chwyciła go pod ramię tak, by nie wytrącić z równowagi. Kiedy już zła dziewczyna chciała posłać technikę, została wyprzedzona przez Kaioshina, który to od razu po przeniesieniu trójki bohaterów, uciekł z powrotem n świętą planetę. Brat Severinusa wraz z obydwiemia panienkami, wykrzyknęli swoje techniki:
-SUPER FINAL FLASH!!!! – Potężna złota fala pomknęła w stronę złej czarownicy.
-SUPER GALICK GUN!!! – Potężne fioletowy promień także dołączył się do techniki Altaira i we dwóch mieli zniszczyć przeciwniczkę, lecz nie mogli zapomnieć o Sarze.
-KAMEHAME HAAAAAAAAAAAAA!!!! – Potęzna niebieska fala uderzeniowa dołączyła do dwóch innych umiejętności i w kolorz Złoto-fioletowo-niebieskim teraz leciały na Black Sace. Mroczna służka ciemności tylko zaśmiała się i kiedy zebrała energie, otworzyła zacisniętą pięść i wykrzykęła także:
-METEOR FINAL STRIKE - Pomarańczowy snop energii pomknął na przeciw trzem innym technikom i po zderzeniu się, zaczęło się siłowanie. Sojusznicy Blade’a nie spodziewali się natrafić na opór, ale wreszcie walczyli z mroczną fuzją, która posiadała po części półboskie moce i była naprawdę silna. TTuce i dawna rywalka Yonana starały się napierać z całej siły, lecz były jeszcze delikatnie zmęczone po regeneracji, choć wiedziały że to musi być teraz albo nigdy, bo nie będzie odwrotu. Drake popatrzył raz na jedną, raz na drugą, a potem kątem oka i z delikatnym odchyleniem, popatrzył na brata Krwi.

W minimalnej zdrowie prawie ręce, River podniósł troszkę do góry rękę i pokazał kciuk do góry, przez co Altair poczuł dziwny impuls, tak jakby otrzymanie mocy od swojego druha i krzycząc z całej siły, wypchnął swoją technikę jeszcze bardziej. Jego towarzyszki zrobiły to samo, przez co trochę przepchnęły słoneczno wyglądający śmiercionośny promień złej kobiety. Mroczna dama nie mogła w to uwierzyć, przecież ona przez to wszystko może przegrać, a wreszcie nie wyobrażala sobie porażki. Black Sace właśnie w tej chwili już znalazła się na przegranej stronie, ponieważ ona sama z nimi walczyła i ona poczuła dziwny tak jakby ukłucie w tyle swojej głowy. Teraz już wiedziała, ale najgorsze dla niej było to, że dopiero uświadomiła sobie dopiero teraz, że jest obserwowana, a nie od swojego powstania. Zła fuzja przyjaciółek Blade’a i Altaira wreszcie także napięła wszystkie mięśnie i starała się wyjść z tej sytuacji bez szwanku, lecz miała bardzo małe szanse na to. Niestety potrójna fala uderzeniowa ze strony kompanów Rivera była o wiele potężniejsza od jej słonecznej techniki, przez co została wreszcie nadziana na złoto-niebiesko-fioletowy promień ki, który wysłał ją wysoko w stronę kosmosu. Kierunek był prawie idealnie wyliczony, lecz nie do końca przez towarszyszy ogoniastego. Mroczna dziewczyna starała się powstrzymać ów połączenie trzech technik, lecz bez szans, nawet nie mogła się z niej rzucić, ta moc ją przerastała, mimo iż była półbożką. Wreszcie odwróciła głowę i stwierdziła, że odczuwa dziwnie nieprzyjemny gorąc, zobaczyła ze prawie jest na miejscu, czyli na słoneczku. Black Sace nie wiedziała zbytnio co ma robić, ale zobaczyła że jednak nie wpadnie na ognistą gwiazdę, lecz odczuła że jej kolczyki uległy zniszczeniu, bo temperatura była zbyt potężna. Zaś ona sama aktywowała sobie tarcze, która ją jako tako ochroni, lecz nie spodziewała się że tak ją wszędzie przymali. Niestety wreszcie po chwili, gdy była już bardzo blisko ognistej rzeczy dającej światło na Ziemi, jej fuzja uległa zniszczeniu i dwie osobniczki poczuły się dziwnie. Poczuły za sobą jakby coś się pojawiło i to coś je wchłonęło do siebie, zostając przy tym uratowane. W międzyczasie, trójka sojuszników opadła na ziemie, przykucnęli sobie obok sparaliżowanego Czarnowłosego, który teraz się uśmiechał i nadal nie mógł się ruszyć. Drake podszedł trochę bliżej, a potem wyjął mu zza ciuchu jedną senzu i dał mu do buzi.

Czarnooki oczywiście pogryzł ją i po chwili znalazł się na nogach:
-Dziękuje, było blisko mój drogi przyjacielu, naprawdę. Chciałem ją powstrzymać jak najdłużej, myślałem o zrobieniu z tobą fuzji, ale coś czuje że to początek naszych kłopotów. Nawet jak pokonaliśmy tą fuzję zostają jeszcze nasze klony i Towa wraz z Miirą. – powiedział i zaciskał dłonie w pięści, bo był wściekły. Brat Severinusa popatrzył na niego, potem westchnął i odpowiedział:
-Tak, masz rację. Ale pamiętaj mój druhu, one są same, my jesteśmy przyjaciółmi i będziemy się wspierać do końca. Oni nie wiedzą co to jest miłość, współczucie, pomoc…..no dobra, nasi wrogowie sobie czasem pomagają, ale to nie istotne. Niech próbują, my zawsze będziemy stać im na drodze do tego czego mierzą. – uśmiechnął się w stronę kumpla i pokazał kciuk do góry. Ogoniasty uczynił to samo, ale po chwili zbliżyły sie do nich TTuce i Sara i ta pierwsza odpowiedziała:
-Pfff, żenujące czułości. Dobra, skończcie, ponieważ wyczuwam nadciągające kłopoty, musimy ochronić mój świat, ponieważ sami przyprowadziliście do niego masę problemów. Znów ludzie będą myśleli z Ziemi, że wraca Czarny Wojownik. Wiedziałam, że jedno życzenie powinno pójść na wymazanie pamięci, teraz musimy czekać jeszcze trzy miesiące… – powiedziała i skrzyżowała dłonie na klatce piersiowej. Za chwilę poczułe dotyk dłoni na swoim ramieniu i zobaczyła Sarę, która delikatnie rzucała uśmiech, a w połowie nie była pewna czy tego chcę:
-Słuchaj TTuce, wiesz dobrze, że każdy z nas to przebywał. Ale przez to, że obydwie należymy do Królewskiego Rodu Saiyańskiego, nigdy się nie poddamy, będziemy walczyć aż do śmierci. Jesteśmy z tobą i cie nie opuścimy, spuścimy łomot Towie i pozostałym!! – powiedziała, a potem zaśmiała się. Obydwoje przyjaciele także się z nią zgodzili i dawnej sojuszniczce Boga śmierci zrobiło się na płacz. Powstrzymała się jednak, bo chciała pokazać że nie pokazuje uczuć, nawet w towarzystwie wojowników, a potem cała czwórka udała się do posiadłości Capsule. Nie wiedzieli co dalej ich czeka, ale musieli się przygotować na najgorsze. Co będzie dalej?? Kto Uratował Black TTuce i Black Sarę? Czy Wojownicy Z znajdą sposób na pokonanie Towy i jej stworzonych Blacków na żądanie Zamasu?? Dowiecie się w następnym odcinku.

Rozdział 66: TTuce i Sara kontra Black Blade!! Przybywa Ratunek!?

Rozdział 66: TTuce i Sara kontra Black Blade!! Przybywa Ratunek!?

Kopia Rivera zaśmiała się i pokazywała wyprostowaną dłonią, że czeka na dalsze ataki ze strony TTuce. Ta tylko prychnęla, przemieniła się w niebieskowłosą formę i ruszyła szybkim impetem w stronę przeciwnika. Wróg tylko i wyłącznie dziko syknął, zaczął błyskawicznie unikać kolejnych ciosów kobiety. Dziewczyna wiedziała, że nie będzie łatwo dlatego też kiedy aktywowała aurę, jej ruchy znacznie się przyśpieszyły. Sobowtór jej znajomego nie przejmował się tym, bo mimo mocnych obrażeń, on tak samo stawał się coraz bardziej mocniejszy. Wreszcie przedramieniem zły charakter zablokował kolejny atak, przez co dawna rywalka Czarnego Wojownika się trochę zdziwiła. Jej energia mimo to przepychała się przez blokade, dlatego wyglądała to jakby zdzierali grunt swoimi nogami. Kiedy utwarzali dziwnie linie dymu wokół siebie, wróg tylko zaśmiał się w twarz saiyanki i ją odkopał od siebie, wyskokiem w tył. Ponownie z gracją wylądował na ziemi, a potem aktywując czarno-jasno fioletową aurę ruszył na wojowniczkę. Bohaterka bardzo szybko ocknęła się po ciosie, dlatego też zgrabnie uniknęła kolejnych ataków ze strony kopii. Ta tylko chichotała po cichu, ponieważ sprawiało jej to frajdę. Niebieskowłosa nie wiedziała jednak, że jej oponent nie miał zbyt wielu minut tutaj, gdyż przybył specjalnym pierścieniem czasu i tak naprawdę nie wolno mu było tu być. Zły Blade wreszcie zrobił obrót i kopnął w lewy bok torsu dziewczyny. Ta cicho jęknęła, lecz kiedy jej nieprzyjaciel chciał zabrać nogę, pochwyciła ją w szybkim geście i zaciskając dość mocno, po prostu ją przekręciła tak, że wyglądała teraz jak złamana. W istocie tak było, Klon Blade’a ryknął z bólu i wymierzając przed siebie dłoń, wystrzelił dość silny ciemno-zielony promień ki, który zdmuchnął wojowniczkę z przed jego twarzy. Sobowtór Rivera w chaotycznym locie wylądował na dole, przykucnął i widział, że jego noga do niczego się nie nadaje. Zaklął po cichu, a potem kątem oka zobaczył jak niebieskooka ląduje z jego prawej strony i krzyżuje ręce na torsie pod piersiami. Sara kiedy tak spoglądał na ich walkę, coś w niej mówiło, żeby wykończyć jak najszybciej zły obiekt, zanim ten wykona jakiś nietypowy ruch. Dawna rywalka Yonana dostrzegła to, lewą dłonią ich oponent sięgał po coś do kieszeni, dlatego rycząc głośno, przemieniła się w boską transformację. Odchyliła dłonie do tyłu, jedną umieściła na zewnętrzu drugiej i kumulowała energie do wystrzału. Ttuce szybko spojrzała w tamtą stronę, a potem dokładnie popatrzyła na wroga. Także zauważyła ten specifczny ruch, dlatego tez wymierzyła przed siebie rękę w stronę przeciwnika. Klon ogoniastego miał teraz wielki problem, dlatego też starał się to szybciej zrobić i uciec.

Niestety było za późno, gdyż obydwie wojowniczki były gotowe i wnet usłyszał:
-GALICK GUN!!! – potężny fioletowy promień pomknął w jego stronę, a potem usłyszał krzyk drugiej saiyanki:
-BIG BANG ATTACK!! – Kula energii także zaczęła szybować w jego kierunku. Sobowtór Rivera tylko głośno krzyknął i starał się skrzyżować atak, lecz te leciały z dwóch różnych trajektoriów i nie było to takie proste. Niestety, ale przyjaciółki tylko widziały potężną eksplozję i sporawy kłąb dymu, który zasłonił ich dany cel. Po doleceniu drugiej techniki, chmura kurzu znacznie się powiększyła, ale na szczęście dla nich, dźwięk bólu można było usłyszeć. Bohaterki tak spoglądały w tą stronę i spoglądały, aż wreszcie kłęby zaczęły opadać, ale także wiatr je zaczął odganiać. Po zniknięciu całego tego popiołu, mogły we dwie dostrzec, że ich umiejętności zostały zablokowane przez Black Sarę. Stworzyła przed sobą różaną tarczę, która zasłoniła ją, jak i kopię Rivera. Ten ledwo wstał na nogę i z jego kieszeni wyciągnął jedną z senzu, którą to ukradł od martwego już teraz Korina. Kopia dziewczyny tylko zaśmiała się głośno, a potem odwróciła się do swojego złego towarzysza. Ten ułożył w specyficzny sposób dłoń na karku i strzelił sobie z niego, wpierw z jednej strony, a potem drugiej. Strzelał potem knykciami u rąk i ustawił się obok sojuszniczki, która krzyżowała ręce na piersiach. Wreszcie przemówiła w stronę wszystkich:
-No nic, nie będę się dłużej ukrywać przed swoim oryginałem, bo to jest głupota. Dostałeś od mistrzyni normalne polecenie i te dwie cie powstrzymały prawie, jesteś żałosny Blade.. – powiedziała i prychnęła, odwracając się tak jakby z obrazą. Sobowtór Ogoniastego tylko podrapał się po głowie i odrzekł:
-Tsss, nie moja wina że one walczą we dwie na mnie, niestety nie jestem jeszcze dość silny by je pokonać, więc tak, miałem z nimi problem. Zapewne gdyby nie ty, już dawno bym przestał istnieć i ich walka z wami byłaby łatwiejsza. Teraz dokończe misję, a ty je przetrzymasz.. – powiedział, lecz został za chwilę dość mocno pochwycony za gardło. Zaczął się szarpać, starał się wyrywać lecz wszystko szło na nic. Zła rywalka Yonana popatrzyła na kolegę, a potem prychnęła w bok i odpowiedziała:
-Co proszę, już twoje zadanie spartoliłeś, bo zostałeś wykryty i zdemaskowany. Wracaj do naszego świata, nasza mistrzyni zapewne chcę raportu. Ja tymczasem zajme się tutaj tymi dwiema damami. Ahh, i jeszcze jedno, zacznij mi okazywać więcej szacunku, od teraz ja dowodzę w Armii wszystkich Black’ów!! – klon Blade’a rozszerzył oczy ze zdziwienia, jak i postawy swojej koleżanki. Nie spodziewał się takiej arogancji z jej strony, dlatego też zamacahnał się w jej stronę i chciał ją trafić w twarz, lecz ta przyjęła cały upust ataku i tylko uśmiechnęła się w jego strone. Pochwyciła jego przedramię i po prostu połamała je, dość już miała jego zachowania. Black River ukucnął, trzymając w bólu swoją złamaną kończynę, jak i patrząc złowrogo na tak jakby swoją siostrę zła. Mroczna Sara tylko zaśmiała się, a potem ponownie przemówiła, nie zwracając nawet uwagi na dwie niebieskowłose dziewczyny za nią:
-Dzięki przyjaciółce Sary, znalazłam się w miejscu gdzie czas płynie inaczej, dlatego też jeste najpotężniejsza ze wszystkich Black’ów, zapamiętaj sobie to. A teraz wracaj, no i bez żadnych sztuczek. – odpowiedziała, a potem odwróciła się w stronę kobiet. Bohaterki ustawiły się w pozycji do obrony, ponieważ nie wiedziały czego mogą się spodziewać po ich wrogu. Przeciwnika tylko mruknęła coś pod nosem, a potem przemieniła się w super saiyanina Rose. jej całe przedramię pokierowało się w stronę, tam gdzie była ruina Capsule Corporation i po załadowaniu ki, wystrzeliła długi promień w stronę budowli. Niestety budynek nie był przez nikogo chroniony, dlatego też powstała bardzo mocna eksplozja i nikt nie wiedział, czy urządzenia regeneracyjne przetrwały. Po powstaniu eksplozji, Ttuce nie zamierzała dłużej czekać, dlatego też zaszarżowała na przeciwniczkę.

Różowowłosa tylko cicho śmiechła, a potem zaczęła unikać kolejnych ciosów niebieskookiej. Dobra Sara natomiast chciała powstrzymać tego złego, lecz on ułożył Palce na czole i przeniósł się do portalu. Dawna rywalka Yonana nie spodziewała się, że ich nieprzyjaciel potrafli to samo, dlateog też delikatnie ja to zaniepokoiło. Nie przejmując się tym dalej, aktywowała aurę i dołączyła do przyjaciółki, gdzie teraz razem we dwie starały się trafić wroga. Jej kopia tylko odpychała je do tyłu, albo po prostu unikała ich pięści i kopnięć, ponieważ ona nie odczuwała wyzwania. Białooka wojowniczka wrezcie zrobiła porządny zamach, przeskakując w locie nad nogą jednej z kobiet, gdyż chciała trafić inną w twarz. Niestety, udało się, gdyż TTuce przyjęła cały impet ciosu na policzek i poleciała do tyłu, nie panując nad swoim lotem. Wkurzona tym wszystkim, wybuchła mocą i ponownie wróciła do pojedynku, nie powstrzymując się ani chwili dłużej. Zła dziewczyna zauważyła tylko powagę na twarzy niebieskowłosej, dlatego też bardzo ucieszyła się z tego powodu. Przyłożyła się bardziej do walki, mimo iż walczyła przeciwko dwóm saiyankom z boskimi transformacjami. Wreszcie Sara wykonała swój ruch, więc zniżyła się trochę nad ziemia i z sukcesem podcięła swojego złego klona, dzięki czemu jej przyjaciółka trafiła przeicwniczkę w twarrz i posłały ją na jakieś już dawno zrujnowane budowle. Zły klon kobiety nie przejął się tym, więc stworzyła wokół siebie różową aurę i zniszczył cały budynek w którym się znajdowała. Smiała się teraz w niebogłosy, ponieważ wiedziała że nikt jej teraz nie pokona, a to dzięki tylko i wyłącznie temu, że została wysłana z misją pokonania TTuce. Sobowtór dawnej rywalki Yonana pomknął w stronę kobiet, trącając jedną kolanem w twarz, a potem używając błyskawicznej trasmisji, pojawił się przed oryginalną osóbką i zbił ją młotem w dół. Obydwie kobiety runęły ku glebie i zaorały ją porządnie swoimi ciałami. Przeciwniczka lewitowała teraz nad obydwiema saiyankami i zastanawiała się jak by tu je wykończyć. TTuce jednak nie była tego pewna, dlatego też pierwsza podniosła się z ziemi i wyruszyła z otoczką ki wokół swojego ciała. Kiedy pojawiła się tuż przy wrogu, ta zaczeła unikać następujących ataków i kopnięć. Niebieskooka nie wiedziała jak ma pokonać kogoś kto był niestety lepszy teraz, przez jej głupotę. Oczywiście ona nie wiedziała, że kopia z którą walczy była dobra, gdyż oryginał wtedy spał i na dodatek, dostał specyficzny środek przez który się nie wybudzała. Bohaterka ryknęła głośniej i przyśpieszyła w każdy możliwy sposób, lecz tylko kilkakrotnie udało się jej trafić sobowtóra Sary. Klon tylko prychnął złowrogo i znów odkopał od siebie wojowniczkę, przez co ta musiała złapac kilka tchów, ponieważ była troszeczkę zmęczona. Walka z kimś kto unika albo blokuję wszystkich twoich ciosów może nie być taka zabawna na jaką się wydaje. Różowowłosa wreszcie wyprostowana dłoń i tworząc na niej energetyczne ostrze, cięła kilkukrotnie saiyankę. TTuce tylko jęknęła i odleciała na bezpieczną odległość, gdyż musiała zobaczyć w jakim jest stanie. Nie stwierdziła zbyt poważnych cięć, dlatego też głośno westchnęła i napinając mięśnie, znów otoczyła się boską energią. Jej włosy falowały od wyzwalanej z niej mocy ki, zastanawiając sie jak można pokonać coś co prawie jest nietykalne. Białooka tylko ułożyła dłoń na biodro i z mieczem ki w drugiej ręce, wymierzyła w jej stronę. To było pokaz prowokacji, który miał zmusić przyjaciółkę Sary do zaatakowania jej.

Bohaterka westchnęła, już trochę odpoczęła i nadal myślała co musi zrobić, aż wreszcie usłyszała głos tamtej złej kobiety:
-No co, czyżby pomysły się skończyły?? Heh, tego się właśnie mogłam spodziewać po śmiertelnikach, nie dość że słabi to bez planu. To jak będzie, dogadamy się i pozwolicie mi zabić tych dwóch tutaj?? Nie mam zbyt wiele czasu, choć dzięki mocy mojej mistrzyni mój czas jest już znacznie przedłużony niż powinień. – powiedziała, lecz nie zauważyła kiedy bohaterka nadleciała z lewej jej strony. Ręka, która była oparta na jej biodrze bardzo szybko poszła w ruch, blokując atak prawdziwej Sary, gdyż ta wyglądała na niezadowoloną. Była wkurzona tym co się stało Blade’owi i Altairowi w ich własnym świecie, to nie było dopuszczalne dla niej. Jej aura jeszcze mocniej się zwiększyła, niebieska powłoka mocy praktycznie odpychała jej złą kopię. Black Sara tylko machała swoim ostrzem, by ranić oryginał, lecz ta dziwnym sposobem broniła się i odbijała rękę z mieczem ki zawsze w przeciwną stronę. Różowowłosa zastanawiała się skąd u nich czasami były taki nagły skoki mocy, to ją bardzo ciekawiło, wreszcie ona także w połowie była tak jak saiyanie. TTuce gdy tak patrzyła, potrząsnęła mocno głową i wpadła na genialny pomysł, choć dla niej jak zawsze mógłbyć ryzykowny. Wzleciała trochę wyżej i zbierała energie ki w obydwu dłoniach, po to by je złączyć razem w nadgarstakch. Planowała użyć ostatecznego błysku, który miał za zadanie wysłać kopię jej przyjaciółki prosto w słońce, gdyż te teraz było tylko delikatnie widoczne przez ciemne chmury. Pogoda całkowicie zaczeła się zmieniać, przez to że wlaśnie jedna z bohaterek zbierała energie na swoją technike. Dawna rywalka Yonana odczuła nagły skok mocy swojej koleżanki i radosna przez to co się miało wydarzyć, zagapiła sie i otrzymała porządny cios w brzuch. Mimo tego, tylko uśmiechnęła się w stronę swojej kopii i kopnęła ją wysokim kopem w twarz. Klon Sary tylko dziko warknął, a potem zadał jeszcze kilka porządnych pięści na jej żołądek i brzuch. Niebieskowłosa wypluła trochę krwi ze śliną, a gdy starała się w sobie zebrać, oberwało się jej ostrzem energii po twarzy. Miała rozcięty cały policzek w poziomie, przez co delikatnie dziwnym trafem sączyła się tam krew. Niebieskooka tylko krzyknęła ze złości i zaszarżowała ponownie na swojego sobowtóra, który uśmiechał się z tego że rozłościł ją bardziej. Sara wreszcie odchyliła bardzo mocno całe prawe przedramie i uderzyła zamkniętą dłonią w nos przeciwniczki, która przez to przebiła się przez kilka budowli już dawno zawalonych. Rózowowłosa mimo tego, wystrzeliła jak proca w górę, aż wreszcie przez to że utrzymywał daną wysokośc, poczuła jakąś powięszkającą sie ciągle ki. Black Sarze się to nie spodobało, dlatego też pokierowała się w tamtą strone, na jej nieszczęście, mocny kopniak bohaterki ją powstrzymał i ta runęła znów w stronę gleby. Zatrzymała się dosłownie kilka milimetrów przed nią i odwracajac się, nadal lewitując nad powierzchnią planety, widziała wojowniczkę z większą aurą niż przedtem. Teraz wszystko zrozumiała, dlatego też zaśmiała sie i tworząc wybuch, wystrzeliła się w stronę Saiyanki. Niebieskowłosa przyjęła kilka mocny strzałów na twarz, jak i na tors i żebra, a potem jeden mocniejszy na splot. Białooka nie miała litości, dlatego też tylko jej głupktowaty śmiech można było słyszeć teraz wszędzie. Na nowo stworzyła energetyczny miecz i znów w poziomie rozcięła tym razem tors kobiety, przez co ta będzie miała nieprzyjemną pamiątke na późniejsze lata. Odleciała trochę od swojej przeciwniczki, ponieważ obmacywała świeżą ranę i ta na szczęście od razu się zasklępiła, gdyż rana powstała w wyniku otrzymania z energii. Starała się szybko złapać oddech, lecz nie było jej łatwo, gdyby znalazła się wtedy jeszcze bliżej nieprzyjaciółki, ostrze mogłoby zagłębić się mocniej. Sara patrzyła gniewnie teraz na swojego wroga, ale nadal czuła jak energia jej przyjaciółki rośnie i rośnie. Różowowłosa tylko znów zaczęła chichotać jak głupia, a potem przemówiła:
-Hehehe, myślisz że nie wiem co planuje TTuce?? Wiem, że chcę użyć przeciwko mnie jakiejś silnej techniki, ale co z nią zrobi, niestety nie wiem… Szkoda by było jakby ktoś ją nagle powstrzymał, prawda Saro?? – z wesołym grymasem na twarzy, aktywowała fioletowo-różową aurę i pomknęła w stronę drugiej saiyanki. Pierwsza Siostra Vegety tylko krzyknęła i ruszyła za swoim celem, by powstrzymać go od zepsucia planu. Kiedy obydwie dotarły do dawnej marionetki Boga śmierci, mrugnęła kilkukrotnie oczami i starała się uciec. Nie mogła się zbytnio skupić i skorzystać z błyskawicznej transmisji, przy której nie trzeba używać palców na czole. Zacisnęła mocniej zęby i szykowała się na otrzymanie solidnego ciosu, lecz przed jej osobą pojawiła się dobra niebieskowłosa i ona wzięła na siebie cały impet pięści tej złej.

Przeciwniczka tylko złowrogo ryknęła, że jej plan spalił na panewce, lecz mimo to, starała się dosięgnąć tej drugiej siotry Vegety. Dawna rywalka Yonana mimo to, gdy otrzymywała solidniejsze ataki, starała się tak jakby wyzbyć się całego bólu, który teraz odczuwała. Nie było to dla niej łatwe, przez co uroniła kilka łez, lecz na szczęście jej kumpela tego nie zauważyła, ponieważ by sie jeszcze bardziej wściekła niż teraz. Wreszcie zły jej klon rozwścieczył się na całego, dlatego też wydłużył swoje energetyczne ostrze i chciał przebić się przez dwie kobiety, chciała z nich zrobić rożen. Niebieskooka nie mogła pozwolić na zranienie swojej przyjaciółki, bo gdyby tak było, cały ich misterny plan poszedł by do kosza. Wreszcie wojowniczka widziała zbliżające sie ostry miecz ki, dlatego też wysunęła przed siebie dłonie i używając swojej energii aury, powstrzymala różowy miecz. Jej sobowtór aż zaniemówił, nie spodziewała się że ktoś może coś takiego zrobić, lecz to jej jednak nie cofało przed pokonaniem ich. Białooka jeszcze bardziej napierała na saiaynke, lecz ta powiększając otoczkę energii na swojej sylwetce, coraz mocniej i bardziej powstrzymywała mordercze ostrze ki. Dawna rywalka Yonana wreszcie głośno ryknęła jak dzika małpa OOzaru, a potem wypchnęła do tyłu swoją oponentkę, a ta niechący zniszczyła miecz z ręki i chciała tak jakby się zablokować przed ciosem. Sara cięzko dyszała, nie miała już sił na cokolwiek, choć jej silna wola w obronie najwierniejszej jej teraz osoby nie pozwolała się poddać. Wyprostowała się, klatkie piersiową wysunęła do przodu i z zaciśniętymi dłońmi była gotowa do dalszej walki. Odczuwała małe zmęczenie, trochę jej to przeszkadzało, lecz starała się o tym w ogóle nie myśleć. TTuce z podziwem patrzyła na swoją towarzyszkę, przez to co razem przeszły w sali Ducha i Czasu, musiała się mocno zmieć. Wreszcie obydwie były o dwa lata starsze, więc wszystko się wlącznie zmieniło, charakter, zachowanie no i delikatnie wygląd. Niebieskowłosa powiększyła swoją aurę i ruszyła wreszcie na swojego Klona, po czym ten z przerażenia mocno oberwał, nadal dziwił sie jakim sposobem mógł ktoś zniszczyć jego miecz ki i go jeszcze odepchnąć. Trafiła kolanem w brzuch wroga, a potem tworząc młot z rąk, wbiła ją w grunt. Jej sobowtórka odrzuciła z siebie jakiś kawałek budynku, a potem wyciagając szyje do przodu, patrzyła sie w stronę bohaterek. Prawie była w takim stanie, jakby miała się zaraz załamać, lecz nagle zaczęła śmiać się jak opętana.

Nie powstrzymało to jej przed niedokończeniem jej zadania, dlatego też aktywowała swoją różowo-fioletową aurę i wyrównowała się wraz z oryginalną kobietą. Kiedy na nią patrzyła, jak i na TTuce która była za nią, przemówiła:
-Hah, prawie straciłam głowę przez to co zrobiłaś. Gdybyśmy były sojuszniczkami, wiele bym się nauczyła i teraz też, nauczyłem sie jednej rzeczy. Wy śmiertelnicy tylko stajecie się silni w ochronie innych śmiertelników, dlatego też zabicie was sprawi mi wielką przyjemność. A teraz, szykujcie sie!!! – jej otoczka mocy zwiększyła sie na jej osobie, a potem pofrunęła w stronę dziewczyny. Niebieskowłosa szybko przybrała formę bloku i dwa pierwsze ataki zblokowała, także kontrując mocniejszymi ciosami w twarz i tors. Black Sara jednak mimo tego, nie poddawała się gdyż chciała wykończyć jak najszybciej drugą saiyanka, która ładowała technikę coraz bardziej i bardziej. Różowowłosa warknęła niebezpieczne, lecz nie przeraziło to wcale a wcale niebieskookiej. Zły Klon nie poddawał się, dlatego coraz mocniej napierała na kobiete, która to broniła swojej wiernej kumpeli. Wreszcie sobowtórka na nowo zagrała nieczysto, dlatego też stworzyła na wyprostowanej dłoni miecz ki i wbiła go głęboko w ciało Sary. Dawna rywalka Yonana wypluła trochę krwi, a potem chwytając w obydwie dłonie ostrze energii, starała się je wyciągnąć ze swojego ciała. Szarpała się z tym trochę, lecz wreszcie udało się jej wyciągnąć niebezpieczną technikę ostrza ki. Odkopała od siebie swojego złego sobowtórka i chwyciła się za brzuch. Zgięła się delikatnie i starała się bronić jedną ręką przed własnym klonem, jak i wrogiem. Białooka była zadowolona ze swojego ataku z nienacka, dlatego też pokazała zły grymas i była gotowa za zajęciem sie druga saiyanką. Odepchnęła oryginał i kierowała się w stronę TTuce, która to z roszerzonymi patrzałkami nie wiedziała jak ma to ująć. Kiedy już wojowniczka była na wyciągniecie ręki, ni stąd ni zowąd jakaś stopa trafiła w twarz Black Sary i ta runęła na kilka zawalonych wieżowców. Przeleciała przez nie, aż wreszcie utknęła w jednym z nich, lecz nie trwało to zbyt długo, bo po chwili się uwolnił silnym wybuchem mocy. Obok dawnej rywalki Czarnego Wojownika, lewitował właśnie Syn Goku, Gohan. Mistyczny Wojownik popatrzył na siostrę Vegety i potem znów na wroga, mówiąc:
-Widzę, że jesteście w nieciekawej sytuacji. Miałem chronić Bulme, lecz kazała mi was wspomóc, dlatego tu jestem. Ty dalej rób to co robisz, a ja się zajmę wrogiem. – powiedział i aktywując swoją biała mistyczną otoczkę ki, poszybował do wroga. Niebieskowłosa chciała go przestrzec przed silnym oponentem, lecz niestety nie zdążyła i dalej była skupiona na ładowaniu swojej techniki. Natomiast Sara nie miała niestety przy sobie Senzu, przez co wylądował nieopodal przyjaciółki, przy jakimś zawalonym budynku i ciężko oddychała. Musiała szybko wziąć się w garść, więc oderwała część swojego ubrania i zabandażowała sobie brzuch, tak by tego nie było widać. Mimo to, niestety to zbytnio jej nie pomogło, gdyż rana była dość spora i na dodatek, utrudniała poruszani się. Teraz musiała przez jakiś czas wszystko pozostawić synowi Goku, w tym któym się zakochała, oczywiście w swoim świecie. Uroniła znowu kilka łez i spogladała teraz na swoją kumpelę, która także wzrok miała wbity w nią. Obydwie wiedziały, że jeśli ten plan nie wyjdzie, mogą skończyć martwe i dołączyć do Piccolo, który także znajdował się w zaświatach. Brat Gotena właśnie wymieniał ciosy z przeciwniczką, która i tak i tak miała nad nim znaczącą przewagę. Starał się ją wyprzedzić, przewidzieć nadchodzące ruchy, lecz niestety nie udawało mu się to i otrzymywał solidne lanie. Mistyczny half nie chciał się od tak poddać, dlatego też wysunął się do przodu i zadał kilka solidniejszych kopniaków i ciosów pieści, przez co bardziej wnerwił chyba swojego wroga. Różowowłosa tylko i wyłącznie zachichotała, pojawiła sie za nik i kładąc mu dłoń na barku, rzekła:
-Gdybyś nie był po stronie tych dziwek, z chęcią bym cie schrupała, ale niestety, taki kąsek jak ty musi być unicestwiony. A teraz au revoir mój drogi wojowniku, HAAAAAAAA!!! – krzyknęła mu prosto do ucha, wciskając otwartą dłoń z kulą energii w jego tył pleców. Powstała solidna eksplozja, która posłała wojownika w stronę gleby i ten ciężko o nią runął. Z dziurą w uniformie Gi na plecach i dość mocno krwawiąc, starał się podnieść, lecz niestety nie wychodziło mu to zbyt dobrze. Kiedy podparł się dłońmi o powierzchnię planety, zobaczył przed nim jak się pojawiają nogi jego oprawczyni, który najwyraźniej chciał go dobić, ale na szczęście został powstrzymany. Białooka odwróciła się za siebie i zobaczyła lewitująco ledwo Sarę, której nadal najwyraźniej było ciężko z raną w brzuchu po ostrzu ki.

Black Sara zaśmiała się, po czym odkopała syna Goku i ten wleciał w zrujnowany budynek, a po tym geście, wyrównała lot z oryginalną kobietą. Czarnowłosa już teraz przyjaciółka TTuce dyszała przed siebie, aż tu nagle wesoły grymas zawitał na jej twarzy, ponieważ stanowiła tylko bycie wabikiem. Zaśmiała się cicho w stronę swojej złej kopii, a potem powiedziała:
-To był błąd, zadarłaś z nie tymi saiyankami co trzeba. Teraz zostaniesz pokonana, a wraz z tym, wszystkie te Blacki czy coś w tym stylu, stracą przywódczynie i będzie nam łatwiej was pokonać!! – zacisnęła pięść po tych słowach przed twarzą jej wroga, a potem szybko ułożyła palce na czole i przeniosła sie. Udostępniła tylko Drugiej Siostrze Vegety miejsce, po to by ta mogła wystrzelić swoją technikę. Zły Klon rozszerzył oczy z przerażenia i przez to co zobaczył, nie mógł się ruszyć ani zmienic miejsca swojego pobytu, gdyż strach objął całe jego ciało. Teraz sobowtórka dawnej rywalki Yonana mogła usłyszeć takie słowa jak:
-GODLY SUPER FINAAAAAAAAL FLAAAAAAAAAAAAAASH !!! – Potężna złota-niebieska fala uderzeniowa właśnie w tej chwili mknęła ku ich wrogowi. Oponentka starała sie zmienić swoje miejsce pobytu, lecz nie spodziewała się że zaraz znowu usłyszy krzyk, tym razem ze strony rannej wojowniczki. Bohaterka przemieniła się w super saiyanina drugiego poziomu i jedną ręką nauczona przez Gohana, wykrzyknęła:
-KAME HAME HAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!! – niebieska łuna energii poleciała w stronę boskiego ostatecznego błysku i wnet, obydwie techniki złączyły się w jedną falę, by ta mogła raz na zawsze zniszczyć jednego z ich wrogów. Różowowłosa wojowniczka skrzyżowała tylko przed sobą ręce, lecz pomimo tego moc obydwu kobiet była tak poteżna, że została ona ów wypchnięta daleko i dosłownie zniesiona z powierzchni ziemi.

Nawet jak powstał wybuch tam gdzie znajdywała się kopia Sary, to i tak złączone fale leciały przed siebie i trochę uszkodziły powierzchnie planety, robiąc w niektórych miejscach kratery, bo łuna mocy była dość solidna. Po upłwyie dwóch minut, wreszcie TTuce zaczęła lądować, bo była zbyt zmęczona i nie mogła już dłużej utrzymywać się w powietrzu. Wylaądował tuż przy swojej przyjaciółce i tak chwyciła ją pod ramię, gdyż ta miał dziurę w brzuchu. Obydwie uśmiechnęły się do siebie, ponieważ wiedziały że to nareszcie koniec, choć nie wiedzialy zbytnio na jak długo. Kiedy chciały się zbierać i polecieć w stronę Gohana, nagle poczuły jakiś wzrost energii i niestety dostrzegły Różaną formę, lecz bardzo daleko. Ubranie Black Sary było doszczętnie zniszczone, mimo tego iż tylko była widać jej jednego sutka, dziwnym trafem nie zniszczyło jej całkowicie jej uniformu, lecz wszystko inne zniknęło. Syczała ze złości, jak z i bólu i nadal dziwiła się jakim to cudem mogła to przeżyć. Zacisnęła obydwie pięści i wymierzył dłonią w stronę osłabionych kobiet. Dziewczyny za bardzo nie miały gdzie uciekać, nawet nie miały drogi ucieczki po to by ulec przed niemożliwym. Kiedy energia przez Białooką naładowała się, po chwili wystrzeliła różany promień, którego wnętrze było czarne i pędziło w stronę bezbronnych wojowniczek. Syn Goku nadal nie mógł się ruszać, więc wiedział że nie da rady uratować jego znajomych, przez co wściekał się na siebie. Bohaterki zasłoniły się nawzajem, po czym tylko słyszały specifczny dźwięk tak jakby ktoś właśnie odbił energię goła dłonia. Przeciwniczki promień ki zmienił kurs i wybuchł na jakimś już tutejszym budynku, tworząc eksplozję i kłąb dymu.

Po chwili, gdy nastała dłuższa cisza i kumpele otworzyły oczy, zobaczyły nikogo innego jak Blade’a. River stał i jego cały tors był pokryty nadal bandażami, miał tak naprawdę na sobie dolne spodnie od swojego Gi, które dostał od Whisa. Patrzył poważnym wzrokiem na przeciwniczkę i nadal nie mógł uwierzyć, że jest ktoś taki sam jak jego sobowtór. Odwrócił się do swoich towarzyszek i rzekł:
-Nie martwcie się, ja i Altair się zajmiemy resztą i co jest najdziwniejsze, ja miałem gorsze obrażenia, to mimo tego, on nadal siedzie w komorze regeneracyjnej… – powiedział i uśmiał się z tego, bo wiedział że Drake teraz zdzielił by go w łeb. Ogoniasty na nowo ustawił się w stronę oponentki, która prychała jak dzika puma i była wkurzona tym, że jej atak nie udał się. Ona także była osłabiona i chciała się wycofać do portalu, który gdzieś tam był stworzony, lecz po chwili obok niej pojawił się saiyanin i zdzielił ją mocno w twarz. Black Sara runęła z bólem na budynek, a jej ciało spodowało się jego zawalenie. Wojownik teraz skrzyżował ręce na torsie i wyczekując aż ta wreszcie wyleci z zawalonej budowli. Na jego szczescie, długo nie musiał czekać i przed nim wyłoniła się osóbka, która wyglądala jak jego koleżanka Sara. Różowowłosa rozwścieczona jak nigdy dotąd, przybrała pozycję do walki i chciała gołymi rekoma rozerwać bohatera. Przyjaciel Altaira jakoś sie tym grymasem nie przejął, dlatego też przybrał pozycję do walki i wyczekiwał kolejnego ruchu nieprzyjaciółki. Co będzie dalej?? Czy Blade pokona klona Sary?? Jakie plany ma mistrzyni Blacków?? Dowiecie się w następnym rozdziale.

Rozdział 65: Makabryczny Plan Makaioshinki!? Saiyanki poznają nowego wroga!!

Rozdział 65: Makabryczny Plan Makaioshinki!? Saiyanki poznają nowego wroga!!

Po dotarciu wehikułu czasu z powrotem do świata TTuce, te obydwie od razu zaprowadziły mężczyzn do kapsuł regeneracyjnych, po to by ci doszli do siebie. Blade i Altair jak na razie nie przekazali wojowniczkom od kogo tak mocno oberwali, na dodatek jeszcze nie odzyskali przytomności, a ich rany były poważne, gdyby nie idealny czas, już dawno byliby martwi. Przyjaciele wyglądali teraz na niewinnych, kiedy to unosili się w wodzie, która miała za zadanie wyleczenie ich do pełnego i zdrowego stanu. Dawna rywalka Yonana, jak i dawna opętana kobieta przez Czarnego Wojownika rozmyślały na temat co się mogło wydarzyć w ich świecie. Nie mogły ani chwili ustać, chodziły w te i wew te, ciągle przestopując z nogi na nogę. Wojowniczku trochę martwiły się o to, gdyż skoro ktoś ich pokonał w prawdziwym siódmym wszechświecie, kto mógłby to być? Niezaspokojone faktem niewiedzy o tym kto jest ich przeciwnikiem nowym i kto poturbował tak ich znajomych, wreszcie postanowiły udać się na trening. Podczas ich lotu w stronę najlepszego miejsca do ćwiczeń i sparingu, nagle pojawił się na niebie nad jakąś pustynią nietypowy portal. Niestety saiyanki jeszcze go nie wyczuły, mimo iż emitował energią ki normalnie, to i tak leciały przed siebie. Przez przejście wymiarowe wyłoniła się tajemnicza postać. Jej uniform był koloru szkarłatnego, lecz nie tyczyło się to niestety zbroi. Kawałek zbroi znajdował się tylko na piersiach nieznanej sylwetki, był on w kolorach szkarłatno-szarych. Buty miały koloru szaro-czarnego i dosięgały jej aż do kolan, natomiast reszta jej nóg aż do majtek, miał odsłonięte. Posiadała także szakrłatne rękawice, gdzie ich zakończenia były szare i dosięgały jej aż do barku. Przez cały ten wiatr od strony portalu, jej szkarłatny potara zawieszony na uchu, drżał i kołysał się delikatnie na wietrze. Nie tylko to tutaj się wznosiło i opadało, posiadała także na szyi dość specyficzną rzecz, a był to łańcuszek, na którym zawieszony był pierścień z symbolem Planety Vegety. Z ząbkami na wierzchu chciala już odlatywać, lecz obok niej wyleciał oprawca dwójki braci krwi, którzy zostali pokiereszowani. Osobnik, który był Kopią Blade’a klępnął ją po ramieniu i wyruszył jako pierwszy, a ona się tylko wkurzyła i chciała już zacząć pościg za nim, lecz usłyszała damski delikanty głos:
-Nie, tobie powierzyłam inne zadanie. Odnajdź tą, która pokonała Yonana i tą która była niegdyś na usługach Czarnego Wojownika, zrób tak by obydwie cierpiały jednocześnie. – powiedziała i złowieszczo zachichotała. Kobieta tylko prychnęła i rzekła, poważnym tonem:
-Tylko tyle?? To czemu on dostał lepsze zadanie, też chcę się zabawić… – zacisnęła obydwie pięści, po czym głos tajemniczej damy jeszcze nie skończył wszystkiego mówić, ponieważ dalej ciągnął:
-Ehh, czemu ja się godziłam na to by mój wspólnik was stworzył, nie ważne. Powtórzę jeszcze razem, możesz skatować je do granic wytrzymałości, tak jak to zrobił mój pierwszy eskperyment z tamtymi saiyanami, widziałaś i oglądałaś to z przyjemnością. Nie okazuj im litości, będę cie bacznie obserwować. – skończyła mówić, a czerwono-czarne przejście czasoprzestrzenne wreszcie się zamknęło. Zła dziewczyna już wiedziała co ma robić, dlatego też zaśmiała się dość głośno, by mogli ją usłyszeć jacyś Ziemianie z tutejszej wioski. Postąpiła bardzo źle, bo wszyscy krzyczeli między sobą i wypytywali co to był za głos.

Spojrzała na nichz góry, gdy tak lewitowała tylko wymierzyła dłonią w ziemie i wystrzeliła szkarłatny pocisk, który zmiótł tutejszą większą wioskę. Po tym zdarzeniu, już nie słyszała więcej głosów, tylko ciszę i szum wiatru, gdyż znajdowała się dosć wysoko, praktycznie przy przelatującyh nad nią chmurach. Służka Towy aktywowała aurę i wyruszyła wśród wyszukiwania energii obydwu przyjaciółek. Nadal jeszcze widziała jak jej pomocnik poszybował zupełnie w inną stronę, chciała się udać za nim w ślad, ale przypomniało jej się, że ma inny cel na obranie. Parsknęła pogardliwie, po czym przyśpieszyła swój lot i starała się jak najszybciej odnaleźć dwie kobiety. Po upływie prawie całej godziny, zła osóbka dotarła na miejsce, lewitowała teraz przed wieżą Korina, lecz ten na szczęście jej nie zauważył, a żarłomił jak zwykle się objadał. Syknęła cicho i olała tą dwójkę, szybując coraz wyżej i niepostrzeżenie dotarła do boskiego Pałacu. Jak zwykle Popo był czujny, ale nie zawsze mu to wychodziło, bo gdy podlewał właśnie drzewa i kwiaty, odwrócił się bardzo szybko. Tajemniczej wojowniczki już tam nie było, dlatego też coś mruknął do siebie i zajął się dalszym pięlegnowaniem kwiatów. Wszechmogący Dende jak zwykle siedział na tronie u siebie i odczuwał dziwne złe uczucie, że coś tutaj przybyło, przez co nie podobało mu się to nic a nic. Kiedy wstał, chwycił za swoją sękatą laskę, ruszył przed siebie, lecz niestety przed jego obliczem pojawiła się sylwetka kobiety. On spojrzał ku górze kto to może być i poznał osobę, lecz ta inaczej była ubrana niż zwykle. Rozszerzył oczy dopiero wtedy gdy zorientował się co ma na szy, to był szkarłatny potara. Chciał krzyknąć, lecz zła postać szybko zatkała mu usta i trafiła cichym uderzeniem w potylice, przez co ten stracił przytomność. Uniosła brew i miała ochotę go zabić, lecz dostała inne rozkazy i wiedziała, że jest obserwowana. Starała się znaleźć jakieś dobre miejsce i wnet, udało jej się to, widziała wielki kurfer, który naprawdę rzadko był otwierany, bo kurz można było dostrzec gołym okiem. Pochwyciła małego nameczanina na ręce, potem otworzyła skrzynie i schowała tam zielonoskórego mędrca by ten nie pisnął ani słowa. Kiedy zaczęła stąd odchodzić, spojrzała jeszcze w tył i nie wiedziała czemu odczuwa do niego chęć rozmowy, jak i dobrą atmosferę. Potrząsnęła dziko głową, po czym kierowała się do drewnianych drzwi, które zdobiły złote framugi i kierowały one do jednego pomieszczenia, które było niekończącą się próżnią.

To tam właśnie istota, która przeszła przez portal miała trafić i miała na celu jak najbardziej przeszkadzać dwójce saiyanek. Po znalezieniu się przed salą, pochwyciła mocno klamkę, otworzyła wejście i oślepiające światło nie przeszkodziło jej w znalezieniu się w środku. Ukryła szybko swoje ki i zamknęła za sobą drzwi, potem już tylko zwiedziła wszystkie pomieszczenia ów miejsca i przyczaiła się. Dziewczyna wychylił się tylko na chwilę, mogła stwierdzić że obydwie wojowniczki trenują w błękitnej formie i wyczuwać można od nich boską aurę. Zacisnęła przez to ręce i chciała już na nie wylecieć, lecz wiedziała że musi je dopaść pojedynczo. Kiedy wreszcie Sara poczuła zmęczenie po kilku miesiącach, wstrzymała Ttuce ruchem dłoni i przekazała jej, że idzie odpocząć. Dawna rywalka Boga Śmierci kiwnęła głową i postanowiła, że sama będzie trenować. Rywalka Yonana umyła się, zrzuciła niezbędne ciuchy i położyła się. Teraz była kolej na pomagierkę Towy, więc ta wyłoniła się z cienia i wkroczyła na pustą przestrzeń, która zamieniła się w wielkie góry lodowe, gdzie z ziemi wyrastały stalagmity. Czarnowłosa właśnie koncentrowała swoją energię, niestety nie spodziewala się że poczuję jakąś inną i wystrzeliła ją właśnie w tamtą stronę. Zła osoba tylko uniosła brew ku górze, po czym robiąc salto, wykopała umiejętność wysoko w górę. Technika wybuchła w powietrzu, tworząc potężną falę wiatru, jak i niszcząc więcej lodowych ostrych kolców. Saiyanka przyparzyła się bardzo uważnie, myslała że jest to Sara, ale ona powiedziała że przecież idzie spać. Nie mogła nadal w to uwierzyć, ale jej oczy stwierdzały co innego, była to dawna rywalka yonana, lecz w zupełnie innej kreacji. Wojowniczka nie wiedziała czy ma jakąś schizę, czy wszystko jest prawdą i na jawie, przecież nie odczuwała że znajduję się w śnie, ale mogło tak być. Ttuce ustawiła się w pozycji do walki i powiedziała:
-No dobrze, skoro to sen, to jestem ciekaw ile wytrzymam walcząć z Sarą….która jest zła?? Hmm, jak mam to dobrze określić, a w sumie walić to….POKAŻ NA CO CIE STAĆ!!! – krzyknęła, powiększając przy tym swoją niebieską aurę, ruszyła na cel. Przeciwniczka tylko prychnęła i zaczeła równo z nią szybować w tył, tak by nie wpaść na budynek, któr był tutaj jedynym obiektem, a tym samym wyjściem stąd. Zła osóbka zaśmiała się złowrogo, unikając wszystkich pięści tej dobrej bohaterki, lecz ta nie miała zamiaru jej ustępować, działała szybko i nieprzewidywalnie. Niestety, kobieta wyglądająca jak Sara zostawiła po sobie widmo, lecz pojawiła się w tym samym miejscu, dzięki czemu uzyskała efekt zaskoczenia. Ttuce dostała porządnie w szczękę, potem w nos i jeszcze potem trochę po brzuchu. Niebieskowłosa plunęła śliną, a potem zamachnęła się dziko w twarz oponenta. Szczęście należało do wroga, ponieważ ta odskoczyła i unikając ciosu, wybiła się z białej posadzki i ruszyła ponownie na saiyanke. Przyjaciółka prawdziwej Sary także się tego nie spodziewała, a przecież jak walczyła, wiedziała i przewidywała ruchy wrogów.

Sobotów rywalki Yonana trafił kopnięciem w splot niebieskooką, a potem tworząc z obwydu dłoni, wbiła ją w białą podłogę. Zrobiło się delikatnie zarysowanie, ponieważ tutaj wszystko było dość wytrzymałe, oprócz konstrukcji która znajdowała się po środku tej białej pustki. Wkurwiona TTuce plunęła krwią, widziała że ułamał jej się ząbek, przez co bardziej jej złość wybuchła na zewnątrz. Boska Aura zwiększyła się, a kiedy powstała z ziemi, wyruszyła tak szybko na przeciwnika, że ten nawet tego praktycznie nie zauważył. Zły klon Sary zaczął kontrować i blokować przeróżne ciosy, lecz pierwszy raz walcząc z takim bohaterem, nie spodziewał się faktu, że nie wolno zbyt bardzo ich denerwować. Wróg nadal przyjmował dość mocne obrażenia, chyba jednak trochę przesadziła z rozzłoszczeniem wojowniczki. Niebieskooka dawała ostry wycisk oponentce, która to wyglądała tak samo jak dawna rywalka Yonana. Niestety dobra bohaterka przez dziwną toksynę w swoim ciele, nie mogła się wybudzić ze snu, mimo iż wszystko doskonale słyszała. TTuce wreszcie groźnie warknęła i trafiła ponownie w splot złej przeciwnicze i posłała ją daleko przed siebie. Niebieskowłosa odchyliła dłonie do tyłu, prawa dotykała zewnętrzej strony lewej ręki i zbierala energia. Klon Sary wstał, tylko coś mruknął do siebie i nie przejął się w ogóle otrzymanymi atakami, gdyż zaczął otrzepywać swoje wdzianko z kurzu. Kierowała się w stronę saiyanki, lecz dopiero po chwili dostrzegła, że tamta coś planuje. Syknęła do siebie i wybijając się ze stopy, ruszyła nisko nad ziemią. Dawna rywalka Czarnego Wojownika widziała, że ta leci w jej stronę, więc korzystając z krótko dystansowej błyskawicznej transmisji, przeniosła się w tył o kilkadziesąt metrów. Kiedy znalazła się na bezpiecznej odległości, widziała że nadal jej wróg leci w tą stronę, dlatego zwiększyla fioletową okrągłą aurę i tak szybciej kumulowała energie do techniki. Druga Siostra Vegety wreszcie wypchnęła przed siebie ręce i wykrzyknęła:
-GODLY GALICK GUN!!! – fioletowo-niebieskie czosnkowe działo pomknęło ku sobowtórce Sary. Ta tylko pisnęła i nie spodziewała się, że bohaterka tak szybko i dość prezycyjnie naładuje umiejętność. Fala uderzeniowa wreszcie zbliżyła się do przeciwniczki i ta starała się powstrzymać moc ki gołymi rękoma, lecz niestety zbyt mocno byla cofana do tyłu. Wreszcie, stało się, jej ręce tak jakby osłabły i wypchnęło je za nią, przez co ta przyjęła cały atak na klatke piersiową. Zła Sara przeleciała kilka metrów, a dopiero potem technika wojowniczki wybuchła na jej ciele. Potężna eksplozja, jak i jej blask rozświetlił salę ducha i czasu, która tak naprawdę nic nie posiadała, tylko jedną jedyną budowlę. Kiedy chmura pyłu i dymu zasłaniała wroga, niebieskooka łapała tchu, ponieważ musiała trochę odpocząć. Wyprostowała się i spoglądała nadal w stronę tam, gdzie znajdowała się jej oponentka, gdyż nie mogła jej teraz spuścić z oka. Sobowtórka rywalki Yonana machnęła silnie całą ręką, odrzucając za siebie cały dym, można było zobaczyć jak jej całe ubranie i zbroja są poniszczone, to wszystko.

Klon Sary zaśmiał się psychodeliczne złowrogo, po czym wreszcie przemówił:
-Nieźle, jak na dziewczynę, ale sprawiedliwości stanie się zadość i wszyscy śmiertelnicy odejdą w niebyt. Chciałam ci także oznajmić, że nie jest to twój sen, to dzieję się na jawie. Jestem tu, zrodzona z krwi i kości, tylko trochę inna niż mój oryginał… Możesz mi mówić Black…ehh…znowu zapomniałam imienia tamtej. Ahh, już wiem, moje pełne imię to Black Sara, twoja przeciwniczka i twój kat. – powiedziała, po czym wokół jej sylwetki pojawiła się wielka dziwna purpurowa aura. Biała otoczka także górowała w kolorach, lecz to jasny fiolet i purpura tutaj miały przewagę. Kiedy przestała się drżeć, energia spowita na jej ciele zanikła, widocznie była gotowa do dalejsz potyczki. Zanim jednak wszystko dalej się zaczęło, ponownie zły sobotów saiyanki przemówił:
-A i jeszcze jedno, dzięki tobie stałam sie najsilniejsza z Armii….Z armii, która stanowią takie osobniki, które są takie same jak ja. Moja Mistrzyni miała plan idealny, który pomoże temu Bożkowi ukazać swój świat temu niebieskowłosemu chłystkowi… Ohh, wybacz, chyba za dużo już powiedziałam, a teraz przygotuj się na moc boską i ostateczną… – skończyła mówić, napięła mięśnie i zaczęła krzyczeć tak jak poprzednio. Aura pojawiła sie ponownie wokół jej osoby, a na dodatek dziwnie jej spowita powłoka mocy urosła i wydłużyła się, lecąc ku górze. Ttuce ciągle wypatrywała swoją przeciwniczkę, lecz nie mogła jej na to pozwolić, wiedziała że tylko niepotrzebna walka się będzie przedłużać. Saiyanka także martwiła się o prawdziwą Sarę i chciała do niej szybko iść, więc rozłożyła na ręce boki, przeniosła się jeszcze dalej do tyłu i zaczęła zbierać ki w obydwu otwartych dłoniach. Dawna opętana kobieta po upływie minuty, złączyła ręce w nadgarstkach i także połączyła obydwie złote kule w jedną. Wojowniczka wiedziała, że to jedyne wyjście do powstrzymania swojej oponentki przed transformacją. Oczywiście, jej duma i ekscytacja dłuższą walką chciały jej na to pozwolić, lecz powiedziała sobie głośne „NIE” w głowie i bardziej namocniła aurę ładowania. Przebłyski elektryczności przechodziły przez całe to pustkowie w którym się znajdowała, wyładowania eteryczne mogły po prawdzie uszkodzić podłogę, lecz można było rzec, że była ona nietykalna. Przyjaciółka Sary wyczuwała, że jej wróg zaraz dopnie swego i przemieni się w swoją formę, dlatego też ryknęła głośno niczym wielka małpa Oozaru i zebrała wszystko co mogła teraz. Widać było w niektórych miejscach na jej ciele jak, lecz tylko jej bioniczne ramię błyszczało od wyładowań elektrycznych. Niebieskooka wreszcie krzyknęła z całej siły i z całą swoją boską mocą wykrzyknęła takie słowa jak:
-GODLY SUPER FINAL FLAAAAAAAAAAAAASH!!! – Niebiesko-złota fala energii pomknęła w stronę jej celu, który to chyba właśnie miał skończyć się przemieniać. Kiedy technika uderzyła we wroga, powstała bardzo potężna eksplozja, która delikatnie naruszyła jedyną tutejszą konstrukcję, lecz tak żeby nie uszkodzić drzwi wyjściowych. Kiedy wybuch powstał, oczywiście jak zwykle uniosło się w górę mnóstwo kurzu, pyłu, tak by przysłonić złą Sarę. Ogoniasta prychnęła i opuściła ręce ku dole, ponieważ wyczerpała wszystkie jakie miała, jak na razie. Odmieniał się do swoich kruczych włosów i wypatrywała tam gdzie niby znajdywać się miał sobowtór jej kumpeli. Po opadnięciu całego dymu, niestety nadal jej wróg trzymał się jako tako. Oberwał dość mocno, ponieważ jej zbroja na piersiach uległa zniszczeniu, przy czym można było rzec, że jej piersi są na widoku.

Niestety tak nie było, bo pod opancerzeniem znajdywał się szkarłatny materiał i jedno zniszczone ramiączko. Klon rywalki Yonana parsknął zadowolenie, bo nie dość że to przeżył, to jeszcze się przemienił. Ttuce nie mogła uwierzyć własnym oczom, jej przeciwniczka miała różane włosy. Machnęła przy nich ręką, po czym oznajmiła:
-Nareszcie, moja ukryta moc ujawniła się….dzięki tobie…Ttuce…Hmmm, możesz to nazywać Super Saiyan Rose, tak to będzie odpowiednia nazwa dla tej boskiej formy… – powiedziała, po czym pojawiła się tuż przy osłabionej saiyance i wbiła jej rękę głęboko w brzuch. Była chwila ciszy, zła kobieta patrzyła na czarnowłosą, a potem wyjęła swoją rękę wraz z krwią bohaterki. Ogoniasta plunęła też krwią, brudząc twarz sobowtórki jej przyjaciółki. Ta tylko wytarła krew w ubrudzoną dłoń, a potem waląc dość porządnego plaskacza w twarz czarnookiej, posłała ją na jedną z tutejszych klepsydr, niszcząc ją przy tym. Wojowniczka starała się pozbierać, lecz tak delikatnie ciosy, sprawiały jej ból nie do zniesienia, nie spodziewała się że użyje prawie całej swojej energii na marne. Dawna służka Boga Śmierci podniosła się z posadzki, uważając na rozbite szkło i ustawiła się w pozycji do obrony, gdyż nie mogła się spodziewać cudu by zwyciężyć tą walkę. Niestety, przez upływ czasu jaki tutaj panował, TTuce nawet nie zauważył że upłynął równy rok i ona, jak i jej przeciwniczka stawały się coraz silniejsze. Kiedy znów różowłosa zbliżyła się do swojej ofiary, utworzyła na dłoni różane ostrze, które wbiła głęboko w tors kobiety. Ta jęknęła z bólu, po czym odskoczyła w tył i trzymała się za dość głęboką ranę. Oddychała ciężko, nie wiedząc co ma począć, czyżby teraz miała spłacić tak jakby dług u Blade’a i umrzeć niepotrzebnie? Nie, nie chciała tego, lecz jej oponentka była dziesięć razy potężniejsza od niej, gdyż ta zmarnowała całą moc na technike. Znów jej wróg znalazł się przy niej, a ta nie mogła nigdzie uciec, bo tak naprawdę znajdowały się w wielkiej pustce. Różana Sara uniosła podbródek wojowniczki ku górze, a potem powiedziała:
-No no, pewnie nie jeden facet się za tobą kiedyś oglądał, ale kochana, proszę. Bio-ramię i dwie dziury w brzuchu, to już nie jest modne… ale powiem ci coś, bo wiem że na pewno tego i tak nie przeżyjesz… - tutaj na chwilę zrobiła pauzę, złapała trochę tchu i zaczęła ciągnąć przemowę dalej:
-Moja Mistrzyni kazała wam wszystkim zniszczyć życie, a nie równać was z ziemią. No cóż, dzięki tobie teraz jestem zapewne na równi z tym drugim, który wygląda jak jakiś tam Goku czy coś, no nie ważne. Kwestia jest taka, pomęczę cię trochę, obudzę twoją koleżankę i się stąd ultonie, ponieważ nie wiem przez co, ale odczuwam tak jakby ciepło w sercu, że jesteśmy naprawdę dość blisko….ty i ja…Nie ważne, pora na twoje cierpienia!! – kiedy powiedziała jej to do ucha, kilkakrotnie ostrze zostało wbite w ciało saiyanki. TTuce już nie wiedziała co począć, to miałbyć jej koniec, lecz czuła że jej podbródek jest puszczany, a ona sama spada na podłogę sali ducha i czasu. Kiedy upadła, było tylko głośne chuknięcie i jęk kolejnego bólu, gdyż wojowniczka trochę cierpiała.

Różowowłosa kobieta tylko prychnęła na nią, odwróciła się plecami i wyruszyła ku wyjściu, lecz otrzymała inne rozkazy od swojej mistrzyni. Odchyliła jeszcze na chwilę kąt swojej głowy w stronę skatowanej czarnowłosej i rzekła:
-Teraz wszystko się zmieni, zapewne twoi przyjaciele już nie żyją, jaka szkoda, że na marne wracali do tego wszechświata…żegnaj. – powiedziała i machnęła ręką za siebie, na pożegnanie. Przyjaciółka Sary kiedy usłyszała słowa o chłopakach, czyli Altairze i Blade’dzie, nie wiedziała co ma począć. Czuła taką złość jakiej dotąd jeszcze nigdy dotąd nie odczuwała, przez co jej gniew ją obudził. Podparła się jedną ręką, potem drugą i powoli podnosiła się ku górze. Coraz wyżej i wyżej pięła, aż wreszcie na zgiętych nogach znalazła się w pozycji stojącej. Zacisnęła obydwie ręce w pięści i krzyknęła w stronę przeciwniczki:
-STÓJ, JESZCZE Z TOBĄ NIE SKOŃCZYŁAM!!! – przez zacisnęte zęby to mówił i miała ochotę wlecieć w nią z całym impetem. Przemieniła się na chwilę w drugie stadium złotego saiyanina, lecz nic jej to nie dało. Klon Sary tylko odwrócił się do tyłu, wyprostował dłoń i posłał w seledynowooką kobiete zwyczajny podmuch ki. Ta przytrzymała to, stojąc twardo na nogach, lecz wszystkie rany na jej torsie dały efekt nieprzyjemnego uczucia. Saiyanka plunęła krwią i runęła ponownie na ziemie, nie wiedząc naprawdę co ma począć z tym co się właśnie stało. Różowowłosa dziewczyna zaśmiała się, tak by echo rozeszło się na całą salę ducha i czasu, a potem po prostu opuściła to pomieszczenie. Ttuce tak patrzyła w dal, kiedy jej przeciwniczka opuściła salę, ta niestety straciła przytomność, zaś prawdziwa kumpela wreszcie obudziła się ze snu. Kiedy oragnęła się, zauważyła że coś nieprzyjemnego się musiało wydarzyć kiedy ona sobie smacznie spała. Dawna rywalka Yonana wyszła na biała pustkę i zobaczyła niestety tego czego nie chciała zobaczyć. Szybko ruszyła w stronę ciężko rannej koleżanki, klęknęła przy niej, po czym obrócila ją głową ku górze. Zezłoszczona tym widokiem szybko ją zaniosła do sypialni, położyła ją na łóżko i włożyła do ust czerwoną senzu, gdyż nie brały ze sobą ich specjalnie. Ttuce ledwo przegryzła i niektóre rany się zasklepiły, lecz nie wszystkie i jej moc wróciła w pięćdziesięciu procentach. Zaczęła mrużyć delikatnie oczy, a potem chciała coś powiedzieć. Za pierwszym razem jej nie wyszło, gdyż jeszcze odczuwała ten cały nieprzyjemny ból, aż wreszcie napięła wszystkie mięśnie i rzekła:
-Saro…mamy poważny problem….ni-niestety a-ale….wal-walczylam z two-twoim klo-klonem… – po tych słowach straciła przytomność, po prostu była mocno osłabiona przez rany, nawet jak otrzymała senzu, które regenerowało ciało i odnawiało moc w pięćdziesięciu procentach. Czarnowłosa zacisnęła dłonie i była tak wkurzona jak nigdy dotąd. Nie mogła siedzieć w sali ducha i czasu, ale musiała zostać przy swojej przyjaciółce. Najgorsze było to, że tyko wiedziala o pojawieniu się jednego wroga, lecz nie wiedziała także o drugim insekcie, który pojawił się z jej złą kopią. Kumpela chwyciła dłonie TTuce i trzymała mocno, prawie ściskała żeby ta wyszła z siebie. Niestety wojowniczka nie mogła przebywać ciągle przy przyjaciółce, więc ścisnęła mocno dłoń i walnęła sie w policzek. Musiała odzyskać zimną krew, dlatego też wstała od łóżka, wyszła na pustą ciągnącą się w nieskończoność przestrzeń i zaczęła trenować sama. Mimo iż nie mogła robić tego z koleżanką, to musiała się teraz wzmocnić jak nigdy przedtem, pragnęła zemsty i to osobistej na kimś, kto wyglądał zupełnie jak ona. Dawna rywalka Yonana trenowała przez tygodnie, a nawet może nawet jeden miesiąc. Sprawdzała od czasu do czasu stan TTuce, lecz ta nadal spała, leżała i nie wiedziała co się z nią dzieję. Sara wreszcie krzyknęła, jej ruchy zaczęły przyśpieszać, kopnięcia zaczęły wydawać się dokładniejsze. Nowe pozycję bojowe, każdy nowy manewr, wszystko to robiła dla kogoś kogo nie chciała stracić, ponieważ nigdy nie miała takiej przyjaciółki dla której oddala by życie. Po upływie jeszcze paru dni, wreszcie saiyanka wróciła po ciężkim treningu z rzażącego się pustego pomieszczenia, gdyż od czasu do czasu w sali ducha i czasu zmieniała się pogoda, a były tylko dwie. Otarła pot z czoła i przysiadł przy łożu, gdzie leżała nadal wojowniczka. Przełknęła ślinę, a gdy już chciała odchodzić, bo omyła ciało drugiej kobiety, ta nagle pochwyciła ją za rękę.

Dziewczyna rozszerzyła oczy ze zdziwienia, ponieważ wreszcie TTuce udało się obudzić, a winą tego były wszystkie te rany po energetycznym ostrzu ki, gdyż wewnętrze narządy musiały się w pełni zregenerować. Opętana Saiyanka przez Czarnego Wojownika ledwo podniosła się z łóżka i kiwała się na boki, lecz efekt nie trwał zbyt długo. Miała teraz ochotę na solidny kilku miesięczny trening bez przerwy, ponieważ miała obrany swój cel, pokonać klona Sary. Czarnooka tak spoglądała na towarzyszkę i widziała, że ta już nałożyła na siebie ubranie treningowe, mimo iż nie dawno się przebudziła. Oczywiście dawna rywalka Yonana chciała ją powstrzymać, lecz ta położyła dłoń na jej barku i powiedziała:
-Nie Saro, wiem że jeszcze nie jestem w pełni wypoczęta, ponieważ moje obrażenia były dość solidne, ale jedno jest pewne. Muszę teraz jak najciężej trenować, by pokonać przeklętą kobietę, która wygląda jak ty – no cóż, pierwsza siostra Vegety tylko kiwnęła głową na znak, że sie zgadza i nie będzie dalej się stawiała. Obydwie wyszły i znalazły się na białej pustce, która ciągnełą się dalej i dalej. Ustawiły się w pozycje bojowej i już w tym momencie, TTuce dostrzegła wiele zmian w postawie przyjaciółki. Inna postawa, inaczej ułożone ręce i inne ustawienie nóg, nie mogła jej poznać. Czuła się tak jakby miała walczyć z kimś nowym, z kimś kto trochę zmienił swój styl i się odświeżył. Wojowniczka uśmiechnęła się do siebie, po czym pokazała ten grymas kumpeli i we dwie przemieniły się w boskie formy. Rywalka Boga Śmierci poczuła, że jej towarzyszka ma większą boską moc niż poprzednio, sądząc po tym wiedziala że ta musiała sporo trenować. Zaśmiała się cicho do siebie i nagle we dwie zaczęły solidny trening. Wymiana ciosów, kopnięcia i ataki z pięści wydawały się dla TTuce zupełnie inne niż przedtem. Gdzie indziej padały uderzenia, wykopy także były wykonywane inaczej, ale nie wiedziała po co to wszystko. Dopiero po upływie kolejnych dni, tygodni i miesięcy uświadomiła sobie, że jej koleżanka zrobiła to celowo. Nie myliła się nawet, Sara pokazywała wszystkie te zmiany, bo jeśli miało jej się przyjść mierzyć z kimś kto walczył jak ona i wygląda jak ona, musiała zmienić swoją osobowość jak i sztukę walki. Kobieta była zadowolona z dawnej rywalki Yonana i nie poddawała się, chciała spróbować jakoś odgadnąć jej styl walki i pokonąc ją. Nie było łatwo, ale pod koniec kolejnego roku, wiedziała jak przebiega cała sentencja jej ruchów i poruszania się. TTuce teraz bez przeszkód kontrowała ruchy przyjaciółki, blokowała to kolejne ciosy i sama stawała się coraz silniejsza. Po upływie dwóch lat walczyły i wyglądało to tak, jakby jadły sobie nawzajem z misek, ponieważ były jak Ying i Yang. Wreszcie pozostały im ostatnie dni, czyli te najcięższe i najtrudniejsze dni, gdyż dawały z siebie pełną moc i chciały wiedzieć, która pierwsza padnie. W ostatni dzień zderzyły się równocześnie pięściami w twarze, a potem obydwie runęły na białą posadzkę, nie mogąc się w ogóle ruszyć. We dwie delikatnie całe drżały, ponieważ od przemęczenia, nie brania kąpieli i trochę zarośnięcia tu i tam na ciele, ich cała siła i wytrzymałość opuściły je.

Na szczęście, Sara trochę dłużej ćwiczyła, dlatego też jako pierwsza rzuciła się do podnoszenia swoich czterech liter. TTuce nie mogłabyć gorsza, bo musiała wreszcie stać się silna i udało jej się to, teraz będzie wiedziala że pokaże złej kopii koleżanki gdzie raki zimują. Wierne siostry krwi stanęły na nogi, po czym przybiły sobie piątki i we dwie zaczęły się śmiać. Mimo iż były saiyankami, zawsze praktycznie były poważne, one we dwie się rozumiały, a nie tak jak na przykład Blade, który chciał je zawsze jakoś przejrzeć. Niebieskowłose dziewczyny odmieniły się, musiały teraz wziąć solidną kąpiel, najeść się do syta i wyjść wreszcie z tego, można by rzec strasznego miejsca. Kiedy już się ogarnęły, niestety nie miały ubrań na zmianę, dlatego też najadły się tyle ile mogły i pokierowały się we dwie do wyjścia. Kobiety jednocześnie chwyciła za złotą ozdobną klamkę i przekręciły ją, aż wreszcie przejście się otworzyło i poczuły zapach świeżego powietrza. We dwie wędrowały przed siebie, czuły że ich boska moc, lecz także zwykła urosły naprawdę w krótkim czasie, lecz niestety nie mogły cieszyć się radością zbyt długo. Poczuły jedno bardzo osłabione ki i poleciały w jego stronę, a kiedy dotarły na miejsce, widziały Pana Popo, który był ciężko ranny i to nie na żarty. Przywarły szybko do niego, podniosły delikatnie jego głowę i chciały wiedzieć o co tutaj chodzi.
-Panie Popo, co tutaj się stało, czemu nie czujemy energii Dendego!? – Sara krzyknęła, lecz TTuce trochę siętylko tym przejmowała tak po prawdzie. Czarny dżin wypluł trochę krwi, a potem się wypowiedział, ledwo mówiąc:
-S-saro….TTuce…n-nic z t-tego….n-nie r-rozu…miem…. W-wróg….wy-wyglądał j-jak….ty….Sar-Saro…. – po tych słowach niestety Popo stracił przytomność, lecz jego puls nadal bił. Był bliski śmierci, a niestety obydwie saiyanki nie posiadały fasolek, więc dawna rywalka Czarnego Wojownika używając błyskawicznej transmisji, przeniosła się do Korina. Po dotarciu do jego wieży, tylko żarłomił się ostał, też niestety w przykrym stanie. Wojowniczka podeszła do niego, kucnęła przy nim i chciała wiedzieć co tutaj się stało, potrzebowała informacji.
-Ej, grubasie. Co tutaj się stało, gdzie jest futrzak od fasolek?? – zapytala i wyczekiwała na odpowiedź. Samuraj z mieczem przekręcił się do niej ledwo na bok, a potem kaszląc i plując krwią na boki, rzekł:
-O-ona…..za-zabiła K-korina…..z-zniszczyła u-uprawy…..senzu…. J-ja…m-mam t-tylko kilka i j-jedno……n-nasiono…..d-do….za-zasadze…….. – po nie dokończeniu zdania, stracił przytomnosć i wypuścił z ręki skórzany woreczek. Saiyanka szybko to pochwyciła i przeniosła się do Pana Popo, który także cierpiał, bo wiedziała że zarłomił będzie mógł trochę wytrzymać bez lekarstwa. Czarnowłosa szybko podbiegła i rzuciła Sarze jedno senzu, gdzie ta od razu włożyła je do ust Dżina. Ten je pogrzył i rozszerzając oczy na całą szerokość, poczuł się o wiele lepiej. Kobieta pomogła mu wstać z ziemi, a potem ustawił się przed nimi i mógł dlaej mówić:
-Uff, dziękuje wam drogie dziewczyny. A teraz mnie uważnie słuchajcie, ukryłem Dendego w przeszłości, tam gdzie niegdyś wysłałem na trening ziemskich wojowników Z. Jemu tam nic nie grozi, gdyż znajduję się w czasie gdzie nie ma żadnych wrogów czy też dawnych zapomnianych saiyanów. Wiem tylko, że osoba która nas zaatakowała wyglądała jak ty Saro, to mi się niestety nie zdawało i mówiła coś o planie zero śmiertelników, który ma wykonać jakiś Kaioshin.. Co prawda, w to nie wierzyłem, ale teraz co się wydarzyło, nie mam co do tego wątpliwości. Musicie niezłocznie udać się do Blade’a i Altaira, ponieważ mają kłopoty. Ruszajcie szybko, a ja tutaj wszystkim się zajmę. – powiedział i coraz bardziej je poganiał. One tylko wzruszyły ramionami, odwróciły się do niego plecami i aktywując aury, ruszyły do Capsule Corporation, tam gdzie regenerowali się obydwoje wojownicy.

*   *   *

Przez dwa dni, które dla Sary i Ttuce minęły trochę dlużej, czyli całe dwa lata, wojownicy Z w firmie Ojca Bulmy stawiali czoła wrogowi, który wyglądał jak Blade. Niestety ale Piccolo, Krilin, TienShin ani nawet KameSenin nie dali rady, wszyscy zostali pokonani, lecz nie uśmierceni. Teraz sobowtór Rivera z purpurowym ostrzem kierował się w stronę żółtego budynku, gdzie znajdywały się maszyny regeneracyjne ciała saiyanów. Kiedy już chciał znaleźć się we wnętrzu, niestety złoty pocisk ki powstrzymał go przed znalezieniem się tam. Klon ogoniastego odwrócił się mocno na pięcie i zobaczył w powietrzu dwie kobiety, z którymi jeszcze nie zdarzyło mu się zawalczyć. Prychnął tylko do siebie, uśmiechnął się w stronę Pań i zaczął także się kierować do nich. Przyjaciółki krwi popatrzyły na siebie, kiwnęły głowami, że wiedziały jaki jest plan i wylądowały przed wrogiem. Sobowtór ich przyjaciela ciągle podchodził do nich, po czym zatrzymał się kilka metrów przed nimi i powiedział:
-Ohh, a kogo my tu mamy. Widać, że ktoś tu nie wykonał rozkazu, ponieważ wy dwie wyglądacie znakomicie, a to pech. Trochę wstyd mi za was, przeciez wasz Dżinek potrafi tworzyć ubrania, a wy przychodzicie w podartych i zniszczonych łachach, okropność. No nic, po prostu zajmę się wami, a potem pomęczę trochę waszych koleżków, co wy na to?? – powiedział z psychicznym uśmieszkiem na twarzy, po czym ustawił się w pozycji do walki, lecz ta nie miała jeszcze się zacząć.

Ttuce wyszła przed swoją towarzyszkę, po czym napięła swoje mięśnie, lecz nie uwolniła jeszcze swojej przemiany. Przeciwnik tylko i wyłącznie uniósł brew ku górze i zastanawiał się o co chodzi. Słyszał tylko, że kobieta wypuszcza powietrze, a potem mówi w jego stronę:
-No no, nie wiedziałam, że Blade zmienił swój styl ubierania, dosłownie wyglądasz szkaradnie. A tak dla ścisłości, może pokaż nam to co potrafisz, tak jak twoja koleżanka pokazała mi przedtem… Wiesz o co mi chodzi, przemień się w tą swoją pedalską formę, żeby to źle nie zabrzmiało z moich ust.. – niestety ale i tak brzmi to obraźliwie względem ludzi, a zwłaszcza mężczyzn. Niestety Sara nie wiedziała o co konrketnie chodzi, dlatego oparła pięści na swoich biodrach, a potem czekała na dalsze wydarzenia. Niestety klon tylko westchnął, podrapał się po czuprynie i powiedział:
-Śmiertelniczko, daj mi się wpierw rozgrzać, potem pogadamy o przemianach. Więc zatem, pokaż mi na co cie stać, na co stać śmiertelnych ludzi!! – ruszył na nią i uderzając ją w twarz, chciał ją posłać do tyłu. Ta na szczęście stała twardo, jej policzek przepchnął utkniętą pięść i ta odepchnęła swojego wroga do tyłu. Kopia Rivera zdziwiła się trochę, po czym przybrał pozycję żeby przestraszyć wojowniczkę. Saiyanka tylko mruknęła coś do siebie, a potem także ustawiła się w pozycję do walki. Co będzie dalej?? Jakie nowe zdolności posiada TTuce?? Co Sobowtór Blade’a potrafi ?? Czy bracia krwi w porę zregenerują swoje ciała i pomogą koleżankom?? Dowiecie się w następnym rozdziale.

Rozdział 64: Powrót do Wszechświata Siódmego. Nowe Zagrożenie !?

Rozdział 64: Powrót do Wszechświata Siódmego. Nowe Zagrożenie !?

Przyjaciele teraz lecieli w zmodyfikowanym wehikule czasu, ale przez ten czas co podróżowali tunelu czasoprzestrzennym, wskoczyli w swoje stare ciuchy, które niegdyś nosili, ponieważ jak obiecali sobie, nie będą zmieniać ich dopóki będą w innym uniwersum. Oczywiście wiadome było, że chcieli znowu dostać specjalne ubranie od Whisa, ale nie wiadomo czy w ogóle będą mieli okazje je ponownie nosić, pewnie wtedy kiedy zacznie ich na nowo trenować. Bracia Krwi właśnie udali się do niewielkiej sali treningowej, po czym zaczeli się sparować, tak dla rozgrzewki, nie wiadomo co ich czekało po powrocie. Wojownicy nawet się nie transformowali, wreszcie tyle już czasy trenowali, że ich podstawowe formy dawały im taką siłę jak na super saiyaninie pierwszego poziomu. Po upływie dwudziestu minut, wreszcie maszyna zaczęła coś wskazywać, najpewniej to że zaraz obydwoje bohaterowie dotrą do swojego czasu. Blade i Altair w tej chwili mieli delikatnie zadrapane ubrania, ale raczej się tym nie przejmowali. Dotarli na mostek statku, a potem zobaczyli że właśnie będą szykowali się do lądowania. River i Drake już odczuwali, że coś jest nie tak i na pewno nie będzie komitetu powitalnego, choć kto wie co los im sprzyja. Tunel czasoprzestrzenny zniknął i mogli zobaczyć wreszcie planetę, a konkretniej tereny pod sobą. Saiyanie gdy tak patrzyli, nie mogli uwierzyć w to co widzą. Widzieli zrujnowane zgliszcza i rozwalone budowle w West City. Patrzyli z roszerzonymi oczami, gdyż nie mogli uwierzyć w to czy aby na pewno trafili do właściwych czasów. Brat Severinusa przecież wiedział dokładnie co jak ma poustawiać, ponieważ nawet w wehikule czasu mieli zapisane wszystkie parametry co dokładnie przestawić i ustawić. Ogoniasty nawet nie czekał aż pojazd wyląduje, dlatego też odbezpieczył grodzie i wyleciał szybko zobaczyć co się tutaj dzieję. Wbiegł jak najszybciej do Capsule Corporation i co zobaczył, trupy pracowników już najwyraźniej bardzo długo martwych, ponieważ wyglądali dość zgnile. Drugi Czarnowłosy dopiero dołączył po chwili, ponieważ musiał schować maszynę do kapsułki baku-baku. Też nie mógł uwierzyć w to co sie dzieję, ale jeszcze było jedno miejsce gdzie mogli się udać. Czarnooki wraz z druhem polecieli do tajemnego miejsca bulmy, czyli najistotniejszym miejcem był bunkier. Blade kiedy tak leciał usłyszał kilka świstów i cichych wybuchów, a kiedy się obrócił zobaczył jak pociski i rakiety leciały w jego stronę. Szybko odepchnął Altaira i zasłonił się, krzyżując ręce na twarzy. Po chwili wszystko eksplodowało, a on był delikatnie poraniony na rękach i przedramionach. Otrzepał się z tego, widział że to nie byle jaka broń, tylko najwyraźniej jakieś nowe bronie wyprodukowane w Capsule Corporation. Żołnierze gdy tak patrzyli, mieli przerażone oczy, a raczej wyglądali na jakiś rebeliantów. Nie poddawali się więc, dlatego też nadal wystrzeliwali z broni i rakiet. River tylko westchnął, po czym wymierzył rękę przed siebie i podmuchem ki, który był niewidzialny, zniszczył wszystko to co leciało w jego stronę, jak i odpechnął mniejsze pociski.

Nie rozumiał o co im chodziło, chciał się zapytać, ale ci użyli granatów dymnych i się ulotnili. Drake też spoglądał i on już pierwszy zaczął głuwkować o co mogło im chodzić, przecież oni byli ci dobrzy, nie ci źli. Brat Severinusa coś mruknął, a potem podleciał do przyjaciela, lecz ten nie spodziewal się kolejnego ataku od tyłu. Tym razem nie wiadomo skąd, jakiś wojownik trafił go kopniakiem w plecy i przez to wszystko czarnowłosy runął na jakiś już zrujnowany wieżowiec. Przebił się przez jego ściany i wylądowal po jego drugiej stronie, orając przy tym trochę chodnika i ulicy. Czarnooki chciał się podnieść, lecz tylko usłyszał jak ktoś się przenosi obok niego i kolanem podbija go do góry. Ten wypluł trochę śliny i leciał w górę, lecz Altair nie mógł tak się dziwić i przyglądać, więc aktywował aurę i poleciał go wspomóc. Ogoniasty wreszcie stworzył wybuch ki i kiedy starał się zobaczyć kto go atakuje, nie mógł w ogóle zobaczyć, ponieważ ten ruszał się błyskawicznie. Złotowłosy osobnik nadal katował przyjaciela Drake’a, tak jakby ten mu zabił rodzine albo jakiś jego znajomych, tak to wyglądało. Drugi Saiyanin wreszcie nadleciał i staranował napastnika, przez co ten wbił się w jakieś ruiny miasta. Altair westchnął, po czym złapał Blade’a i obydwoje wylądowali. Zaczęli ze sobą prowadzić konwersację:
-O co tutaj chodzi, nic z tego nie rozumiem, to nie ma nas chyba rok albo nawet dłużej i już jakieś zamieszania, atakujący żołnierze, jakiś saiyanin także… – powiedział River i drapał się po głowie, gdyż nie miał co do tego absolutnych myśli. Brat Severinusa natomiast starał się wszak domyśleć o co tutaj może chodzić, ale on także miał pustkę w głowie. Niestety ich wróg jeszcze nie miał zamiaru zaprzestać ataku, więc kiedy znajdował się we wnętrzu zrujnowanej budowli, ładował energie ki. Altair to poczuł, tak samo jego brat krwi i przyszykowali sie do obrony, ponieważ nie wiedzieli na co mają uważać. Po chwili mogli usłyszeć głośny ryk, zawalających się kilka bloków mieszkalnych i jeszcze takie słowa jak:
-FINAL FLAAAAAAAAAAAAASH!!! – Złota łuna mocy pomknęła w ich stronę, więc wiedzieli co muszą zrobić. Obydwoje po prostu wymknęli się technice, odlatując na boki, po to by nie zostać ranni, gdyż konsekwencje obrażenia tą umiejętnością mogły być straszne. Chyba wreszcie wierni druhowie nie mogli dłużej się bawić, więc we dwójkę wskoczyli na pierwszą formy super saiyanów. Widzieli, że tym razem przeciwnik gra inaczej i zaczął wystrzeliwać w ich stronę ki blasty, ale nadal się ukrywając. Poruszał się niewyobrażalnie szybko, dlatego też ciężko było stwierdzić czy walczyli z sojusznikiem czy też wrogiem. Odbijali kule energii za siebie, a potem zauważyli że tutejsze wojsko czy też nawet jego pozostałości nadciągnęło z odsieczą i załatwiło dwa czołgi. Wojownicy tylko mogli zrobić sobie face’palma z tego powodu, ale jednak nie zrobili i przygotowali się do bitki, ponieważ wiedzieli że to się skończy szybko. Wreszcie za sobą usłyszeli takie słowa jak:
-GALICK GUUUUUUUUUUN!! – Fioletowy promień energii poleciał w ich stronę, lecz w tym samym momencie dwie lufy wystrzeliły pociski ziemia-powietrze. Saiyanie kiwnęli głową na znak, że wiedzą co muszę zrobić, więc przytulili się plecami do siebie i stworzyli tarczę, która ich osłoniła. Bracia krwi nie mieli zamiaru się poddać, gdyż jeszcze nie znali przyczyn dlaczego zostali zaatakowani, ale musieli uważać. Po powstaniu solidnego wybuchu, dezaktywowali obydwoje tarcze mocy, po czym zajęli się nieprzyjacielami. Blade ruszył na złotowłosego osobnika, który miał czelność go zaatakować, więc szybko odnalazł jego energi i trafił go w potylice, ponieważ ten nadal się ukrywał wśród zgliszcz budowli. Drake w tym samym czasie po prostu złapał za lufę czołgu, który najwyraźniej był trochę zmodyfikowany i po prostu ją wykręcił w drugą stronę, zrobił to samo z drugą maszyną. Żołnierze nie wiedzieli co mają o tym myśleć, więc zaczęli strzelać karabinami w jego stronę. Seledynowooki popatrzył w ich stronę i zaczął bardzo szybko poruszać ręką, aż wreszcie wojsko wstrzymało ogień. Altair uśmiechnął się w ich stronę i upuścił zgniecione pociski, które pochwycił w dłoń.

Piechurzy nie mieli szans, więc z uszkodzonymi pojazdami zaczęli uciekać do swoich kryjówek. W innym miejscu, właśnie River wracał i miał pod pachą nieprzytomnego wojownika, który to stawiał się jak jasna cholera. Ogoniasty powrócił z nim do swojego przyjaciela, po czym obydwoje wylądowali na jakimś skwerze i go rzucili na ziemie. Kiedy zaczęli mu się przyglądać, wyglądał jak brat Altaira, ale nie mieli pewności czy to na pewno on. Odwrócili go twarzą do nich i to naprawdę był Severinus, który teraz był nieprzytomny. Drake normalnie troszeczkę się posunął do tyłu,ale powstrzymał się i podszedł z powrotem, ponieważ delikatnie zaczął go pukać po policzku. Severinus potrząsnął głową, po czym zaczął otwierać oczy i kiedy już to zrobił, trochę się przeraził, bo myślał że nadal to są wrogowie. Niestety tym razem Starszy brat o wszystko zadbał i przytrzymał go za nadgarstki, zaś Blade trzymał go za kostki. Młodziak chciał się wyrwać, ale niestety nie mógł się stawiać dwóm potężnym saiyanom, którzy nadal byli na transformacjach.
-ZOSTAW MNIE, NIE DAM SIĘ TAK ŁATWO ZABIĆ JAK POZOSTAŁYCH, NO JUŻ ZOSTAWCIE MNIE!! – krzyczał i wiercił się jak oszalały, nic dziwnego że nie miał zamiaru umierać. Altair potrząsał głową z niedowierzeniem, więc puścił jego jeden nadgarstek i walnął mu mocniejszego plaskacza na twarz.
-OGARNIJ SIĘ BRACIE, TO JA ALTAIR. NIE JESTEŚMY WROGAMI, CZEMU TAK SĄDZICIE!? – krzyknął mu prosto w twarz, a ten dopiero rozciągnął oczy jak tylko mógł i przypatrzył się uważnie. Młody saiyanin tak spoglądał i spoglądał, aż wreszcie uradowany chciał się przytulić do braciaka, więc wojownicy go puścili i zaraz powstała spokojniejsza atmosfera. Cała trójka powstała z ziemi i zaczęła się konwersacja:
-No dobrze, o co tutaj chodzi, czemu wojskowi jak i ty nas zaatakowaliście?? Musisz mi to wytłumaczyć. – zapytał się Drake, po czym młodszy nie miał zamiaru się dłużej ociągać i od raz się wypowiedział:
-Słuchaj mnie bracie, tutaj głównie chodziło o osobę Blade’a nie twoją, ale ty zostałeś także przy okazyjnie zaatakowany, przez to że myśleliśmy że współdziałasz z nim, ale jednak już wiem że tak nie jest. – powiedział i zaśmiał się głupkowato, po czym River złapał go mocno za górną część ubrania i porządnie szarpnął z gniewem w głosie:
-Słuchaj Severinus, nie obchodzi mnie to, że się pomyliłeś, nam chodzi o to jaki był powód ataku na naszą osobę, a nie że się pomyliłeś… – powiedział i puścił młodszego wojownika. Brat Severinusa spoglądał raz na Blade’a, raz na braciaka z podniesioną brwią i także był ciekaw co też było powodem tego niecnego ataku. Wreszcie saiyanin westchnął, po czym im odpowiedział:
-Słuchajcie, sprawa wygląda tak, że Goku i Vegeta ponownie udali się do Whisa na boski trening, by się wzmocnić, jakimś cudem coś sprawia że nie mogliśmy się jakoś z nimi skontaktować, więc już trudno. Na szczęście wy teraz jesteście, ale teraz też na to nie zwracam uwagi, ponieważ nasz wróg wygląda tak samo jak Blade… – powiedział i dwójka przyjaciół miała wielkie zdziwienie na twarzach. Nie wiedzieli czy mają się śmiać czy załamywać, gdyż to naprawdę brzmiało nie poważnie a nawet jak dowcip. Brat Severinusa spojrzał na młodego bardzo poważnie, skrzyżował ręce na torsie, chrząknął i powiedział:
-Słuchaj bracie, doceniam to, że pobawiłeś się trochę z nami i takie tam, ale nie żartuj sobie z nas. Pomyśl logiczne, jak ktoś może wyglądać tak samo jak Blade, przemyślałeś to w ogóle? Może ktoś przyjął jego wygląd, ale to na pewno nie była ta sama osoba. Musi być na to jakieś logiczne wyjaśnienie. – powiedział i kiwnął dwa razy głową, bo zgadzał się z własnymi słowami. Severinus załamał się trochę, bo nie wiedział jak to konkretnie określić, gdyż wiedział swoje a to, że jego brat mu nie wierzył to co innego.

Ogoniasty także trochę tego nie rozumiał, ale zgodził się tym razem ze słowami swojego brata krwi, ponieważ nie było takiej opcji by ktoś istniał jeszcze, ktoś kto wyglądał jak on. Teraz we trójkę stali na zrujnowanym placu i nie wiedzieli w sumie co konkretnie zrobić. Stali tak przez jakiś czas, aż wreszcie braciak wojownika sie wypowiedział:
-No dobra, nie ma co tutaj tak stać, chodźcie za mną, zabiorę was do kryjówki. – powiedział, po czym machnął ręką i wzniósł się w powietrze. Dwójka saiyan także zrobiła tak samo i poleciała za młodzieńcem. Kiedy Sev prowadził ich wszystkich, mogli podziwiać co się tutaj konkretnie stało, a raczej co gorsza, mogli obserwować wszędzie ruiny, które wyglądały przeokropnie. Nie dość, że musiało się zdarzyć jeszcze nie dawno, to jeszcze mogli zaobserwować trupy w wywalonych samochodach, czy też jakieś ciała, które zwisały z budynków, albo znajdywały się na latarniach. Wojownicy nie mogli dłużej na to patrzeć, dlatego też zaczęli spoglądać na wprost, tam gdzie prowadził ich sojusznik. Po upływie kilkunastu minut, wreszcie dotarli na miejsce, tym razem znajdowali się najwyraźniej o pół kilometra od capsule corportaion, gdyż zaczęli schodzić do jakiegoś podziemia. Kiedy tak szli, wreszcie widzieli w tle jakieś światła, które oznajmywały że nie są tutaj sami. Severinus nadal ich prowadził, aż wreszcie dotarli wpierw do Bulmy, który jak zwykle coś tworzyła, by pomóc temu światu, lecz kiedy zobaczyła wojowników, była strasznie uradowana. Wstała szybko i nie wiadomo czemu, przytuliła ich do siebie. Dla nich to było naprawdę dziwne, gdyż wiedzieli że niebieskowłosa się tak nie zachowuje. Matka Trunska wreszcie otarła łzy z oczu, a potem oznajmiła:
-Jak to dobrze, że jesteście… Zaraz zaraz….Czy to aby na pewno jest Blade, czy to jednak jest ten drugi zły?? – zapytała i miała palec na ustach. Brat Drake’a westchnął i jej musiał wszystko po kolei tłumaczyć, a kiedy skończył, ona znowu się wypowiedziała:
-Ahh, już wszystko rozumiem, no dobrze, ale w takim razie kto jest tamtym napastnikiem, czemu wygląda jak Blade i po co to wszystko?? I tak wiele wycierpieliśmy,a chciałabym posiadać więcej informacji, to nam nie wystarczy. Musimy dzialać zanim… – nie dokończyła słów, gdyż wszyscy poczuli bardzo mocne trzęsienie ziemi. Nie podobało im się to, aż nawet niektórzy ludzie, którzy ocaleli tam gdzie znajdowali się teraz bohaterowie. Można było także spotkać dzieci, gdyż niektóre z nich podbiegły do brata Altaira, ponieważ wiedzieli że jest tutejszym strażnikiem Ziemi. Nie trwało to długo, bo gdy zobaczyli Rivera, od razu się cofnęły wraz z bratem Drake’a do tyłu, bały się go. Ogoniasty nie był przecież zły, bo jakby tak było to pewnie od razu by tutaj wszystkich wybił, włącznie z Bulmą.Przyjaciele nie mogli przecież tak stać i nic nie robić, więc porozumiewali się teraz wzrokowo i od razu ruszyli na powierzchnie. Po opuszczeniu tajnego sanktuarium ludzi, wznieśli się ku górze i starali się wykryć energie ki. Zauważyli, że nie jest ona zwyczajna, gdyż można było wyczuwać tak naprawdę boską moc. Przyśpieszyli, ponieważ wiedzieli że nie będzie z przeciwnikiem żadnej zabawy. Wreszcie bracia krwi dotarli na miejsce, widzieli na dole ludzi, którzy używali broni i ciągle ostrzeliwali jedno miejsce, które raz za razem wybuchało od pocisków rakiet z bazuk czy też czołgów. Ziemianie nie poddawali się, ale wiedzieli że ich broń jest niestety bezużyteczna na wroga, mimo to się nie wycofywali. Wierni druhowie dryfowali trochę wyżej nad chmurami i starali się zobaczyć z kim będą musieli walczyć. Po upływie niedługiej chwili, mogli stwierdzić, że nikt ze znajomych się nie mylił, ujawnił się im osobnik, który naprawdę przypominał z gęby Blade’a. Sam Czarnowłosy się strasznie zdziwił i nie wiedział co ma o tym myśleć, po prostu będzie musiał wiedzieć, że musi przeprosić Severinusa za to że nie uwierzył. Kopia Czarnookiego wyglądała dokładnie jak on, tylko górna część ubrania składała się z czarnego kaftana i ciemno zielonego pasa. Spodnie także były czarne. Buty były koloru białego z zielonymi podeszwami, zaś na jego uchu widniał potara z ciemno-zielonym kolorem.

Z szalonym uśmiechem na twarzy posłał ciemno zieloną kulę wprost na uzbrojonych wojaków. Na szczęście Blade nie miał zamiaru ryzykować większą śmiercią, więc ułożył szybko palce na czole i przeniósł sie by ich zasłonić. Przyjął wybuch na siebie tak, by tamci nie oberwali w ogóle. Wróg zacisnął zęby ze złości, gdyż za bardzo nie wiedział kto się wmieszał do jego walki wraz ziemianami. Po zniknięciu chmury dymu, wreszcie River się pokazał, miał dość nadpalone przedramiona, ale się tym wcale a wcale nie przejmował, gdyż niegdyś miał gorsze obrażenia niż to. Przemienił się w super saiyanina drugiego poziomu i bez ceregieli zaczął atakować przeciwnika. Nieprzyjaciel nie spodziewał się, że będzie mógł się potyczkować z kimś, kto będzie wyglądał tak samo jak on, więc po chwili zaczął bardzo szybko kontrować ruchy saiyanina. Przyjaciel Altaira nawet jak dostawał jakieś mocniejsze ataki, to i tak zbytnio się tym nie przejmował, gdyż za każdym razem walił coraz mocniej i szybciej. Zła kopia tylko śmiała mu się prosto w twarz, przez co wojownik coraz bardziej i bardziej się wkurzał. River wreszcie głośno ryknął, zrobił obrót w powietrzu i trafil dość mocno w splot przeciwnika. Ten tylko zadławił się trochę, a potem wypluł jeszcze śliny, lecz tylko i wyłącznie uśmiechnął się jeszcze gorzej niż przedtem. Zły sobowtór złapał za głowę złotowłosego, a potem kilkukrotni wywalił mu z bańki, lecz to nie miałbyć koniec. Kiedy uczynił ów gest, złapał za obydwa nadgarstki i wbił stopę w brzuch seledynoowokiego. Ten plunął krwią, przez co wróg się tym zadowolił i jeszcze mocniej go obijał, jak i jego szybkość znacznie się zwiększyła. Drake już tak dłużej nie mógł się przyglądać, więc po prostu tak samo przemienił się w drugą formę super saiyanina i zadał cios w policzek z kopniaka. Nieprzyjaciel poleciał i przeleciał przynajmniej przez kilka budynków, które już i tak ledwo się trzymały, bo były w mizernym stanie. Ogoniasty jako tako się trzymał i podziękował ruchem głowy w stronę brata krwi, ten odwzajemnił i kazał mu się wycofać. River stanowczo odmawiał, ponieważ to nie były takie poważne rany, ale niestety nie mógł już nawet odpowiedzieć, gdyż jego zły klon pojawił się tuż między nich i zderzył ich własnymi głowami. Brat Severinusa wraz z druhem jęczeli z bólu przez chwilę, a potem we dwójkę zajęli się przeciwnikiem, który sobie kpił z nich. Prychnął w ich stronę, a potem wykopał i trafił w tors Altaira, przez co ten wbił się w jakiś już dawno zawalony budynek. Konstrukcja nie wytrzymała i zaczęła walić się do końca, lecz saiyanin wyleciał na formie super saiyanina trzeciego poziomu. Tryskała w nim nienawiść do wroga, więc szybko się pojawił obok i zadał porządny cios w twarz, przez co ten poleciał do tyłu, lecz wyratował się wybuchem ki. Zatrzymał się i zaczął wysyłyać ciemno-zielone pociski ki w stronę złotowłosego, który błyskawicznie wymijał ruchy kulek. Ogoniasty gdy tak spoglądał na przyjaciela, nie mógł dalej lewitować bezczynnie, więc napiął wszystkie mięśnie i wykrzyknął takie słowa jak:
-KAIOKEN RAZY CZTERDZIEŚCI!!! – czerwona otoczka mocy otoczyła jego ciało i ten pomknął ku wrogowi. Zły sobowtór nie dał rady obronić się przed dwoma szybkimi bohaterami, dlatego też wykiwał ich, używając błyskawicznej trasmisji i układając sobie palce na czole, zniknął, przez co oni obydwoje trafili na siebie i zadali sobie tylko obrażenia. Bracia krwi byli przez chwilę na siebie wkurzeni, ale wiedzieli że całą tą złość musieli kierować na klona Blade’a. River wreszcie westchnął, po czym znów wykrzyknął:
-KAIOKEN RAZY PIĘĆDZIESIĄT!!! – krwista aura znacznie się zwiększyła, dając większą siłę, jak i prędkość wojownikowi. Przeciwnik pojawił się niedaleko nich, lecz zaraz otrzymał porządny kopiak od tyłu, jeszcze na dodatek trafiono go pod żebra, co powodało dosyć silny ból. Niestety, nie zemścił się, ponieważ teraz bohater przemieszczał się zbyt szybko, dzięki czemu miał znaczną przewagę nad wrogiem. Pojawił się przed nim i zadał kilka solidnych walnięć i kopów. Nie skończył swojej miszanej kombinacji, gdyż zaraz udał się za wroga i znowu podbił go do góry podwójnym kopnieciem, gdy jego głowa znajdowała się w stronę gleby. Wróg wypluł tym razem trochę krwi, ale zauważył że saiyanin pojawił się znów nad nim i wbił go po prostu w powierzchnie planety, tworząc krater. Wreszcie czerwone łuna energii zniknęła, gdyż Blade nie chciał zbytnio przeciążać swojego ciała, mimo iż to bardzo mocno odczuwał. Teraz wstąpił na jego miejsce Brat Severinusa, ponieważ musiał pokazać co potrafi na trzeciej formie.

Wróg nie przejmował się w ogóle tym co go zaraz może czekać, dlatego też wyrwał swoje ciało z dziury i po chwili już był poza kraterem. Klon Blade’a zrównał się ze złotowłosym, po czym tamten popatrzył się trochę na niego. Wróg tylko zachichotał złowrogo, po czym wystrzelil ciemno-zielony promień ki, lecz saiyanin z łatwością wyminął energię i trafił w splot swojego oponenta. Sobowtór Rivera zaklął cicho pod nosem, gdyż nie udał mu się specjalny manewr, mimo to i tak się nie przejmował, w zanadrzu miał jeszcze wiele do pokazania. Po chwili Altair groźnie krzyknął, a potem pozostawiając swoje widmo, zjawił się za plecami wroga i walnał go w kręgosłup, a jeszcze zaraz zrobił obrót i kopnął go w żebra. Nie miał zamiaru za szybko przestawać, więc zaczął obijać go pięściami po całym ciele i robił to coraz mocniej i szybciej. River wszystko oglądał z boku, ponieważ był trochę przemęczony przez formę kaiokena, którą ciągle trenował dzięki czemu na pewno będzie coraz lepszy, ale z gorszym osłabieniem dla ciała. Altair wreszcie na nowo ryknął jak dzika małpa, a potem po prostu złączył obydwie ręce w młot i wbił wroga w ziemie. Ten zagłębił się dość mocno, a mimo to budynki się na niego zawaliły, co spowodowało większe szkody w West City. Po powstaniu delikatnie trzęsienia ziemi, budowle wreszcie całkowicie upadły. Powstało sporo kurzu, który uniósł się ku górze, przez co nie wiadomo co dokładnie miał zamiar zrobić wróg. Niestety kopia saiyanina stworzyła bardzo potężny wybuch, który miał wygląd czarno-jasno fioletowy z zieloną otoczką. Wróg uniósł sie z jeszcze większej dziury niż przedtem, a potem śmiał sie w niebogłosy i dalej się nie odzywał. Po prostu strzelił knykciami u rąk, po czym ustawił się w pozycji do walki. Brat Severinusa już powoli miał dość tego nowego przeciwnika, dlatego też ruszył na niego jako pierwszy. Wróg zrobił tak samo, przez co zderzyli się przedramionami i po prostu zniknęli z oczu Saiyanina, który jeszcze wypoczywał. Ogoniasty widział jak wszędzie powstawały kopuły ki, który coraz szybciej i szybciej się poruszały. Blade wiedział, że jego przyjaciel nie będzie miał łatwej walki, gdyż przeciwnik naprawdę wydawał się silny. Czarnowłosy ciągle wszystko obserwował, ale wydawało mu się, że ma nad wszystkim przewagę, dlatego też tylko uśmiechnął sie do siebie i wierzył, że brat krwi sobie poradził. Seledynowooki właśnie wyleciał z jednej kopuły ki do tyłu z raną na boku ciała, ponieważ wróg zagrał nieczysto o stworzył fioletowo-ciemno zielone ostrze ki. Kopia Rivera zawarczała dziko, a potem pojawiając się za Drake’iem, znowu na nowo go raniła. Altair odleciał trochę do tyłu delikatnie pocięty w wielu miejscach, nie spodziewał się że wróg zna różne techniki, ale domyślił się że może tak być. Brat Severinusa wkurzony tym wszystkim, aktywował aurę i zaczął się coraz bardziej wzmacniać. Kiedy już trochę się podładował, dostał pięścią w brzuch przez co zgiął się trochę w pół. Ataku ze strony wroga nie było końca, wzleciał trochę wyżej nad saiyanina i walnął go w głowę, przez co ten zaczął szybować w dół, nieopanowanym lotem. Wojownik wreszcie stworzył wybuch ki, wystrzelił się w górę i staranował przeciwnika, przez co posłał go wśród ciemne chmury, przez które stracił z nim widoczność.

Oponent nie zamierzał się już ukrywać, chciał pokazać kto naprawdę ma tutaj moc, że to on naprawdę tutaj rządzi. Stworzył kilka swoich widm, po czym pojawiając się za złotowłosym, chciał go trafić znów pod żebra, lecz tak naprawdę urzeczywistnił to tylko swoim powidokiem. Prawdziwy wróg zjawił się przed twarzą seledynowookiego i trafił go w policzek, potem w kolejny i jeszcze w nos, zakończył na kilku ciosach w żebra, jak i splot. Drake nie spodziewał się takiej szybkości i siły ze strony przeciwnika, aczkolwiek wiedział że to może być problematyczny nieprzyjaciel. Klon Blade’a śmiał się jak oszalały i dalej nie przestawał jeśli chodziło o walkę, czuł że naprawdę jest coraz mocniej podeskcytowany, jak każdy saiyanin. Wreszcie Altair zblokował kolejny nadchodzący cios, a potem zrobił obrót w powietrzu i odkopał od siebie złowrogiego sobowtóra towarzysza. Na domiar tego, jego aura przybrała bardziej formę kulistą, ponieważ wojownik osiągał sto procent mocy, dlatego też wiedział że będzie mu coraz łatwiej, wreszcie nabierał szybkości i siły. Zaczął zadawać na zmianę ciosy od lewej do prawej na twarzy wroga, przez co ten nie mógł w ogóle zareagować, złotowłosy był dla niego za szybki. Wreszcie przyjaciel Blade’a podbił sobie kolanem wroga, trafiając go przy tym w brzuch i wysyłając ku górze. Nie czekając ani chwili dłużej, prawą dłoń położył na zewnętrznej stronie drugiej dłoni i odkręcił się trochę do tyłu. Ogoniasty wiedział co planuje jego brat krwi, więc używajac znów błyskawicznej transmisji, pojawił się przed swoją kopią i układając w specyficzny sposób ręce, wykrzyknął:
-SOLAR FLAAAAAAAAAAAARE!! – oślepiający błysk mógł zostać zauważony przez wszystkich w tutejszej okolicy, a nawet dalej. Przeciwnik został oślepiony i za bardzo nie wiedział jak ma na to zareagować, więc przybrał pozycję do obrony, musiał być ostrożny. Altair uśmiechnął się, gdyż w myślach dziękował druhowi za pomoc, ale jak wiadome było, saiyanie uwielbiali walczyć razem. Niestety, przypadek obydwu bohaterów był taki, że nie byli jak Goku i Vegeta, gdy tamci nie mieli zamiaru współpracować, zawsze woleli walkę jeden na jednego. Ci wojownicy byli inni, nie byli tak jak tamci, dlatego też woleli pozbywać się wroga jak najszybciej się dało. Brat Severinusa wreszcie skończył ładować technike, gdyż złoto-fioletowa aura wokół niego zwiększyła się jak na największy limit jego osoby. Seledynowooki wypchnął do przodu ręce i krzyknął takie słowa jak:
-SUPER GALICK GUUUUUUUUUUUUUN! – Potężna czerwona-fioletowa fala uderzeniowa pomknęła ku górze, na oślepionego oponenta. Wreszcie sobowtór Blade’a po chwili zaczął powolutku mrużyć oczami, ale nadal nie wiedział o co tutaj chodzi, dlatego też delikatnie zmienił swoją pozycję nie w tą stronę, gdyż myślał że wojownicy zmienili destylację położenia. Drake tylko i wyłącznie naprężył bardziej mięśnie, a potem zwiększył jak i powiększył technike i przyśpieszył jej lot w stronę wroga. Wreszcie nieprzyjaciel otrzymał potężną umiejętnością na cały jego majestat, każdy myślał że został zmieciony, jak i bardzo daleko wypchnięty poza Ziemie. Po dłuższym locie, który odepchnął przeciwnika, powstała eksplozja i powstało sporo kurzu na górze. Zmęczony brat Severinusa przyklęknął na glebę i powrócił do drugiego stopnia super transformacji. Starał się wyłapać rytm oddechu, lecz to po dłuższym czasie dopiero było łatwe. Po chwili zbliżył się do niego Blade i patrzył na górę, ponieważ miał nadzieję że wróg został pokonany. Nie wiedzieli konkretnie czy na pewno im się to udało, gdyż ich wróg posiadał boską energie ki i od czasu do czasu nie potrafili jej wykryć. River poklepał po ramieniu przyjaciela i rzekł:
-No to chyba się udało, choć nadal jestem ciekaw kim on był. Przypomnij mi też, żebym przeprosił twojego brata, ponieważ ty i ja tak naprawdę mu nie wierzyliśmy… – rzekł i pokazał kciuk do góry, że raczej misja została wykonana. Złotowłosy tylko mruknął coś pod nosem, a potem wstał i odpowiedział:
-Fakt, masz rację. Ja też nie wierzyłem co do słów mojego brata, a on miał naprawdę rację. Muszę na następny raz by bardziej mu wierzyć, wreszcie jest moją rodziną. – skończył się wypowiadać i patrzył ku górze, bo musiał wiedzieć czy aby na pewno pozbył się problemu. Po krótszym upływie czasu, gęsty kurz złączony z chmurami ulotnił się, bo tylko przeszkadzał aż wreszcie nikogo tam nie było widać, tak jakby naprawdę przeciwnik umarł. Niestety obydwoje druhowie mylili się, nie trwało to zbyt długo, gdyż ich wróg użył techniki yadratianów. Popatrzył na saiyanów, potem na siebie, bo jego ubranie było tylko trochę zniszczone i podarte w niektórych miejscach. Na nowo stworzył w wyprostowanej dłoni otrze ki i zaczął nurkować w ich stronę. Bracia Krwi popatrzyli na siebie, a potem na wroga i obydwoje przemienili się równocześnie na trzecie stadium super saiyanów.

Wojownicy ruszyli równolegle i obydwoje trafili w tym samym momencie oponenta w obydwa jego policzki. Klona Rivera tylko przez podwójny cios, zaczął lecieć teraz w drugą stronę, gdyż jego impet nurkowania pogorszył sprawę. Złotowłosi pojawili się przy nim i po prostu we dwóch zaczęli go katować, gdyż skończyła im się cierpliwość do złego nieprzyjaciela. Klon druha Drake’a nadal się stawiał, chciał ich ciąć wiele razy, lecz ci po prostu sparowali atak, albo zmieniali jego tor lotu. Nie dawali mu tym razem już za wygraną, chcieli się pozbyć chwasta raz na zawsze, lecz niestety wiedzieli że ktoś go wesprze, a tym kimś była Towa. Pojawiła sie nad nimi wraz z Mirą, swoim ukochanym arcydziełem stworzonym ze złej mocy. Zaśmiała się złowrogo, po czym wystrzeliła ze swojego berła w stronę kopii Blade’a i dodała mu złej energii. Teraz Sobowtór ogoniastego mial krwiste oczy, jak i purpurowo-ciemno zieloną aurę. Zacisnął obydwie pięści i rozkładając je jak skrzydła, pochwycił obydwu bohaterów i miotnął nimi jak lalkami w stronę budowli. Kiedy przebijali się przez różne już dawno zawalone ruiny, na szczęście zatrzymali się i z mocą trzeciego poziomu super saiyanina, ruszyli gniewnie na wroga. Tym razem to on miał znów przewagę, gdyż gdyby nie Towa, nigdy nie stał by się jeszcze silniejszy niż teraz jest. Przeciwnik teraz po prawdzie igrał sobie z braci krwi, ponieważ ci nie mogli go nawet w tej chwili w ogóle zadrapać. Nie podobało im się to wcale a wcale, a wiedzieli że będzie teraz coraz ciężej. Miecz energetyczny delikatnie się wydłużył, przez co sięgnął Rivera i ten plunął krwią na ziemie. Mimo iż szybko cofnął się do tyłu, to rana została od razu zasklepiona, bo gdyby to nie była ki, zapewne zacząłby mocno krwawić. Chwycił się za ranę i zauważył jak Brat Severinusa zasłonił go trochę i zaczął wystrzeliwać mnóstwo pocisków ki w stronę oponenta. Ten tylko prychnął złoworgo z psychicznym uśmieszkiem na twarzy, a potem zaczął je sobie od tak rozcinać. Powstawały niewielkie wybuchy przez kulki energii Altaira, lecz ten nie przestawał. Odchylił delikatnie głowę do tyłu i rzekł:
-Musisz uciekać, on nie może cie dopaść, nie wiadomo kto to jest i co może zrobić, a jeśli byłoby tak że by cie wchłonął, nie byłoby zbyt ciekawie. Przez chwilę go powstrzymam, a ty się cofnij. – powiedział i nadal wymachiwał do przodu, by strzelać jak największą ilością pocisków mocy. Ogoniasty jednak nie usłuchał i z aurą kaiokena, ruszył na wroga. Niestety Drake wiedział, że tak może być, dlatego też przestał wystrzeliwać pociski ki i poleciał wspomóc towarzysza. We dwóch zderzyli się dość mocno z przeciwnikiem, przez co ten trochę się zawahał, lecz potem zaczął zadawać solidne uderzenia dwójce przyjaciół. Saiyanie bronili się zaciekle, lecz nie spodziewali się że Towa aż tak bardzo mu pomoże, jeśli chodziło o tą potężną moc. Wreszcie Ogoniasty ryknął głośno i poleciał jako pierwszy za celem, który został wybity potężnym ciosem w brzuch. Jego Kopia ciągle leciała do tyłu, bo siła odrzutu ataku ze strony dwóch braci krwi była przeogromna. River doleciał do niego, po czym zadał jeszcze mu cios pod szczękę, podbijając go wyżej do góry.

Złapał zaraz swojego sobowtóra za nogę i kiedy go tak rozkręcał, posłał go na kolejne budowle, po to by go powstrzymać. Wróg przelatywał przez ruiny, nie robiąc sobie z tego tak naprawdę nic. Pojawiając się już na miejscu, zadał kolejny cios w jego plecy, wykopując przeciwnika w stronę swojego druha. Altair tylko uśmiechnął się, po czym nadział go na swoje kolano i jeszcze trochę pokatował swoimi pięściami, jak i przyłożył mu stopami w twarz. Wreszcie kopia saiyanina zatrzymała się, a potem wystrzeliła dwie potężne wiązki, rozkładając ręce jak samolot by móc trafić w obydwu bohaterów. Przyjaciele na szczęście tego uniknęli, ale to nie był koniec jaki miał ich zaskoczyć, ponieważ sobowtór Rivera pojawił się znowu przy nim samym i przebił go na wylot ostrzem ki. Ogoniasty plunął krwią i widział, że ten wymierzył teraz w niego ręką, przez co zmiotła go energia mocy przeciwnika. Zaczął instyknownie i w nie opanowamy locie lecieć na budynki, przez które się przebił. Drake nie mógł na to patrzeć, więc wykrzyknął takie słowa jak:
-KAIOKEN RAZY CZTERDZIEŚCI!!! – czerwona łuna mocy otoczyła całą jego sylwetkę i kiedy pojawił się przy wrogu, zaczął go trafiać tam gdzie tylko mógł, nie miał zamiaru znowu tracić wiernego kompana. Wreszcie porządnie przyłożył mu w splot, a potem kilka razy zaatakował jego żebra, jak i mostek, a potem kręgosłup. Klon Blade’a dostawał porządne lanie, lecz przez to że był naprawdę potężny i korzystał z boskiej mocy, był praktycznie nie do pokonania. Wreszcie przeciwnika brata Severinusa tak jakby umknął następnego ataku saiyanina i sam mu porządnie przyłożył i przy okazji zranił go mocno swoim ostrzem energii. Trunks i Nekomi już tu byli, starali sę powstrzymać Towę, lecz tak jak zwykle chowała się za Mirą, która coraz mocniej i mocniej rósł w siłę. Oponent wreszcie zauważył błąd w ruchu złotowłosego,więc uśmiechnął się perfidnie i wykorzystał to na swoją korzyść. Użył błyskawicznej transmisji, a potem pojawiając się za seledynowookim, po prostu wystrzelił solidny rozmiarów promień ki, który trafił go w plecy i na pewno je dość mocno przypalił. Altair jęknął z bólu i leciał w tamtą stronę, gdzie rozbił się jego przyjaciel. Dosłownie można było rzec, że Drake gruchnął o ziemie i niedaleko jego osoby, leżał dość mocno poraniony jego brat krwi. Brat Severinusa starał się podnieść, lecz usłyszał świst i poczuł jak coś ktoś mu wbija od strony pleców, a on już wiedział kto to może być. Saiyanin starał się podnieść z ziemi, lecz jego wróg dłubał sobie energetycznym mieczem w jego plecach, jak i robił mu dosłownie odwiert. Na szczęście, odsiecz przybyła i Sam Severinus wbił się kolanami na twarz oponenta, który trochę się zdziwił że ten ów osobnik jeszcze żyję. Młodziak szybko wyglądował przy braciaku, po czym wzniósł się z nim i podlecieli do Rivera. Ogoniasty nadal jeszcze ledwo widział na oczy, gdyż zaraz miał stracić przytomność, ale dostrzegł że ktoś zmierza w jego stronę. Blade przekręcił się na bok i z ciężkimi oddychami miał nadzieję, że ponownie nie wikituje, na dodatek we własnym świecie. Zły klon pomasował się po twarzy i kiedy się ocknął, zorientował się że tamci dwaj z którymi walczył, najwyraźniej planują uciec. On wiedział, że nie może im na to pozwolić, więc odchylił ręce do tyłu i delikatnie łączac je ze sobą, kumulował energie do techniki. Kiedy po jakimś czasie wreszcie udało mu się jej trochę zebrać, zacisnął z zęby w grymasie seryjnego mordercy, po czym wykrzyknął:
-KA ME HA ME HAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!! – purpurowo-ciemno zielona fala mocy poleciała w stronę trójki wojowników. Severinus za bardzo nie miał jak się obrócić do tyłu, by wysunąć dłonie i to jakoś przetrzymać, ale jakimś cudem energia ich nie trafiła. Brat Drake’a odwrócił delikatnie głowę do tyłu i zauważył, że zostali ocaleni przez złotowłosego wojownika, który właśnie się tutaj pojawił. Miał na sobie Niebieski uniform, biało-złotą zbroje, a także białe rękawice i buty. Posiadał niebieski scouter i nie rozstawał się z nim na krok, mimo iż już dawno potrafił wyczuwać energie ki. Helix przybył w samą porę, gdyż przetrzymywał falę energii przeciwnika i zmienił jej tor lotu po chwili. Przeszedł szybko na super saiyanina drugiego poziomu i zaczął go ostrzeliwać kulami ki. Odwrócił głowę do młodszego saiyanina i rzekł:
-SŁUCHAJ, ZABIERZ ICH SZYBKO DO KRYJÓWKI I ODEŚLIJ Z POWROTEM, A JA GO TUTAJ PRZETRZYMAM. – skończył mówić, aż wreszcie też przestał z ostrzałem energii. Odchylił jedną rękę do tyłu, naładował w niej energie ki, a potem wykrzyknął takie słowa jak:
-MAXIMUM FLASHER!!! – złota łuna mocy pomknęła w stronę jego wroga, przez co ten trochę mocno oberwał, jak i dostał jeszcze wybuchem. Eksplozja rozeszła się wokół, poniszczyła trochę tu i ówdzie już dawno zrujnowanych budowli, lecz to miało choć na trochę powstrzymać oponenta.

Hex nie dawał tak łatwo za wygraną i poleciał w stronę nieprzyjaciela, tam gdzie go wysłał swoim promieniem energii. Technika jak wiadomo, za wiele mu nie zrobiła, lecz ten stworzył wybuch, rozrzucając kawałki budynków w każdą stronę. Złotowłosy szybko zaczął robić manewry unikające, lecz pojawił się za nim klon Blade’a, który to ciachnął go po plecach i na szczęście, rozciął mu tylko pancerz. Seledynowooki nie miał zamiaru tak łatwo mu popuścić, dlatego też podleciał trochę do swojego wroga i układając dłonie w specificzny sposób, wypowiedział głośno:
-SOLAR FLARE!! – oślepiający błysk padł na wroga po raz drugi, gdyż już dzisiaj w tym dniu oberwał falą mocnego światła. Klon Rivera nic teraz nie widział, nawet nie mógł przez chwilę skupić sie na wykrywaniu energii ki, gdyż Helix nie miał zamiaru tutaj przebywać, więc udał się za towarzyszami. Severinus wiedział, że do głównej kryjówki nie może lecieć, więc zaczęli szybować w stronę jakiś budowli, które nie posiadały dachu. On już wiedział co planuje zrobić, ale jego brat jeszcze nie miał pojęcia na co się szykuję. Młody Saiyanin wreszcie dotarł na miejsce wraz ze straszym Bratem, jak i ogoniastym, którzy byli mocno ranni. Wylądował i położył ich delikatnie na ziemie, bo nie chciał by im się jeszcze coś stało. Severinus szybko przykucnął przy Altairze, zaczął przy nim szperać i znalazł pudełeczko z kapsułkami. Wziął tą która miała opis, po czym kliknął i rzucił przed siebie, dzięki temu powstał wehikuł czasu. Wojownik szybko wszedł do środka, nawet nie zamykając klapy i sprawdzał główne logi, by wysłać swoją rodzinę i jego przyjaciela do czasu w którym byli ostatnio. Severinus już wiedział co musi zrobić, wreszcie główkował podobnie jak jego braciak. Powciskał klawisze na konsoli i ustawił datę do której ma się udać maszyna. Szybko z niej wybiegł, chwycił mocno Blade’a i złapał starszego Braciszka pod ramię i zaczął ich tam targać. Drake otworzył oczy i widział, że jest niesiony przez młodego, więc odkaszlnął i powiedział:
-C-co ty robisz….p-przecież nie dacie s-sobie r-rady….o-on jest na-naprawdę po-potężny… – po chwili, stracił przytomność. River w ogóle nie odpowiadał, wyglądał tak jakby był nieruchomym workiem kartofli, który w ogóle nie ma w sobie życia. Severinus miał nadzieję, że nic mu nie jest, więc po prostu zaniósł ich do pokoi i sprawdził puls saiyanina. Na szczęście, ten był delikatnie podniesiony, ale żył i to było najważniejsze. Zamknął po sobie drzwi i kiedy już właśnie uruchamiał pojazd, zobaczył przez szybę że ktoś tam stoi. Kiedy mocniej się wychylił, widział tam swojego brata, którego właśnie odwlókł do łóżka. Trzymał bardzo mocno zaszyję Helixa, gdy ten próbował się wyrywać. Severinus tak patrzył i patrzył i dopatrzył się niemożliwe, osobnik który trzymał Hexa za szyję miał na uchu rubinowego potara. Jego ubranie także miało rubinowo-szarawy kolor, lecz niestety kolor spodni i butów był nieznany. Zły osobnik wreszcie rzucił złotowłosego o tutejszy budynek, przez co ten przeleciał przez ściany. Brat Altaira szybko wybiegł z pojazdu i kiedy już widział, że ten zaczyna uruchamiać podróż, wróg chciał wystrzelić pocisk energii.

Na szczęście, szybkość dobrego saiyanina była lepsza i dosłownie w odpowiednim momencie, pojawił się przed promieniem ki, który trafił jego i odepchnął go na wehikuł. Ten na szczęście się delikatnie potrząsnął, lecz jego sekwencja lecenia do góry nie była mocno zakłócona. Oponent z wyglądem starszego Drake’a popatrzył ku górze i położył prawą dłoń na zewnętrznej stronie drugiej ręki. Odkręcił się trochę bokiem po skosie i zaczął kumulować energie na wystrzelenie jej w pojazd, który miał zamiar się stąd ulotnić. Severinus trochę pomasował się i zobaczył, że jego tors jest trochę przypalony, ale to jeszcze nie był koniec jego zadania. Ryknął głośno, aż wreszcie wskoczył na pełną moc super saiyanina drugiego poziomu i wzbił się ku górze. Złączył w obydwu rękach palce wskazujące jak i kciuki i wymierzył tam, gdzie zły osobnik ładował technike. Po upływie kilku chwil, osoba wyglądająca jak Altair wykrzyknęła takie słowa jak:
-DARK SUPER GALICK GUN!!! – Rubinowo-ognisto-purpurowy promień pomknął w stronę młodszego saiyanina. Ten tylko prychnął na to i też groźnie wykrzyknął w stronę wroga:
-SUPER BUSTER CANNON!!! – Potężna niebieska energia wystrzeliła z jego broń i obydwoje właśnie zderzyli swoje umiejętności. Techniki równocześnie napierały na siebie z naprawdę potężną mocą i teraz każdy tak naprawdę chciał wygrać. Sev popatrzył trochę za siebie, jak pojazd sobie radzi, ale widział że już jest na odpowiedniej wysokości by stąd zniknąć. Ucieszony tym wszystkim cicho westchnął, a potem napiął wszystkie mięśnie swojego ciała i wypcnął bardziej technikę. Zaczął powoli wygrywać, lecz nie trwało to długo, ponieważ jego przeciwnik był wyjątkowy i miał w sobie o wiele wiele więcej mocy niż powinień. Zły klon Altaira ryknął głośno i niestety tak bardzo przezwyciężał Severinusa, przez co ten myślał że to jego koniec. Nie,wiedział że nie może tak odstąpić od wygranej, więc pochylił delikatnie głowę do przodu i z całych swoich sił wydał z siebie krzyk który już dawno nie był słyszany. Przez ten hałas, nawet Helix się wreszcie ocknął i dosłownie pod swoją twarzą, no może kawałek w bok, widział jak maszyna właśnie ma stąd odlecieć. Drugim kątem oka spostrzegł, że sobowtór Rivera się pojawił i chciał zniszczyć wehikuł czasu, na nowo ładując technikę. Hex wściekły jak diabli, jedną ręką podtrzymywał sobie drugą i wysunął przed siebie dwa palce, by móc wystrzelić niewielki promień. Tymczasem u młodszego brata Drake’a nadal coś się działo, właśnie w tej chwili przekraczał moc super saiyana i wskakiwal na wyższy jej stopień.

Drugi złotowłosy poczuł to i nie miał pojęcia jak tamten to mógł z taką łatwością osiągnąć, przecież obydwoje byli pełnokrwistymi wojownikami. Severinus użył całch strun głosowych, tak sobie je zdarł, ale wreszcie mu się udało, ponieważ przemiana trwała z trzy-cztery minuty, lecz nie było to na marne. Długie złociste włosy wylądowały aż za jego tyłek, a moc którą teraz pałał była jeszcze lepsza niż przedtem. Ze złością w oczach, ponownie użył głosu i wykrzyknął, gdyż jego technika teraz zaczęła przezwyciężać tamtą. Zły klon Altaira nie wiedział co ma robić, gdyż to nie tak miało być i można było powiedzieć, że się poddał. Dał sie zbyt mocno ponieść strachowi, dlatego też odpuścił siłowanie umiejętności i został zdezintegrowany przez Buster Cannona, który należał do Seva. Wróg zniknął całkowicie z tego miejsca, a energia stworzyła przepotężny krater i zniszczyła cały ten budynek w którym walka przebiegała. Sobowtór Blade’a popatrzył w tamtą stronę i zauważył trzecie stadium transformacji, lecz tylko złowrogo prychnął i wrescie wystrzelił fale uderzeniową w stronę pojazdu. Na szczęście, Helix nie stracił przytomności i z dwóch palców posłał ku górze gruby promień, który po prawdzie był wielką kulą i zmienił tor lotu kamehamehy przeciwnika, przez co ten syknął ze złości. Popatrzył ku dole i widział złotowłosego, który był jeszcze nie dawno duszony przez jego wspólnika. Klon ogoniastego zaśmiał się chaotycznie, a potem wymierzył prosto dłoń w jego stronę. Niestety nie zdążył zebrać energii, gdyż dostał rakietą na twarz i na resztę swojego ciała. Po obróceniu się w przeciwną stronę, widział wojskowych którzy właśnie strzelali w jego stronę, natomiast Helix właśnie został zabierany przez kogoś na motor. Tak samo zmęczony Severinus opadł na ziemie i został pochwycony w czyjeś ręce, które go położył na tył motoru, obok drugiego wojownika. Bulma pojechała sama po nich i zabrała ich do kryjówki, a także jeszcze spojrzała na chwilę na górę i miała okazję zobacyć, jak wehikuł czasu jej projektu właśnie stąd znika. Nie spodziewała się w ogóle, że tak będzie, ale była uradowana, że saiyanie, którzy dorównywali Goku i Vegecie zostali ocaleni, a także czuła że tutaj wrócą i zemszczą się.

*   *   *

TTuce i Sara właśnie trenowały nadal swoje boskie moce na jakimś pustkowie, ale nie spodziewały się nawet tego, że ich dzień trochę się zmieni. Obydwie gdy właśnie siłowały się złączonymi dłońmi, odczuły dwie słabe energie ki, które zanikały z każdą chwilę. Nie podobało im się to, więc aktywowały aury i olały ich sparing, ponieważ były ciekawe co to może być. Zatrzymały się obydwie na chwile, a potem jednak spojrzała na drugą. Dopiero po chwili przypomniały sobie, że potrafią używać z techniki yadratianów, więc dawna służąca Czarnemu Wojowniki saiyanka ułożyła palce na czole i złapała koleżankę za materiał ubrania. Obydwie w mgnieniu oka się przeniosły i widziały, że wehikuł czasu ląduje na podwórzu capsule corporation, które było już nawet nieźle odbudowane. Dziewczyny szybko wyczekiwały aż maszyna wyląduje, ale nie lubiły tego spadku mocy, który tam właśnie się prawie marnował, jak i kończył. Po wylądowaniu pojazdu, kobiety dosłownie wyszarpały grodzie i wbiegły do środka, sprawdzając o co tutaj chodzi. Na pokładzie znajdowali się dość mocno ranni Blade, jak i Altair, którzy potrzebowali natychmiastowej pomocy lekarskiej. Saiyanki kiwnęły głową i jedna wzięła jednego, a druga drugiego. Udali się tam, gdzie aktualnie znajdowały się maszyny do regeneracji i poprosiły Ojca Bulmę, by ten je uruchomił natychmiast. Zgodził się oczywiście, a potem dwóch przyjaciół zostało włożonych do urządzeń, które miały na celu ich zregenerować. Co będzie dalej?? Jakie losy czekają prawdziwy świat dwóch braci krwi, jak i ich towarzyszy?? Kim są nieznani osobnicy, którzy wyglądem wyglądają jak dobrzy bohaterowie?? Czy TTuce i Sara pociągną za środki ostrożności?? Dowiecie się w następnym rozdziale.

Rozdział 63: Powrót Saku, Boga Śmierci!? Sara przybywa na ratunek!!

Rozdział 63: Powrót Saku, Boga Śmierci!? Sara przybywa na ratunek!!

Blade wraz z Altairem wyskoczyli wysoko w powietrze, wystrzeliwując pod siebie pociski ki, które miały zdezintegrować tutejsze demony opętane przez Czarnego Wojownika. Stwory niczego sie nie spodziewały, ponieważ nie za bardzo potrafiły korzystać z mógu i zostały zmiecione z powierzchni ziemi. Tymczasem kilkanaście metrów stąd Ttuce leżała w kraterze, lecz trochę jej zajęło pozbieranie się z niego. Kiedy już wstała, popatrzyła na swojego przeciwnika, który wyglądał nadal jak Raditz, wiedziała teraz że nie daruję swojemu wrogowi tego co właśnie zrobił. Bóg Śmierci uśmiechnął się perfidnie w jej stronę, po czym machnął palcami zachęcająco, by ta do niego przyleciała, tym samym tak uczyniła. Saiyanka zasyczała przez zaciśnięte zęby, a potem wybijając się z dziury, którą stworzyła własnym ciałkiem, doleciała do wroga i zadała cios. Niestety pięść spudłowała, przez to że Czarny Wojownik zostawił po sobie widmo i pojawiając się za kobietą, kopnął ją ponownie w stronę powierzchni planety. Ta leciała nieopanowanym lotem, lecz bardzo szybko się to zmieniło, ponieważ stworzyła wybuch aury i szarżowała teraz ponownie na przeciwnika. Oponent mógł się spodziewać takiej zagrywki, dlatego też posyłał w jej stronę grad energetycznych kul. Przyjaciółka Sary zwinnie unikała pocisków, lecz niestety nie wszystkich przez co czasami odrzucało ją do tyłu. Nie zamierzała się wycofywać czy też poddać, musiała się zemścić za to co zrobił jej Saku, ponieważ drugi raz straciła osobę, która mogła znowu na nowo pokochać. River i Drake po rozprawieniu się z bestiami nocy, popatrzyli na siebie a potem ruszyli z odpalonymi aurami w stronę dziewczyny. TTuce wreszcie dotarła do swojego celu i zaczęła robić różne kombinacje ciosów, które miały zranić wroga. Bóg Śmierci tylko prychnął i z psychicznym uśmieszkiem na twarzy nadal blokował i kontrował wszystkie ataki kobiety. Saiyanka wkurzyła się jeszcze bardziej i głośno ryknęła, dosłownie przed twarzą jej oponenta, którego trochę odrzuciło do tyłu. Teraz weszła na trzecie stadium super saiyanina i zostawiając po sobie swoja widmową kopię, pojawiła się za Czarnym Wojownikiem, kopiąc go mocno w plecy. Wróg zaczął dziko szybować, lecz po chwili stworzył wybuch ki, zatrzymując się tym samym i wyczekując na dalsze ruchy dawnej marionetki. Coraz bardziej się wściekała i chciała wreszcie pokonać gada, ale to nie było takie łatwe zadanie, dlatego też wiedziala że musi dać z siebie wszystko. Nieopodal walki dwojga osób, przyjaciele wylądowali na dośc sporym pagórku z którego wszystko dobrze widzieli i nie chcieli ingerować, ale strasznie ich kusiło. Wreszcie wojowniczka tak szybko śmignęła, że nawet Saku nie zauważył jej ruchu i dostał prosto w swoje czoło, przez co jego głowa trochę została wykręcona do tyłu. Jednak to nic na nim nie robiło, dlatego też zaśmiał się pod nosem, a potem zadał jej porządny cios kopnięciem pod żebra i jeszcze kolejny w splot. Przyjaciółka Sary wypluła krew na stary model zbroi Raditza, a potem chciała zadać kolejne ciosy, lecz jej pięści zostały pochwycone. Widać było, że Bóg Śmierci radził sobie świetnie, mimo iż jego przeciwnik przebywał na potężnej transformacji. Kobieta coraz bardziej i bardziej się wściekała, chciała wreszcie położyć kres jej wiecznemu przeciwnikowi, który tak naprawdę przypadkowo odnalazł się w jej życiu, czego na pewno nie chciała. Złotowłosej właśnie wróg wykręcił trochę ręce, a potem zadał kilka ciosów kolanem w brzuch. Seledynowooka zaczęła ciągle pluć śliną i krwią, a potem jeszcze Saku zadał cios z dyńki w jej głowę.

Nos TTuce trochę się przestawił, ale nie przejmowała się taką drobnostką, ponieważ mogłaby się bardziej martwić o swoje żebra czy też organy wewnętrzne. Dziewczyna wreszcie chciała się wycofać, lecz nadal jej oponent ją przetrzymywał w uścisku i nie miał zamiaru puścić. Chcicał popatrzeć jak cierpi, jak znowu wszystko straciła i nie będzie mogła się opanować przy tym co sie właśnie stało. Ogoniastemu wreszcie jedna z żyłek teoretycznie pękła, przez co wybił się nogami w z gleby i ruszył susłem w jej stronę. Aktywował super saiyana drugiego poziomu, a potem zamachnął się nogą w stronę przeciwnika. Bóg Śmierci wyczuł jego nadchodzącą energię, dlatego też zasłonił się kobietą, przez co ta dostała piętą w czoło. Czarny Wojownik puścił jej zaciśnięte pięści i ta runęła jak torpeda w dół, robiąc kolejny krater. Kolejne trzęsienie ziemi zbudzało nowe demony na Makyo Star, ale teraz najgroźniejszym potworem był Bóg Śmierci. Saku po chwili strzelił sobie kośćmi z karku, po czym odwrócił się do wojownika i rzekł:

-Nieźle, ale to nie koniec niespodzianek z mojej strony. Mam jeszcze przed wami cztery rozczarywujące rzeczy, które już za niedługo wam pokaże, ale teraz….pokażcie mi co potraficie. – pokazał swój grymas psychopaty i wyczekiwał na dalsze ruchy bohaterów. Przyjaciel Altaira westchnął, po czym nawet nie miał zamiaru odzywać się w jego stronę i zaatakował go z góry. Przeciwnik jakimś cudem przewidział ten ruch i zablokował jego młot tylko dwoma palcami, co naprawdę mogło zadziwić. River jednak nie miał zamiaru odpuścić tak łatwo, więc obrócił się w powietrzu i kopnął wroga w tors, przez co ten trochę od niego odleciał. Czarny wojownik ziewnął sobie, po czym wreszcie znudziła mu się zabawa z saiyaninem, więc stworzył kilka swoich widm, a prawdziwą osobą zadał cios w splot. Blade kaszlnął krwią, a potem otarł szybko krew z ust i zadał cios w twarz wroga. Oponenta trochę odchylił się znów do tyłu, ale jednak miał nadal swój psychodeliczny uśmieszek na twarzy, bo wyczekiwał na więcej. Złotowłosy zaczynał się trochę uspakajać, ponieważ wiedział że ta walka nie będzie jedną z pierwszych i to na dodatek łatwych.

Wyszedł ze swojej złotej formy, po czym ryknął dziko jak małpa oozaru i otoczył się niebieską poświatą. Po chwili znalazł się w formie super saiyanina blue, który emanował także boską energią. Saku trochę się wzdrygnął, gdyż jego ciało odczuwał przepływ boskiej energii obok niego. Wiedział, że to jednak mu może zagrozić, dlatego też on także wydobył właśnie teraz z siebie pokłady swojej mocy. Potężna mrocza aura była większa jak pół piętra, ale to jeszcze nie był wreszcie koniec niespodzianek, nie wiadomo co skrywał jeszcze. Blade jednak nie wahał się dłużej, zostawił po sobie swoją kopię cienia, po czym pojawiając się za oponentem, zadał cios pięścią w potylicę. Tak chciał szybko i bezboleśnie załatwić Saku, lecz ten zblokował to jako tako i niestety odczuł jakieś tam obrażenia. River teraz był w niewielkim berserku, więc wyciągał tylko pięćdziesiąt procent z siebie. Cios za ciosem, kop za kopem, wymiana różnych kombinacji ataków i potężne kopuły ki, które pojawiały się w różnych miejscach. Brat Severinusa przez ten czas poleciał tam gdzie rozbiła się ich towarzyszka i po prostu ją z tamtąd zabrał, żeby niechcący nie dostała jakimś potężniejszym atakiem ki czy też nawet mocną techniką. Drake z wiszącą kobietą na barku, powrócił na ten sam wysoki pagórek, na którym tak naprawdę nic im nie groziło, no chyba że tutejsze demony potrafiły bardzo wysoko skakać albo latać. Ogoniasty zauważył to kątem oka, więc krzyknął jeszcze mocniej, wyciągając ze swoich strun głosowych wszystko co mógł. Jego niebieska aura zwiększyła się, a potem zaczął dosłownie posyłać grady ciosów swojemu przeciwnikowi, lecz ten tylko kontrował je i blokował, a potem zadał cios w bok jego żeber. Saiyanin stęknął głośno, lecz szybko oddał atakiem pięści w podbródek wroga, a ten odleciał trochę do tyłu, zatrzymując się bardzo szybko i wbijając swoją stopę w brzuch bohatera. Wojownik znów zaczął się trochę dusić, pokaszlał trochę i starał się przetrzymać otrzymywane obrażenia, ale nie spodziewał się że będzie to takie trudne. Zwiększył jeszcze bardziej swoją aurę, po czym zadał cios z lewej strony, lecz Bóg Śmierci widział dokładnie jego kolejne ruchy, więc po prostu odleciał w inny bok by tego uniknąć. Przyjaciel Drake’a bardzo szybko zmienił tor lotu swojej ręki i trafił przeciwnika w szczękę, przez co ten chyba stracił z jeden ząb, albo nawet dwa, dokładnie tego nie było widać. Czarny Wojownik tylko prychnął i zaśmiał sie pod nosem, gdyż zostawił po sobie widmo i pojawiając się za wrogiem, wyczekał momentu aż River odwróci się do niego klatką piersiową. Niestety Blade zrobił tak jak chciał jego oponenta, przez jego wróg ułożył obydwie dłonie na jego torsie i wystrzelił dość silny promień ki, który zmiótł go gdzieś na obrzeża planety.

Niebieskowłosy leciał nieopanowanym lotem, a potem stworzył wybuch i zatrzymał się. Widział tylko jak jego spopielone po części górne gi spadło z niego, a na jego środku klatki piersiowej widać było najgorsze poparzenie jakie mogło być. Miał wiele szczęścia, że przeciwnik nie użył pełnej mocy, bo na pewno otrzymałby solidną dziurę na wylot, właśnie to go zdziwiło. Brat Severinusa przyglądał sie wszystkiemu i także się zastanawiał o co z tym wszystkim chodzi, przecież wiedzial że Saku bez zastanowienia by mógł zabić ponownie jego brata krwi, ale był jakiś powód czemu tego nie zrobił. Drake nie chciał się zastanawiać, ponieważ odgłos dziewczyny zawrócił mu w myślach. Altair podszedł do niej i pomógł jej wstać, lecz ta jeszcze odzyskiwała przytomność, wreszcie cios w tył karku był jednym z poważniejszych obrażeń na ciało. Niebieskooki znów załączył na siebie aurę, która otoczyła jego całą sylwetkę i ruszył dziko na wroga. Bóg Smierci tylko wyczekiwał natarcia i kiedy już widział, że robaczek się zbliża w jego sidła, pozostawił po sobie swój cień. Kiedy pięść trafiła widmo wroga, ogoniasty zaczął się szybko oglądać gdzie mogła znaleźć się ów osoba i niestety natrafił na nią, kiedy ta trochę była powyżej nad nim.Saku tylko ze swoim grymasem wariata wypowiedział takie słowa jak:

-PUNISHING BLASTER !!! – Potężny purpurowy promień ki pomknął w stronę wojownika. Bohater teraz dał się oszukiwać przeciwnikowi, lecz kiedy już miał otrzymać na siebie techniką, jakaś złota łuna energii wybiła umiejętność wroga w inną stronę. Był to nikt inny jak Brat Severinusa, który wszystko bacznie obserwował i nie miał zamiaru by jego wierny towarzysz znów cierpiał, tak jak wtedy. Drake ryknął głośni i także przemienił się w super saiyana blue, po czym zostawiając za sobą Saiyankę. Doleciał do swojego przyjaciela, który spojrzał na niego z uniesieniem brwi, a potem chciał się wypowiedzieć, lecz jego brat krwi mu w tym przeszkodził, gdyż odezwał się pierwszy:

-Słuchaj, mam plan. On nas teraz najprawdopodobniej nie słyszy, dlatego też udasz się gdzieś w ciemną strefę tej planety i zbierzesz tyle mocy ile będziesz mógł. Mój pomysł jest taki byś stworzył jak największą falę uderzeniową mocą jaką tylko będziesz potrafił, wierzę w ciebie, pamiętaj o tym. – położył mu dłoń na ramieniu i uśmiechnął się ciepło. Przyjaciel także wiedział, że jego druh mówi prawdę i będzie chciał zrobić tak ja mu to przekazał. Ogoniasty kiwnął głową na znak, że wszystko rozumie, po czym wyszedł ze swojej boskiej formy i poleciał hen daleko, by Saku go nie dorwał. Bóg Śmierci nawet nie przejął się wrogiem, który opuścił pole bitwy i oczy skierował ku Altairowi. Czarny Wojownik zachichotał złowieszczo i ruszył w stronę wojownika, który to zablokował pierwsze dwa ataki. Szybko cofał się do tyłu, by uniknąć kolejnych nadchodzących ciosów, ponieważ mniej więcej znał strategię jaką walczy jego przeciwnik. Zły Bożek denerwował się powolutku, gdyż brat Severinusa dosłownie wiedział w której chwili skontrować cios albo nawet go zablokować. Niebieskooki wreszcie zrobił przeskok nad oponentem, zadając kopniaka w tył czaszki, przez co ten został trochę oszołomiony i nie wiedział co się dzieję. Saku syknął złowrogo, po czym dostał jeszcze mocniej w swoje plecy i rozbił się o tutejszą powierzchnię, robiąc kolejne trzęsienia.

Coraz więcej demonów przebudzało się ze swoich snów i podążało w kierunku istniejącej walki. Saku podparł się zaciśniętymi pięściami o podłoże Mayko Star, po czym odwrócił głowę i widział że saiyanin jest tuż przy nim. Altair patrzył na niego z góry, po czym kopnięciem wbił się w jego brzuch i podbił go wysoko do góry, a po chwili przeniósł się tam gdzie go wybił i tworząc z obydwu rąk młot, wbił go ponownie w glebe. Czarny Wojownik runął nieopanowanym lotem, a potem stworzył naprawdę olbrzymi krater w którym teraz leżał bezradnie i nie wiedział co ma dalej robić. Bóg Śmierci wreszcie ruszył swoje siedzienie i widział, że kolejna pięść nadchodzi od prawej strony, więc szybko ulotnił się, zostawiając po sobie swój widmowy obraz. Stanął u góry krateru, po czym po jego twarzy można było stwierdzić, że koniec zabawy. Zły Bożek wreszcie pokazał kolejną otwartą kartę, ponieważ wydarł się z całych sił i zaczęło się dziać coś dziwnego. Przyjaciółka Sary kiedy już doszła do siebie, spoglądała z pagórka z którego przedtem obydwoje przyjaciele oglądali jej walki. Widziała to i nie mogła uwierzyć, jednak jej wróg nie oszukiwał ich, ukrywał coś przed nimi i zamierzał teraz to pokazać. Bóg Śmierci tak jakby zrzucał z siebie skórę, zbroja całkowicie spadła na ziemie i skruszyła się. Cały jego złowrogi majestat zmieniał się, skóra z beżowego koloru przeszła na czarny, włosy zostały takie jakie były, tylko ich tył się trochę skrócił. Jego ciemno-fioletowe ślepia zawitały ponownie, ponieważ przedtem były koloru czarnego. Brązowe futro z ogona także całokowicie odpadło i pozostawiło demoniczny czarny ogon. Wreszcie Czarny Wojownik zrzucił powłokę dawnego Raditza z siebie i pokazał się we własnej osobie z odzyskaną po części mocą. Można było usłyszeć głośne westchnięcie z jego strony, a potem wypowiadane słowa w stronę saiyanina:

-Chciałeś mnie doprowadzić do tego stanu, więc jestem, powróciłem na nowo. Teraz jeśli pozwolisz, pokażę dalszą część niespodzianki dla ciebie i TTuce. – po tych słowach, które wypowiedział, napiął wszystkie mięśnie i zaczął powiększać swoją aurę. Jego otoczka mocy coraz bardziej i bardziej powiększała się, nie miała zamiaru się zatrzymać. Altair syknął tylko, ponieważ wyczuwał jak energia jego przeciwnika coraz bardziej wzrasta i wzrasta i nie miała zamiaru się zatrzymać. Czuł się jakby znowu mierzył się z Broll’ym, który już dwa razy został pokonany, a nawet trzy. Gigantyczna aura buzowała coraz mocniej, była wielka jak jedno piętro budynku i nawet jeszcze druga część. Włosy Saku mieniły się co chwilę na złoto, a oczy na seledynowo. Drake’owi w ogóle się to nie podobało, więc trochę odleciał od swojego oponenta, po czym wymierzył w jego stronę otwartą dłonią. Skupił energie na jej początku, po czym wiedział czego będzie miał zamiar użyć. Brat Severinusa po upływie dwóch, jak nie trzech minut, wreszcie wykrzyknął takie słowa jak:

-BIG BANG ATTACK!! – Potężna błękitno-biała kula ki poleciała w stronę wroga, który nadal zbierał energie nie wiadomo do czego. Po chwili technika uderzyła w Złego Bożka, a potem powstała eksplozja i mnóstwo dymu otoczyło jego sylwetkę. Nie wiadomo co teraz działo się w tych kłębach smogu, który to przysłaniał oponenta. Saku nie zamierzał także czekać, aż kłęby same zanikną, ponieważ nie było tutaj aż tak mocnego wiatru, więc po prostu machnął ręką i odsłonił swoje oblicze. Przyjaciółka Sary, jak i przyjaciel Blade’a nie mogli uwierzyć, widzieli Boga Śmierci, który był teraz na trzecim stadium super saiyanina. Jego uśmiech na twarzy miał świadczyć o wszystkim, dlatego też po chwili wybił się z ziemi, robiąc za sobą wybuch i niszcząć ją dość solidnie, trafił Drake’a w twarz. Brat Severinusa szybko ulotnił się do tyłu, lecz jego wróg był dziesięć razy szybszy od niego, przez co nie mogł dosłownie uwierzyć. Niebieskowłosy wyszedł z boskiej formy, po czym napiął pięśnie i przemienił się w trzeci poziom, tak jak jego przeciwnik. Czarny Wojownik tylko i wyłącznie uniósł brew, bo dostrzegł że wojownik zmienił teraz strategie. Obydwoje wreszcie zderzyli się przedramionami, tworząc wielką kopułę ki, a potem tworzyli mniejsze kręgi, ponieważ poruszali się tak błyskawicznie. TTuce tak to wszystko oglądając, starała się to dostrzec, lecz nie było to takie łatwe jak się wydawało, musiała naprawdę się skupić by ich zobaczyć. Bohater i jego oponent szli łeb w łeb, a to nie była taka prosta rzecz. Altair starał sie jakoś przerosnąć swojego przeciwnika, lecz ten nie dawał się tak łatwo. Drake wreszcie odleciał kawałek, złapał kilka dechów i zobaczył, że bardzo szybko Saku przeniósł się przed niego. Złotowłosy starał się uniknąć, lecz jego oponent trafił go w splot i walnął go jeszcze parę razy pod żebrami i po brzuchu.

Wreszcie Bóg Śmierci kiedy saiyanin miał zwróconą uwagę na obronie, chwycił go mocno za szyję i zaczął przyduszać. Brat Severinusa mógł się spodziewać takiej zagrywki, ale nie mógł uwierzyć, że została użyta. Starał się wyrwać z mocnego uścisku, który zaraz jeszcze bardziej się wzmocnił, ponieważ teraz miał ogon wroga obwiązany na szyi. Obydwie dłonie Czarnego Wojownika były wolne, więc miał zamiar to bardzo dobrze wykorzystać, dlatego też zaczął obijać całą twarz bohatera. Altair przyjmował cios za ciosem, nie miał zamiaru się poddać, lecz odczuwał jak traci siły, kiedy raz za razem dostaję jakims mocnym uderzeniem w twarz. Saku jak zwykle miał swój grymas mordercy, jak i psychopaty i nie miał zamiaru teraz przestać, gdyż świetnie się bawił. Po jakimś czasie przyjaciółka Sary już nie mogła dłużej się przyglądać, więc głośno ryknęła, osiągając boski stan z niebieskimi włosami i ruszyła na ratunek sojusznika. Drake z podbitymi oczami, jak i złamanym nosem, dość solidnie krwawił i wyglądał naprawdę jak na skraju śmierci, lecz chciał wyciągnąć rękę w stronę wroga i mu przyfasolić raz a porządnie. Bóg Śmierci widział to co chciał zrobić saiyanin i tylko pokiwał negatywnie głową, że to co chcę zrobić to błąd. Teraz jego wróg miał zamiar zadać ostateczny cios, lecz nagle niebieskooka z bardzo dużą szybkością, dosłownie wbiła się i staranowała oponenta. Zły Bożek odczuł to dość mocno na swoim ciele, puszczając przy tym prawie martwego wojownika i ten nagle zaczął spadać w dół. Saiaynka wiedziała, że jak raz a mocno rąbnie o glebę, naprawdę może zginąć, więc aktywowała aurę i poleciała w jego stronę. Brat Severinusa patrzył przez przymrużone oczy i czuł, że to jest jego koniec, nie spodziewał się takiego końca, ale teraz wiedział co odczuwał jego wierny przyjaciel. Altair dostrzegł swoimi podbitymi ślepiami, że ktoś zmierza w jego stronę, lecz za tą osobą leci także kilka niewielkich promieni ki, które chyba mają zamiar ją powstrzymać. Saku wystrzeliwał coraz szybsze i większe promienie energii, które miały za zadanie dobić mocnego zranionego wojownika, jak i także trochę poharatać kobietę. Wreszcie dziewczyna już prawie się zbliżała do towarzysza, ale zauważyła jak wiązki energii ją wyminęły i zaraz uderzą w ciało Altaira.

Drake nie chciał tego oglądać, więc zamknął swoje oczka i czekał na jego koniec, lecz poczuł jak zostaje przez kogoś chwytany i także odczuł jak ów osoba użyła przeniesienia. Wojowniczka zatrzymała się, zrobiła szybki obrót i skrzyżowała ręce, gdyż wszystkie te promienie przyjęła na swój blok, po czym powstało kilka eksplozji na jej przedramieniach. Można było zobaczyć, jak delikatnie jest poparzona, ale to nie było nic wielkiego dla niej oczywiście. Ttuce tylko dziko prychnęła jak małpiatka, które to nie dostała banana i ruszyła dziką szarżą na wroga. Saku tylko syknął ze złości, że jednak tamta osoba została uratowana, ale przez kogo, pewnie zaraz się tego dowie. Brat Severinusa po chwili znowu otworzył swoje oczy i zobaczył Sarę, ona była jego wybawczynią. Dawna rywalka Yonana niestety nie miała przy sobie senzu, bo wiedziała że brat krwi Altaira je ma. Czarnowłosa podniosła się z kolan i zauważyła, że na szczęście nie jest tak poważnie ranny by umarł, choć tak przypuszczano. Saiyanka tylko jeszcze odkręciła głowę do tyłu, a potem wypowiedziała się:

-Zapłaci za to. Teraz pokaże mu…. pokaże mu za to co zrobił TTuce i Blade’owi!! – podniosła głos, a potem aktywując aurę, wyruszyła by wspomóc swoją towarzyszkę. Niebieskowłosa blokowała nadchodzące ataki, gdyż wiedziała jak walczy Saku, więc to nie było zbyt trudne dla niej. Tymczasem gdzieś daleko na ciemnej stronie tej planety, Blade przemieniając się w super saiyanina trzeciego poziomu, rozłożył na trochę ręce jak samolot i zbierał energie w obydwu rękach. Nie trwało to zbyt długo, ponieważ po chwili połączył obydwie dłonie, stykając je nadgarstakmi i łącząc obydwie złote kulki w jedną większą. Teraz River miał zamiar wyczekiwać i zbierać energie na największego na świecie Super Final Flash’a, którego jeszcze nikt nie wystrzelił, on będzie pierwszą osobą, jeśli mu się uda dostatecznie go naładować. W innym miejscu kobieta, która była kiedyś marionetką zaczynała mieć przewagę, bo Bóg Śmierci nie przewidział tego, że ona będzie znała jego styl walki. Miał cięzką sytuację, ale nie chciał się od tak poddać, musiał zakończyć to co chciał zacząć wcześniej. Wreszcie Sara doleciała na miejsce i teraz zastanawiala się czy ma się dołączyć czy nie. Czarny Wojownik zamachnął się jednym mocnym uderzeniem, które trafiło saiyankę, lecz ta zacisnęła mocniej zęby by wytrzymać ból i oddała mu dwa razy mocniej. Zły Bożek odleciał trochę do tyłu, ale zatrzymał się wybuchem energii, który stworzył na swocih plecach. Nie miał pojęcia jak może pokonać kobietę, która już znała go wystarczająco dobrze, wiedziała jak walczy i wiedziała także wszytko o nim. Nagle, po chwili zamysłu, wpadł mu bardzo dobry pomysł, ponieważ innego w ogóle nie miał. Saku zaczął znowu zbierać moc, po czym tym razem on pierwszy wykonał krok i zaszarżował na wojowniczkę. Niebieskooka zastanawiała się co on też wyczynia, więc zblokowała dwa pierwsze zamachnięcia, a potem chciał ją trafić naładowaną pięścią w jej żebra. TTuce to dostrzegła i zmieniła swoją pozycję, przez co jego zaciśnięta dłoń trafiła pustą przestrzeń, natomiast on dostał porządnie w twarz, gruchotając mu przy tym szczękę. Bóg Śmierci wypluł kawałek pękniętego ząbka, a potem poszybował do tyłu, starając się zachamować i to jak najszybciej. Wreszcie tak naprawdę, kiedy zbliżyła się dziewczyna, w drugiej zaciśniętej dłoni zbierał energie i wystrzelił dosłownie przed jej torsem, krzycząc:

-DARK MASSACRE!! – potężna czarno-fioletowa łuna energii dosłownie zbiła wojowniczkę, przez co ta została zmieciona do tyłu. Po chwili nastąpiła kolejna eksplozja, która to mocno raniła jej cały tors, tak samo jak przedtem Drake’a. Zaczęła spadać ku ziemi, ale starała się to jakoś zatrzymać, nie miała zbytnio wielkiej szansy, ponieważ Zły Bożek wbił się jej kolanem w brzuch i przyśpieszył jej nieopanowany lot w dół. Po zderzeniu z glebą, zrobiła dość solidnej wielkości krater, a potem jeszcze jej przeciwnik zaczął ją kopać. Dawna jego marioentka jęknęła z bólu, a potem wymierzyła ręką w jego stronę i chciała wystrzelić pocisk czy też promień w jego stronę, lecz niestety spadł na nią niemiły przypadek. Wszystko oczywiście było specjalne, ponieważ Saku stanął na jej nadgarstku wyciągnietęj ręki i ją od tak złamał swoją stopą. Niebieskowłosa jęczała z bólu, a potem odmienił się do swojej pierwotnej formy. Teraz przybył na nią czas, gdyż Bóg Śmierci nie miał zamiaru dłużej się z nią bawić tylko wydać jej werdykt. Sara tym razem przyśpieszyła, bo wyczuwała jak energia jej przyjaciółki słabnie i w locie przemieniła sie w boską trasnsformację, dzięki czemu jej lot jeszcze znacznie się wzmocnił. Dawna rywalka Yonana wreszcie już leciała w dół krateru i widziała, jak ich wróg stworzył energetyczny miecz, który miał przeszyć ciało kobiety, a konkretniej jej serce. Sara ryknęła głośno, zamachnęła się pojawiając tuż przed Saku i z całym swoim impetem, jak i rozpędem trafiła w lewe przedramie, którym zablokował jej cios. Niestety jej siła uderzenia była tak potęzna przez cały jej zebrany gniew, jak i nienawiść którą odczuwała w jego stronę, że po kości nie zostało nic, po prostu przebiła się na wylot, łamią ją w drobne strzępy. Czarny Wojownik rozszerzył oczy z przerażenia, po czym krzyknął z bólu i uciekł poza krater w którym się znajdował. Przyjaciółka TTuce przykucnęła przy niej i dała jej żółtą senzu, która tylko i wyłącznie zregenerowała jej nadgarstek by ten nie był złamany i minimalną ilość jej mocy. Saiyanka popatrzyła z ziemi na nią, a potem chciała wykrzesać z siebie kilka słów, lecz dawna rywalka yonana położyła palec na jej ustach i odpowiedziała:

-Nic nie mów, odpoczywaj. Teraz moja kolej, by pokazać gdzie znajduję się miejsce Saku!!! – powiedziała i aktywując aurę, wzniosła się tam gdzie znajdywał się jej przeciwnik. Zły Bożek oglądał teraz całą złamaną rękę, która była tak naprawdę do niczego, więc musiał walczyć jedną ręką, co będzie dla niego bardzo dużym wyzwaniem. Niestety kiedy już Saiyanka zbliżyła się do niego, zauważyła jak jakaś dziwna prawie nie widoczna gołym okiem wiązka trafiła w osobę przed nią. Saku poczuł się strasznie dziwne, ale czuł jak jego moc coraz bardziej i bardziej rośnie, dlatego też zadowolił się tym co właśnie teraz odczuł. Uniósł głowę ku górze i zaczął się śmiać jak szaleniec, przez co fala energii nawet odepchnęła wojowniczkę. Niebieskowłosa wreszcie zatrzymała się, ponieważ widziała coś niewiarygodnego, niestety jeszcze nie znała dotąd Towy, która to potrafiła dawać tak zwane dopalacze wszystkim zły przestępcom i wrogom bohaterów z Ziemi. Niebieskooka zacisnęła jedną rękę w pięść, po czym widziała jak na czole Saku pojawił się dziwny znak, świecił on jaskrawo-fioletowym kolorem. Oczy Boga Śmierci także odbijały się krwistym kolorem, a jego aura zmieniła się z ciemno fioletowej na purpurową, zaś energia dalej rosła i rosła, nie miała zamiaru przestać. Po upływie kilku minut, wreszcie jego purpurowa otoczka zmalała i była tak jak jego sylwetka, posiadała taki sam rozmiar jak on. Sara tylko prychnęła, lecz napięła wszystkie mięśnie i zbierała teraz całą boską energię w sobie, ale gdy przez chwilę nie skupiała się na wrogu, odczuła moc Blade’a, który gdzieś był na drugim końcu planety. Była zadowolona z tego, że nic mu nie jest, ponieważ już myślała że znowu kopnął w kalendarz, dlatego go nie mogła nigdzie dostrzec. Ogoniasta dziko machnęła swoim ogonkiem i widziała jak psychodeliczny grymas pojawił się na twarzy Saku. Teraz widać było, że to już nie była ta sama osoba, tylko ktoś inny. Niestety Bóg Śmierci panował nad swoją świadomością doskonale i nie był przez nikogo opętany. Nadal odczuwał piekący ból w złamanym przedramieniu, więc tak po prostu chwycił ją mocno i ją sobie oderwał. Sara rozszerzyła oczy ze zdziwienia, gdyż nie rozumiała czemu sobie takie coś zrobił, przecież nie posiadał komórek nameczan by móc sobie ją zregenerować.

Czarny Wojownik pomachał kikutem oderwanej ręki, a potem zacisnął pięść i pojawił się tak szybko przy saiyance, że ta nawet nie zdążyła się obronić. Wypluła trochę śliny, a potem robiąc obrót, chciala odkopać swojego przeciwnika od siebie. Niestety ten wydawał się zbyt szybki na dostanie czym kolwiek, dlatego też zostawił po sobie swoje widmo, pojawił się za nią i zadał cios gdzieś przy nerce. Niebieskowłosa jęknęła z bólu, a potem ponownie oberwała stalową pięścią w żebra, które trochę mocno zostały naruszone i wydawało jej się, że lada chwila zostaną złamane. Niebieskooka szybko obróciła się w stronę swojego wroga, który to wymachiwał jedną pięścią, tak jakby nadal posiadał dwie ręce i używał ich doskonale. Zły Bożek zadawał tak mocne ciosy, że kości kobiety mocno chrupały, a możliwe że niedługo zaczną się łamać, jeśli ona nie przejmie inicjatywy. Wreszcie przyjaciółka TTuce odepchnęła wroga ciśnieniem energii i wystrzeliła w niego promień ki, który na nim wybuchł. Jego ciało trochę zostało przypieczone, ale wyglądał jakby się tym wcale a wcale nie przejmował, dlatego też bardzo mocno się zamachnął i przywalił zaciśniętą dłonią w twarz kobiety. Sara przez ten cios, obróciła się w drugę stronę i kolejnym dostała tuż pod żebrami, a jeszcze następny wylądował w splocie. Wojowniczka wypluła trochę krwi i spojrzała na przeciwnika, lecz ten pięścią zadał kolejny atak w jej szczękę i tej ukruszyły się ząbki. Wściekła saiyanka nie chciała mu już tego odpuścić, dlatego też zamachnęła się stopą i trafiła go wreszcie pod żebra, ale ten tylko cicho stęknął i dalej zaczął obsypywać ją gradem przeróżnych ciosów. Saku był teraz niepowstrzymany i nie wiedziała co ma na to poradzić, była przyciskana do muru i nie miała innego sposobu jak ucieczka. Przez ten czas jaki ona toczyła bitkę ze złym Bożkiem, Drake wreszcie przebudził się i użył wszystkich swoich sił, by móc się podnieść. Kiedy to zrobił, zauważył że kobieta przeniosła go dość w dalekie tereny, gdyż nawet nie widział centrum walki, mógł je tylko wyczuwać, a nawet słyszeć. Mruknął coś pod nosem do siebie, a potem wzbił się spokojnie ku górze i poleciał na aurzę w stronę całej imprezy. Kiedy tak leciał, dostrzegł kątem oka jak złota błyskawica przebiegła bardzo szybko po glebie, a on wiedział o co chodzi. Jego wierny druh już musiał zebrać sporą ilość mocy i nadal nie zamierzał przestać, bo wiedział że dopiero będzie mógł wystrzelić, gdy otrzyma znak.Przyjaciel Blade’a po doleceniu na miejsce, widział tylko jak Sara dostaje porządny łomot. Kiedy tak spoglądał, widział jak zostaję wbita w glebę i tworzy swoim ciałem krater, a potem jeszcze Saku wykrzyknął takie słowa jak:

-TO KONIEC PIEPRZONE MAŁPY. MAM MOC DOSKONAŁĄ, WIĘC CZEKA WAS ZAGŁADA Z MOJEJ RĘKI. ZAPŁACICIE ZA TO, ŻE ZEPSULIŚCIE MOJE PLANY I POZBYLIŚCIE SIĘ MOJEGO ORYGINALNEGO CIAŁA CHOLERNE MAŁPISZONY!!! – wykrzyknął to do dziewczyny, a potem na przodzie jego otwartej dłoni zaczynała zbierać się energia. Brat Severinusa wiedział co Sara i TTuce muszą zrobić, jedynym teraz wyjściem była fuzja i nie było innego sposobu, ale czy kobiety potrafiły to zrobić, zaraz się tego na pewno dowie. Saiyanin aktywował aurę i widział jak wróg zamierza wystrzelić technikę, więc szybko poleciał w stronę nieruszającej się wojowniczki, żeby ją uratować albo nawet stamtąd zabrać. Po dotarciu na miejsce, mógł usłyszeć słowa Saku takie jak:

-DARK MID BLAST!! – Potężny purporowo-biały promień pomknął w stronę Sary, jak i Drake’a. Ten tylko zaśmiał się pod nosem, chwycił szybko koleżankę pod pachę i używając błyskawicznej transmisji, przeniósł się na bezpieczną odległość. Po dotarciu w jakieś bezpieczne i chwilowe miejsce, postawił na nogi kobietę i rzekł:

-Saro, Towa pomaga Saku i nie pokonamy go od tak. Wiadomo, teraz jeszcze oprócz swojej mocy, posiada tą Raditza, a że pewnie w jakimś stopniu jego ciało zostało wzmocnione, dlatego osiągnął tą transformację. Jedynym wyjściem będzie zrobienie fuzji, ty i TTuce musicie to zrobić, ponieważ ja nie mogę. Blade teraz gdzieś daleko ładuje technikę dobrze ci znaną, ponieważ należy do twojego brata, Vegety. Ta umiejętność miała unicestwić Perfekt Cella, lecz niestety przeżył przez komórki Piccolo. Ja odwrócę uwagę Saku, a ty przez ten czas sprawdź czy TTuce na pewno sobie poradzę z odtańczeniem fuzyjnego tańca. A teraz RUSZAJ, nie mam czasu!! – podniósł głos, a potem aktywując trzecie stadium super saiyanina, ruszył na spotkanie z wrogiem. Kiedy technika Boga Śmierci rozbiła się o planetę, zrobiła jeszcze trzy razy większy krater niż przedtem, ale teraz nasuwało mu się jedno pytanie, czy na pewno ją tym zabił czy jakimś sposobem ostała się przy życiu. Odpowiedź po chwili sama nadeszła, kiedy do Czarnego Wojownika przyleciał Altair, taranując go z bara i odsyłajac do tyłu. Brat Severinusa wiedział, że jakimś cudem Towa się ostała przy życiu, lecz jej projekt niestety zginął, pokonany niegdyś przez Nekomi. Wojownik jednak teraz nie mógł od tak odpuścić, musiał kupić trochę czasu Sarze, więc aktywował pełną moc trzeciego poziomu i zaczął atakować przeciwnika. Wróg tylko uśmiechnął się podle i dziko blokował ataki jedną dłonią, ale także unikał jak należy. Altair wkurzony, że nie mógł go trafić, starał jeszcze przyśpieszyć swoje ruchy, lecz tylko dziwnym trafem, jego ciało otrzymywało dostatecznie mocne ataki z pięści jego oponenta. Nie rozumiał tego, przecież nie można było być tak szybkim, by móc bronić się i kontrować jednocześnie, jeszcze na dodatek z jedną ręką. Pozostawały jeszcze nogi do obrony, ale to była całkiem inna kwestia. Złotowłosy nie dawał za wygraną, pokazywał upust swojej pełnej wyzwolonej energii przeciw swojemu oponentowi. Wreszcie zadał jakiś poważny cios, trafiając poważnie w szczękę przeciwnika, lecz ten tylko odkręcił szyję w jego stronę i cieszył się naprawdę jak jakiś psychopata. Drake wreszcie wrzasnął głośno, a potem wykrzyknął:

-KAIOKEN RAZY TRZYDZIEŚCI!!! – Czerwona łuna energii zawitała na jego ciele i z taką prędkością zaczął dorównywać szybkości swojego wroga. Bóg Śmierci jeszcze większą frajdę czerpał z tego, a to pewnie z powodu tego, że miał w sobie trochę teraz z saiyanina, eskcytowała go walka i chciał wykorzystać cały potencjał jaki uzyskał dzięki ciału Raditza. Dziwne także było to, że kiedy przemienił sie z powrotem we własną formę, aureola nad nim zniknęła, tak jakby naprawdę zrzucił skórę brata Kakarotto i przybrał swoją. Zły Bożek wreszcie dostał porządną lutę w buzię, a potem jeszcze kilka ciosów wylądowało na jego klatce piersiowej i brzuchu, a także pod żebrami i na splocie. Brat Severinusa ostro mu dawał popalić i był wkurzony jak nigdy, że nic tak naprawdę nie robi swojemu wrogowi, choć odczuwał to że trochę słabnie. Wreszcie wzniósł się ku górze, a potem łącząc obydwie dłonie, stworzył z nich młot i wbił w powierzchnie planety Makyo swojego przeciwnika. Saku śmiejąc się jak szaleniec, nawet nie zamierzał zachamować, po prostu rozbił się dość mocno o glebę i zrobił kolejny krater do kolekcji. Czerwona łuna mocy nadal widniała na ciele wojownika, ponieważ ten także trenował tą umiejętność, naprawdę była czasem przydatna w trudnych sytuacjach, lecz jego przewaga nie trwała zbyt długo. Bóg Śmierci wyleciał z kłębu dymu na pełnej szybkości i wbił się swoją głową w brzuch saiyanina, przez co ten stracił dech i zaczął się trochę dusić. Drake musiał bardzo szybko się ogarnąć, ponieważ musiał złapać kilka tchów, których nie mógł, gdyż dostał parę razy po mordzie i jeszcze kilka po korpusie. Niestety to nie był jeszcze koniec, gdyż Zły Bożek chwycił Altaira za jego długie kudły, a potem zrobił to samo co przedtem, czyli walił bardzo mocno z kolana w jego twarzyczkę, a tak na marginesie zniżał jego głowę na wysokość nóg. Nie wiedział ile jeszcze czasu potrzebował jego znajome, ale miał nadzieję, że się streszczą i wreszcie zrobią to o co poprosił Sarę, ponieważ nie miał zamiaru ginąć na marne. Po upływie kilku chwil, które teraz minęły, saiyanin wyszedł z aury kaiokena, jak i trzeciego stadium super saiyanina, powrócił do swoich czarnych włosów.

Ledwo patrzył na oczy i wiedział, że jednak niestety chyba będzie to jego koniec, lecz na szczęście Nekomi przybyła w samą porę i walnęła w przedramię Saku, który upuścił Altaira i ten zaczął lecieć nieopanowanie w dół. Kiedy tak leciał, widział jak kobieta zajmuje się Bogiem Śmierci i też po chwili zaczęła dostawać mocno w ciry, dlatego też starał się ze wszystkich sił by jej teraz pomóc. Na szczęście pomarańczowa kula ki pomknęła przez niebo i kiedy znowu patrolka czasu miała dostać w twarz, ów technika wybuchła na dłoni przeciwnika. Nekomi wiedziała kto to był, więc szybko oddaliła się w dół, poszybowała używając pikowania i chwyciła brata Severinusa w ramiona. Wylądował twardo na glebie, a potem obejrzała się w górę i widziała jak Trunks zajął się sytuacją, tylko nie to było ich priorytetem. Halfka odleciała trochę dalej z ledwo żywym saiyaninem, po czym wreszcie zatrzymała się na bezpiecznej odległości i przemówiła:

-Witaj znowu Altairku. Z chęcią bym cie wytuliła, ale nie po to tutaj przybyliśmy. Ja z Trunksem musimy dorwać Towę, gdyż ta jakimś sposobem niestety wskrzesiła Miirę i ten na nowo zbiera negatywną energię, by stać się najsilniejszy. Powód też jest taki, że nie jaki Saku uzyskał dopalacz od tej przeklętej Makaioshinki a my chcemy ją powstrzymać, a kiedy już ją wypędzimy z tego czasu, wasz wróg osłabnie, więc musicie jeszcze trochę wytrzymać. – powiedziała, po czym czerwonooki skwitował wszystko kiwnięciem głowy. Postawiła go na nogi i podała mu czerwone senzu, gdyż nie mogli podróżować z oryginalnymi zielonymi, ponieważ pozmieniali by trochę poprawne kontinuum czasoprzestrzenne. Nie mogli mieć wpływu na ten czas, tylko musieli wyzbyć się wszytkich błędów, by wszystko powróciło do normy i biegło swoim tokiem, tak jak powinno być. Altair rozgryzl fasolkę, po czym jego podibte oczy, jak i nos zregenerowały się, a nawet żebra wyzdrowiały. Drake był gotowy do dalszej potyczki, lecz jego towarzyszka stanowczo mu odradzała, bowiem wiedziała jak to się może znowu skończyć. Przyjaciel Rivera zrozumiał swój błąd, ale także rozumiał fakt że musiał powstrzymywać Saku przez taki okres czasu by jego znajome mogły zrobić taniec fuzyjny i scalić się w jedną osobę. Kiedy fioletowłosy przebywał na drugim stadium super saiyanina i porządnie obrywał, starał się zrozumieć kombinację ruchów swojego wroga, lecz ten tak naprawdę robił to nieprzewidywalnie i natychmiastowo. Syn Vegety tym razem dostał solidnego prztyczka w nos i odleciał do tyłu, rozbijając się o tutejszą skałę. Kiedy by tak wbity, zamierał się wyrwać, lecz tuż przy nim zaraz pojawił się Czarny Wojownik, który wbił mu głęboko pięść w splot, przez co ten wypluł jak zwykle krew, co było tutejszą normą.

Na domiar tego, oponent zamachnął się i kopnął po skosie w bok torsu halfa, przez co ten przebił się na wylot przez całą dużą skałę, pozostawiając po sobie dużą dziurę na wylot. Syn Bulmy zachamował tuż nad ziemią i wyjął swoje ostrze, które kiedy zamachnął się w stronę wroga, ten je po prostu zablokował otwartą dłonią i odepchnął go. Towarzysz Nekomi obrywał naprawdę mocno, a nawet po jakimś czasie upuścił miecz i w tej chwili był przybity do gleby, nie mogąc się ruszyć przez otrzymane rany jakie spowodował Saku. Zły Bożek zaśmiał się pogardliwie w stronę wojownika i wypowiedział się:

-Wreszcie dokona się moja zemsta na was, przeklęci saiyanjinowie. Wymorduję was wszystkich, będę znów podróżował po różnych wszechświatach by zabić wszystkich i nikt z was nie przetrwa. ROZUMIESZ TO CHŁOPCZE, NIKT NIE PRZEŻYJĘ, NI…. – niestety nie dokończył zdania, gdyż ktoś naprawdę mocną pięścią przywalił mu w szczękę i posłał go hen daleko. Czarny Wojownik przebił się przez wiele górskich zbocz, aż wreszcie zatrzymał się na jednej sporej górze. Trunks ledwo patrzył na oczy, lecz co nieco widział, mógł dostrzec osobe, która była kobietą. Widział fioletowy uniform, zaś na nim znajdowała się kamizelka, która miała zieloną część bezrękawników, natomiast jej reszta koloru była czarna. Pas, który powiewał na wietrze był jasno-błękitny, tak samo wiązania przy butach, lecz same buciki były czarne. Nie można było także zapomnieć o białych spodniach pod którymi znajdowała się reszta fioletowego uniformu, tak w razie czego. Trzy czarne kosmyki opadały na czoło scalonej wojowniczki, a reszta była delikatnie krótka, natomiast także posiadała związany warkocz na tyle swojej głowy. Spojrzała na chwilę na złotowłosego, który nadal tkwił w tej skale, lecz nie długo, gdyż wojowniczka użyła jednego palca by wbić go w kamień. Rozwalił wokół osoby swojego znajomego przestrzeń, by ten mógł na spokojnie zacząć lewitować, dzięki czemu znowu był wolny. Syn Vegety odmienił się, po czym chciał coś powiedzieć, lecz fuzja spojrzała na niego poważnym spojrzeniem i ten wycofał się z powiedzenia czegokolwiek. Altair i Nekomi dolecieli na miejscie i widzieli, że scalenie się dokonało, więc dołączyli do towarzyszy. Kobieta popatrzyła na wszystkich zgromadzonych, po czym powiedziała dwojgiem głosu, który był tak naprawdę jeden:

-Nie jestem Sarą ani TTuce, jestem tą która pokona Saku, a moje imię to Saruce! – powiedziała, a wszyscy normalnie się zdziwili, że one we dwie zdołały to osiągnąć. Blade w swojej spokojnym i cichym pustkowiu poczuł z opóźnieniem wielki napływ nowej mocy, który wydobywał się z połączenia dwóch jego koleżanek. River uśmiechnął się sam do siebie, bo przewidział to, wiedzial że te kiedy były pod okiem Whisa i znajdowały się z mistycznej mgle, trenowały to co on im pokazał. Uradowany z tego wszystkie zdekoncentrował się, więc znów napiął mięśnie i krzyknął na chwilę by powiększyć swoją aurę, tak samo kula energii robiła się coraz większa. Saruce’a poleciała spokojnie w stronę, gdzie został wybity przez nią jej przeciwnik. Bóg Śmierci wydostał się wybuchem ki z wielkiej góry i także zaczął lecieć na przeciw saiyance. Obydwoje wreszcie zatrzymali się przed sobą, po czym spoglądali na siebie. Fuzyjna dziewczyna spoglądał w bok jak Trunks i Nekomi przelecieli obok nich i lecieli w stronę Towy. Drake wylądował niedaleko i spoglądał z dość wysokiej góry, ponieważ był ciekaw jak to się wszystko potoczy. Saku syknął przez uśmiechnięte ząbki, po czym wymierzył w stronę Altaira i wystrzelił promień ki, który po chwili został wybity w inną stronę przez Sarucę. Spojrzała jeszcze surowiej na Boga Śmierci, który chichotał jak przeklęta hiena cmentarna, która tylko wyczekuję aż jakaś padlina wpadnie jej do pyska. Czarny Wojownik aktywował aurę, tak samo zrobiła fuzyjna osoba, po czym zderzyli się przedramieniami. Kobieta nie czekała długo, więc zrobiła obrót i odrzuciła od siebie kopniakiem jej wroga. Przeciwnik po chwili się zatrzymał, lecz otrzymał miłą niespodziankę, którym było kolano wojowniczki. Saiyanka nie zmieniała mimiki swojej twarzy, nadal była taka sama, surowa i opanowana kiedy z nim walczyła. Saku widział, że ona się powstrzymuję, więc nie zamierzał czekać na jej pełną moc, dlatego też wystrzelił jej przed twarzą promień energii. Ten wybuchł na niej, lecz po chwili on został perfidnie pochwycony za szyję i także był duszony. Saruce jednak po chwili się opanowała i przypomniała sobie, że nie jest popieprzoną morderczynią jak on, więc puściła go i zadała cios w jego splot z pięści, a potem przenosząc się za niego, trafiła w jego potylicę, przez co ten runął jak kłoda w dół. Kiedy tak leciał, rozbił się o glebę Makyo Star i leżał tak przez jakiś krótki okres czasu. Fuzyjna postać wylądował przy nim, chwyciła go za nogę i rzuciła do góry, a on przez to zaczął robić rozgwiazdy w powietrzu. Czarnowłosa uniosła ręce do góry i wykorzystała technikę syna Bulmy, która brzmiała następująco:

-HEAT DOME ATTACK!! – Kopuła ki powstała wokół saiyanki, a potem olbrzymie wielki promień pomknął ku górze w stronę nieruszającego się Saku. Ten wreszcie wyrównał swój lot, a potem z jego osobą zderzyła się technika, która porządnie go uderzyła. Pomknął jeszcze wyżej, prawie wyleciał poza atmosferę planety, lecz zatrzymał się i zaśmiał się jak taki psycholek. Odczuwał jak jego ciało w niektórych miejscach rozpadło się, lecz jakimś dziwnym cudem poskładal się oprócz tej jednej brakującej ręki. Aktywował aurę wokół siebie, a potem runął jak torpeda w stronę celu, który go wybił tak wysoko w górę. Kiedy tak leciał i leciał, Saruce raczej była gotowa na jego powrót, więc odchyliła ręcę do tyłu i wreszcie aktywowała super saiyanina pierwszego poziomu. Nie trudno było się domyślić co właśnie szykowała dla swojego gościa, który myslał że to jest jego zwycięstrwo, jego wygrana nad małpami. Wreszcie Bóg Śmierci zbliżył dosłownie do wojowniczki lecz ta go wyprzedziła i wykrzykneła takie słowa jak:

-KA ME HA ME HAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!- Potężna fala uderzeniowa pomknęła do góry i dosłownie dłonie kobiety dotykały twarzy przeciwnika, ów wróg został strasznie stąd zmieciony z powierzchni ziemi. Nie wiadomo aktualnie co się stało z jej oponenetem, lecz kiedy ustawiła dłonie normalnie, czyli zwisały sobie luźnie, patrzyła ciągle w górę. Seledynowooka fuzja chciała się gdzieś dopatrzeć złego Bożka, lecz nigdzie nie było po nim śladu. Widać było najwyraźniej, że to był jego koniec, dlatego też cicho westchnęła i uśmiechnęła się sama do siebie, zaciskając jedną dłoń z zachwytu swojej potęgi. Niestety na radość jeszcze nie była pora, gdyż jakimś cudem Saku otoczył się purpurową aurę, która zmniejszyła obrażenia i on tak naprawdę miewał się dobrze. Powrócił, używając teleportacji Bogów, która podsunęła mu oczywiście Towa, lecz już nie mogła mu dłużej pomagać, przez to że miała na ogonie patrolowców czasu. Bóg Śmierci ruszył i wreszcie udało mu się trafić scalone dziewczyny. Ta tylko i wyłącznie miała odchyloną trochę głowę do tyłu i pięść na policzku, lecz wyrównała ją znowu i patrzyła wprost na przeciwnika, który jeszcze nie zdjął wbitej pięści z jej twarzyczki. Ona chwyciła mocno za jego rękę i wygięła ją w drugą stronę, bo nie będzie sobie tak dawać po mordzie za darmo. Saruce patrzyła tak jakby chciała zabić swojego wroga wzrokiem, lecz niestety nie miała aż takiej potęgi i umiejętności. Zadała mu porządny cios w splot, powtórzyła tą czynność kilka razy, zaś Czarny Wojownik tylko cieszył japę i przyjmował każdy atak na ciało. No cóż, wojowniczka musiała spróbować innego sposobu na pokonaniego oponenta, więc przez prawie dwadzieścia minut biła go, katowala, wbijała kilkukrotnie w podloże planety, ale to nic nadal nie dawało. Saiyanka już prawie pękła żyłka ze złości, bo chciala się pozbyć szkodnika, a przez ten znak na czole jej przeciwnik był nietykalny i prawie nie do pokonania, aż tu nagle upłynął konkretny czas i koleżanki stały teraz obok siebie. Popatrzyły po sobie, a potem na Saku, który oblizał swoje usta, ponieważ stworzył energetyczny miecz i chciał go dobrze wykorzystać. Ruszył z dziką furią na przyjaciółki, przez co Sara tym razem zrobiła coś dla TTuce i odepchnęła ją w bok, sama dając się nabić jak udziec na rożen.

Dawna rywalka Yonana plunęła krwią, kiedy ostrze ki utkwiło w jej ciele. Starała się wyjąć rękę złego Bożka, lecz nie mogła go nawet ruszyć. Był tak potężny, że praktycznie wychodziło na to iż jest naprawdę nieśmiertelny. To co chciał osiągnąć w swoim prawdziwym ciele, osiągnął dzięki dawnemu Raditzowi, jak i Towie. Niestety jego chwała nie trwała długo, ponieważ Makaioshinka opuściła tą czasoprzestrzeń i jego znak na czole zniknął. Kiedy towarzyszka Sary to zauważyła, przemieniła się w drugi poziom super saiyanina i odkopała Saku od koleżanki. Czarnowłosa wreszcie szybko chwyciła się za brzuch i klęknęła, ponieważ to nie było byle jakie obrażenie, a mogła widzieć jak jej wierna kumpela właśnie katuję we wszystkie dostępne miejsca na ciele ich wroga. Czarny Wojownik wreszcie jedną dłonią zblokował jej jeden cios, a potem odkopał ją od siebie, przez co ta wpadła na Sarę i we dwie leżały. Teraz był kolejny ruch Saku, dlatego też odchylił jedną rękę do tyłu i chciał upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, więc zaczął zbierać energię na ostateczną umiejętność, która kilka miesięcy temu zabiła Blade’a. Altair kiedy widział co planuje ich oponent, szybko przeniósł się do Rivera i chwytając go za fraki, przeniósł go gdy ten ładował technike. Kiedy powrócił ze swoim bratem krwi, pojawił się przed leżącymi dziewczynami, tak by je przy okazyjnie zasłonić jakby ich wróg jednak odpalił technikę. Ogoniasty wreszcie w trzeciej formie super saiyana, wykrzyknął takie słowa, dopiero wtedy kiedy Altair odskoczył:

-SUPER FINAL FLAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAASH!!!! – Przepotężna zebrana energia przez prawie całą godzinę wystrzeliła z obydwu rąk wojownika. Złota łuna energii właśnie mierzyła w stronę Saku, który rozszerzył oczy z przerażenia, ponieważ nie spodziewał się że taka moc zostanie użyta przeciw niemu. Bóg Śmierci przez strach w jego całym ciele, nie miał nawet szansy na zrobienie uniku, dlatego też tylko i wyłącznie wydał z siebie krzyk przerażenia i został dosłownie zdezintegrowany, jak i pozostałe demony, które zmierzały w tym kierunku. Przez to, że River nazbierał tyle mocy, został jeszcze bardziej odepchnięty do tyłu i znalazł się nogami praktycznie przy już kucających przyjaciołkach. Starał się trzymać fason, lecz zbyt dużo zebrał energii, dlatego ta nadal cofała go do tyłu i nie miał jak tego powstrzymać, musiał poczekać aż wyleci z niego wszystko. Wykrzyknął tyle ile mógł, tak sobie mocno zjechał struny głosowe, że już nie mógł wydawać z siebie jakichkolwiek dźwięków, a upłynęło trochę czasu zanim złota energia zniknęła. Po upłwyie dwóch minut, wreszcie cala nazbierana energia opuściła ciało złotowłosego i ten powrócił do swoich kruczoczarnych włosów. Poleciał do tyłu i z rozłożonymi rękoma upadł na kolana obydwu kobiet, które także odpoczywały i wylizywały się z ran, metaforycznie oczywiście. Brat Severinusa także sobie klapnął obok i westchnął, ponieważ to był koniec, a oni nadal przebywali na Mayko Star, planecie demonów i lada chwila mogli być zaatakowani. Drake długo się zastanawiał, aż wreszcie powiedział:

-No to tym razem na pewno zakończyliśmy tutaj wszystkie porachunki. Blade, chyba czas najwyższy na powrót, prawda? – powiedział, po czym widział że jego przyjaciel się cieszy jak uradowane dziecko i w dodatku się śmieję. Blade trochę kaszlnął, ponieważ był przemęczony, gdyż użył naprawdę sporą ilość energii, ale dał radę odpowiedzieć:

-Tak, masz rację. Czas najwyższy wracać do swoich czasów w których dzieją się nieprzyjemne rzeczy.- trochę spoważniał, ponieważ naprawdę był ciekaw co się tam dzieję. Zanim jednak wszystko ustalili, czyli konkrety i szczegóły, jeszcze odezwał się Altair:

-A co z tobą Saro?? Na pewno chcesz wracać do siebie, będziesz musiala się mierzyć ze wszystkim co u nas było, to tylko strata czasu, a ni stąd ni zowąd możesz zostać pokonana przez Majin Buu. Ja wraz z Blade’em nie chcemy na pewno twojej śmierci, więc pozostań jeszcze trochę z TTuce i pomyśl nad tym z dwa albo trzy razy. – powiedział i uśmiechnął się ciepło w jej stronę. River wiedział, że na pewno ona będzie chciała wrócić, wreszcie miała jakieś tam uczucia względem syna Goku, Gohana. Podobnie było z TTuce, kochała brata Goku, lecz ten już nigdy nie powróci, bo jak ktoś zginie drugi raz w trakcie kiedy jest martwy, jego egzystencja przestanie istnieć. To był niestety cios dla saiyanki i musiała się jakoś z tym pogodzić, ogoniasty miał nadzieję że sobie jakoś z tym poradzi. Czarnowłosy wreszcie zamknął na chwilę oczy, a potem je otworzył i wstał, a kiedy już to zrobił chciał się wynosić z tego miejsca. Jeszcze po kilku minutach, wszyscy się ogarnęli jako tako, Sara została opatrzona, więc każdy zebrał się w niewielkim kółku i Brat Severinusa jako najbardziej wypoczęty, ułożył dwa palce na czole i przeniósł wszystkich na Ziemie

. *   *   *

Po powrocie na Ziemi, Sara od razu poszła do Bulmy, ponieważ ta jak zwykle znalazła jakieś medykamenty dla niej. TTuce gdzieś się udała samotnie potrenować, bo chciała się już przyzwyczajać na wypadek, gdyby na serio jej nowa przyjaciółka chciała wrócić do siebie. Blade i Altair odpoczywali w pokojach gościnnych, musieli odespać ten cały dzień, gdyby nie to już by mogli na luzie wrócić do siebie do swojego świata. Po upływie jednej nocy, nastał kolejny dzień i wszyscy się zebrali na podwórzu. Drake i River spojrzeli po sobie, a potem na obydwie saiyanki, które z nimi tutaj stały. W tle można było dostrzec mnicha, dzikiego pustelnika, niebieskowłosą, jak i TenShinHana i Chaotzu. Nie można było zapomnieć o Gohanie, jak i Goku i Vegecie którzy wreszcie dotarli na Ziemie. Dzięki kulom stał także tutaj Trunks, lecz Bardock nie został wskrzeszony, do niego należało piekło i nie mógł go opuścić. Teraz wszyscy myśleli, że będzie spokój, ale czy aby na pewno? Nie mieli całkowitej pewności, że nikt nie będzie próbował zaatakować Ziemi. Przyjaciele wreszcie odwrócili się w przeciwną stronę, a potem ogoniasty wyjął z kieszeni pudełko z kapsułkami baku-baku. Nacisnął na jedną i ją otworzyl, po czym można było dostrzec wehikuł czasu, który był troszeczkę innym modelem niż ten którym podróżował Trunks. Wojownicy zanim jeszcze przygotowali wszystko, ponownie odwrócili się do kobiet, ponieważ musieli się porządnie pożegnać. Blade tym razem okazał trochę uczucia i przytulił obydwie saiyanki, lecz TTuce za bardzo nie chciała być tulona. Altair chciał zrobić podobnie, lecz tylko otrzymał przytulenie od Sary, zaś druga wojowniczka dała mu żółwika. Drake musiał się do tego przyzwyczaić, że dawna marionetka Saku miała swój temperament i nie była panienką jak zwykła ziemianka. Wszyscy wokół zaczęli się śmiać, a potem odezwał się ogoniasty:

-Hahaha, no to cóż, niestety trzeba się rozstać…. Będzie mi was brakowało dziewczyny, ale na pewno jeszcze kiedyś się zobaczymy, mam taką nadzieję. – skończył mówić, a do życzeń pożegnalnych jeszcze dołączył się Altair:

-Tak, Blade ma absolutną rację, dlatego też życzę wam solidnych wspólnych treningów, o ile jeśli Sara nie będzie chciała opuścić tej osi czasu. W razie czego macie to, to ci pomożę Saro połączyć się z nami w naszym świecie, trochę to jest dziwne, ale dzięki trunksowi z patrolu czasu, to ich wynalazek. – wojownik podszedł do dziewczyny i podał jej niewielkie urządzenie komunikacyjne. Drugie miał przy sobie w tylnej kieszeni spodni,a raczej swoim płaszczu, który był czarny. Dawna rywalka Yonana westchnęła i także powiedziała kilka słów:

-Tak, macie rację. Będzie mi was brakować, tylko następnym razem okażcie mi trochę szacunku, też jestem wojowniczką, a raczej księżniczką, tak samo TTuce, hahahaha – zaśmiała się i zasłonila usta, żeby to źle nie wyglądało. W resztę słów wcieła się dawniej opętana saiyanka:

-Tak, pamiętajcie że ja nie jestem jakimś tam słabeuszem i często możecie ode mnie po głowie dostać, więc uważajcie jak tu wrócicie, bo nie będzie zmiłuj. – na koniec tych słów, pokazała im kciuk do góry. Przyjaciele byli zadowoleni z takiej rozmowy jaką przeprowadzali z kobietami, dlatego też już wystarczyło im tego dobrego, czas ich gonił, chcieli wiedzieć co się dzieję u nich w świecie. Obydwoje odwrócili się plecami i weszli na statek po platformie, oczywiście brat Severinusa musiał wszystkiego dopilnować by maszyna ruszyła, bo jakby Blade się do tego dobrał, mogliby trafić gdzie indziej. Altair usadowił się wygodnie w krzesełku, a po chwili zaczął przyciskać różne klawisze i zaczął machać niektórymi wajchami. Urządzenie odpowiedziało i pojazd uruchomił się, otaczając specifyczną białą aurą. Wehikuł zaczął unosić sie do góry, coraz wyżej i wyżej, aż wreszcie leciał tak szybko i po prostu zniknął. Kiedy bracia krwi opuścili ten świat, w tym samym momencie z Kaioshinem przybył Mistic, który niestety nie wyrobił się z czasem. TTuce kiedy go zobaczyła, trochę się zdziwiła, bo pamiętala że należał do rasy Frugonianów z planety Frugo. Neptun wraz z zielonoskórym zbliżyli się do kobiet, którym zaraz wszystko wytłumaczyli, dlatego też czym prędzej musieli ostrzec wojowników. Niestety teraz urządzenie komunikacyjne nie działało, bo saiyanie przebywali w tunelu czasoprzestrzennym i nie mogli otrzymać ów takiej wiadomości. Sara i TTuce musiały wyczekiwać, ale nie wiedziały ile konkretnie zejdzie się na powrót obydwojgu przyjaciół, po prostu musiały dać im trochę czasu. Towa wraz ze swoim projektem i jeszcze zamaskowanym wojownikiem spoglądali z góry i patrzyli z uradowanymi minami, że frugonianin nie zdążył z wiadomością. Makaioshinka stworzyła przejście przez które przeszła ona, jak i jej podwładni, ponieważ tutaj miała wszystko z głowy, ale szykowała jeszcze więcej. Co będzie dalej?? Co się dzieję w oryginalnym świecie siódmym? Czy Blade i Altair dostaną informacje od Sary o zagrożeniu ze strony Demigry?? Co Planuje Towa i kim jest zamaskowany towarzysz?? Dowiecie się w następnym rozdziale.

Rozdział 62: Zemsta Demigry, Nowa forma!? Ostateczne wyjście, Fuzja!!

Rozdział 62: Zemsta Demigry, Nowa forma!? Ostateczne wyjście, Fuzja!!

Turles i Slug lecieli na Blade’a i Mistica, lecz zza ich pleców wyłonili się Trunks i Nekomi z oddziału patrolowców. River nie spodziewał się, że ci znowu tutaj wrócą, ale dobrze widzieć znajome twarze, które zawsze pomogą w walce. Wojowniczka zajęła się super namekiem, zaś fioletowłosy zajął się kimś kto wyglądał jak Goku. Czarnowłosy wraz z zielonoskórym za bardzo nie wiedzieli co mają robić, ale wreszcie obydwoje ruszyli makówkami i zaatakowali Demigrę, by pokazać mu gdzie jego miejsce. Ten zrobił tak, że jego berło pojawiło mu się w ręku i zaczęła się pomiędzy nimi walka i to taka naprawdę porządna. Czerwonowłosy Demon bronił się zaciekle, używając swojej magicznej laski, odbijał i parował ataki przeciwników. Czarnooki nie zamierzał się hamować, tak samo jak strażnik jednej z wiosek Frugo, chcieli się pozbyć chwasta raz na dobre. Bóg Demonów cofał się ciągle w tył, nie miał zamiaru dostawać za bardzo mocnych obrażeń, niestety jednak miał spore problemy, gdyż nie miał jak na razie u swojego boku żadnych opętanych wojowników. Zasyczał przez zęby, zrobił obrót i walnął swoim berłem w potylicę Mistica, przez co ten miał przed oczami zamazany obraz i runął mimowolnie w glebę planety. Saiyanin się trochę zdenerwował i zaszarżował na Demigrę, lecz ten przeleciał nad nim i odkopał go od siebie swoim butem. Przyjaciel Altaira nie dał tak łatwo za wygranę, więc stworzył szybko wybuch przed sobą, po czym użył błyskawicznej trasmisji, pojawił się za Bogiem Demonów i wyrwał mu z rąk jego berło. Nabił środek broni białej na swoje udo i ją po prostu przełamał, a potem wyrzucił za siebie. Teraz wojownik wiedział przynajmniej, że czerwnowłosy bożek nie przyzwie nowych pomagierów, jeśli by się jacyś znaleźli. Zły Demon był trochę wkurwiony przez to, nawet bardzo i zaczął atakować swojego wroga, lecz ten po prostu unikał jego ataków. Ogoniasty wiedział, że Bóg Demonów już nie może go bardziej przerosnąć niż ten by chciał. Blade przecież miał taką moc poprzez trening pod okiem Whisa, a przecież on był Mentorem samego Boga Zniszczena, Lorda Beerusa. River aktywował białą i trafił pięścią kilkakrotnie w brzuch przeciwnika, przez o ten wypluł trochę śliny i odleciał powoli do tyłu. Saiyanin nie miał zamiaru zakończyć kombinacji różnych ciosów, więc wbił się jeszcze kolanem w splot Demigry, przez co ten jeszcze bardziej zaczął się dusić. Kolejny cios ze strony czarnowłosego nadszedł z góry, odwrócił rękę do tyłu by trafić łokciem w kark oponenta. Czerwonowłosy nie wiedział, że jego rywal jest tak potężny, nie spodziewał się nawet na co się ponosi, a nie chciał tak szybko umierać, miał wielkie plany co do zniszczenia wszystkich dobrych osób. Wreszcie Czarnooki zamachnał się pięścią i trafił Bożka w twarz, posyłając go ku górze, a potem zostawiając po sobie zanzokena, zrobił obrót i wkopał przeciwnika w grunt planety. Demon leciał i leciał, ale na szczęście wyrobił się by zatrzymać przed powierzchnią, a potem westchnął. Jednak to był błąd, gdyż już za nim pojawił się przyjaciel Drake’a i dobił go kopniakiem w glebę. powstał niewielki krater i kawałek zoranej drogi. Ogoniasty szedł do niego powolnym krokiem, ponieważ tak naprawdę nawet się nie wysiliła, był po prostu dla niego za silny. Gdyby nie to, że nie udałby się do miejsca pobytu Fioletowego Kota i jego mistrza, na pewno teraz by miał nie lada problemy ze swoim wrogiem. Demigra podniósł się trochę na rękach i warczał do siebie, wiedział że to tak nie powinno się zakończyć. Jego ciało otoczyło się czerwoną powłoką mocy, przez co Blade się zatrzymał. Wreszcie dym uniósł się wokół niego, wszystko przysłonił co się działo z Bogiem Demonów. River pomrugał trochę oczami, a nawet je przymrużył, bo wiatr który został stworzony, wiał w jego stronę drobinki uniesionego piachu i wpadał mu tam gdzie nie trzeba. Wojownik przetarł oczy, a potem zauważył że cały ten smog zniknął i pojawiła się sylwetka jego wroga w drugiej formie, czyli tej bardziej obrzydliwej. Demigra zaśmiał się, a potem zaczął używać swojej najlepszej techniki, czyli tworzenia deltoidowych kryształów, które były czystą energią i wybuchały przy danym celu. Czarnowłosy tylko westchnął, po czym zaszarżował na przeciwnika i pięścią wbił go w kilka drzew, a on dalej leciał. Bożek zła nadal przebijał się przez solidne drewna, aż korzenie od niektórych były wyrywane i zawalały się na ziemie. Wreszcie zatrzymał się swoimi dolnymi kończymami o jakieś tam grubsze i solidniejsze drzewo i poleciał w stronę saiyanina, by porządnie mu przywalić w mordę. Czarnooki tylko przechylił szyję na inną stronę, uniknął ataku i wkopał się kolanem w tors potwora. Ten wypluł znów ślinę, no i nawet pojawiła się teraz krew, więc jego organy trochę się poturbały, ale widać było że nie miał zamiaru się poddać. Demigra nie spodziewał się, że tak walka zmierza tylko do jednego, jego zagłady i końca żywotu. Czerwonowłosy zanim znów zaatakował ,sprawdzał jak radzą sobie jego poddani, których zapożyczył od Towy, lecz patrzył tak krzywym grymasem, że także dostają solidnego łupnia. Zaczął zgrzytać zębami, zacisnął dłonie w pięści i nie wiedział co może jeszcze zrobić, ponieważ to było żałosne, że przegrywał, przecież na luzie powinien pokonać swojego oponenta. Saiyanin nawet się nie przemienił, ciągle był w podstawowej formie i radził sobie wyśmienicie z Bogiem Demonów. Demigra chyba nie miał innego wyboru, więc jakimś dziwnym sposobem pstryknął w palce i postacie, które były mocno obite, czyli Turles i Slug zostały wycofane przez jakiś dziwne portale. Trunks i Nekomi nie wiedzieli co się teraz stało, ale jakoś ich to nie obchodziło, więc w złotych aurach dołączyli do Blade’a i patrzyli wszyscy na nowego wroga. Czerwonowłosy napiął wszystkie mięśnie i nie miał innej opcji, miał to zostawić dopiero jak jego pachołki padną albo po prostu zostaną znokautowane, ale nie miał lepszego wyboru. Ponownie jego osoba była cała otoczona silną powłoką ki, trochę większą niż przedtem, rozszerzył bardziej oczy i zaryczał głośno, jakby sam był z rasy kosmicznym wojowników. Jego czerwona aura bardziej zrobiła się w mocniejszym odcieniu i zasłoniło to co właśnie teraz się z nim działo. Blade’owi to zbytnio się nie podobało, tak samo synowi Vegety i ich koleżance. Coś tutaj naprawdę nabierało na sile i to nie byle jakiej, nie wiedzieli co ich konkretnie może czekać. Po jakimś czasie, nie minął duży odstęp minut, może dwie albo nawet trzy, wreszcie powłoka mocy zniknęła z sylwetki demona, aż wreszcie ujawił się on. Demigra po raz pierwszy pokazał jego nową trzecią formę, której nikt jeszcze nigdy nie znał, ponieważ pierwszy raz ją widzieli.

Zaśmiał się po cichu do siebie, a potem zamachnęwszy się dziko swoim niebieskim ogonem, powiedział w stronę śmiałków, którzy chcieli z nim walczyć:
-A więc teraz, co powiecie na to zaplute małpy. Pokażcie na co was stać, będę zachwycony tym gdy doświadczycie pełni mojej mocy i waszej zagłady… – pokazał wredny grymas przestępcy, a potem tylko czekał, delikatnie machając ogonem w te i wew te. Czarnowłosy nie wiedział czy atakować pierwszy czy nie, widać było po jego towarzyszach, że każdy się wahał, ponieważ nigdy nie widzieli tego wroga w nowej transformacji. Wreszcie los zadecydował, syn Bulmy pomknął w jego stronę pierwszy, ponieważ nie chciał by ucierpiała Nekomi, albo River. Aktywował w locie Super Saiyanina drugiego poziomu, wyładowania elektryczne otoczyły jego ciało. Kiedy zamachnął się na Czerwonowłosego, ten tylko pokierował się w bok, chwycił bardzo błyskawicznie ogonem i mocno zacisnął na szyi złotowłosego. Ten zaczął się dusić, lecz nie na długo, gdyż Bóg Demonów dziko zamachnął się kończyną i rzucił bezradne ciało wojownika na glebę. Halfka bardzo szybko zareagowała i używając aurą wybuchu, wyrzuciła się szybko i przechwyciła kolegę, zanim ten zderzył się z planetą. Najwyraźniej przyjaciel Altaira nie miał innego wyboru, jego wróg osiągnął coś czego nie powinien, więc skończyła się zabawa. Napiął delikatnie mięśnie ciała, a potem mrucząć coś, otoczył się niebieską łuną ki. Jego niebieskie włosy nastroszyły się, ogon także osiągnął niebieskie futerko, jak i oczy. Super Saiyan Blue był załączony, a potem gdy już przemienił się, zaczął lecieć w stronę przeciwnika. Powstała bardzo napięta i ostra wymiana ciosów, nie wiadomo czym miało się to zakończyć, gdyż Demigra chyba nie chciał dać za wygraną. Ogoniasty uniknął ostrego ogona przeciwnika, po czym swoim chwycił go za rękę i przerzucił nad sobą oponenta i zadał cios pod żebra. Czerwnowłosy tylko zaśmiał się, a potem kopnął w twarz saiyanina, a ten pomknął i przebił się przez kilka drzew. Wreszcie wbił się w jedno grubsze masą drewnianą, ale nie trrwało to długo, gdyż wybuchem ki uwolnil się z drzewka. Napiął jeszcze bardziej mięśnie, wkurzało go to że nagle przeciwnik osiągnął taką moc, ponieważ wiedział że to nie będzie taka łatwa walka. River trochę odepchnął się od włókna, z którego robiło się meble, a potem na niebieskiej aurze wbił się z głowy i chyba trochę przestawił nos demona. Zły Bóg nie był z tego zadowolony, więc chwycił za czaszkę wojownika i także zadał mu porządny cios z czoła, powtórzył to niestety kilkakrotnie. Ogoniasty musiał się jakoś uwolnić, więc stopami kobał w boki torsu przeciwnika, lecz ten nie chciał puścić, nadal powtarzał tą samą sekwencję. Wreszcie niebieskooki zamachnął się do tyłu ręką i z całym impetem wyprostował ją, dziwnym sposobem wbił się nią w ciało wroga. Demigra kaszlnał krwią, brudząc trochę nowy ciuszek, którzy sprezentowali mu frugnionanie, jak i jego twarz, ale nie przejął się tym i nadal zaczął atakować to samo miejsce. Czerwonowłosy jednak niestety już nie mógł atakować ze swojego czoła, jego rana dawała mu powód do krótkiego odwrotu, więc puścił głowę przeciwnika i się oddalił. Saiyanin nie miał zamiaru mu teraz pozwolić na ucieszkę, lecz Demigra się wycwanił i zmylił oponenta blefem, kiedy to stworzył na dłoni energię ki i włożył ją do brzucha przeciwnika. Blade syknął z bólu, kiedy pocisk mocy wybuchł na nim i posłał go trochę do tyłu, rozrywając przy tym jego nowe ubranie i trochę go przypalając. Bóg Demonów dotknął ranę, widział że ta krwawi i to mu się wcale a wcale nie podobało, więc po prostu zaczął skupiać energie do użycia techniki. Nic nie spodziewający się wojownik wreszcie się otrząsnął, całe jego czoło krwawiło, ale wytrał trochę krwi ręką, a potem zaczął spoglądać co tam kombinuje jego przeciwnika. Widział tylko, że ten wzmacnia się, czyli planuje na pewno coś zrobić, tylko niestety nie wiedział co to może być. Zielonoskóry wreszcie po jakimś czasie otrząsnął się, dostał mocnym ciosem w potylicę i po prostu to go złożyło z nóg. Wstał i widział, że dziwny rywal z pierwszej formy przeszedł na jakąś inną, a jego moc emanowała naprawdę potężnie. Mistic nie wiedział czy warto mieszać się do walki, którą powinien skończyć ktoś inny, lecz także losy jego planety zależały od tego, więc wziął się w garść i wzleciał do towarzysza broni. Podleciał obok Niebieskowłosego, a ten to zauważył i kiwnął na znak, że rozumie i przyjmuje pomoc.

Bóg Demonów wreszcie zaśmiał się chrapliwie, a potem powiedział cicho słowa takie jak:
-Tricky Strike… - po tych słowach jego osoba zniknęła z przed oczu obydwu bohaterów. Nie wiedzieli gdzie dokładnie zniknął, a tak naprawdę ta umiejętność któej użył, składał się na trzy warianty. Po chwili zły Bożek wrócił, leciał od dołu i trafił porządnie w podbródek zielonoskórego, posyłając go do góry i prawie dając mu nokaut. Potem znów zniknął, tym razem Blade wiedział że przyszła na niego kolej. Demigra pojawił się teraz trochę dalej od ogoniastego i dość mocno rozpędzony, przywalił w jego twarz, tworząc przy tym wybuch. Powstała eksplozja, raniąc trochę twarz saiyanina i posylając go na skały i kilka drzew. Zły osobnik nie miał zamiaru zaprzestać i zaczął akt trzeci, czyli ostatni etap tej techniki. Rozdziabił bardziej swoje usta, a potem wystrzelił niebieski promień, który wyglądał jak chmura. Promień energii trafił niestety Mistica, ale to nie był jeszcze koniec. Dziwna chmura uformował się w pięści i nogi zaczęła robić bardzo mocne obrażenia strażnikowi lasu, który to zaczął solidnie krwawić. Po upływie minuty, prawie dwóch, wreszcie chmura mocy skończyła kombinację ciosów i po prostu podleciała bliżej Mistica i jeszcze wybuchła, przez co jego ciało runęło twardo na glebę i stworzyło średniej wielkości krater. Zielonoskóry nigdy jeszcze nie był tak mocno obity, no chyba że chodziło o jego walkę i Rivera, wtedy też był pocharatany, ale teraz to było co innego. Jego ciało mocno krwawiło, a znikąd nie było medyków, nie byli tak blisko żeby się tak szybko zjawić. Na szczęście Frugoniańskie bestie, które przewoziły tutejszy lud, wzięły kilku lekarzy i zawiozły ich tam gdzie trzeba. Czerwonowłosy z góry patrzył i widząc zagranie tutejszych tubylców, wymierzył dłonią w ich stronę, a potem wypowiedział:
-Bloody Sauce… – pięć rozdzielających się krwistych pocisków zmierzało w tamtą stronę. Medycy niestety nie spodziewali się, że zostaną zaatakowani, a żaden wojowników jeszcze nie był wybudzony by powstrzymać ich zgubę. Wreszcie kule dotarły tam gdzie trzeba, lekarze widzieli tylko kolorowy błysk i wszędzie powstały silne impaktowe wybuchy, które stworzyły kilka kraterów naraz i to jeszcze obok siebie. Bóg Demonów ciągle poważnie patrzył i myślał co by tu jeszcze mógł zrobić, skoro nikt mu nie przeszkadzał, aczkolwiek nie spodziewał się kopniaka, który trafił go w żebra, lecz on nawet go nie odczuł. Nekomi na drugiej formie złotego saiyanina zaczął oblegać pięściami przeciwnika, lecz ten tylko unikał albo po prostu przyjmował ciosy na siebie, wszystko jedno mu było czy dostanie raz gdzieś czy nie. Demigra wreszcie znudził się tym, związał swój ogon na całym ramieniu dziewczyny i wybił jej bark, a potem złamał rękę w kilku miejscach. Wojowniczka darła się z bólu, jęczała i nie wiedziała co dalej zrobić, chciał i uciekać i zostać. Nie mogła się wycofać, ale była halfką i większość strachu miała ze strony człowieczej, a waleczną ze strony saiyanina. Wkurzyła się i odchyliła do tyłu lewą rękę, po czym skupiła na niej energie i gdy już była gotowa, wystrzeliła nią promień z głośnym krzykiem:
-BUSTER CANNON!!! – Niebieski promień ki pomknął w stronę czerwonowłosego, na którym się rozbił i wybuchł. Mimo iż powstała eksplozja, Demigra nie miał zamiaru siedzieć w kłębie dymu i pojawiając się za dzieczyną i trafiając ją w kark. Ta została odurzona, nie wiedziała co się właśnie działo wokół jej osoby i leciała powoli ku ziemi. Bóg Demonów pstryknął palcami, po czym wokół niego pojawiły się pociski ki, które wyglądały jak dziurki robaczków. Westchnał cicho, a potem znowu wypowiedział takie słowa jak:
-Energy Cannon… – trzy kulise energie jakby same z siebie wiedziały co mają robić i pomknęły wszystkie w stronę bezbronnej Nekomi. Halfka nawet nie wiedziała co ją czeka, starał się ruszyć, ale najwyraźniej jej wróg trafił ją w jakiś słaby punkt na ciele i nie mogła się wybudzić z dziwnej śpiączki. Kule dotarły po chwili do miejsca docelowego i wbiły się solidnie w dziewczyne, tworząc bardzo mocne trzy wybuchy na jej plecach, rozwalając jej materiał ubrania i dając plecom, plus karku trzeci stopień poparzenia. Ta z silnym impetem runęła w glebę, tworząc jeszcze większy krater niż przedtem ciało oponenta w innej formie. Zły Bożek za bardzo nie wiedział co może teraz zrobić, tak naprawdę wszystkich pokonał, więc chyba mógl zmieść tą planetę z całej tej galaktyki. Wymierzył dłonie, tam gdzie dokładnei znajdywał się rdzeń Frugo, aż wreszcie ktoś mu tego nie przerwał. Poczuł na podbródku pięść Blade’a, który się obudził i z poparzoną twarzą zadał mu mocny cios. Czerwonowłosy trochę odleciał do tyłu, lecz zatrzymał się zaszarżował na rywala. Po chwili zniknął z przed oczu wojownika i można było gdzieś w oddali słyszeć jak wykrzykuję takie słowa jak:
-RAGE SAUCER!!! – Można było rzec, gdy saiyanin obrócił się w stronę z której nadlatywał jego wróg, widział jak ten zostawia po sobie mnóstwo swoich widm i zaczyna masowy atak pięściami i nogami tam gdzie tylko popadnie. Ten ruch został powtórzony naprawdę dużo razy, River nie miał jak się nawet obronić, jego aura nawet nie odpychała już jego przeciwnika. Przyjaciel Drake’a był w poważnych tarapatach, technika wroga była naprawdę potężna i raz za razem ciągle coraz mocniej i mocniej obrywał. O to w tym chodziło, umiejętności polegająca na zniknięciu, pojawieniu się przed celem i zadaniu mocnego komba ciosów, potem powtórzenie tego i tak do skutku, aż wreszcie osoba nie padnie. Niebieskowłosy wreszcie dostał porządny pocisk w policzek i runął bezwładnie na glebę, robiąc krater i trochę się w niego wgłębiając. Niebieskooki chciał się wydostać z dziury, lecz został wyprzedzony i Bóg Demonów używając swojego ogona, wyciągnął bezradnego wojownika i rzucił obok Mistica, który nadal jeszcze krwawił. Nie mógł także zapomnieć o innych osobach, więc przeniósł się jeszcze do Trunksa i Nekomi, po czym przeniósł ich ciała jak laleczki i zebrał wszystkich w jendym miejscu. Chciał raz a dobrze pozbyć się tych robaczków, by mu więcej nie przeszkadzali, lecz nie mógł tak szybko tego zrobić. Widział że Blade nadal ma zamiar walczyć, więc wstał i zasłonił wszystkich swoją osobą. Dopiero po jakimś czasie Czerwonowłosy zorientował się, że jego oponent ma aureolę nad głową. To dla niego bardzo dobrze świadczyło, nie spodziewał się że tak łatwo może pozbyć się jednego osobnika, którego egzystencja zniknie raz na zawsze.

Zły Bóg zaśmiał się pod nosem, po czym widział jak ogoniasty ruszył na niego, wybijajac się stopami z gleby. Kiedy zamachnął się na Demigrę, ten zblokował jego atak otwartą dłonią i przyłożył mu z liścia swoim ogonem odrzucając go mocno do tyłu. Niestety River nie wiedział co ma już robić, więc zachamował, używając swojej aury i zaczął wystrzeliwać bardzo szybko pociski ki. Błękitne kule mocy lądowały na ciele przeciwnika i po prostu wybuchały, tworząc coraz bardziej i bardziej większy kłęb dymu. Kiedy tak nie przerwanie wystrzeliwał kuleczki, nie spodziewal się tego, że jego wroga już tam nie było, tylko znajdował się za nim i czekał na odpowiedni moment. Wreszcie, gdy odczuł delikatnie zmęczenie w ramionach, przestał strzelać i poczuł, ze coś od tyłu wbija mu się w ciało. Jego bardzo grube, ale także ostre, nie wiedział co to mogło być, aż wreszcie odchylił szyję do tyłu i widział wbity ogon, który gdzieś znajdywał się pod żebrami. Niebieskooki wypluł trochę krwi, a potem Czerwnowłosy unięsiowszy rękę, zbił swojego oponenta w dół i ten runął bez jakichkolwiek zachamowań w glebę. Niestety, ale najwyraźniej to miał być koniec dla przyjaciela Drake’a, nie mógł uciec przed nieuninionym, raz na zawsze zostanie wymarzony z pamięci. Jego włosy powróciły do kruczego koloru, tak samo jak oczy i ogon. Teraz leżał nieprzytomny na ziemi, wraz z pozostałymi znajomymi. Wreszcie Demigra mógł ich wykończyć raz na zawsze, ale zanim jednak oni by mieli znowu się ruszyć, wymierzył obydwie ręce w ich stronę i wypowiedział takie słowa jak:
-Seasoning Arrows… – dziwne fioletowo-czerwone pociski, które wyglądały jak włócznie albo dzidy, otoczyły tak jakby ciała wszystkich dobrych bohaterów. Pomiędzy ów broniami ki, które wbiły się w powierzchnie, od czasu do czasu przechodziły piorunki, mówiące o tym że ów wojownicy, którzy znajdowali się pod nimi, nie będą mogli w stanie się ruszyć. Teraz wszystko odpowiadało Bogowi wszystkich Demonów, ale zanim jednak zabił obrońców Frugo, popatrzył na nią bardzo daleko i ostatni raz. Pewnie mógłby ją zostawić, ale wreszcie był zły i jego celem było sianie zniszczenia oraz chaosu. Znów coś pomruczył do siebie, a potem wymierzył ręką w stronę obezwładnionych nieprzyjaciół. Uniósł ją do góry, a potem pojawiła się nad nim Super Nova, która wyglądem przypominała tą co tworzył brat Freezera, Cooler. Tak naprawdę chodziło tutaj o jej wielkość, a kolory przypominały granat, który ma tak jakby na sobie miliony białych gwiazd plus fiolet i czerwień. Ogromna kula mocy robiła się większa i większa, aż wreszcie Demigrze odpowiadał jeden rozmiar. Był gotowy zniszczyć nareszcie swoich przeciwników, więc nie wahał się dłużej i po prostu wypuścił ją z rąk w stronę uwięzionych bohaterów. Blade delikatnie uniósł głowę do góry, a potem rozszerzył oczy i nie mógł nic na to poradzić, nawet nie będzie mógł uratować siebie, a co dopiero jego towarzyszy. Padł smutno twarzą na glebę Frugo, po czym uronił kilka łez i w myślach przepraszał wszystkich, że nie dał rady i chciał otrzymać drugą szansę. Zamknął oczy i czekał na koniec, lecz takowy nie nastąpił, gdyż jakaś osoba powstrzymała wielki pocisk śmierci. Kiedy River znów podniósł wzrok ku jego końcu, widział znajome buty a nawet sylwetki, był to Whis i Altair. Drake bez wysiłku odepchnął od tak kulę, która to zaczęła wracać do Demigry, przez co ten zdziwił się i trochę zdenerwował, gdyż tak nie powinno być. Jeszcze bardziej zaczął ją dopychać, ale kiedy przyjaciel Blade’a znalazł trochę miejsca, szybko się ustawił i wykrzyknął takie słowa jak:
-KA ME HA ME HAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!! – Potężna niebieska fala uderzeniowa zderzyła się z kulą śmierci i po prostu zaczął ją powstrzymywać. Mentor Beerusa zadbał o to by usunąć ze wszystkich włócznie paraliżujące i kiedy to zrobił, starał się pochwycić wszystkich i kiedy mu się udało, przeniósł ich na bezpieczną odległość. Po teleportacji w bezpieczne miejsce, uniósł głowę do góry i przekazał wiadomość taką jak:
-Już czas…wypowiedź życzenie. – po wypowiedzieniu ów słów, wyszedł trochę bardziej na skałę i oglądał widowisko. Altair zacisnął swoje zęby, a potem zebrał więcej energii i ciągle, będąc w formie Super Saiyana Blue, ryknął z całej siły i wreszcie udało mu się wypchnąć dość porządnie kulę, która miała wszystkich zgładzić. Czerwonowłosy po prostu został doprowadzoany do szału i zniknął, zanim jego własna umiejętność go trafiła. Pojawił się przed Drake’iem i walnął go mocno w twarz, posyłając na ścianę krateru, a ten wbił się w nią mocno. Nie spodziewał się takiej nieczystej zagrywki, choć wiedział że do tego dojdzie. Wyrwał się szybko z gleby planety, a potem zaczął blokować kolejne nadchodzące ciosy nieprzyjaciela. Niebieska aura trochę pomagała, ale nie aż tak by go powstrzymać tak łatwo. Bóg Demonów pokazał swój zabójczo uśmiechnięty grymas, który wskazywał na to, że nie ma zamiaru przegrać drugi albo nawet trzeci raz z saiyanami. Brat Severinusa wreszcie odkopał wroga, trafiajac go w tors i odlatując trochę od niego. Złapał chwilę oddechu, a potem śmignął nisko nad ziemią i zaczął obijać wroga pięściami. Demigra tylko zaśmiał się pod nosem, ponieważ to co próbował na nim jego oponent, bardzo go śmieszyło i jeszcze bardziej rozbawiało. Wreszcie użył swojego niebieskiego ogona, by owinąć go sobie na nodze saiyanina i zaczął miotać nim jak jakimś szatanem albo lalką. Jedna, druga, jedna druga, takie ciągle pozycję dostawał wojownik, który nie mógł się wyswobodzić, ale po chwili wpadł mu do głowy pomysł, więc ułożył dłonie przy twarzy i krzyknął:
-SOLAR FLARE!!! – oślepiający błysk rozprzestrzenil się na tutejszym obszarze, na chwilę dając możliwość uwolnienia się Altairowi. Ten to wykorzystał i kopnął mocno z kolana w twarz przeciwnika, lecz ten tylko wypluł krew i oddał mu za to jeszcze mocniej. Drake rozumiał fakt, że jego wróg teraz jest oślepiony, ale nie rozumiał tego że wiedział gdzie konkretnie się znaduję i może mu oddać.

Leciał nieopanowanym lotem, aż wreszcie zatrzymał się i wylądował, widząc jak powoli Bóg Demonów odzyskuję widoczność. Przyjaciel Rivera nadal się zastanawiał jak może pokonać takiego potwora, który tak naprawdę nic sobie nie robił z boskich transformacji jakie opanował kilku saiyanów. Czerwonowłosy tylko znowu pokazał swój grymas zła, a potem zaczął wystrzeliwać kilka pocisków ki w stronę saiyanina. Drake tylko uniósł do góry brew, a potem zaczął odbijać za siebie, ale kiedy zorientował się ile jedna taka kula zrobiła chaosu, przeniosił się tam gdzie to wybił i odbijał ku górze, ponieważ po jakimś czasie pociski eksplodowały. To odwróciło jego uwagę od wroga, gdy ten zbliżył się na pewną odległość i trafił ogoniastego w kilka słabych punktów na ciele. Altair nie mógł się ruszyć, jego ciało było sparaliżowane, przez co był na łasce Demigry. Ten złapał go dwoma paluszkami pod bródkę i uniósł ją ku górze, a potem zadał cios z ogona w twarz. Powtórzył ten gest kilka razy, po prostu zaczął znęcać się nad bratem Severinusa, gdy ten nie wiedział co ma począć. Po chwili, gdy miał paść cios wyprostowanej ręki w serce saiyanina, czerwonowłosy poczuł silny cios na policzku i został mocno odrzucony. To był nikt inny jak Blade, a tuż obok niego znajdowal się Whis. Mentor Beerusa dokładnie swoimi oczami przeskanował ciało Drake’a, a potem swoimi zręcznymi paluszkami, odblokował przepływ ki w jego ciele. Wreszcie Altair mógł odetchnąć z ulgą, ponieważ jednak jeszcze nie przyszła na niego kolejna. Niestety nie można było tego samego powiedzieć o jego wiernym przyjacielu, ponieważ nadal nad jego głową była aureola. Blade westchnął, po czym potrząsnął trochę głową i przygotował się do ciężkiej walki, która nadal ich czeka. Demigra pozbierał się ze szczątek jakiegoś tam drzewa. Wystrzelił dwa cieńkie promienie z oczu, by kogoś nimi trafić, ale na szczęście mimo tego iż Whis był ustawiony plecami do przeciwnika, machnął berłem i zmienił tor lotu laserów. Czerwonowłosy tylko prychnął, ale nie przejął się tym wcale a wcale, wiedział i tak że jego przeciwnicy są na przegranej drodze. Jak zwykle pokazał swoją władczość i machnął dziko ogonem, żeby nie wyglądał jak jakaś miernota. Mentor Beerusa jak na razie odbijał wszystkie czerwono-fioletowe pociski energii, które leciały w stronę bohaterów. Kątem głowy odwrócił się do saiyanów i rzekł w ich stronę:
-Chyba czas najwyższy byście zaczęli współpracować, tak jak kiedyś wam kazałem na ćwiczeniach, to oznacza jedno… – powiedział i ze swoją poważną miną nie dawał satysfkacji Bogu Demonów, że można z nim od tak pogrywać. Bracia krwi szybko odlecieli w przeciwną stronę, lecz Demigra chciał ich dorwać, dlatego też aktywował szkarłatną aurę i zmierzał w ich stronę. Niestety został powstrzmany przez Białowłosego Bożka, który starał się jak najdłużej go przetrzymać, lecz niestety został po prostu od tak odepchnięty i przez to wszystko się oburzył. Wierni druhowie śmigali w przestrzeni powietrznej i mieli nadzieję, że udam im się znaleźć jakieś dogodne miejsce. Natomiast Whis zniknął z tego miejsca i zaczął wracać do miejsca pobytu swojego ucznia. Dwóch Super Saiyanów blue leciało i leciało, ale wszędzie był tak naprawdę las, wreszcie przebywali na planecie Frugo, która się właśnie miała odnajdywać jako las, skały i dużo roslinności. Saiyanie wreszcie dotarli na miejsce, a było to mniej więcej polana, która była bez żadnych drzew, mieli szansę wreszcie zacząć działać. Niestety, po jakimś czasie gdy ci dopiero wylądowali, pojawił się na miejscu Bóg Demonów i posłał już kilka kul energii w ich stronę. Na szczęście nie spodziewali się pomocy ze strony Mistica, który nadal krwawił, ale pojawił się tutaj w biało-różowej aurze, którą ponownie otrzymał od Boskiego Drzewa Życia. Jego rany w połowie się zasklepiły, a potem zaczął odbijać w stronę Czerwonowłosego jego wlasne pociski, które to miały powstrzymać wojowników. Niebieskowłosi podziękowali kiwnięciami głów i zaczęli dalej uciekać, aby scalić się w fuzyjnego saiyanina. River i Drake wreszcie jeszcze po upływie dziesięciu minut znaleźli się trochę dalej, wtargnęli do ciemnej i mokrej jaskini, gdzie tak naprawdę gówno widzieli, ale gnali przed siebie. Słyszeli za sobą odgłosy walki i znów jak to musiał cierpiać znajomy Ogoniastego, który to dostawał porządne bęcki od Boga Demonów. Zatrzymali się na chwilę, porozmieszczali jak najszybciej kule ki, by te dawały im oświetlenie, po czym ustawili się w pozycji do tańca. Obydwoje spojrzeli po sobie, a nawet przyjaciel Altaira nie zauważył, że jego aureola już dawno zniknęła. To dzięki nameczanom wrócił do życia, no ale dowie się dopiero wtedy gdy czas scalenia się zakończy. Saiyanie właśnie wykonywali taniec, po czym zobaczyli w wejściu wredne czerwone oczka, był to nikt inny jak sam Demigra. Mierzył w ich stronę, lecz zielonoskóry po chwili pojawił się za nim i założył mu nelsona, by ten nic głupiego nie odstawił.
-SZYBCIEJ, ZRÓBCIE TO!!!! – Mistic wykrzyknął z płuc tyle ile mógł, lecz tak naprawdę nie musiał, bo przyjaciele dobrze wiedzieli co robią. Odtańczyli ruchy fuzyjne, aż po chwili powstało błękitne światło mocy, potężna kopuła ki otoczyła ich, aż wreszcie silny blask na chwilę oślepił dwie osoby przed nimi. Czerwonowłosy niestety był silniejszy, więc wyrwał się z uchwytu, który blokował jego ruchu, szybko przełożył sobie lewą rękę pod prawą pachę i wystrzelił promień ki w prawy bok torsu strażnika jednej z frugoniańskich wiosek. Ten wyplul trochę krwi i zobaczył, że właśnie miał kolejną dziurę do kolekcji, tym razem ta była większa niż poprzednie po cieńkich laserach. Mistic twardo padl na ziemie, lecz jego cel misji się powiódł, właśnie przed jego oczami zrodził się potężny wojownik. Miał jeszcze przez chwilę zamknięte oczy, a Demigra kiedy ją ujrzał wycofał się do tyłu i wyszedł z jaskini. Fuzyjna postać zaczęła podążać w tym samym kierunku w którym uciekł czerwonowłosy. Po chwili saiyański wojownik znalazł się na oświetlonej polanie na którą padały promienie słońca. Niebieskowłosa fuzja wreszcie przemówiła, dłużej nie będzie tej martwej ciszy dla nikogo:
-Nie jestem Blade’em ani Altairem, jestem tym który cię pokona Demigro… – powiedział i otoczył się przepotężną niebieską aurą. Bóg Demonów teraz był w krytycznej sytuacji, ponieważ nie wiedział na co stać potężnego saiyanina. Niebieskooki zniknął nagle z przed oczu demona, po czym pojawił się za nim i zadał tak szybkie ciosy, że nawet nie było widać ruchu padania ataku. Demigra zamrugał kilka razy oczami, po czym dopiero za chwilę odczuł wszystkie otrzymane ciosy. Wypluł trochę krwi oraz śliny i padł na ziemie, trochę jadąc twarzy po glebie. Został minutę później złapany za ogon i rozkręcony na maksymalnych obrotach, aż wreszcie pomknął ku górze. Nie trwało to długo, bo Bladair pojawił się tam gdzie rzucił przeciwnikiem, pojawil się po prostu nad nim i łącząc obydwie dłonie w pięści tak zwany młot, zbił ponownie w dół wroga. Czerwonowłosy stworzył swoim ciałem olbrzymi krater i nie mógł niestety powstrzymać tego, nawet wybuchem ki. Niebieskowłosy wylądował nad jego ciałem, które jeszcze przez chwilę się nie ruszało, ale tutaj nie było nawet mowy o jakiejś rozmowie, więc chwycił mocno za szyję potwora i zaczął go dusić.

Patrzył poważną miną na niego, a ona nawet się nie zmieniła, ani trochę, zbyt dużo krzywy wyrządził wszystkim jego znajomym, tak naprawdę im, ale teraz byli scaleni. Ogoniasty westchnął, a potem wyleciał z podduszanym Demigrą z dziury, którą stworzył właśnie swoim oponentem. Unieśli się wysoko nad chmury, tak by już nic nikomu się nie stało, a potem po prostu go puścił i ten szybko odleciał szybkim lotem do tyłu, nie patrząc co jest za nim. Bladair przekręcił szyję na lewo i na prawo, można było słyszeć jak kości mu strzelają, to była dopiero dla niego rozgrzewka. Miał jeszcze dwadzieścia pięć minut, więc nie miał się czym śpieszyć, choć nosiło go na lewo i prawo by pozbyć się robaka raz na zawsze. Demigra nadal syczał i wściekał się pod nosem, że jego przeciwnikom udało się zrobić to czego tak bardzo on nie chciał. Niebieskooki wreszcie spojrzał na planetę, patrzył na przerażonych mieszkańców, dwóch medyków i mocno rannego Mistica, który wlaśnie był opatrywany. Wojownik wciągnął powietrze, a potem znów spojrzał na Boga Demonów, który był w kropce i nie wiedział co zrobić. Nie chciał już tego przedłużać i dlatego postanowił zrobić taki ruch jak teraz. Aktywował aurę i wleciał głęboko kolanem w brzuch przeciwnika, przez co ten prawie się zadławił własną śliną. Na domiar tego, otrzymał kilka ciosów na facjatę, a na zakończenie tej kombinacji ataków, saiyanin wzleciał trochę do góry i trafił piętą w czoło wroga. Ten zaczął lecieć w dół po skosie, lecz nie doleciał do końca ziemi, został odbity ponownie w górę i tak w kółko i tak w kółko. Po prostu teraz Demigra był stosowany jako piłka, którą piłkarze zazwyczaj sobie podawali na boisku, tylko że szybkość fuzyjnego bohatera i jego teleporty świadczyły o tym, że był kilkunastoma piłkarzami na raz. Bladaira wreszcie to znudziło, dlatego też porządnie go kopnął po linii prostej i przez ten wykop, pojawił się za nim i zaczął zbierać energie na technike. Nieświadomy niczego czerwnowłosy jakoś się wyratował, tworząc wybuch ki i zatrzymał się. Złapał na chwilę oddech, otarł z ust krew i wypluł jej trochę, a potem obrócil się tam gdzie znajdował się jego oponent. Ogoniasty nie czekał długo, dzięki mocy obydwu bohaterów, bardzo szybko naładował umiejętność, a potem wykrzyknął takie słowa jak:
-FINAL KAMEHAME HAAAAAAAAAAAA!!! – nie dość, że to była technika Vegetto, to jeszcze fuzyjna postać przeniosła się pod wroga, używając błyskawicznej transmisji by znaleźć się jak najbliżej. Złota-błętkina łuna mocy dosłownie trafiła w całą sylwetkę Boga Demonów i posłał go chyba bardzo daleko i nie wiadomo czy ten przetrwał. Bladair nadal wykrzykiwał, by moc fali była jeszcze bardziej potężniejsza, a potem wreszcie ułożył normalnie ręce, opuścił je i czekał na dalszy ciąg wydarzeń. Energia uderzeniowa wyleciała gdzieś w kosmos, unosił się jeszcze niewielki kłęb dymu, tam gdzie znajdował się niegdyś Demigra. Czerwonowłosy właśnie mógł zostać zobaczony przez niebieskowłosego, nie miał prawie całego ogona, kawałka głowy z uchem, no i ręki i nogi. Jeszcze na domiar tego, jego jeden bok torsu został także wyniszczony. Syczał i jęczał z bólu, nie wiedział co ma na to poradzić, został przerośnięty po prostu został pokonany. Odwrócił się od oponenta, a potem i starał się odlecieć, lecz przed jego osobą pojawił się wyrośnięty niebieskooki i patrzył z góry na demona. Ten tylko pisknął, albo zasapał jakoś dziwnie, ponieważ już się bał, to było w jego oczach i calym jego ciele. Bladair jeszcze raz chwycił go mocno za gardło, rzucił wysoko w górę i wykorzystał technikę trunksa, która wymazała w jego czasach pamięć o nieperfekcyjnym Cellu. Uniósł ręce do góry, jego osoba została otoczona złotą sporą kopułą energii i wykrzyknął:
-HEAT DOME ATTACK!! – Złota energia wystrzeliła z obydwu uniesionych rąk fuzji, a potem trafiła i najwyraźniej zmiotła z powierzchni ziemi Demigrę, który uważał się za Boga, a raczej nim nie był. Ponownie energia pomknęła znów poza atmosferę planety i można ją było dostrzec, jeśli ktoś miał wzgląd z satelity albo statku kosmicznego, albo też z kosmosu. Scalony saiyanin patrzył w górę i opuścił ręce ku dole, po czym odetchnął z ulgą, bo wiedział że jak na razie to koniec i zagrożenie minęło, tylko nie wiedział jak na długo. Scalenie wylądowało bezpiecznie na ziemi, po czym wyszedł z boskiej formy super saiyanina. Jeszcze mieli kilkanaście minut, ale chyba bez sensu było to wszystko przedłużać. Niestety nie wiedzieli co ich czeka po powrocie, ale najpierw woleli upewnić się czy wszyscy są cali. Czarnowłosy bohater aktywował białą aurę i pomknął w stronę pobojowiska. Kiedy doleciał na miejsce, widział że medycy już zajęli się Trunskem, jak i Nekomi.

Oczywiście Mistic tym razem wszystkiego pilnował, gdyż nim pierwszi lekarze się zajęli. Znachorzy najwyraźniej kączyli właśnie swoją robotę, ponieważ grymasy na twarzach patrolowców były coraz w lepszym stanie. Fuzyjna osoba wylądowała przy nich, przez co trochę fioletowłosy się zdziwił, jak i jego koleżanka. Strażnik wioski sie zbliżył i wreszcie mógł dostrzec efekty tańca dwóch przyjaciół, wyglądali dla niego naprawdę czadowo, jak i świetnie. Jeszcze bardziej podziwiał Blade’a, gdyż to jego pierwszego poznał, no i teraz nowo poznanego Altaira, dla niego byli wielcy. Syn Vegety podniósł się, chwycił rękojeść miecza i schował do pokrowca, a potem zbliżył się ku Bladairowi i rzekł:
-Dobra robota, teraz gdy jak na razie Demigra nam nie grozi, musicie wracać do siebie, do swojego świata, z TTuce czy też nawet bez niej… – powiedział i zaciskał jedną pięść, lecz bystre sokolo Drake’a mogło dostrzec wszystko, a na scaleniu jeszcze bardziej. Czarnookiemu się to nie podobało, chciał się odezwać lecz znów syn Bulmy poruszył ustami i ciągnął dalej:
-Tak, w waszym świecie nie dzieję się zbyt wesoło, widziałem kilka zrujnowanych miast, jak i nasze gdzie Capsule Corporation dosłownie pozostawiło po sobie część budynku, a reszta to gruzy, dlatego ja z Nekomi nie przybyliśmy tylko po to by wspomóc was przy pokonaniu Demigry, jak i Czarnego Wojownika. Chodzi o świat siódmy, wasz świat gdzie musicie jak najprędzej wracać, więc zostawcie tutaj resztę mnie, a potem się jakoś na pewno zobaczymy, przecież Nekomi nie da mi spokoju… – zaśmial się i podrapał po tyle swojej głowy, aż wreszcie zobaczył w górę i korzystał z tego, że może chwilę odsapnąć. Po upłynięciu piętnastu minut, wreszcie fuzja rozpadła się i dwóch wojowników powróciło do swoich normalnych stanów. Przyjaciele się żegnali, a zwłaszcza Mistic z Riverem, ponieważ naprawdę prawie cały miesiąc spędzili razem i dogadywali się naprawdę dobrze. Przybili sobie piątke na koniec tego wszystkiego i pożegnali się gestem tak jakby machnięcia. Ogoniasty podszedł do wiernego Druha i tem ułożył dwa palce na czoło, gdyż wreszcie kiedy to jego wiernego brata krwi nie było obok, szkolił się w korzystaniu z błyskawicznej transmisji. Powrócili przez połowę galaktyki, jak i z innej strony do siebie na planetę, tak naprawdę do TTuce i widzieli, że na Ziemi coraz lepiej wszystko wyglądało. Wszystkie czarno-fioletowe chmury zniknęły, stęchlizna i cały ten smród także zanikł, ludzie wrócili do żywych, nie wszyscy, ale większa część. Wojownicy Z naprawiali kataklizm jaki tutaj był, mimo iż już upłynęło tak długo. Zaczęli wspólnie iść jakąś ścieżką, która byla w parku, podziwiali dawne słońce o którym nie mogli zapomnieć. Po długiej przechadce, powrócili do Bulmy i chcieli wiedzieć o u niej. Widać było, że wszystko raczej szło jak po maśle, nawet chyba TTuce z martwym Raditzem się dogadywali, ale czy aby na pewno? Blade jakoś nie chciał się mieszać między nich, więc podszedł wraz z wiernym kumplem do niebieskowłosej i zaczął:
-Witaj Bulmo, jak widać jestem znów żywy, nawet nie wiem jakim cudem. Co się działo jak mnie nie było?? – zapytał, a potem widział jak kobieta wydmucha dym z ust. Odstawiła papierosa do popielniczki i powiedziała:
-Wszystko idzie bardzo dobrze, miasta wracają do ładu, ludzie zaczęli wychodzić z transu, który otrzymali od Saku, ale najwyraźniej już to przechodzi. Co poniektórzy jeszcze mają tą tędencję do bycia agresywnym, ale już nie aż tak bardzo, a nawet Goku i Vegeta niedługo powrócą, więc wszystko się układa. A u was co, jakieś plany czy będziecie wracać do siebie?? – zapytała i spojrzała na nich kątem oka, a potem Altair trochę wyszedł przed brata krwi i jej odpowiedział:
-Tak Bulmo. Trunks powiedział nam, że w naszym świecie dzieję się coś niedobrego, więc musimy niezwłącznie wracać. Na pewno jeszcze tutaj wrócimy, ale kto wie, czas pokaże, wreszcie w naszym świecie także istniejesz, więc możemy cię z niego pozdrowić, to będzie ciekawe. – skończył mówić, a kobieta się trochę zaniepokoiła, ale potem wróciła już do pracy. Widocznie nie miała ochoty dalej rozmawiać o przykryczh rzeczach, dlatego też zajęła się tym co słuszne, czyli nauką i pomocą dla wszystkich ziemian. Wojownicy spojrzeli ku sobie, a potem wyszli z bunrka, gdyż nadal robotnicy odnawiali Capsule Corporation. Po opuszczeniu dusznego miejsca, wyszedł za nimi Raditz, zostawiając samą Ttuce, która chyba spała. Przyjaciele gdy tak szli, chcieli już szykować kapsułę do powrotu, lecz nagle przed nimi pojawił się długowłosy. Brat Goku zastąpił im drogę i podle się uśmiechał, jak na niego przystało. Nie wiedzieli o co mu chodzi, a ten wyprostował obydwie dłonie i wystrzelił fiolety promień w ich stronę, na szczęście zdąrzyli tego uniknąć.

Przyjaciel Blade’a syknął, praktycznie to samo co zrobił ogoniasty. Spojrzeli po sobie, a potem jeszcze raz na Raditza, którego aureola właśnie zniknęła, jeszcze bardziej psychiczny grymas zawitał na jego twarzy. Aura z białej, zrobiła się purpurowa i ustawił się pozycji do walki. Chyba wierni druhowie nie mieli innego wyboru, dlatego też także przyswoili takie pozy. Przez Moc, która zaczęła wydostawać się z brata Kakarotto, drżała delikatnie Ziemia, a potem coraz mocniej emisje sejsmiczne powstawały. Czarnowłosy nie mógł na to pozwolić, więc wybił się nogą z betonu, a potem zamachnął pięścią na przeciwnika. Ten z łatwością zblokował atak i odkopał od siebie brata krwi Drake’a. Brat Severinusa nie wiedział co o tym myśleć, jak taki byle jaki Saiyanin mógł w ogóle skontrować i trafić jego przyjaciela. Najwyraźniej długowłosy wojownik nie marnował czasu w zaświatach, ale raczej to nie bylo to. Drake nadal głuwkował i widział, że naprawdę jego wierny kompan męczy się z wrogiem i nie może mu zadać żadnego dobrego uderzenia. Wreszcie brat Goku aktywował aurę, odpychając do tyłu czarnookiego i jeszcze bardziej podle się uśmiechnąl. Zaśmiał się, dosłownie zaczął rechotać przed nimi, a potem zacisnął przed nimi pięść:
-No to moi drodzy, chyba czas na….rundę czwartą!!! – po tych słowach, saiyanie zamarli. Ogoniasty pamiętal, że przecież mówił o trzeciej rundzie do Saku, kiedy przenieśli się tam i skończyli z nim raz na zawsze. Jak to możliwe było, że Raditz o tym wiedział i właśnie się wypowiedział. Blade warknął głośno, a potem jeszcze raz natarł na wojownika. Dlugowłosy tylko zrobił obrót w powietrzu i znowy wykopał Rivera gdzieś daleko, a ten prawie wpadł na fundamenty odbudowywanego wielkiego budynku. Zatrzymał się niewielkim wybuchem ki, ponieważ nie chciał by znowu planeta miała cierpieć kolejne katusze. Saiyanin szybko natarł na dawnego chłopaka TTuce, który tylko i wyłącznie blokował i sparował wszystkie ciosy. Niestety cały spowodowany hałas wybudził dziewczynę ze snu i kiedy ta opuściła bunkier, przetarła oczy i nie rozumiała zaistniałej sytuacji. Skoro wojownik musial podejmować tak trudne dezycje, postanowił że zrobi to co słuszne, więc aktywował bardzo szybko super saiyanina blue, pojawił się przed bratem Kakarotto i wystrzeliwując przy nim promień ki, zmiótł jego calą lewą rękę, zostawiając mu niewielki kikut. Długowłosy krzyknął i twardo runął na glebę trochę niestety ją niszcząć, a przez to co zobaczyła saiyanka, zaczęła obijać po twarzy niebieskowłosego. River jednak nie miał zamiaru dać za wygranej, musiał jej coś udowodnić i dopiero po chwili udało mu się ją chwycić za ręce i odwrócił ją plecami do siebie. Kazał jej patrzeć w dół, tam gdzie leżał jej facet, który to jakimś dziwnym cudem odtworzył sobie całą rękę, jak to robił Bóg Śmierci. Ta z przerażeniem na to patrzyła i nie mogła uwierzyć, że jeszcze nie dawno spędzili razem noc. Nie chciała oczywiście powiedzieć o tym reszcie, więc wkurzyła się i sama próbowała trafić długowłosego. Braciszek Goku unikał wszystkiego, aż wreszcie pojawił się za kobietą, poddusił ją trochę i kopnął w przód. Ta runęła na kilka metalowych bel, które miałybyć łączone z innymi do odnowienia jednego z tutejszych budynków. Niebieskooki wylądował obok przyjaciela, a ten spojrzał na niego i widać było najwyraźniej, że ktoś nie chciał żeby ci szybko wrócili do siebie. Raditz nie miał zamiaru się dłużej z tym ukrywać, jego skóra zaczęła robić się czarna, nawet twarz była bardziej demoniczna niż człowiecza. Demoniczny ogon powstał na jego kości słoniowej, a potem zbroja z niego spadła, ponieważ roztrzaskała się po przemianie ciała. Przed twarzami braci krwi, pojawił się znów potwór, który to został unicestwiony miesiąc temu, Saku, Bóg Śmierci. Najwyraźniej Czarny Wojownik nie miał dość i sobie przejął nowe ciało, gdy zaczęły się problemy i przegrywal z saiyanami. Altair nadal nie rozumiał tej całej sytuacji, ale ma nadzieję że niedługo wszystko się wyjaśni. Ustawili się w pozycji do walki, a po chwili także Drake przemienił się w super saiyanina blue. Nowa przyjaciółka Sary także chciała walczyć, ale nie chcieli by dalej cierpiała i męczyła się bardziej, dlatego też ogoniasty kazal się jej wycofać. Ta odmówiła kilkukrotnie, aż wreszcie się poddała i zgodziła się. Niestety to z jej strony był blef, by oszukać wiernych druhów, dlatego też zrobiła taki gest, iż przeniosla się do dawnego Raditza i używając błyskawicznej transmisji, zabrała go stąd. Saiyanin wkurzył się tym, że on jak i Altair zostali oszukani, ale to nie będzie problemem jeśli chodzi o znalezienie ich. River szybko ułożył palce na czole i kiedy mijała minuta, odwrócila się w cztery strony świata, by ją znaleźć, tak samo robil Drake. Musieli ją znaleźć, nie wiadomo co będzie musiała jeszcze wycierpieć. Po upływie kilku minut, jako tako im się udało wyczuć w sumie niewiele, ale to był jedyny ślad i musieli za nim wyruszyć. Obydwoje w jednym momencie zniknęli z Ziemi i przetransportowali się tam gdzie aktualnie się znajdowała Ttuce i Saku. Przyjaciel Altaira zdziwił się tym, kiedy dotarli na miejsce, że pojawili się na Makyo Star, planecie Demonów, w sumie najbardziej najmniej znane miejsce przez złych i dobrych wojowników. Bracia krwi wreszcie dopatrzyli się gdzie znajdują się dwa „byłe” gołąbeczki, które ramię w ramię wymieniały się pięściami, kopnięciami i tym podobne. Wreszcie Bóg Śmierci podskoczył w powietrzu, i piętą zadał cios na górną część czaszki saiyanki, przez co tam mocno runęła na ziemie. Powstała potężny krater, jak i trzęsienie tutejszej gleby, a demony które przetrwały i mieszkały tutaj dalej, przebudzily się. Drake i River odwrócili się plecami do siebie, bo właśnie zostali otoczeni przez opętanych mieszkańców pod rozkazami Saku. I znów musieli się męczyć z tym jednym i samym przeciwnikiem, ale przecież to uwielbiali, wywodzili się z takiej rasy, która żyła walkami i nieustającymi wygranymi potyczkami lub przegranymi wstydliwymi porażkami. Byli gotowi na wszystko, więc na pewno uda im się zdążyć jeszcze powrócić do siebie do świata, tylko jak sprzątnął jedną taką wredną rzecz w tym uniwersum.

*   *   * 

Atmosfera Frugo, godzina nieznana. Mimo iż teraz Frugonianie żyli spokojnie, coś jednak martwiło Mistica. Ciągle patrzył to samo miejsce od czasu do czasu, a wlaściwie tam gdzie zostal zmieciony Demigra, Bóg Demonów. Strażnik wioski wiedział, że to na pewno koniec, ale nie był do końca pewien. Postanowił to sprawdzić, więc na chwilę przeprosił wszystkich przy stole i niestety przerwał kolację co poniektórym swoim rodakom. Poleciał ku górze, aż po chwili jednak to on miał rację. Zauważył właśnie jak coś niewielkiego w kolorze czerni i krwi pojawiło się, a był to portal. Dziwna czerwono-granatowa kulka wleciała w okrąg, który po chwili zniknął. Zielonoskóry wojownik rozszerzył oczy, po czym wiedział, że musi niezwłącznie powiadomić jakoś Blade’a, tylko nie miał pomysłu jak to zrobić. Nie potrafił się teleportować, nie miał statku, który mógłby pozwolić mu dolecieć w wyznaczone miejsce, a na domiar tego, to było inne uniwersum. Teraz wiedział, że na pewno postara się jakoś dostać do jego świata i ostrzec go przed zagrożeniem, więc wrócił z powrotem na ucztę i nie chciał nikogo denerwować. . Co będzie dalej?? Jakie plany naszykował dla bohaterów Czarny Wojownik?? Czy TTuce wreszcie dokona zemsty?? Czy jakimś sposobem Demigra przetrwał wyniszczającą technikę?? Dowiecie się w następnym rozdziale.

Rozdział 61: Polar, Król Demonów Mrozu. Syn Następcy, powrót Demigry!?

Rozdział 61: Polar, Król Demonów Mrozu. Syn Następcy, powrót Demigry!?

Blade i Mistic byli w pozach bojowych. Changelingi zbliżały się niemiłosiernie szybko w ich stronę. Król Demonów Mrozu ze skrzyżowanymi rękoma na torsie lewitował nadal nad statkiem i obserwował swoją rasę, która teraz będzie niszczyć planetę Frugo. Nie wiadomo przez kogo albo co to spowodowało, Boskie Drzewo Życia samo z siebie wyszło na światło dzienne i wszyscy Frugonianie zostali otoczeni białymi poświatami. Nawet ich Alfa wojownik został otoczony biało-zieloną poświatą, dzięki czemu był bardziej pewny siebie. River nie miał tyle szczęścia, zapewne wysokie drzewko jeszcze mu zbytnio nie ufało, dlatego nie chciało go wesprzec. Kiedy to już changelingi były na tyle blisko by trafić saiyanina, tutejsza rasa, a przy tym same męskie osobniki rzuciły się do walki. Mistic wraz ze swoim niedawno nowo poznanym towarzyszem się trochę zdziwili, że zwykli mieszkańcy otrzymali ducha walki by walczyć o swoją planetę. Wszystko dla nich układało się w jedną układankę, to wszystko wina boskiego drzewa, to ono spowodowało tą zmianę w mieszkańcach. Wojowniczy przywódca ryknął szczęśliwie i zaczął taranować przed sobą demony mrozu, które nie zdążyły odlecieć i po prostu ich głowy poleciało na dół niczym dynie, które by się rozwalały o glebę. Mistic wyszczerzył ząbki i wszedł w berserk mode’a, powodując przy tym chaos i spustoszenie w armii changelingowej. Przyjaciel Altaira natomiast obrał sobie za cel ich przywódcę, dlatego też aktywował aurę i nie przemieniając się jeszcze, poszybował w jego stronę. Polar doskonale widział zbliżającą się w jego stronę małpę, ale wolał poczekać na odpowiedni moment. Syn Króla był po jego prawicy, obserwował wszystko bacznie, starał się nie okazywać strachu. Wreszcie Rosły demon Mrozu zmienił postawę, rozłożył ręce na boki niczym Freezer i wyczekiwał odpowiedniego momentu by skontrować nadciągający atak. Ogoniasty zostawił przed twarzą Polara swojego cienia, po czym pojawiając się z tyłu, kopnął go z całej siły. Changeling runął w dół niczym kamień, który właśnie został zepchnięty siłą wodospadu, lecz po chwili stworzył wybuch ki i obrócił się w stronę wroga.

Czarnowłosy nadal leciał w jego stronę i dziwił się czemu ta mniejsza istota nie pomagała mu w walce, chyba tutaj chodziło o swoją dumę i honor. Demon Mrozu wyszczerzył zęby, po czym złączył dwa palce i wystrzelił pół księżycowe falą energii w stronę czarnookiego. Ten zaś wyminął obydwa promienie, po czym trafił kolanem w twarz przeciwnika. Polar zasyczał, po czym wywinął ogonem i owinął nogę swojego oponenta. Znowu na jego twarzy widniał uśmiech zwycięstwa, a jeszcze potem zamachnął się ostro i rzucił małpę w stronę powierzchni planety. Na szczęście Blade nie był taki głupi, zrobił kilka obrotów i wylądował bezpiecznie na ziemi. River wreszcie szybko podniósł się z podłoża, po czym zostawiając swój zanzoken na wabik, nabrał tym demona mrozu. Ten rzucił się na swojego wroga i zaczął wystrzeliwać pociski ki. Ciemno niebieskie kule zaczęły przelatywać przez widmo i dopiero Polar zrozumiał, że to był czysty blef. Pojawiający się za nim saiyanin kopnął go bardziej już w znikający cień samego siebie, a ten wpadł głową pod glebę. Kiedy ten wyciągał łepetyne z ziemi, potrząsnął nią, otrzepał się z kurzu i zawarczał przez zęby. Nie spodziewał się, że w ogóle na tej planecie może natrafić na kogoś, kto będzie stawiał opór. Ponadto Polar musiał zdawać sobie sprawę, że skądś znał to uczesanie i posiadanie ogona osoby z którą walczył. Nie wiedział dokładnie z jakiej on planety jest, lecz uśmiechnął się sam do siebie, wstał i popatrzył na przeciwnika. Ogoniasty nie wiedział o co mu chodzi, więc trochę zniżył swoje ciało, bliżej wroga i wyczekiwał następnego ruchu. Changeling trochę podszedł i uniósł się na wysokość czarnowłosego.

Chrząknął, a potem się wypowiedział: -Słuchaj kimkolwiek jesteś…. z jakiej rasy pochodzisz? Ciekawi mnie bardzo twój wygląd i zdaję mi się, że gdzieś cie już widziałem… - zamilkł, nadal miał zaciśnięte zęby i także pięści. Czarnooki został tak jakby ciekawym okazem, który musi się wytłumaczyć kim on jest. To było mu bardzo na reke, więc zaśmiał się w twarz oponentowi i rzekł w jego stronę: -Z jakiej rasy, z tej której wyniszczyła wszystkie demony mrozu w innym wszechświecie. Jestem Saiyaninem, kosmicznym wojownikiem który cie unicestwi ty nędzna namiastko changelinga!! – pogroził mu pięścią, po czym szybko ją otworzył i zdmuchnął wroga podmuchem ki. Jaszczurka zawirowała w powietrzu i zrobiła korkociąg, lecz po chwili się zatrzymała, zdziwiły ją te przedziwne informacje, które na pewno się przydadzą. Polar pomasował szczękę, po czym wypluł krew i nadkruszonego zęba, przez co jeszcze bardziej się wściekł. W jedną sekundę jego mięśnie urosły i żyły powychodziły mu na napiętych muskułach szyi i innych miejscach. Teraz przyjaciel Altaira wiedział, że walczy z kimś kto umie panować bardziej nad swoją mocą, nie tak jak Freezer. Nie zauważył nawet kiedy wróg podleciał do niego, poczuł tylko nieprzyjemne uczucie na brzuchu, a potem na szyi. Został w te miejsca trafiony i posłany w masę drzew, po których nic nie zostało. Kiedy już rozbił się o powierzchnię Frugo i starał się wstać, nie spodziewał się nadchodzącego Polara. Demon mrozu po pojawieniu się tuż przy nim, zaczął go katować po brzuchu i twarzy. Zawinął ogon o jego nogę i miotał nim na lewo i prawo, jak kukiełką. Blade był w poważnych tarapach, ale wreszcie wykrzyknął słowa takie jak „KAIO-KEN RAZY DZIESIĘĆ”, po czym czerwona aura otoczyła jego ciało i uwolnił się z objeć changelinga. Król wszystkich demonów wściekł się i chciał dorwać przeciwnika, lecz ten się wymykał w czerwonej łuni energii. River wreszcie obrócił się w jego stronę i przywalił mu porządnie z kolanka. Polar odleciał trochę do tyłu, lecz nie spodziewał się, że wróg nabrał większej prędkości i zadał mu kolejny cios w plecy. Kiedy ten został podbity do góry prawie do chmur, wojownik już czekał w powietrzu i zanurkował stopami tak w twarz demona mrozu, że ten jęknął i rozbił się o masę liści i gałęzi.

Powstał delikatnie drżenie ziemi, a nawet spora chmura dymu się stworzyła, przez wielkie ciało changelinga. Saiyanina dezaktywował aurę by sie niechcący nie przemęczyć, przecież nie chciał ryzykować aż tak bardzo śmiercią. Król changów powstał, syknął a potem w aurze super Novej, techniki która niegdyś została użyta przeciwko fali uderzeniowej Goku, wzniósł się ku górze i przebijając się przez warstwy drzew, trafił Blade’a w szczękę. Ten odleciawszy do tyłu, zatrzymał się po chwili i czuł jak zostaje obijany po klatce i pod żebrami. Ciosy były potężne, ponieważ Demon mrozu już nie miał zamiaru się bawić. Polar wreszcie krzyknął i zadał poważniejszy cios w splot słoneczny, przez co River wypluł krew ze śliną i runął na glebę Frugo. Czarnowłosy ledwo patrząc na oczy, widział jak Władca changelingów opada powoli na dół i ląduje przy nim. Wróg czarnookiego był bezlitosny, zaczął go kopać swoją obcą stopą i nie miał zamiaru przestać. Ogoniasty wrzeszczał z bólu, ponieważ ten był dla niego bardzo ostry. Mistic rozprawiając się z kolejno silniejszymi changami, usłyszał wołanie o pomoc, więc pomknął tam jak najszybciej mógł. Tutejszy przywódca frugonian widział, że saiyanin jest w tarapatch, więc aktywował aurę i staranował dosłownie changelinga, posyłając go na drzewa. Polar warknął na niego, a potem wymierzył w jego stronę palcami i posyłał na niego grad tak zwanych „death beam’ów”. Zielonoskóry robił uniki, ale niestety nie był taki świetny i nie znał się tak dobrze na zanzokenie, więc powietrzne akrobację musiały mu wystarczyć. Blade właśnie zbierał się po otrzymanych ciosach, rozmasowywując swoją szyję i patrząc na sytuację, która wygląda nie ciekawie. Nie mógł się bardziej opierdzieliać, może i był silniejszy od perfect cella na podstawowej formie, ale tym razem to była wyjątkowa sytuacja. Napiął mięśnie u rąk i wydzierając swoje struny głosowe, otoczył się bardzo silną aurą. Złote włosy stanęły dęba, wyładowania elektryczne wszędzie można było zauważyć.

Super Saiyanin drugiego poziomu zaszarżował na demona mrozu, który właśnie chciał przebić pięścią biednego strażnika planety Frugo. Wybił go kopnięciem w podbródek i posłał wysoko ku górze. Król wszystkich changów nawet nie zauważył, co go drasnęło ale wściekły jak diabli od razu poleciał na złotą poświatę, która zmierzała w jego stronę. Obydwoje zderzyli się, tworząc silną kopułę ki, która zniszczyła drzewa znajdujące się pod nimi. Mistic spojrzał ku górze, macał swój tors czy był cały i nie miał jakich dziur, ale na szczęście było wszystko w porządku. Widział, że teraz River sobie jako tako radzi, więc aktywował swoją biało-różową boską aurę i poleciał pomóc swojemu ludowi. Starszy z podpartą laską tylko patrzył jak jego rasa musi walczyć w wojnie, która ich nawet nie obowiąwała. Staruszek westchnął i usłyszał, że ktoś chcę go zaatakować od tyłu, więc uchylił się przed atakiem, dał swojemu podparciu moc i przebił drzewcem changelinga. Ten tylko groźnie zasyczał i dostał zgona od boskiej energii. Mędrzec tylko potrząsnął głową, bo nie chciał przecież brudzić sobie rąk czymś co było dla niego okropne. Ziewnął sobie i wrócił do swojego szaletu medytować. Słowami w myślach wezwał dwóch z lepszych strażników, którzy pilnowali jego siedziby, by nikt nie proszony mu nie przeszkadzał. Złotowłosy blokował tylko nadchodzące ciosy i nic sobie nie robił z gniewu demona mrozu. Polar nie miał zamiaru być lekceważony, więc zamachnął się dość mocno i odrzucił saiyanina do tyłu. Ten zatrzymał się wybuchem ki, lecz to nie wystarczyło, bo poczuł kolejne ataki ze strony changelinga. Władca wszytkich jaszczurek nie poddawał się tak łatwo, dlatego też odwinął się i używając ogona, uderzył nim o policzek wojownika. Ten odwinął się w drugą stronę i zleciał w dół, rujnując znów teren i rozwalając kolejne drzewa. Kiedy otrząsnął się po ciosie, zobaczył że Król demonów mrozu stworzył nad swoim palcem olbrzymią kulę, która zmaterializowała się w małą kuleczkę.

Zasapany do granic wytrzymałości, rozszerzył oczy w stronę ogoniastego i wykrzyknął w jego twarz: -TO KONIEC PARSZYWA MAŁPO, ŻARTY SIĘ SKOŃCZYŁY. NIKT NIGDY NIE PRZEŻYŁ TEGO ATAKU, NIE BYŁO TAKIEGO KOSMITY CZY TEZ INNEGO OSOBNIKA INNEJ RASY. A TERAZ ZDYCHAJ PARSZYWCU!!! – wykrzyknął ów słowa, po czym machnął ręką, która palcem miała nad sobą kuleczkę i ta pomknęła ku planecie. Seledynowooki wiedzial, że jeśli jej nie odbije, to Frugo zniknie razem ze wszystkim. Jeśli ją przyjmie na klatę, to on zginie i to dosłownie. Nie miał innego wyboru, znów głośno ryknął choć kula mknęła bardzo szybko. Przyjaciel Altaira przemienił się w trzecie stadium super saiyanina. Długie włosy dosięgały mu aż za pośladki, po czym szybko odwinął się w drugą stronę i zaczął ładować technikę. Ciche słowa „Ka….Me….Ha….Me….” wychodziły z ust saiyanina, który to miał zaraz się spotkać ponownie przed życiem czy też śmiercią. Ulepszony Death Ball już był na wyciągnięcie ręki, dlatego też Blade wypchnął obydwie ręce, krzycząc przy tym głośne „HAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA”. Potężna fala energii pomknęła żeby przeciwstawić czoła umiejętności Polara. Kamehameha zderzyła się z Death Ballem changelinga, przez co powstało potężne oślepiające światło, jak i zmagania dwojga osób, która technika będzie lepsza. River napiął bardziej mięśnie, dzięki czemu wzmocnił swój atak, który zaczął wypychać mini pocisk Changelinga. Polar wścieknął się i zaczął go także dociskać, tak by znieść wszystko w perzyne. Złotowłosy jeszcze bardziej użył więcej swojej mocy by pokonać przeciwnika. Jego Oponent także nie chciał dać za wygraną, lecz po jakimś czasie zaczął ulegać. Wreszcie seledynowooki nie mógł już dłużej wytrzymać tego naporu, a także nie chciał zniknąć całkowicie z tego świata, więc wykrzyknął takie słowa jak: -MASYKMALNA MOOOOOOOOOOOOOOOOC!!! – Przez to, że wykorzystał pełnie swojej energii, jego jedna noga poszła w powietrze i teraz utrzymywał się tylko na jednej. Niebieska łuna energii poszerzyła swą warstę i zaczęła jeszcze mocniej odpychać mini death ball Polara. Changeling zacisnął zęby ze złości, aż wreszcie on też nie miał zamiaru się z tym cackać i użył więcej mocy. Ogoniasty nie spodziewał się takiego polotu sprawy, myślał że będzie łatwo, a jest zupełnie inaczej niż przypuszczał. Mistic wreszcie po załatwieniu sporu z dużą ilością demonów mrozu, czuł jak dwie energie stają się coraz silniejsze i nie przestają w tym rosnąć. Alfa wioski aktywował aurę i poleciał w tamtą stronę i po prostu zderzyl się Władcą wszystkich tutejszych jaszczurów. Zakłócił jego koncetrację, przez co fala uderzeniowa wreszcie została mocniej wypchnięta i poleciała w ich stronę. Zielonoskóry szybko odleciał i widział jak Polar zostaję zmieciony przez kamehameha w powietrze. Król Changelingów nie dość, że dał się załatwić przez jakiegoś Frugonianina, to jeszcze wyleciał poza tutejszą atmosferę. Wreszcie Jaszczur miał dość i jakoś wykaraskał się z siły niebieskiej techniki i oddychał z ciężkością. Zacisnął jedną pięść, ponieważ nie miał zamiaru teraz traktować saiyanina ulgowo. Pokaże mu, że jest najpotężniejszy i nie będzie sobą pomiatać. Jego moc otoczyła jego ciało i zaczął wracać z powrotem na dół. Mistic podleciał do przyjaciela Drake’a i zapytał się go: -Wszystko w porządku, widzę że nieciekawie wyglądasz…. Odpocznij trochę, a ja z moim ludem się nimi zajmiemy. – powiedział i złapał go za ramię. To była naprawdę świetna propozycja z jego strony, lecz Blade wiedział że nie może się zgodzić. Pokazał mu tylko i wyłącznie grymas i pokawił głową wskazując negatywną odpowiedź. Wojownik jednej z wiosek Frugo zrozumiał to i kiwnął głową akceptacyjnie, a także uśmiechnął się w jego stronę. Teraz Saiyanin wraz z zielonoskórym muszą powstrzymać resztę changelingów.

Nie spodziewał się jednak, że znowu zobaczy parszywą gębę Polara, który właśnie wylądował w naprawdę epickiej pozie. Zrobił pod sobą niewielki krater i był w przykucu, patrząc na nich z psychicznie chorym uśmiechem. Powstał z kolana, po czym rozłożył ręce na boki tak jak Freezer i wypowiedział się: -Tym razem ostro mnie wkurzyliście…. pokaże wam co to jest piąta forma mojego jestestwa!! – widać były jak jego wszystkie mięśnie pulsują, żyły powyskakiwały mu w kilku miejscach. River i wojownik zielonoskóry zdziwili się, czuli coś naprawdę wrogiego i złego. Jego klatka piersiowa diametralnie urosła, nogi jeszcze bardziej przybrały na masie, pojawiły się lodowate kryształy na jego udach. Jego rogi przeistoczyły się w coś co przypominało zbroje, albo ozdobę na głowę. Sześć białych rogów odchodziły od białej części ciała, zaś jasny cyjanowy kryształ znajdował się po środku. Na jego łokciach także pojawiły się kolce. Zarechotał głośno i na jego twarzy zawitała także biała maska, która podchodziła pod resztę ciała. Polar teraz przestał się cackać, zauważył że wojownik jest trochę zmęczony, więc pozostawiając swój zanzoken i poruszając się naprawdę szybko, trafił go w splot. Przyjaciel Altaira nie spodziewał się takiej siły i prędkości, a że został daleko wybity, przebijał się przez kolejne drzewa, siejąc chaos. Wkurzony tym wszystkim Mistic, aktywował swoją biało-różową aurę i po prostu rzucił się na demona mrozu. Władca changów tylko unikał jego piąstek i wykopów, po czym zrobił obrót w powietrzu, wylądował twardo na ziemi i przywalił z liścia w twarz swoim ogonem przeciwnika. Zielonoskóry miał solidne rozcięcie, lecz nie wycofywał się, musiał go powstrzymać, za wszelką cenę, to wszystko było dla Frugo. Starszy Wioski usadowił się w najwyższym domku i obserwował wszystko dokładnie. Chciał wiedzieć, czy dziedzic da sobię radę z tak silnimi przeciwnikami i uda mu się w pełnej kontroli złączyć z Boskim Drzewem Życia. Złotowłosy w pierwszej formie super saiyanina oddychał ciężko, wypluł trochę krwi i jeszcze przez chwilę kaszlał, nie był w dobrym stanie. Kiedy chciał się podnieść, widział jak przed twarzą mu się pojawił wróg, który po prostu chwycił go za głowę i przywalił mu z jednego ze swych masywnych kolan. Nos seledynowookiego chrząstnął, po czym jeszcze Polar potem pokazał mu swój diaboliczny uśmieszek i jak jakiś śmieć, po prostu rzucił ku górze. Ogoniasty nie mógł zapanować nad lotem, był pomiatany jak jakieś żałosne coś, nie był nic w stanie zrobić. Wiedział, że to na serio może być jego koniec, więc we własnych myślał tylko i wyłącznie przeprosił swojego przyjaciela, że nie wróci.

Saiyanin wreszcie zauważył nad sobą cień, władca changelingów stworzył z pięści młot i wbił go w glebe. Utknął w wielkiej dziurze po swoim ciele i nic nie mógł zrobić, jego ciało odmawiało posłuszeństwa, był tak potłuczony że nie miał na nic siły. Jego złote światło włosów znikło, oczy także wróciły do kruczoczarnego koloru. Piąta forma Władcy demonów mrozu naprawdę była przerażająca i niepowstrzymana. Mistic wreszcie przybył na miejsce, widział jak wielki jaszczur nieśpiesznym krokiem idzie do krateru, tam gdzie znajdywał się wojownik. Zielonoskóry Frugonian usiadł w siad skrzyżny, starał się nawiązać kntakt z Drzewem. Chciał prosić je o jak największą moc, ponieważ nie miał innego wyboru. Nie mógł zawieść nowego sprzymierzeńca, jak i starszego wioski. Mistic skupiał się i widział, że ma coraz mniej czasu, ale także nie wiedział że inne demonki rzuciły się na niego. Zacisnął mocno zęby, aż wreszcie odepchnął wszystkie demony od siebie i jego aura dwukrotnie się zwiększyła. Wybił się z palców i leciał nisko nad ziemią w stronę Polara. Ten nawet nie przejmując się nadchodzącym niebezpieczeństwem, dotarł wreszcie do leżącego nadal saiyanina. Przyjaciel Drake’a mrużył oczy i patrzył kto nad nim stoi, nie musiał zgadywać. Polar chwyciwszy go mocno za gardło, zaczął coraz mocniej zaciskać uchwyt, przez co ten krzyczał z bólu i się dusił. To był niestety dla nie koniec, lecz nagle Przywódca tutejszej wioski staranował z bara ich wroga. Mistic teraz przejął pałeczkę i walnął porządnie w twarz potwora, przez co ten zaczął szybko wymachiwać ogonem w jego stronę. Zielonoskóry zaczął mocno się bronić, ale nie wiedzial że wróg posiada taką zręczność i szybkość. Ten nie chciał się poddawać i musiał pokazać swojemu towarzyszowi, że także posiada silną moc. Złapał władcę demonów mrozu za głową i wbił w powierzchnie planety, po czym zaczął orać nim po niej. Trochę z nim przebiegł, gdyż ten owinął swoim ogonem jego szyję i zaczął go dusić. Mistic niestety uległ i został teraz obijany po nerkach i brzuchu jednocześnie. Wreszcie nawet jego twarz była masakrowana przez potęge piątej formy Króla changelingów. Polar mu zarechotał w twarz i jeszcze na dodatek na nią napluł, po czym wyrzucił już osłabionego zielonego wojaka na ziemie i tylko westchnął.

Dziko machnął swoim ogonkiem i zauważył, że na przeciw niego stoi jakiś starzec z laską. Zaśmiał się cicho do siebie, po czym wypowiedział się: -Nie masz tu czego szukać starcze, twój obrońca poniósł sromotną porażkę, więc grzecznie się poddajcie, to zmienię zdanie a oszczędzę wasz lud. Będziecie tylko moimi niewolnikami, hehehe… - powiedział i zacisnął mu pięść przed twarzą. Staruszek jakoś nie przejął się, nadal miał delikatnie zamknięte oczy i z jego szybkością użył specjalnego ciosu zwanego „ShidoShi”. Podwójny cios dwoma pięściami w brzuch i splot ma blokować chwilowy oddech danego osobnika, który zostanie tym trafiony i unieruchomić go na trochę. Polar stał jeszcze trochę wyprostowany, otrzepał się ręką i kiedy chciał się rzucić na starca, ukleknął na obydwa kolana, tak jabky miał je z waty cukrowej. Nie wiedział o co konkretnie chodzi, ale własne ciało nie chciało go słuchać. Wypluł trochę krwi ze śliną, zastanawiał się czy powód tego, że otrzymał tym dziwnym ciosem, spowodowało że to właśnie się z ni stało. Mędrzec wbił swoje podparcie w glebę, po czym otoczył się szaro-zieloną aurą. Otoczka falował na nim tak jakby była zrobiona z wody, po czym ten uniósł się i wbił kolanem w tors Polara. Król Demonów mrozu krzyknął i poleciał do tyłu. Został teraz obijany przez kogoś kto ma prawie dwieście lat, to musiało być dla niego okropne przeżycie. Wreszcie Starszy odbił się od jego nogi, po czym wbił się dwoma mocnami bardzo mocno w jego kark, powalając go na ziemie. Syn widział, że tatuś jest w tarapatach, więc głośno ryknął ze złości i poleciał w tamtą stronę. -COLD, NAKAZUJE CI ZOSTAĆ PRZY STATKU, TO ROZKAZ!!! – Polar wykrzyknął, po czym jego syn usłuchał się i powrócił ze strażą przyboczną obok głównego statku matki. Władca chanelingów starał się podnieść, lecz poczuł dwa cienkie ciosy i jego całe ciało zwiotczało, ponieważ starzec trafił w jego słabe punkty witalne. Starszy Frugonian zeskoczył z niego zgrabnym fikołkiem, aż wreszcie tupnął na ziemi i podszedł do swojej laski. Chwycił delikatnie podporę i zbliżył się do swojego ucznia, jednego ze strażnika wiosek. Opuścił głowę w dół i powiedział: -Mistic, nie poddawaj się. Ty i twój nowy kompan możecie go pokonać, wystarczy że wytężycie swoje umysły, a wszystko przyjdzie tak jak będziecie chcieli. – uśmiechnął się w jego stronę, ruszył delikatnie wąsem i wyczekiwał na tamtego reakcję. Zielonoskóry Frugonian westchnął i przyznał mu rację, nic nie mówiąc. Zaczął powoli wstawać, jeszcze jego kolana delikatnie się trzęsły, lecz ustał na nich i po chwili już stał wyprostowany. River był gorzej poturbowany i jeszcze nie miał siły na nic. Polar miał tego dość, chciał mieć więcej mocy i niestety, w dziwnych okolicznościach ją dostał.

Czerwony błysk i dziwna purpurowa aura zawitała na jego ciele. Nie wiadomo czemu, ale mimo tego że dostał w słabe punkty witalne na ciele, wstał i przebił się wyprostowaną ręką, tak zwanym ciosem miecza przez korpus Starszego. Mistic rozszerzył oczy i wydarł się w gniewie, rzucając się, lecz to nic nie dało. Król changelingów po prostu z łockia przygrzmocił wojakowi i potem jeszcze ze swojej wielkiej głowy, posyłając znów na ziemie. Zarechotał głośno, a potem przebitego staruszka, którego miał ciągle nadzianego na rękę, wyrzucił wysoko w górę i lewą ręką wystrzelił promień, zmiatając go całkiem. Strażnik z jednej wiosek na Frugo uronił łzy, nie mógł znieść tego cierpienia i utraty Mistrza. Wstał i rzucił się na przeciwnika z pełną boską mocą atakując tylko jak mógł. Chaos i zło zawitało w nim, przez co Boskie Drzewo Życia nie miało zamiaru mu dłużej użyczać mocy i aura zniknęła z jego ciała. Mistic zlękł się i poczuł jak ogon jego przeciwnika porobił mu kilka dziur w torsie i nogach. Upadłwszy na ziemie, mógł tylko patrzeć z dołu na swojego wroga, który miał zamiar rozgnieść teraz jego głowę. Stopa władcy demona mrozu stanęła na głowie zielonoskórego i to miałbyć jego koniec, lecz nagle ni stąd ni zowąd, dwa złote promienie pomknęły w jego stronę i odepchnęły jego ciało. Polar trochę odskoczył do tyłu i z uśmiechem wypatrywał któż to taki chciał go powstrzymać. River przekręcił głowę i zobaczył znane ubrania, tak, to bez wątpliwości byli obrońcy czasu. Trunks wraz ze swym mieczem u boku i jego towarzyszka, Nekomi. Syn Vegety zaryczał głośno, przemieniając sie w super saiyanina drugiego poziomu, tak samo zrobiła kobieta. Saiaynie we dwójkę ruszyli na Pana Changelingów, który to bronił się przed dwójką wojowników. Złotowłosi nie mogli go nawet trafić, przez co coraz bardziej się wkurzali i przyśpieszali swoje wymachy i kopnięcia. Wreszcie ich przeciwnik złapał dziewczynę za głowę i walnął jej całym ciałem w niego. Trunks się tego nie spodziewał i obydwoje przelecieli przez kilka drzew. Kiedy wstali, ich oponent był tuż przed nimi i starał się ich załatwić jak najszybciej. Złotowłosy wreszcie nie miał zamiaru się dłużej bawić, dlatego też wyjął swoje ostrze i przyciął ogon przeciwnikowi. Opętany Polar ryknął, ale wrednie uśmiechnął się do syna Vegety i trafił go końcówą tego co zostało z jego tylniej trzeciej kończyny. Półsaiyanin został wbity na wielki kamień, przez co Nekomi została sama na polu bitwy. Szybkim przeniesiem zbliżyła się do wroga, położyła obydwie dłonie na jego torsie i wykrzyknęła: -FINAL CRASH!!! – potężna obydwie łuny energii wystrzeliły z jej rąk. Wyglądało to jakby został zmieciony z powierzchni ziemi, ale tak naprawdę było inaczej. Stał ciągle w tym samym miejscu, z delikantymi zadrapaniami i nic więcej. Wreszcie użył swojego kolana i wbił ją na nie, a potem z pięści walnął ją mocno w twarz. Została tak naprawdę ogłuszona i wyeliminowana z walki. Przyjaciel Altaira zaczął ledwo stawać na nogi, choć jego siły nadal nie chciały wrócić. Mimo to, iż widział cierpienie wszystkich znajomych i śmierć starszego wioski, miał dość. Dla niego, Demigra posunął się za daleko, że opętał Króla Changelingów i ten siał straszne spustoszenie wszędzie.

Blade kiwał się na boki, wydostał się z krateru, który stworzył własnym ciałem, po czym kierował się tam gdzie stał jego wróg. Jaszczur wymierzył dłoń tam gdzie leżała nieprzytomna Nekomi, ponieważ chciał ją wymazać z tego świata. Saiyanin nie mógł na to pozwolić, dlatego też głośno się wydarł i szybko tam poleciał, ledwo ale jakoś dał radę. Skrzyżował ręce przed sobą i przyjął na siebie cały promień, który wybuchł na nim. Potężna eksplozja stworzyła dużo kurzu i ciężko było zobaczyć, czy czarnowłosy został unicestwiony czy nie. Po upływie dłuższej chwili, wreszcie cały ten dym ulotnił się i można było stwierdzić, że z wojownikiem było wszystko w porządku, tylko teraz skończył się bawić i przeszedł na Super Saiyanina Blue. Boska niebieska łuna otoczyła jego ciało i wraz z krwią na ustach kierował się w stronę oponenta. Władca demonów mrozu tylko zacieszył michę, po czym przykucnął i tak krzyknął jakby cierpiał w jakimś wielkim bólu. Z jego ciała wydostawał się dym, po czyn ten zniknął pod całą ilością smogu. Można było tak jakby usłyszeć echo krzyku Polara z którym nie wiadomo co się działo, a najlepiej dla wszystkich jakby umarł. Niestety było zupełnie inaczej, najwyraźniej przez dodatek mocy od Boga uzyskał on kolejną formę. Władca demonów przyglądał się jak zwykle z góry i wyczekiwał aż wreszcie zobaczy swoje nowe osiągniecie. Kłęby dymu pomknęły wraz z wiatrem i ci co byli świadomi, widzieli trzy razy większego Polara, z nie dwoma, a czterema rękoma i prawie dziesięcioma rogami na jego tak jakby ozdobie. Jego ogon się zrósł i także był dwa razy większy, więc można było go określić jako taka połowa Gohdzilli. Z uśmiechniętą paszczą, zamachnął dziką ogonem, który był porśnięty mini miałbymi kolcami i został on ów pokierowany w stronę niebieskowłosego. Saiyanin na szczęście zareagował w odpowiednim momencie by to wyminąć, po czym zadać cios stopą w twarz. Polar syknął, wypluł trochę krwi w przeciwną stronę i zaszarżował tak jak umiał najlepiej z czterema wysuniętymi pięściami na wojownika. Blade robił uniki i manewry, odbijał zamknięte ręce, które chciały go trafić, lecz nie potrafiły. Władca Changelingów nie miał zamiaru dać za wygraną, czerwone ocze błysnęły i po chwili zniknął z przed oczu Rivera. Ogoniasty rozglądał się w tą i tamtą stronę, by dorwać swojego przeciwnika, lecz ten szczaił się gdzieś na chwilę. Niebieskooki niestety nie zdążył się obrócić, gdyż dwie pary rąk runęły na niego jak wielkie skały i przez to runął w dół. Przebił się przez zarośnietą roślinność, aż wreszcie zarył porządnie w powierzchnie planety.

Przyjaciel Altaira miał teraz nie miłe problemy, zaś Demigra cieszył się z każdą kolejną chwilą porażki bohatera. Trunks kiedy się ocknął, schował swoje ostrze do pochwy, zaczął ogarniać sytuację, co się właśnie w tej chwili działo i widział, że stało się. Miał naprawić ten błąd, który zepsuł i zmienił bieg wydarzeń, więc musiał się szybko spieszyć. Mimo iż Król Demonów Mrozu otrzymał moc od Boga Demonów, to i tak jeszcze był cień szansy. Syn Vegety zaryczał głośno, jego aura delikatnie się powiększyła, złoty bardziej były najerzone, to był super saiyanin drugiego poziomu. Wyładowania elektryczne przechodziły przez jego ciało, czuł się odmieniony i wiedział że wreszcie coś osiągnął. Złotowłosy wybił się z gleby, po czym leciał w stronę Czerwonowłosego. Zły Bożek skoncentrowany zwycięstwem Polara nawet nie zwrócił uwagi na półsaiyanina, dlatego też po chwili dostał porządnego strzała w twarz. Zdezorientowany co się stało, stworzył mały wybuch ki za sobą i zatrzymał się. Musiał ogarnąć sytuację, ale nawet nie mógł zebrać misji, ponieważ kolejne ciosy ze strony Trunska zbyt szybko na niego spadały. Wreszcie zamachnął swoim berłem, tworząc powietrzny podmuch ki. Seledynowooki na szczęście był szybszy od tego, przewidział to robiąc unik i wykopując jeszcze wyżej Czerwonowłosego. Demigra ryknął złowieszczo i zaczął rozmasowywać swój podbródek. Bóg Demonów wreszcie nie miał wyboru, nie mógł ryzykować i przegrać w taki sposób, nie miał teraz na dodatek żadnych sługów przy sobie. Czerwonowłosy Bożek zła pogroził pięścią synowi Księcia wszystkich saiyan, wiedział że kiedyś na pewno mu się odpłaci, ale teraz nie miał jak. Nie chciał tutaj walczyć, jeszcze nie pozyskał z opętanych przestępców całej mocy jakiej potrzebował. Pan Zła stworzył za sobą czerwono-czarny portral i lecąc do tyłu, patrząc ciągle na półsaiyana, warczał po cichu, aż wreszcie zniknął. Trunks mruknął coś do siebie, a potem zobaczył to co się stało z władcą Changów, który nie wyglądał tak ja powinien. Wyjął swój miecz z pokrowca i z aktywną poświatą na ciele, runął na nowego wroga. Seledynowooki wreszcie zamachnął się klingą w stronę Polara, lecz ten tak jakby przewidział to i wystrzelił jedną ze swoich czworo rąk pocisk ki, wysyłając go gdzieś na drzewa. Ten jednak tym razem nie dał za wygraną, wiedział że jego znajoma Nekomi mocno oberwała, a gdy sobie to przypomniał, wkurzył się jeszcze bardziej i zaczął raszować na jaszczura. Ten zajęty walka na pięści z Blade’em, poczuł jakieś zadrapania na plecach i kiedy obejrzał się jako tako, wzdrygnął ramionami i odbił wojownika swoim ogonem. Ten zostal trochę przedziurawiony kolcami, które były na ogonku i runął ponownie na ziemie.

Syn Vegety z dziurą w barku i nodze ledwo się mógł ruszać, ale wbił miecz w ziemie i starał się podnieść. Jego nogi mocno się trzęsły, ale jednak starał się wytrwać i znowu ruszył do boju. Krwawiąc dość obficie, po połowie lotu do oponenta, nie opanowanym lotem rozbił się o glębe. Jego ostrze wbiło się niedaleko jego, zaś on powrócił do swoich fioletowych włosów i stracił przytomność. River patrzył jak syn Vegety padł z sił, wkurzył się i rzucił się z pięściami na potwora. Polar z uśmieszek nadal bronił się zaciekle i nie dawał za wygraną. Ogoniasty zrobił obrót i piętą chciał trafić w głowę kosmity, lecz ten zblokował dwoma rękoma, zaś dwie inne obijały żebra saiyanina. Wojownik pluł śliną zmieszaną z krwią i czuł jak jego kości się ruszają, mógł tego nie wytrzymać. Nekomi, gdy już obudziła się i nawet nawet utrzymywała się na nogach, widziała że sprawa jest nieciekawa. Odchyliła obydwie dłonie do tyłu, fioletowa otoczka energii otoczyła jej ciało. Władca demonów mrozu poczuł narastającą energię za sobą, więc dwoma łapskami nadal bił przyjaciela Drake’a, zaś jedną odchylił za siebie i wystrzelił promień ki. Ciemno fioletowo-niebieski atak ki płynął po powietrzu w stronę dziewczyny, zaś ta nie ruszała się z miejsca. Tyle energii na twarz jej nie zbawi, a ona niestety nie wiedziała że ów moc, która się z nią zderzy jest o wiele wiele mocniejsza. W ostatniej chwili, Mistic wskoczył w pocisk ki i zasłonił półsaiyanke swoim torsem, stworzył się dość duży wybuch. Zielonoskóry z poparzoną klatką piersiową przeleciał nad złotowłosą i stękał z bólu, ponieważ z jego torsu sączyła się krew. Nekomi głośno krzyknęła, aż jeszcze bardziej odchyliła się do tyłu, a potem wykrzyknęła, wystrzeliwują obydwie dłonie do przodu ze słowami: -SUPER GALICK GUN!!! – czerwono-fioletowy promień poleciał w stronę przeciwnika. Król Changelingów widział, że niebieskooki ma dość, więc chciał go wykończyć, lecz niestety został wyprowadzony z równowagi przez wybuch, który zaistniał na jego plecach. Został też popchnięty do przodu, a przez to że był z deczka oszołomiony, wypuścił z niewoli saiyanina. Blade wreszcie wolny łapał właśnie dech, ponieważ prawie jego żebra zostały połamane. Odczuwał w sumie dziwne uczucie, więc niektóre z nich musiały być nieźle obite, ale nie przejmował się tym. Ta walka nie mogła długo trwać, gdyż ogoniasty wiedział że Polar ciągle będzie rósł w siłę, właśnie o to chodziło z przeklętą mocą Demigry. Niebieskowłosy wreszcie wpadł na genialny pomysł, ale tym razem potrzebował wszystkich znajomych. Podleciał szybko do halfki, po czym rzekł: -Słuchaj, mam plan. Znajdź szybko Trunska, a ja ocucę Mistica. Ruszaj, nie mamy czasu! – podniósł głos, a potem wybił się i wylądował szybko przy zielonoskórym. Strażnik wioski mrużył oczy. Poklepał go delikatnie po policzku, a potem z tylniej kieszeni wyjął żółtą senzu. Ta tylko i wyłącznie sklepiała delikatne rany i siniaki, oraz zadrapania, oraz dawała dwadzieścia pięć procent odnowioną moc. Niebieskooki włożył mu fasolkę do ust, a potem widział jak żuję i ją gryzie. Mistic po dłuższej chwili zamrugał oczami i podniósł się do siadu prostego. Nie wiedział zbytnio co się właśnie stało, ale pomyślał chwilkę i i wreszcie zaświeciła mu żarówka nad głową. Zrobił wypchnięcie rękoma o ziemie i po chwili stał na nogach przed swoim towarzyszem, który go poratował lekarstwem. Kiwnął głową w podzięce a potem słuchał pomysłu wojownika, że wszyscy muszą przytrzymać Polara na kilka minut, bo ten ma plan jak go załatwić. Zielonoskóry zaakceptował całą strategię jego nowego znajomego i wraz kobietą polecieli w stronę Władcy Changów. Jaszczurka po otrzymaniu obrażenia w plecki, podniosła się dwoma rękoma z ziemi, a potem obróciła się i przywaliła z miejsca zielonskóremu wojownikowi. Jego policzek miał trzy przejechane blizny, ale nie zrobiła to na nim wrażenia, był w gorszych stanach, więc znów ruszył na atak. Przyjaciółka Trunska także nie miała zamiaru się wycofać, mimo iż jeszcze miala tylko ssj, nie chciała rezygnować. Władca demonów mrozu widział zaniepokojenie w twarzach obydwu śmiałków, którzy się z nim bili. Wreszcie przeskoczył w powietrzu nad nimi i walnął dwoma niżej położonymi rękoma i odkopał obydwiema stopami. Strażnik wioski wraz ze strażniczką czasu runęli na powierzchnie planety, orając glebę.

Niebieskowłosy uniósł do góry energie i starał się stworzyć genki damę, to było jedyne wyjście by powstrzymać Polara. Ojciec Colda jednak nie miał zamiaru się chamować, pochwycił obydwie bohaterów i zaczął obijać ich ciała. Blade syczał ze słości, gdyż słyszał ciepiernie jego znajomych i chciał jak najszybciej stworzyć technike by powstrzymać potwora. Jego przeciwnika nawet nie spodziewał się, że zaraz zapewne może zostać unicestwiony, ale jednak nie był taki głupi. Można było rzec, że Demigra podpowiadał mu na odległość i dlatego jaszczur wiedział wszystko co się dzieje. Na szczęście, miał dwie pary rąk, więc jedną ponownie odchylił do tyłu i wysyłał masowo pociski ki w stronę saiyanina. Ogoniasty rozszerzył oczy, gdyż zadziwił go spryt jego wroga, nie spodziewał się że może zająć się aż trzema osobnikami na raz.Mistic pluł krwią, Nekomi podobnie, nikt im nie mógł pomóc, a zwłaszcza Trunks z dziurami w ciele. Syn Vegety jednak słyszał skowyt znajomych, dlatego też złapał się wpierw jedną ręką na rękojeści, potem drugą. Chwiał się dość mocno, trzęsł się z utraty krwi i dyszał ciężko. Nie miał innego wyboru, skoro tak to miało wyglądać, oparł się barkiem o rękojeść i rozłożył ręce na boki. Dwie złote kule energii zbierały się na jego dłoniach, a po upływie kilku minut na które i tak Polar zmarnował by praktycznie zabić samymi ciosami dwóch bohaterów, fioletowowłosy był gotowy do użycia techniki. Wreszcie Syn Bulmy głośno krzyknął, z bólu i ze złości, przemieniając się na drugie stadium super saiyanina. Władcę demonów mrozu niestety to zaciekawiło, jego czerwony błysk ponownie się pojawił i odwrócił się w stronę halfa. Półsaiyanin teraz był w potrzasku, jego przeciwnik zasłonił się jego przyjaciółmi, nie wiedzial co ma teraz zrobić. River widział z wysoka tą sytuację i też mu się nie uśmiechało takie poświęcenie jego znajomych. Nie wiedziąc czemu, nawet kula Vigoru nie chciała się stworzyć, mimo iż był na Frugo i mógł stąd pobrać energie, lecz ta wcale nie przychodziła. Polar wreszcie się zaśmiał i potrząsnął wiszącymi jak wraki bohaterami, którzy już dawno stracili przytomność. Ogoniasty nie wiedział co ma zrobić, ale po jakimś czasie poczuł coś dziwnego, jakaś dziwna mistyczna energia wchodziła w jego ciało, tak jakby na zawołanie.

Pomrugał chwilę oczami, widział nawet tą energię, nie była ona błękitna, lecz biało-różowa, przez co nie wiedział o co tutaj konkretnie chodzi. Odchylił trochę do tyłu głowę i już wszystko zrozumiał, widział że tam gdzie się znajdują frugonianie, było Boskie Drzewo Życia. To oni dawali moc drzewu, a drzewo wysyłało boską energię saiyaninowi. Przyjaciel Altaira był im bardzo wdzięczny, ale nie musieli się aż tak poświęcać. Strażnik jednej z wiosek delikatnie poruszył rękoma i wykorzystał to czego się nauczył od Blade’a, czyli przyłożył szybkim ruchem dłonie do twarzy i krzyknął: -SOLAR FLARE!!! – oślepiający błysk walnął dość mocno Władcę Changelingów, przez co wypuścił Nekomi i jego. Mistic chwycił pod pachę dziewczynę i szybko odturlał się od przeciwnika, żeby Trunks miał czysty strzał. Złotowłosy był wdzięczny, ale nadal jeszcze musiał poczekać aż tamci się usuną na bezpieczną odległość. Zielonoskóry wojak odskoczył dość daleko i wylądował w jakiejś rzece, gdzie rozbudził trochę kobietę. Seledynowooki wkurzony, krzyknął słowa: -FINAL FLAAAAAAAAAAASH!!! – Złota łuna mocy pomknęła w jeszcze trochę oślepionego jaszczura, który wiedział co go czeka. Zrobił zasłonę z czterech rąk, a potem powstała eksplozja, która na nim wybuchła. River nadal wszystko obserwował i widział tylko smugi dymu, które przysłaniały wielkie cielsko ich wroga i nie wiadomo co konkretnie się z nim działo. Syn Vegety teraz niestety zmarnował bardzo dużo energii, więc mimo odmowy jego ciała, poleciał do tyłu na plecy i znów zemdlał. Odmienił się z formy i miał nadzieję, że chociaż trochę udało mu się obić tyrana. Ojciec Colda niestety był cały, oprócz tego stracił tylko przy tym jedną rękę, aż do łokcia. Rozwścieczony tym wszystkim namierzył trzy odpady, których wreszcie się musi pozbyć. Stworzył trzy fioletowe energetyczny piły ki i kiedy te były wystarczająco duże, posłał każdą w inną stronę, do innego celu. Strażnik planety Frugo od razu zareagował ale nie wiedział jak ma to zniszczyć albo odbić, ale na szczęście Halfka także wstała i wystrzeliła pociski ki, które wybuchły na piłach i te także się rozpadły. Tylko jeszcze jeden dysk się ostał i zmierzał w stronę Blade’a.

Ogoniasty nadal zbierał energie i zauważył, że technika podzieliła się na dwie i teraz miala zamiar go dosłownie pokroić. Nie mógł już dłużej wchłaniać mocy od drzewa, więc wysunął dłonie do przodu i przyjął piły na siebie. Dziwnym trafem, teraz on sobie przypomniał sytuację, która miała miejsce kilka lat wcześniej, jak to Gohan powstrzymał dyski Cella. To właśnie było to samo, czuł jak je utrzymuje na zewnętrznych stronach rąk, a potem odsyła z powrotem do jaszczura. Polar tylko westchnął, a potem użył autodestrukcji techniki, przez co piły się rozpadły. Niebieskowłosy popatrzył na Nekomi i Mistica, po czym ci także jakoś niechcący na niego spojrzeli. Plan był gotowy, więc półsaiyanka i zielonoskóry wojownik ruszyli z dużym impetem na przeciwnika. Ojciec Colda obrócił się w ich stronę i od razu położył ich na ziemie, po prostu rozkładając ręce na boki. Padli twardo na glebę, a jeszcze po chwili Król demonów mrozu chwycił dwójkę za szyję i mocno ściskał. Teraz był skupiony tylko na nich, bo już miał ich po dziurki w nosie, że mu ciągle przeszkadza ktoś kto nie powinien się mieszać. Niebieskooki zacisnął mocno pięść, energia się w niej zebrała, więc zostawił po sobie swoje widmo i poszybował szybko w stronę oponenta. Ten tylko śmiał się jak głupi, gdyż żywot dwójki znajomych saiyanina miała już by na wykończeniu. Ogoniasty głośno wydarł się i w tym samym momencie Polar obrócił się w tamtą stronę. Usłyszał tylko słowa takie jak: -SUPER DRAGON FIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIST!! – Potężny złoty smok leciał teraz na wprost jaszczura, a ten naprawdę ze strachu, był sparaliżowany i nie mógł się ruszyć, chociaż pewnie więszke kąski jada na śniadanie. Król Changelingów został przebity przez środek jest torsu i jeszcze trochę odrzucony do tyłu, dlatego też runął na ziemie. Przyjaciel Drake’a oddychał ciężko, ale widział że wróg jeszcze trochę dycha, dlatego też musiał szybko to załatwić. Jego boska forma opuściła go, przez co wrócił do czarnych włosów, ale nie trwało to długo. Napiął mięśnie i zebrał w sobie energię by wejść chociaż na chwilę jeszcze na trzecie stadium. Błyskawice śmigały wokół jego sylwetki, szybko odwrócił się bokiem i zaczął ładować fale uderzeniową. Dziewczyna podczołgała się do sojusznika, starała się podnieść, bo chciała mu pomóc. River widział jak bardzo śmiała jest jego znajoma, dlatego też jedną ręką ładował technikę, a drugą podniósł Nekomi. Ta uśmiechnęła się w podzięce i odchyliła tylko jedną dłoń do tyłu. Ojciec Colda powoli zaczął się podnosić, nie spodziewał się takiej powagi sytuacji w jakiej się teraz znajdował. Wypluł dość dużo krwi ze śliną, a potem starał się nie zwymiotować i to dosłownie. Miał dziwne odruchy, zaczęło mu się kręcić w głowie, nie wiedział co się dzieję.

Czerwony błysk opuścił go, Bóg Demonów zabrał skumulowaną dwuznacznie energie którą napiętnował przedtem. Polar ledwo utrzymywał się na dolnich łapach, ale jeszcze miał okazję odwrócić się w stronę swoich celów. Wreszcie Blade odczuł że jeste gotowy, więc krzyknął: -Meeeee…HAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!! – Potężna fala uderzeniowa w kolorze niebieskio-białym pomknęła tak idealnie, by trafić w dziurę, która znajdowała się w klatce piersiowej jego przeciwnika. Halfka nie chciała być gorsza, więc też wypchnęła rękę mocno do przodu i wykrzyknęła: -MAXIMUM FLASHER!!!! – złoty promień energii dołączył do kamehamehy ogoniastego i tak po prawdzie, to się złączył. Złoto-niebieskia luna mocy złączona przebiła się przez ich wspólnego oponenta, który to zaczął się rozpadać, a potem kruszyć na drobne kawałeczki. Leciał do tyłu i znikał z tego świata, raz na zawsze by już nigdy nie powrócić. Fala jeszcze przemknęła przez las i poniszczyła trochę kamieni i drzew, lecz na szczęście nikt oprócz władcy demonów mrozu nie został ranny. Bohaterowie upadli na ziemie, zmęczeni walką i trochę uszczęśliwieni że pokonali tyrana w tym świecie. Nie mogli jednak zapomnieć, że jeszcze jest cała armia changelingów, którzy po części umieli zmieniać formy i mogli tak naprawdę iść za śladem ich wodza. Mistic jakoś doczłapał się do dwojga towarzyszy, gdyż Trunks leżał w zupełine innym miejscu. Zasłonił ich swoim ciałem, ponieważ inne jaszczurki zaczęły strzelać w tą stronę. Rozlożył ręce na bok i ponownie, była podobna scena przy której przyjaciel Altaira się nie znajdował. Piccolo i poświęcenie dla małego Gohana przed promieniem z ust Nappy, tylko Trunks i Nekomi mogli to pamiętać kiedy oglądali wszystko ze zwoju czasu. cieńkie promienie dziurawiły osobę zielonoskórego, przez co ten pluł znów krwią, aż wreszcie miał zmrużone oczy i czuł się bliski śmierci. Blade tego nie chciał, chciał wstać i się poświęcić, tak jak wtedy dla TTuce, lecz nie mógł nic zrobić.

Ogoniasty wiedział przecież sam, gdyby umarł, zniknął by na zawsze i jego egzystencja nigdy więcej by nie mogła powrócić. Strażnik jednej z wiosek Frugo wreszcie widział koniec, lecz biała łuna otoczyła jego ciało. To był jego Mentor, Starszy wioski jako duchowa postać otoczyła go boską mocą, ponieważ na niego jeszcze nie przyszła kolej. Boskie Drzewo Życia poruszyło tak jakby wszystkimi gałęziami i zaczęło strzelać białymi promieniami boskiej ki, te przypominały to samo co promienie changelingów. Wszystkie jaszczurki nie wiedziały co się dzieję i skąd nagle ta planeta ma taką defensywę, ponieważ zaczęło to ich atakować. Changelingi zostały dziurowione i wybijane do końca. Nawet ci co potrafili się zamienić, ale tylko niektórzy z nich, ginęli od dobrej boskiej energii, która dziurawił ich serca,a ciała mimowolnie opadały twardo na ziemie. Trzy kosmiczne statki zaczęły odwrót, gdyż musieli chronić syna Polara, dostali taki rozkaz i to było ich priorytetem. Mędrzec jako duchowna energia wybrała tylko pojazdy, które robiły za obstawę i dosłownie te zostały unicestwione z powierzchni z ziemi. Powstały dwie silne eksplozje, które to wypchnęły główny wachadłowiec dawnego Władcę Changelingów. Cold jakoś zapanowałem nad żołnierzami i ci włączyli dopalacze w silnika, dzięki czemu po chwili byli poza atmosferą. Ci wojownicy z rasy demonów mrozu co zostali na planecie, zostali po prostu zgładzeni przez boską moc drzewa. Nikt się nie ostał z wrogów, wszystkie jaszczurki dosłownie zostały zdezintegrowane z całej Frugo. Strażnik jednej z wiosek mimo iż otrzymał tarczę od swojego mędrca z zaświatów, padł na ziemie i mocno krwawił z niewielu miejsc. Wypluł jeszcze trochę krwi, ale potem stracił przytomność, nie wiedział co się wokół niego działo. Saiyanin na kolanach dotarł do Mistica, obrócił go twarzą do nieba i widział tylko jedną rzecz, uśmiech. To był grymas zwycięzców, ponieważ udało im się ocalić całą rasę Frugonianów jak i planetę przed totalną destrukcją. Nekomi po chwili także doczłapała się jakoś do nich i rzuciła w ich stronę ciepły uśmiech, który podniósł ich bardziej na duchu. Po upływie prawie dwudziestu minut, tutejsi medycy zajęli się wpierw podziurawionym Trunskem, no i poprzebijanym zielonoskórym, zaś Blade i dziewczyna mogła poczekać.

Wszyscy powrócili do wioski i ucztowali, świętowali, lecz Syn Vegety i jego znajoma nie mogli długo tutaj zostać. Patrolowcy czasu wiedzieli, że muszą dorwać czerwonowłosego Boga przestępcę i wreszcie go powstrzymać przed czynieniem tego co robi. Niestety kiedy chcieli odejść, Mistic ich powstrzymał i zaproponował im chociaż jedną noc na odpoczynek i zregenerowanie sił. Syn Bulmy nie mógł odmówić, więc zdjął pas z mieczem i przyjął propozycję. Oczywiście halfka tulała się do wszystkich, przez co frugonianie mogli się dziwnie czuć, ponieważ jak wiadomo, miała duże dwa walory. Ogoniasty też niestety musiał znosić jej tulasy, przez co trochę się dziwnie czuł, ale jako tako musiał się do tego przyzwyczaić. Następnego dnia wszyscy się przebudzili i mogli zobaczyć maszynę trunska, która mogła pomieścić kilka osób. Fioletowłosy otrzymał żywność, jakieś medykamenty, które na pewno się przydadzą, czarnowłosy wraz z wojakiem pomogli im się spakować. Przyjaciel Drake’a podał rękę synowi Vegety, a potem przytulasem także pożegnał się z wojowniczką. Obydwoje po chwili znaleźli się na platformie, która wciągnęła ich do wnętrza pojazdu, a potem maszyna została uruchomiona i po uniesieniu się na odpowiednią odległość, zniknęli. Wreszcie Czarnowłosy znów został sam z Misticiem i jego rasą, ale chyba odczuwał że czas wracać, ponieważ przyjaciel i inni znajomi na niego czekają. Postanowił zostać jeszcze trochę, więc ruszył z powrotem na koniec uczty.

*  *  *

Dwa tygodnie minęły, Blade trenował hardo z zielonoskóym i widział, że ten robi postępy. Teraz wiedział, że strażnik wioski wytrenuje swoją rasę, chodziło oczywiście o osobniki płci męskiej, ale jeśli trafiały się damskie, które chciały walczyć, nie można im było odmówić. Saiyanin stawał się coraz silniejszy i bardziej zręczniejszy, cieszył się tym, bo przeczuwał że jeszcze to nie koniec przygód. Podczas tutejszego treningu, poczuł że czuję się spokojnie, że nie musi narażać swojego tyłka, nic ciekawego się tak naprawdę nie działo. River także czuł nosem w powietrzu spiski i plany Demigry, bo ten na pewno nie odpuści, jeśli chodzi o pokonanie ich i psucie ich czasu. Kolejny cios nadszedł z dołu, na szczęście czarnooki wyminął pięść zielonoskórego i trafił łokciem w jego nos, a ten obrócił się i szybko zkontrował. Cios za ciosem ciągle śmigały w powietrze, dziś był wyjątkowy dzień, ale w pewnie, taki sam jak reszta. Niestety jednak coś im go zakłóciło, a był to dziwny portal w kolorach czerwienie i czerni. Nie zapowiadało się na kolejne przyjęcie czy też przyjęcia jakiś nowych lokatorów. Niestety ale z magicznej kręgu przeszedł nikt inny jak Bóg Demonów. Powrócił i chciał zemsty, to było na pewno oczywiste. Zniżył trochę swój lot, zamknął przejście międzywymiarowe i rzekł: -Witaj głupia małpo i Frugonianinie, zaszczycę was swoją osobą. Tym razem jestem na tyle silny, by was pokonać, ale nie bójcie się, zadbałem o to byście mieli z kim się rozgrzać… – powiedział z wrednym uśmiechem na twarzy, a potem machnął ręką, tam gdzie trzymał berło i obok niego pojawi się jeden portal. Zaraz potem po prawej stronie Demigry zjawił się drugi portal i zaraz jacyś jego słudzy mieli przez niego przejść. Dziwnym trafem, przez ów krągłe przejścia przeszli Turles i Slug. Widać było, że jakiś sposobem zostali przywróceni do życia, albo po prostu przywołani ze złej energii. Wojownik w ogóle ich nie rozpoznawał co było najgorsze, ponieważ nie miał nigdy z nimi styczności. Ustawił się w pozcyji bojowej, tak samo Mistic i jeszcze zanim się wszystko zaczęło, Czerwonowłosy rzekł: -Pewnie się dziwisz jak to możliwe, że żyją, już tłumacze. Dzięki Towie i Mirze, moim współpracownikom, są przez pewien czas na moich usługach i mam nadzieję, że dobrze się spiszą, bo jak nie gorzko zapłacą za porażkę… A teraz, Turles…Slug….zgnieść te robaki co lewitują przed wami. – powiedział poważnym tonem z jego psychicznym grymasem na twarzy. Dwóch przestępców zaśmiało się, a potem aktywowali swoje aury i runęli w szybkim tempie na ogoniastego i zielonoskórego. Co będzie dalej?? Co zamierza Whis z Altairem?? Jakie dalsze plany ma Demigra?? Dowiecie się w następnym rozdziale.

Rozdział 60: Powrót na Ziemie. Kłopoty w innym Wszechświecie.

Rozdział 60: Powrót na Ziemie. Kłopoty w innym Wszechświecie.

Godzina 13:45
Położenie: North City
Cel: Nieznany
Wszędzie unosił się smród i dym po ogniu. Wybuchy można było słyszeć wszędzie, lecz wróg czychał prawie w każdym miejscu. Wojownik, który skrywał się za zrujnowaną budowlą, starał się go wypatrzeć oczami. Niestety nie widział go, a nawet ciężko mu było zlokalizować jego energię. Nie miał czasu, musiał pędzić i ostrzec swoich znajomych zanim będzie za późno. Oni o tym wiedzieli co się tutaj dzieję, lecz on przeczuwał że będzie potrzebna mu pomoc. Biegł najszybciej jak mógł, ponieważ gdyby uniósł się trochę w powietrze, zostałby łatwo znaleziony i najpewniej zabity. Wkurzony tym, że nie mógł prosić najsilniejszych saiyanów o pomoc, przytłaczało go jeszcze bardziej, bo nie był dostatecznie silni jak oni. Niestety, jego pech sprawił że potknął się o wystający pręt i zarył trochę twarzą po betonie, zauważmy że zniszczonym. Podczas gdy się podnosił, usłyszał bardzo szybki świst, więc ruszył zręcznie rękoma i uskoczył na bok. Zanim właśnie pojawił się dość sporych wielkości krater. Nie miał wyboru, musiał walczyć więc wskoczył na drugim poziom super saiyanina i zaczął ostrzeliwać wroga pociskami ki. Mimo iż to nic nie dawało, nie chciał uciekać jak tchórz, był w połowie wojownikiem, a w połowie ziemianinem. Zobaczył, że przeciwnik trzyma się cały i zdrowy, tylko z siebie otrzepał kurz, który wyglądał na jego ubraniu. Rechotał jak jakiś psychol, po czym pojawił się przy złotowłosym i zadał solidny cios w splot. Młodzieniec zaczął się krztusić i czuł jak zostaję chwytany mocno za włosy. Nie mogąc nic zrobić, patrzy tylko jak jego wróg chcę zadać ostateczny cios, lecz mu się to nie udaję. Z nikąd, przybywa na ratunek szatyn, który z aurą kaiokena razy 10, wykopuje potwora gdzieś w kilka już zniszczonych budowli. Zabiera pod ramię seledynowookiego i uciekają razem do ich bezpiecznej kryjówki. Osobnik z czerwonę aurą nie spodziewał się, że ich tyran tak wcześnie zaatakuje, dlatego też w sumie położył sobie go na plecach i poleciał. Musiał się wznieść, gdyż ucieczka za długo bym im zajęła. Niestety ich oponent wiedział gdzie dokładnie są, więc wystrzelił w ich stronę jasno fioletowy promień z czarną otoczką, która mknęła w ich stronę. Szatyn spojrzał sie za siebie i wymanewrował złą energię ki, gdyby nie to, to ta ich by na pewno trafiła. Wojownik teraz zaczął nurkować z towarzyszem na plecach, aż wreszcie trafili idealnie w jakiś krater, gdzie znajdował się otwór, który prowadził ich do kryjówki. Wkurzony wróg warknął, ale potem śmiał się tak, że można było go słychać w całych ruinach, a potem powstał głośny krzyk i kilka dużych eksplozji. Dwójka przyjaciół wreszcie mogła chwilę odsapnąć, kolejny ciężki dzień za nimi a jeszcze więcej przed. Pół-Saiyanin położył trochę skatowanego kolegę na sofie, po czym podszedł do okna w podziemnych piwnicach i patrzył jak potwór niszczy dalej i sieję spustoszenie. Zezłoszczony Szatyn tylko mógł patrzeć i nic więcej, ich wróg był ponad ich normy. Spojrzał bokiem twarzy w stronę leżącego na kanapie towarzyszu i widział, że ból go strasznie męczy. Kiedy zaczął przeszukiwać tylne kieszenie uniformu, znalazł tylko dwie senzu, ostatnie jakie mieli. Wojownik niestety nie wiedział co się stało z Karinem, ale wiedział tylko że jego wieża została zniszczona. Wraz z jej upadkiem, półsaiyanin musiał się tutaj ukrawić z rebieliantami, którzy chcieli powstrzymać jedną osobę, która siała to zniszczenie. Szatyn nie rozumiał czemu akurat on, czemu akurat właśnie ten osobnik stał się wrogiem numer jeden. Pamiętał tylko pożegnanie jego z nim, kiedy udawał się z Altairem do innego świata, ale teraz wrócił i sieję spustoszenie, nie wiedział co o tym myśleć. Bohater Z westchnął i zaczął opatrywać swojego kolegę, ponieważ nic więcej mu nie zostało teraz.
* * *
Altair właśnie otwierał oczy, kolejny dzień był za nimi. Minęły dwa tygodnie, kiedy to Demigra wraz z opętanym Bardockiem i Vegetą chcieli im dokopać. Niestety, plan Boga Demonów nie wyszedł, gdyż po zniszczeniu masek kontrolujących, otrząsnęli się i polecieli w pościg za czerwonowłosym. Drake nie wiedział czemu, ale wyczuwał złą aurę w powietrzu, ale raczej mu się zdawało. Czuł czasami, że ktoś z jego znajomych może mieć kłopoty, albo nawet gorzej, ktoś z rodziny. Nie wiedząc czemu ma takie dziwne odczucie, wzruszył ramionami, wstał, po czym ubrał się i zaczął kolejny dzień. Jeszcze było wiele przed nimi, wreszcie musieli zakończyć odbudowywanie budynków na planecie Konats. Po zakończonej naprawie wszystkich domostw i większych ważniejszych obiektów, wojownicy czuli że znowu żyją. Nie dość, że pomogli rasie Tapiona i Minoshy, to jeszcze ich moc wreszcie jako tako uzupełniła się. Goku miał nareszcie możłiwość użycia błyskawicznej transmisji na ziemie, do reszty tych osób, które przetrwały. Syn Bardocka, TTuce i Drake wreszcie zaczęli się zbierać, zjedli wraz z Konatsyjczykami ostatni posiłek, po czym ustawili się na wielkim placu by pożegnać tutejszych obrońców, jak ich lud. Tapion tylko pozostawił po sobie uśmiech, zaś jego młodszy brat machał im na do widzenia, kiedy to Kakarotto ułożył dwa palce na czole i przeniósł całą trójką z powrotem na Ziemię.

Po krótce, znaleźli się jeszcze na zgliszczach gleby, gdzie inni bohaterowie Z toczyli walkę z cieniami Boga Śmierci. Już dawno cała trójka o tym zapomniała, lecz gdy widziała jeszcze nie zaniknione truchła sługusów Saku, wszystko im wracało z powrotem. Kiedy szli drogą w stronę bunkru, tam gdzie Bulma i reszta się ukrywała, widzieli jak ludzie zbierają się do grupy, także naprawiają wszytkie budynki, które uległy zniszczeniu. Postawiono dźwigi, spychacze ruszyły w ruch, jak i inne maszyny, które zapewne pomogą w odbudowie. Yamcha, Krilin i TienShin już dawno opuścili schron, tam gdzie mogli to dawali pomocną dłoń, wodę oraz wyżywienie. Goten w połowie zamknął się w sobie, przez to że jego najwierniejszy przyjaciel został zabity, tylko dlatego że chronił matkę. Brat Severinusa syknął, a potem wyprzedził wszystkich, musiał wiedzieć co się wydarzyło, a długi czas ich nie było. Na szczęście, nie musieli już schodzić pod ziemie, gdyż niebieskowłosa wraz z rodzicami oraz po części Vegetą. Goku poleciał do swojego młodszego syna, żeby go pocieszyć, gdyż wyczuwał że coś z nim nie tak. Altair wreszcie odnalazł Bulmę i zapytał:
-Bulmo, wreszcie powróciliśmy. Coś się wydarzyło, czy były jeszcze jakieś problemy?? – zapytał i widział w niej zdenerwowanie, jak i rozpacz. Otarła jedną łzę z oka, a potem mu odpowiedziała:
-N-nie, nie było żadnych problemów, staramy się pozbierać, ale ja nadal nie mam…tak łatwo… – westchnęła głośno i znowu coś dokręcała swoim śrubokrętem. Drake tylko kiwnął głową na znak, że rozumie i chciał odpocząć, lecz teraz mieli swoje problemy na błękitnej planecie. Wreszcie, byli trochę w połowie zmęczeni, bo budowali budynki na Konats. Brat Severinusa jednak nie mógł się tak wycofać, więc sapnął i zabrał się do pracy wraz z Goku, no i TTuce, która już chciała nawiać znowu do swoich pirackich znajomków. Jednak coś ją powstrzymało, coś a konkretnie fakt, że przyjaciel Drake’a poświęcił za nią życie i chciała to jakoś odpokutować, choć nadal wachała się między młotem a kowadłem. Altair kiedy naprawiał budynki, widział jak kobieta jest ciągle przytłoczona po stracie swojego jedynego synka. Po części ją rozumiał, kiedy widział jak jego najwierniejszy druch odchodzi w niepamięć. Drake jednak poprzysiągł sobie, że nigdy go nie zapomni, nie mógłby nawet, bo przyjaciela się ma w sercu, nawet po śmierci. Pot mu leciał z czoła, widział jak Syn Bardocka także ciężko charuję, a po jakimś czasie jeszcze ziemscy wojownicy do nich dołączyli, by pomóc w odbudowie. Ludzie musieli wreszcie zaakceptować różne zjawiska jakimi było latanie saiyanów, czy też przecinanie stali laserem wychodzącym z dłoni. Szatan starał się jakoś wmówić tu i ówdzie jak to wszystko wygląda, choć i tak większość traktowała ich neutralnie, albo też wrogo. Sara jako tako rozmawiała od czasu do czasu z Ttuce, gadały o głupotach, o babskich problemach i takie tam.

Wreszcie jako saiyanki odczuwały brak tej satysfakcji i rosnącej energii, więc jak miały przerwy to wykorzystywały je do sparingów. Drake wraz z Kakarotto oglądali je i każdy dopingował innej, czasami dwa głosy na jedną, czasami na drugą. Różnie to bywało, zależy kto miał przewagę, na domiar tego, żadna z nich nawet się nie transformowała. Dni upływały, a West City jak pozostałe w wolnym kroku zaczęły się na nowo odbudowywać. Oczywiście Bulma nie chciała być wścibska, więc z Ojcem pracowali nad stworzeniem robotów, które by pomogły przy odbudowie. Oczywiście nie ciężko było znaleźć wzór, chodziło wszak o saiyańskich wojowników, którzy byli idealną materią na skopiowanie wszystkiego. Niebieskowłosa z fajkiem w ustach już tworzyła zapiski na komputerze i starała się to wszystko ogarnąć, tak żeby to miało ręce i nogi. Brat Severinusa odpoczywał właśnie na tarasie, który jeszcze w połowie nie miał balustrad i łatwo można było wypaść. Odpoczywał i po chwili zza jego pleców można było dosłyszeć tupanie, ktoś do niego zmierzał. Matka Trunska stanęła za nim i wyczuwała, że Drake się czymś zamartwia, więc powiedziała:
-Wiesz Altair, na pewno do nas niedługo wrócą, to tylko kwestia czasu zanim smocze kule się odrodzą…. – powiedziała i zaciągnęła się papieroskiem. Brat Severinusa kiwnął głową i jej odpowiedział:
-Niedługo udam się na Namek, to jedyne wyjście by móc wskrzesić Blade’a. Pamiętaj, że ziemskie nie mogą wskrzeszać osób kilka razy, więc w istocie skończymy remont Capsule Corporation i lece. – powiedział, ale zaraz po chwili kobieta dorzuciła jeszcze kilka słów od siebie:
-W takim razie, jak będziesz chciał wskrzesić Blade’a, to wskrześ też Trunska, proszę… – powiedziała, po czym łza jej kapnęła na ziemie. Można było usłyszeć głośne prychnięcie, ponieważ przy wejściu na taras stał oparty Vegeta w swojej ozdobnej zbroi, gdyż same noszenie uniformu mu się znudziło. Książe opuścił obydwie ręce, ponieważ miał je skrzyżowane na torsie i wypowiedział się:
-Nie histeryzuj Kobieto. Pamiętaj, że Trunks się wykazał i jeśli miałbym go pochwalić, zrobiłbym to. A teraz wybaczcie, ale idę trenować. – odwrócił się na pięcie i przekroczył próg, chowając się w środku budowli. Niebieskowłosa otarła łzy z oczu, a potem wkurzona jak zwykle na męża, pokierowała się w jego stronę. Przyjaciel Rivera stał i podśmiechiwał się z nim, czasami nie mógł ich zrozumieć, ale kto ich tam wie. On sam niedługo pewnie także będzie chciał poznać jakąś kobietę i mieć z nią dziecko, ale to jeszcze daleko droga przed nim. Nie chciał tracić cennego czasu, więc wrócił do swojego pokoju, który Bulma mu dała jak na razie i zasnął, bo był dość zmęczony po remoncie pół miasta, jak i siedziby Brief’sów. Znów Altairowi bardzo szybko mijały dni, a nawet tygodnie, aż wreszcie cały miesiąc. Kiedy zakończyli renowacje tutejszej siedziby niebieskowłosej, Drake ulotnił się gdzieś w las. Po przeniesieniu się tutaj, odczuwał że nie jest sam, więc odwrócił się za siebie, w stronę drzew i zaczął skanować teren wzrokiem. Zza jednego drzewka wyszła TTuce i rzekła:
-Dokąd to się wybierasz, chyba nie chcesz nas od tak zostawiać, co?? – powiedziała, a potem inny głos jeszcze dopowiedział:
-No właśnie, tak odlatujesz bez pożegnania, co!! – Sara warknęła i wychyliła się zza drugiego drzewa. Brat Severinusa czasami nie rozumiał tych kobiet, fakt były teraz to jego koleżanki, ale przecież nie musiały mu ciągle nastawać na pięte. Wojownik westchnął, zrobił tak zwany „facepalm”, po czym im odpowiedział:
-Rozumiem, że nie chcecie bym was zostawiał, bo Blade was ściągnął i zrobiło się wielkie zamieszanie, ale ja tylko chcę się udać w spokoju na Namek, rozumiecie?? – powiedział chłodnym tonem, tak aby im wreszcie doszło do tych móżdżków, że chcę zrobić coś pożytecznego. Saiyanka ze scyborgizowanym ramieniem prychnęła, machnęła dziko ogonem i powiedziała:
-Mogłeś przynajmniej nam o tym powiedzieć, teraz wszystko rozumiem. W takim razie sobie tam leć i rób pikniki z nameczanami, a my sobie z Sarą potrenujemy, prawda?? – powiedziała, wystawiając kły na wierz z radości. Dawna rywalka Yonana tylko przytaknęła i obydwie odleciały znaleźć sobie miejsce na spokojny trening. Altair starał się je zrozumieć, ale nie było to zbyt łatwym zadaniem. Były kobietami, miały inne gusty i upodobania, ale chciał je kiedyś ogarnąć, przynajmniej w niewielkim stopniu. Drake wreszcie ułożył dwa palce na czole i starał się wyszukać Namek, wiedział że w jego świecie powstała nowa planeta Nameczan tak zrobiona przez smocze kule, że nikt nie mógł ich w stanie znaleźć. Nie był to jednak problem dla niego, gdyż znał nameków ze swojego świata, więc miał nadzieję że ci do których poleci, także go jako tako w podświadmości rozpoznają. Po upływie dziesięciu minut, nadal nie mógł znaleźć jakiejś energii z tamtej planety, więc zaczął odwracać się i na pięć minut zatrzymywać w dany kierunek kontynentu. Na każdym spędził minimum dziesięć minut, ale nadal nie mógł na nic natrafić. Zaczął krążyć, chodził w te i wew te i zastanawiał się jak by tu ich odnaleźć. Dopiero do jego makówki uderzył znikąd pomysł, że przecież ma do dyspozycji pomoc Kaioshinów, którzy na pewno w stanie jakoś pomogą radą albo pomysłem. Wreszcie ustawił się w taką pozycję, gdzie było planeta Kaioshinów i po postu się tam przeniósł.

Po miniętej chwilce, brat Severinusa pojawił się na pięknej łące w świecie Kaioshinów. Przechadzał się swobodnie, lecz nie miał zbytnio na to czasu, więc wzniósł się w przestworza i leciał w stronę energii Bogów. Altair’owi w sumie zależało na czasie, więc aktywował białą aurę i przyśpieszył. Kiedy tak leciał, odczuwał spokój w sobie, ponieważ to miejsce nigdy nie było bardziej określane inaczej niż oaza pokoju. Drake po kilku minutach lotu, widział jak Starszy Kaioshin wraz z Neptunem właśnie pili herbatę, a potem chyba chcieli medytować. Jednak nie spodziewali się niezapowiadzianego wojownika z Ziemi. Obydwoje chcieli odstąpić od stołu, lecz usłyszeli tylko świst w powietrzu, mimo to i tak wstali od okrągłego stołu. Spojrzeli w stronę brata Severinusa i wyczekiwali aż wreszcie wyląduje. Przyjaciel Blade’a wreszcie wylądował i podszedł do nich. Przez chwilę cała trójka tak na siebie patrzyła, lecz Altair był szybszy i odezwał się:
-Witajcie, wiem że pewnie możecie mnie nie kojarzyć, ale się znamy. Jestem z innego universum, które jest praktycznie takie same, tylko co poniektóre osoby się różnią. Przybywam tutaj dlatego, bo potrzebuje by Neptun przeniósł mnie na nową Namek, to wszystko. – ukłonił się w geście prośby o spełnienia tego o co prosi. Nigdy tak nie robił, ale to kwestia braterstwa krwi i mu na tym po prawdzie zależało. Neptun uniósł brew, starszy Kaioshin tylko wzruszył ramionami, aż wreszcie białowłosy niższy bożek odpowiedział:
-Niech ci będzie wojowniku, zabiorę cię tam, tylko zanim odlecimy… – nie dokończył zdania, ponieważ spokojnym krokiem podszedł do przybysza i połozył mu rękę na głowie i zaczął czytać w myślach. Widział wszystko, od początku do końca, a tak po prawdzie ostatnei wydarzenia i spotkanie z jego inną osobą w innym wszechświecie. Neptun już nie miał co do tego chłopaka wątpliwości, mógł mu wierzyć na słowo. Podszedł obok niego i delikatnie położył dłoń na jego plecach, mówiąc „KaiKai”. Ich transportacja nietrwała zbyt długo, gdyż po kilka sekundach znaleźli się na niebieskiej trawie Nowej Namek. Niestety nie przenieśli się od razu do wioski, więc we dwóch wznieśli się ku górze i udali się do pierwszej lepiej jaką napotkają. Także czasu im wiele nie zajęły ów poszukiwania jednej z tutejszych Nameczańskich wioch, ale dokładnie nie wiedzieli do której dotarli. Po wylądowaniu, co poniektórzy zwrócili na nich uwagę i starali się domyśleć, czego chcą przybysze. Drake podszedł powolnym krokiem w ich stronę, a potem wypowiedział się:
-Jestem Altair Drake, saiyanin i przyjaciel innego saiyanin, który ocalił waszą planetę przed wielkim tyranem Freezerem. Chciałem was poprosić o przysługę, choć nie wiem czy się zgodzicie. – powiedział i jego mina ukazywała chłód i powagę tego co przed chwilą usłyszeli z jego ust. Nameczanie tearz musieli się trochę namyślić, ponieważ to było poważne zapytanie ze strony nieznajomej im osoby. Po niedługiej naradzie, starszy wioski wyszedł przed wszystkich i mu odpowiedział:
-Tak dzielny wojowniku, pozwolimy ci na skorzystanie z naszych nameczańskich smoczych kul. Zaczekaj tutaj, a ja porozsyłam ludzi do innych wiosek. – powiedział, po czym już dzielni namekowie wyruszyli z zadaniem do innych wiosk. Teraz Brat Severinusa wraz z Neptunem musieli wyczekiawć powrotu wojowników, którzy mają dostarczyć resztę smoczych kul. Po niecałych dwudziestu minutach, nameczańscy wojownicy z sześciu pozostałych wiosek nieśli ze sobą wielkie smocze kule. Oczywiście szybowali z nimi w powietrzu, a po chwili zaraz znaleźli się przy najstarszym „czterogwiezdnej wioski”. Umieścili przed nim sześć obiektów, gdyż siódmy już był na miejscu. Po chwili starszy powiedział nameczańskie słowa i niebo się zachmurzyło. Powstawały w niektórych miejscach wyładowania eteryczne, a potem potężne jasne światło wyłoniło się z kulistych obiektów. Gigantyczny jak wieżowiec zielony smok „Porunga pojawił się dwóm bohaterom z Ziemi i wyczekiwał na życzenie. Oczywiście się grzecznie przedstawił, że jest boskim smokiem i spełni ich trzy pożądane rzeczy jakie mogły by się im zyścić.

Brat Severinusa wypuścił powietrze, zbliżył się do starszego wioski i zaczął mówić słowa, tak aby ten mówił do Porungi:
-Porungo, chcę abyś wskrzesił wszystkich ziemian wraz z Trunksem na Ziemi, którzy umarli po ataku Boga Śmierci!! – zacisnął obydwie ręce w pięści, po czym wsłuchiwał się w zielonego nameka, jak mówi zdania do Smoka. Stwór Życzeń pokazał tak zwaną okejkę, po czym jego oczy błysnęły na czerwono. Oczekiwał drugiego życzenia, a Altair wiedział że ta rzecz jest dla niego najważniejsza. Chciał wksrzesić swojego przyjaciela i nie miał zamiaru dłużej czekać, więc znowu przemówił do Starszego Wioski słowami takimi jak:
-Porungo, chciałbym żebyś wskrzesił Blade’a, który także poległ z ręki Boga Śmierc Saku!! – pot ociekał mu z czoła, chciał wreszcie żeby było po wszystkim, ale nie wiedział czy na pewno smokowi uda się spełnić prośbę, można było usłyszeć z jego strony długie „hmmmmm”. Smok życzeń wreszcie przemówił w stronę nameka, po czym ten wsłuchiwał się dokładnie w jego słowa. Drake trochę niecierpliwy zaczął sobie od tak tupać nogą, ale na szczęście trzęsienia ziemi nie spowodował. Wreszcie Nameczanin odwrócił się do saiyanina, po czym rzekł w jego stronę:
-Porunga każe przekazać, że to życzenie nie może być spełnione. Aktualnie Pański przyjaciel Blade, kazał Panu przekazać takie słowa i stwierdził, że zrozumie Pan ich treść, więc cytuje: „Altairze, mam tu jeszcze kilka spraw do załatwienia, jeśli otrzymasz jakiś znak, wiedz że będzie on Boski”. To wszystko… – skończył mówić i trochę mu się zrobiło smutno. Nameczaninowi także zależało na wskrzeszeniu wojownika, który pomógł Goku uśmiercić wielkiego Tyrana Freezera, ale nie mógł tego zrobić. Czarnowłosy westchnął, zacisnął mocniej jedną rękę, ale wreszcie wyluzował po dotyku w ramię przez Neptuna. Altair uśmiechnął się, popatrzył na Starszego i powiedział:
-W takim razie to wszystko, nie mam więcej życzeń. – zaśmiał się cicho, po czym wrócił z powrotem do Kaioshina i ten zabrał go z powrotem od razu na Ziemie, żeby się nie przenosić dwa razy. Po użyciu techniki „KaiKai”, Drake został pozostawiony samemu sobie, ale cieszył się z widoku jasnych błękitnych chmur na ziemi. Mimo iż to nie był jego świat, to i tak wiedział, że praktycznie one się niczym nie różniły, tylko tym że były w nim inne osoby i to naprawdę warte uwagi. Teraz Brat Severinusa rozumował fakt jakim tak jakby Blade do niego przemówił, jeśli było coś do załatwienia, chodziło pewnie jak zwykle o wyratowanie jakiś istot z potrzasku.

Czarnooki kiwnął dwukrotnie akcpetując potok swoich myśli i zaczął wracać do zastępczego budynku Capsule Corporation, gdzie wszyscy czekali na jego powrót. Po znalezieniu się we wnętrzu, już nie widział nigdzie Sary ani Ttuce. Bulma jak zwykle coś majstrowała przy swoim komputerze, a jej fajek dymił się z popielniczki. Tak samo jak jej Staruszek coś robił, zaś Goku także z Vegetą także nie było. Altair mógł tylko westchnąć, po czym podszedł do niebieskowłosej i usłyszal jej głos:
-Mam cie poinformować, że TTuce z Sarą gdzieś wybiły potrenować, a Goku wraz z Vegetą powrócili na trening pod okiem Whisa, a poza tym, pewnie byś domyślił się sam. – skończyła mówić i dalej zaczęła prawować. Drake oczywiście nie musiał jej odpowiadać, ponieważ miała co do tego całkowitą rację. Nic więcej nie zrobił, mruknął coś do siebie i wyszedł znowu przed tymczasowe mieszkanie. Nie musiał już tutaj być, mógł się niczym nie przejmowac, lecz niestety jednak czas jaki spędzi w tym świecie, przedłuży mu się tylko dlatego, że będzie wyczekiwał powrotu swojego przyjaciela. Czarnowłosy mógł zrobić tylko i wyłącznie jedną rzecz, trening. Ułożył dwa palce na czole i zaczął wyszukiwać energii. Nie był to problem, choć wiedział teraz że znajdują się one w boskich transformacjach. Uśmiechnął się sam do siebie, po czym zniknął i przeteleportował się w dane miejsce. Brat Severinusa nie spodziewał się, że obydwie jego nowe znajome trenowały na jakiejś dalekiej gwieździe, które nie była zbyt blisko, jeśli chodziło o Ziemię. Widział właśnie jak czerwone łuna zderza się z niebieską i tak na zmianę. Czarnowłosy zaczął się rozglądać, aż wreszcie dopatrzył punktu widokowego. Podleciał w tamtą stronę i kiedy wylądował, tuż nad jego głową powstała kopuła podmuchu ki. Na szczęście że on już był przyzwyczajony do takich ekstremalnych akcji, nie zrobiło to na nim wrażenia. Skrzyżował ręce na wysokości torsu i starał się wreszcie przystostować swoje oczy do ruchu saiyanek. Wreszcie jego ślepia przyzwyczaiły się do ruchu wojowniczek i widział jak sobie poczynają. Altair tak patrzył i patrzył, widział że Ttuce wreszcie jako tako miała przewagę, mimo iż była w pierwszej boskiej formie, nie to co Sara. Niebieskowłosa zblokowała nadchodzący cios, pozostawiła po sobie widmo i pojawiając się za przyjaciółką, wbiła ją złączonymi pięściami-młotem w glebę tutejszej gwiazdy. Powstał porządny krater, większy niż normalne, ponieważ pozwalały sobie na korzystanie ze swoich mocy. Drake tylko parsknął, po czym miał zamiar się wmieszać, lecz TTuce go dostrzegła i tak jakby strzeliła w niego oczami. Brat Severinusa stał twardo, nie przerażony przeszywającym spojrzeniem kobiety, więc ta musiała na chwilę olać swoją koleżankę i zaszarżowała w jego stronę. Przyjaciel Blade’a tylko pokazał kły, gdyż łatwo było saiyanki sprowokować do działania. Jeden ułamek sekundy i prawie by został trafiony, lecz zatrzymał jej pięść, która miała go trafić w nos. Uśmiechnął się w jej stronę, po czym westchnął i odkopał ją od siebie. Sara gdy tak wisiała w powietrzu i obserwowała, nie mogła patrzeć na cierpienia przyjaciółki, więc aktywowała aurę i zaszarżowała na saiyanina.

Altair zblokował lewym ramieniem, po czym przeszedł pod nią, złapał ją za nogi i mocno rozkręcił. Drake nie patyczkował się z nimi, chciały porządnego treningu, to im go da, wreszcie po to tu przybył. Nie wiedział przecież ile jego wierny druh będzie załatwiał sprawy po tamtej stronie, więc przez jakiś czas muszą się jako tako rozluźnić, czyli przejść do treningowego sparingu. Kiedy dawna rywalka yonana twardo przywaliła w glebę tego księżyca, pomasowała się po twarzy, ryknęła głośno i zaatakowała znowu. Dawna służka Boga Śmierci także nie chciała pokazywać agresywnej strony, ale nie miała wyboru, dołączyła się do towarzyszki. Wreszcie Brat Severinusa mógł pokazać co potrafi, więc tylko aktywował aurę i po prostu bronił się przed ich nadchodzącymi atakami. Czarnowłosy nawet nie zamierzał się transformować, musiał zobaczyć granice swoich możliwości na podstawowej formie. Dziewczyny przez chwilę były zdziwiony, że nadal nie wchodził na transformację, ale przez to, bardziej były podekscytowane tym że będa mogły łatwo wygrać. Obdwie atakowały ostro i nie przestawały swojego natarcia. Drake wreszcie warknął, a potem zrobił przeskok nad nimi, nie czekał dłużej i odkopał jedną z wojowniczek. Sara pisnęła, a potem rąbnęła o kilka tutejszych szaro-srebrnych skał, które zostało szybko skruszone. TTuce także nie miała zamiaru się bawić, dlatego pojawiła się tuż przy czarnowłosym i wystrzeliła w jego klatkę promień ki. Ten posłał go na ściane skały i zatrzymał się tam, ledwo unosząc głowę do tyłu. Brat Severinusa chyba wiedział co musi zrobić, bo to była jedyna rzecz jaką mógł zrobić. Wyrwał się z wbitej kamiennej ściany, po czym upadł na na nogi i patrzył na czerwonowłosą. Jej ognista boska aura delikatnie rujnowała teren wokół niej, ale to nic wielkiego. Patrzyła na niego z góry, nie chciała mu dać ujść sucho za to, że ten skopał jej znajomą. Ukazała złowrogie ząbki, po czym zostawiła swój cień i pojawiła się tuż przy nim, posyłając w niego grad różnorakich ciosów. Przyjaciel Rivera oczywiście bronił się i kontrował, lecz nie wszystko udało mu się ogarnąć. Czarnooki nie mógł dłużej czekać, zadał dostatecznie mocny atak w jej tors, przez co posłał ją do tyłu, a ta rąbnęła kilka razy jak kaczka o podłoże gwiazdy. Kobieta, która niegdyś usługiwała freezer’owi, ledwo podniosła się i chwyciła za bok jednej ręki, ponieważ był bardziej obity i delikatnie krwawił. Ogoniasty chyba nie mógł długo z tym czekać, więc powoli jego ton głosu podnosił się, aż wrescie nastąpił krzyk i potężna aura zabłysła na niebie. Niebieskie pasma włosów zawitały na włosach Altaira, tak samo jak oczy. Zaciskał obydwie ręce, po czym zostawił po sobie zanzokena i wbijając się kolanem w brzuch dziewczny, posłał ją znowu na ziemie. Ta trochę ją zaryła, ale rękoma zatrzymała się i wybiła w powietrze, robiąc kilk salt aż wreszcie wylądowała. Wyszła ze swojej czerwonej boskiej formy i ciężko oddychając, wytarła krew z ust.

Była zmęczona, bo przez prawie trzy godziny sparignowała się z Sarą, a teraz jeszcze Drake chciał się mieszać w ich kobiecy trening. To nie było dla niej dopuszczalne, była wkurzona jak nigdy, ale nie specjalnie. Także winiła się za to, że Blade musiał poświęcić za nią życie, a wiadomo że tak nie chciała. Nie zauważyła nawet, kiedy to brat Severinusa stanął nad nią i patrzył z powagą na nią. Wreszcie westchnął, a potem wypowiedział się:
-Słuchaj TTuce, wierzę w ciebie, nie możesz się obwiniać przez to, że Blade się dla ciebie poświęcił. Musisz o tym zapomnieć, wyrzucić to w niepamięć. On jako mój Przyjaciel, nigdy nie zniknie z mojej głowy, ale ty jesteś saiyanką jak Ja, możesz się tego wyzbyć, może…… – przestał mówić, ponieważ wyładowania elektryczne przechodziły wokół niego i wojowniczki. Najwyraźniej przyjaciel Rivera zbyt mocno nastąpił dziewczynie na odcisk, przez co ta wybuchłem szałem i nienawiścią. Wkurzona TTuce powstała niczym grom z jasnego nieba, jej niebieskie włosy świadczyły o tym, że nie ma czasu na pogawędki. Altairowi się udało, czekał na to i się wreszcie doczekał, sprowokował specjalnie saiyankę, by ta przemienila się w błękitną boską formę. Zezłoszczona rywalka Saku nadal ryczała ze wściekłości, przez co pod jej stopami utworzył się sporych wielkości krater, nawet saiyanin musiał odskoczyć by do niego nie wpaść. Naprawdę był uradowany tym, że jego znajomej wreszcie się to udało, ale nie przewidział możliwości dostania od niej solidnego łomotu. Kochanka Raditza nie miała zamiaru się powstrzymywać, zostawiając swój cień w tyle, trafiła Altaira w lewy policzek, potem poleciała tam gdzie go wybiła i wykopała jeszcze wyżej. Powtórzyła tą sekwencję kilka krotnie, aż wreszcie złączyła dłonie w młot i wbiła Drake’a w glebę. Ten ów czarnowłosy przebił się przez parę skał i zniszczył łożysko planety. Zaczął masować się po głowie, aż wreszcie kiedy się podnosił, wyczuł silne skupienie ki za swoim plecami. Odchylił trochę głowę za siebie, a tam zobaczył trochę wkurwioną Sarę, która właśnie ładowała technikę. Musiał się szybko stąd zbierać, lecz nawet nie zdążył się podnieść, ponieważ druga niebieskowłosa wleciała mu kolanem w splot. Ten się prawie udławił wlasną śliną, wypluł trochę krwi, a potem zaczął obrywać pięściami tak, by nie móc się wyswobodzić. Chyba nie miał wyboru jak przejść w transformację, więc kiedy się zamachnął, to wojowniczka po prostu uskoczyła, gdyż Sara wystrzeliła swojego Galick Guna. Fioletowy promień mknął ku Altowi, ale gdy chciał skrzyżować ręce by się obronić, dawna rywalka Boga Śmierci wystrzeliła niewidzialne podmuchy ki, które mu nie pozwoliły na zrobienie czegokolwiek. Brat Severinusa rozszerzył oczy, a potem dostał umiejętnością na twarz, przez co powstała wielka eksplozja i z krateru powstała ogromna dziura w powierzchni tego księżyca. Obydwie lewitowały nad rozlewiskiem dymu i kurzu, który powstał przez fioletową technikę. Sara przybiła żółwika z TTuce, po czym te jeszcze nie miały zamiaru przerwać ataku, więc obydwie ustawiły się w pozycji strzeleckiej, po czym we dwie zaczęły wypuszczać z rąk ki blasty. Chmara kul leciała tam gdzie znajdował się przyjaciel Blade’a, z którym nie wiadomo co się dokładnie działo. I znów kolejne wybuchy powstawały na nowo, siejąc zniszczenie na tej nieznanej gwieździe, która prędzej czy później raczej wybuchnie, bo nie wytrzyma sparingu trojga bohaterów.

Wreszcie obydwie się troszkę zdziwiły, po ich kulki zaczęły wylatywać z krateru w różnorakie strony i pozycję. Mrugały chwilę oczkami, a potem po opadnięciu kurzu, zobaczyły Altaira w Super saiyanie blue. Nie miał teraz przyjemnej twarzy, choć przez chwilę się jeszcze uśmiechał. Użył zanzokena i pojawiając się za plecami dziewcząt, powiedział w ich stronę:
-Koniec zabawy…. – zrobił obrót i trafiając kopniakiem dawną rywalkę Yonana w żebra, posłał na ziemie. Nie zamierzał teraz tego przerwać, więc szybko chwytając za ubranie TTuce, zadał jej kilka ciosów pod żebra, a potem rzucił jak szmatę na powierzchnię, a potem unosząc obydwie dłonie, zaczął kumulować energie. Dawna przeciwniczka Yonana kiedy się otrząsnęła po ciosie, widziała że jej rywal ładował technikę, nie mogła na to pozwolić, więc szybko leciała w jego stronę. Drake był jednak na to przygotowany i kiedy już była bardzo blisko, tak że może go chwycić, On obrócił się w jej stronę i wykrzyknął:
-METEOR MASENKO!!! – Potężna złota łuna mocy dosłownie przywarła do jej twarzy i posłała znowu na dół. Sara pomknęła z promieniem przytulonym do siebie, a potem powstał bardzo potężny wybuch. Kiedy TTuce się otrząsnęła po ciosie i myślała, że zostanie znokautowana, jej znajoma niestety zajęła jej miejsce. Saiyanka zatrzęsła się ze złości i zaszarżowała na wojownika, gdy ten był skupiony na przytrzymaniu jeszcze energii promienia. Brat Severinusa niechcący zareagował za szybko i przypadkiem uniknął pięści wojowniczki. Ta zasyczała przez zęby, obróciła się i zadała cios przy niżej brzucha i prawie trafiła w czuły punkt. Brat Severinusa jęknął, po czym poleciał w dół, zaś jego technik zrobiła swoje, ponieważ dostrzegł że Sara ma z powrotem czarne włosy. Po rozbiciu się o najbliższą skałę, zrobił obrót i wylądował w przykucu na nogach. Szybko się podniósł i widział, że właśnie zaczyna dostawać pięściami po żebrach, brzuchu i zakończywszy na jego już z deczka pokrwawionej twarzy, TTuce wykopała go na wielki głaz. Altair się o niego rozbił, przeleciał jeszcze przez niego, robiąc dziurę i pojawił się na drugiej jego stronie. Drake podniósł się z ziemi i kiedy chciał się ustawić do obrony, widział stopę wojowniczki już przy swoim podbródku, niestety musiał go poczuć. Kiedy został podbity do góry, Saiyanka znalazła się nad nim i zmaskarowała jego cały tył i znowu wbiła w glebę, niczym śmiecia. Brat Severinusa ledwo już dawał radę, ale jego transformacja nadal się utrzymywała, więc zostawił po sobie widmo i oddalił się na bezpieczną odległość. Przyjaciel Rivera musiał złapać dech, a potem wstał z ziemi i zastanawiał się teraz jak uspokoić swoją koleżankę. Dawna przeciwniczka Czarnego Wojownika zaczęła ki blatami niszczyć wszystko, tak by tylko znaleźć saiyanina, który śmiał zranić jej przyjaciółkę.

Nie mogła tego znieść, mimo to nadal odczuwała winę, że przyjaciel Drake’a musiał ponieść sromotną porażkę i poświęcić się dla niej, ale zastanawiała się niechcący czy ten nie czułe czegoś do niej? Niestety nie mogła sobie odpowiedzieć na to pytanie, dlatego też głośno westchnęła i zaczęła się uspokajać, a jej boska aura także się wyrównowała. Niebieskowłosy dość mocno obity wyszedł z kryjówki i poleciał w jej stronę, po czym przed nią wylądował i się ciepło uśmiechnął. Nie wiedząc czemu, wojowniczka także zrobiła radosny grymas i troszkę się zarumieniła, to było dla niej dziwne. Pufnęła, po czym skrzyżowała ręce na torsie, a potem wyszła z boskiej formy i odwróciła się plecami. Altair sobie pomyślał „Jak dziecko”, a potem odezwał się w jej stronę:
-Przepraszam za to wszystko TTuce, ale to było specjalnie zrobione, dla ciebie. Teraz jesteś kolejną wojowniczką, która osiągnęła super saiyanina blue, cieszy mnie to bardzo. Kiedy już udało ci się przemienić w boską formą, którą my posiadamy, następnym razem nikt nie będzie musiał umierać. – powiedział i przytulił ją do siebie. Dawna służka Boga Śmierci uroniła łzy, mocniej zacisnęła uścisk, tak by także Altair mógł to odczuć. Kulejąca Sara niestety zobaczyła ten moment i głośno westchnęła, tak aby oni ją usłyszeli. Dwójka bohaterów zarumieniła się i odsunęli się od siebie, tak jakby nic się nie stało. Rywalka Yonana zasłoniła usta ręką, złowieszczo zaczęła się śmiać, a potem poklepała po plecach koleżankę. Obydwie odwzajemniły w tym samym czasie uśmiech, tylko brat Severinusa jeszcze raz pochwalił saiyankę i pokazał kciuka do góry. Teraz cała trójka wojowników Z nie mogła nic więcej zrobić niż solidny trening tutaj, ponieważ nie mieli nic lepszego do roboty. Byli po prawdzie w świecie TTuce, ale po pokonaniu Czarnego Wojownika, mieli czas dla siebie. Przyjaciel Blade’a wraz z nimi aktywowali wszyscy formę niebieskiego boskiego saiyanina i przystąpili do dalszej potyczki między sobą. Dwie kobiety kontra facet, zapowiadało się dla nich wręcz genialnie, mimo tego że mózg Altaira był na takim poziomie, że jego strategie były bezbłędne.

Po upływie kilku tygodni, zmęczeni wraz z poniszczonymi uniformami odpoczywali właśnie w siadach prostych na praktycznie zniszczonej całkowicie gwieździe. Właśnie łapali ostatnie oddechy po ich już którymś tam z zrzędu sparingiem, aczkolwiek nie spodziewali się jednego. Wszyscy siedzieli tak by ich nogi były połączone, a w sam środek przeniósł się opiekun Boga Zniszczenia. Whis walnął dwa razy laską, zaśmiał się perliście, po czym rzekł:
-Mam nadzieję, że wam nie przeszkadzam. Jeśli tak, to wybaczcie, ale mam pilną wiadomość dla ciebie Altairze. Tak, pewnie zastanawia cię po co tu przybyłem i w jakim celu, już tłumacze. – zatrzymał się na chwilę by złapać dech, lecz zaraz ciągnął dalej:
-Pamiętasz to jak wszyscy po Śmierci, ci dobrzy oczywiście, zachowują ciało i dusze?? Twój przyjaciel chciał trenować u Kaito, lecz ten był tak rozgoryczony tym, że Goku praktycznie zniszczył mu całą planetę, dlatego poprosili mnie bym go gdzieś przeniósł. Teraz najważniejsze co ci powiem, zgodziłem się na jego trening i przeniosłem go do dziesiątego Universum, na planetę Frugo. Niestety nie spodziewałem się, że w tamtych czasach jest taki chaos i planeta zostanie zaatakowana. Ty jako jego wierny druh, udarz się ze mną na gwiazdę Lorda Beerusa i cie przygotuję przed wyprawą. Wy dziewczęta się tak nie przejmujcie, na pewno nic mu nie będzie. – skończył wreszcie swój długi monolog i jak zwykle wyjął coś zza pazuchy. Parówki w opakowaniu bardzo mocno wryły już mu się do głowy, dlatego zaczął je teraz zajadać, lubił być od czasu do czasu głodomorem jak fioletowy Kot. Drake wstał i osłupiały przez chwilę musiał przetworzyć wszystkie otrzymane dane, bo z ciężkością jakoś to zrozumiał. Altair po chwili jeszcze po chwilce namysłu, kiwnął głową na znak, że rozumie, dlatego też wstał jako jedyny i odwrócił się jeszcze w stronę dziewczyn. Saiyanki także podniosły swoje cztery litery, po czym najpierw przytuliła go Sara, choć to nie było gestem ich rasy:
-Bywaj Altairze, dziękuje że ty i Blade zabraliście mnie w taką podróż, dzięki wam poznałam kogoś kto będzie moim przyjacielem na zawsze. – uroniła łzę na wzmiance o martwym saiyaninie. Oczywiście przyjaciółką dla niej była TTuce, bo mimo iż były jak ogień i woda, jako tako się dogadywały, w większości swoich słów były prawie ciągle sprzeczne. Brat Severinusa teraz czuł, że znowu przytula rywalkę Czarnego Wojownika i tak także się wypowiedziała:
-Masz wrócić, ty i Blade….skopię mu dupę tylko jak się pojawi i mu napomnę, że jest idiotą!! – walnęła mukę przyjacielowi Rivera, bo ją trochę poniosło. Białowłosy bożek zasłonił usta, bo miał delikatny ubaw z tego, ale po chwili się uspokoił i chrząknął by pogonić wojownika. Czarnowłosy zaśmiał się tak by wszyscy go mogli usłyszeć, aż wreszcie powiedział:
-Fakt, przyłożę mu od ciebie, masz moje słowo. A teraz bywajcie, przede mną długa droga. – zostawił im na pożegnanie blask swoich kłów, po czym stanął za Whisem, chwycił za jego boskie ubranie i obydwoje zniknęli w tęczowym promieniu teleportacyjnym.

Saiyanki pozostały same, więc one także pokazały sobie grymasy i wchodząc tym razem na formy super saiyaninów tych zwykłych, zaczęły dalej trenować. Musiały być gotowe na wszystko, a nie wiadomo co czas pokaże i jakich to nowych wrogów im da czas. Tymczasem w promieniu przenośnym, Altair na nowo spoważniał i chciał wiedzieć o co konkretnie chodzi Mistrzowi Beerusa, lecz ten tylko coś mruknął. Drake nadal go nie czaił, ale miał nadzieję, że pewnego dnia uda mu się go rozgryźć, choć nadal tamten będzie Bogiem.
Epilog
Blade z aureolą nad głową stał i wyczekiwał aż wróg pojawi się bliżej lub wyłoni się ze statku. Mistic, który był u jego boku, widział jak wojownicy najsilniejsi którzy byli w tej wiosce, odsyłali dzieci i matki w bezpieczne podziemia, ale najszybsza droga była do Boskiego Drzewa Życia. Tak każdy Frugonianin czuł się bezpiecznie, więc udawali się także w tamą stronę. Wreszcie dyskowe maszyny zatrzymały się nad ich głowami, a z oddali można było usłyszeć skrzypnięcie otwieranego włazu. Z największego pojazdu wyłonił się changeling, nie wiedziąc czemu, przypominał on dawnego wroga Rivera, Coolera. Ów wojownik z rasy freezera zniżyl się trochę przed swój statek, a u jego boku był niewiele mniejszy najwyraźniej jego potomek. Nabrał powietrza do ust i rzekł:
-JA JESTEM POLAR. Król wszystkich demonów mrozu. Przybyliśmy tutaj by wybić tutejszą rasę i sprzedać ziemię, więc ZGINIECIE TAK CZY INACZEJ!!! WOJOWNICY, NA NICH!!!pstryknął ręką, a jego synek uradowany śmiał się jak szaleniec. Ze wszystkich 13 pojazdów nie wyłonili się zwykli rekruci, tacy jak niegdyś tyran, który zniszczył planete Vegete wynajmował. Osobniki, które wyłoniły się z dyskowych wahadłowców, to wszystko były Changelingi.
Co będzie dalej?? Czy Blade i Mistic pokonają całą armię demonów mrozu?? Czego chcę Whis od Altaira?? Czy Sara i TTuce podążą za śladem Drake’a?? Dowiecie się w następnym rozdziale.